banner ad

Hilary Mantel rozczarowana, że straciła szansę na trzeciego Bookera, ale też nie narzeka i czuje ulgę

25 września 2020

Dwukrotna laureatka Bookera Hilary Mantel przyznała, że ​​jest „rozczarowana” utratą szansy na trzecią nagrodę, ale jednocześnie nie narzeka i czuje ulgę, wiedząc, że nie znalazła się w gronie tegorocznych finalistów. Przy okazji pogratulowała autorom, którzy walczą o statuetkę i 50 tysięcy funtów.

Mantel, która zdobyła Bookera za pierwsze dwie powieści wchodzące w skład trylogii o Thomasie Cromwellu, była typowana jako potencjalna zwyciężczyni nagrody również w tym roku, po wydaniu trzeciego i ostatniego tomu cyklu zatytułowanego „The Mirror and the Light”. I rzeczywiście autorka znalazła się na długiej liście nominowanych, ale ostatecznie kapituła postawiła na debiuty i nazwiska mniej znane. Jak powiedział jeden z jurorów, pisarz Lee Child, „The Mirror and the Light” to „absolutnie cudowna powieść, nie ma co do tego wątpliwości”, ale „kilka książek było lepszych”.

„Szanuję decyzję jurorów, ponieważ sama byłam jurorką i wiem, że jest to bardzo trudne zadanie. Akceptuję fakt, że książki rodzą się w pewnym momencie kulturowym. Surfują na fali czasu. W pewnym sensie też czuję się wolna. (…) Nie mam nic do powiedzenia poza gratulacjami dla wszystkich z finałowej listy” – powiedziała Mantel w rozmowie z „The Guardian”.

Z kolei w wywiadzie udzielonym „Sydney Morning Herald” pisarka dodała: „Oczywiście jestem rozczarowana, ale nie da się przewidzieć decyzji jurorów. Jestem pewna, że mieli do wyboru ogromny zestaw doskonałych powieści i nie narzekam. Nie sądzę, że w ogóle powinnam wyrażać opinię w tej sprawie, ponieważ jestem stroną zainteresowaną”.

Ogłoszenie krótkiej listy nominowanych spotkało się z mieszanymi reakcjami na Wyspach. „The Times” określił pominięcie Mantel jako dowód na to, że jurorzy Bookera są bardziej zainteresowani promowaniem nowych głosów i pisarzy z odległych miejsc, niż pełnieniem roli „przewodnika po najlepszych powieściach opublikowanych w Wielkiej Brytanii”. Zważywszy na fakt, że w gronie finalistów nie ma nikogo, kto mieszkałby na terenie Zjednoczonego Królestwa, „Telegraph” napisał, że Booker opuścił Wyspy. Przewodnicząca tegorocznej kapituły, Margaret Busby, mówiła, że jurorzy skupili się na książkach, a nie o narodowości, ale podkreśliła, że różnorodność była dla nich ważna. W związku z tym zrodziły się dyskusje na temat tego, jaką rolę nagrody literackie powinny pełnić w rozwiązywaniu problemów z brakiem różnorodności wśród nominowanych i zwycięzców w dawnych latach.

W rozmowie z „Sydney Morning Herald” Mantel powiedziała, że ​​kiedy ona była jurorką Bookera w 1990 roku, nie rozważała kwestii związanych z pochodzeniem autora. „Mogę szczerze powiedzieć, że w tamtym roku ocenialiśmy wyłącznie jakość literacką” – zapewniła.

W dyskusjach o Bookerze proponowano, by kapituła nie miała wglądu w to, kto jest autorem książki. Wtedy byłaby pewność, że ich ocena dotyczy jedynie samego dzieła, a nie jest podyktowana również innymi względami. Hilary Mantel nie przekonuje jednak ten pomysł. Zauważyła, że w przypadku trzeciego tomu o Thomasie Cromwellu jurorzy dobrze wiedzieliby, kto napisał książkę. „Może mogłoby to się sprawdzić przy nagrodach dla debiutów, ale autorzy mają skłonność do rozwijania swoich charakterystycznych głosów” – zauważyła.

[am]
fot. Janie Airey/Booker Prize
źródło: The Guardian, Sydney Morning Herald

Tagi: , , , , ,

Kategoria: newsy