„Stracone złudzenia” na podstawie powieści Honoré de Balzaca – kinowa premiera opowieści o awansie społecznym, przywilejach i pracy w mediach

4 sierpnia 2022

Od piątku 5 sierpnia w kinach zobaczycie „Stracone złudzenia”. Francuski film uhonorowany aż 7 statuetkami Cezara powstał na podstawie arcydzieła Honoré de Balzaca o tym samym tytule. Jak przekonują twórcy adaptacji, historia napisana w pierwszej połowie XIX wieku trafia w samo sedno współczesnych debat o awansie społecznym, przywilejach, elitach, mediach i pracy w kulturze.

Lucien to młody, nieznany poeta, który pochodzi ze zdeklasowanej i zubożałej rodziny. Tego prawdziwie utalentowanego pisarza wspiera Madame de Bargeton, która próbuje rozbudzić zainteresowania prowincjonalnego towarzystwa sztuką i literaturą. Mając wielkie nadzieje na karierę, Lucien opuszcza rodzinną miejscowość i wraz ze swoją opiekunką udaje się do Paryża. Tam jednak szybko zostaje przez nią porzucony. Musi więc zmierzyć się z trudną rzeczywistością w świecie, w którym rządzą pozory i prawo zysku. W wielkim mieście wszystko bowiem jest na sprzedaż – literatura, prasa, polityka, uczucia, reputacja i własna dusza.

Spotkanie z Lousteau otwiera przed Lucienem łamy gazet. Zbyt słaby, by oprzeć się pokusom, zbyt naiwny, by rozumieć świat, Lucien wyrzeka się twórczości literackiej na rzecz najpodlejszego dziennikarstwa – sowicie opłacanych kalumnii lub pochlebstw.

Reżyser Xavier Giannoli odkrył powieść Balzaca, gdy był dwudziestokilkuletnim studentem literatury marzącym o karierze filmowej. Już wtedy wiedział, że pewnego dnia zekranizuje „Stracone złudzenia”. Zaczął nawet gromadzić notatki, opracowania krytyków oraz inspiracje wizualne, które mógłby w przyszłości wykorzystać, pracując nad adaptacją książki. Ćwierć wieku później, będąc już uznanym reżyserem z bogatym dorobkiem filmowym, wreszcie udało mu się zrealizować ten projekt.

Giannoli zastrzega, że nie miał zamiaru kręcić akademickiej adaptacji, która przypominałaby niezdarne plagiatowanie. „Kino jest z natury transfiguracją rzeczywistości lub książki” – wyjaśnia. Po latach zgłębiania powieści Balzaca stwierdził, że musi się od niej uwolnić i skupić na tym, jakie wrażenia i uczucia wywołuje w nim tekst. Jak przyznaje, to muzyka przywiodła go do tego, czego szuka się w kinie poza słowami. Słuchając utworów z epoki, poczuł, jak książka w jego głowie staje się filmem.

Scenariusz koncentruje się na drugiej części powieści – na odysei młodego prowincjusza, który odkrywa w wielkim mieście „drugą stronę medalu” wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Historia rodzi pytanie: co ma jeszcze znaczenie w świecie, w którym wszystko ocenia się według wartości rynkowej?

Filmowy Lucien posiada większość cech swojego książkowego pierwowzoru, choć niektóre epizody z jego życia w Paryżu zostały zmodyfikowane. Na ekranie nie zobaczymy za to powieściowego d’Artheza, który był moralnym kontrapunktem Lousteau. Uosabiał cnotę, ciężką pracę, i cierpliwość. U Balzaca Lucien był rozdarty między Lousteau i d’Arthezem, między występkiem a cnotą. „W filmie takie dramatyczne rozdarcie wydawało mi się zbyt pouczające” – przyznaje reżyser. „Wolałem, żeby miało ono charakter wewnętrzny, żeby Lucien miał sumienie, nawet jeśli przysłonięte złudzeniem własnych wyrzeczeń. Duch d’Artheza krąży więc w filmie” – dodaje.

Reżyserowi zależało na kręceniu filmu w Paryżu, w autentycznej scenerii z książki. Dekorator Riton Dupire-Clément, projektant kostiumów Pierre-Jean Larroque i operator zdjęć Christophe Beaucarne mieli za zadanie możliwie najwierniej oddać ducha epoki, w której rozgrywa się historia.

„Kręciliśmy zdjęcia bardzo szczególnymi obiektywami, które dyskretnie zniekształcają perspektywę, czasem przyciemniając krawędzie ekranu. Szukałem zarówno poczucia 'realizmu’ z rekonstruktorską precyzją, jak i poetyckiej, czasem 'fantastycznej’ wizji niczym w teatrze. Przede wszystkim jednak szukałem zmysłowości, organicznego związku z miejscami i materiałami, z kolorami” – mówi reżyser. „Balzac był jednocześnie sensualistą i filozofem, psychologiem i antropologiem, malarzem i reżyserem. Czytając na przykład jego opis Bulwaru Zbrodni, ma się wrażenie, że posiadał intuicję językowo-kinematograficzną. To literatura spojrzenia. Kino jest organicznie związane z wizją świata Balzaca. Eisenstein mówił o tym w swoich lekcjach reżyserii na podstawie 'Ojca Goriot'” – dodaje.

Poniżej możecie zobaczyć zwiastun adaptacji „Straconych złudzeń”, których dystrybucją zajmuje się Gutek Film:

[am]

Tematy: , , , , , ,

Kategoria: film