banner ad

Chcę się zżyć ze swoimi bohaterami – rozmowa z Aleksandrą Herzyk, autorką komiksu „Wolność albo śmierć”

18 lipca 2022

Aleksandra Herzyk, znana w internecie za sprawą ilustracji i krótkich komiksów, jakie zamieszcza m.in. na swoim fanpage’u, przedstawiła niedawno debiutancki autorski album „Wolność albo śmierć”, przenoszący czytelnika w czasy rewolucji francuskiej. Spotkaliśmy się z nią, aby porozmawiać o tym właśnie komiksie, a także innym książkowym projekcie, w który jest zaangażowana.

Sebastian Rerak: Dlaczego rewolucja francuska?

Aleksandra Herzyk: Ponieważ fascynuje mnie ona, odkąd pamiętam. Rewolucja francuska była bardzo intrygującym zwieńczeniem epoki oświecenia. Zawsze inspirowało mnie pronaukowe podejście właściwe tym czasom, ale im jestem starsza i im więcej o nich czytam, tym więcej dostrzegam w oświeceniu sprzeczności. Z jednej strony miała to być epoka triumfu rozumu nad zabobonem, z drugiej jednak stworzyła podstawy dla utrwalania i rozwijania różnych niesłusznych przekonań, które rozkwitły w XIX wieku, np. pseudonaukowych teorii rasowych. W późniejszych latach nauką próbowano podeprzeć zwyczajnie szkodliwe bzdury i w ten sposób legitymizować je wśród ludzi.

W pierwszej kolejności nakreśliłaś tło historyczne, a potem osadziłaś w nich postaci czy też już wcześniej stworzyłaś ich pierwowzory?

Postaci w różnych wersjach krążyły mi po głowie dość długo, szczególnie główna bohaterka, Franciszka. Dla komiksu punktem wyjścia była jednak myśl, że oto wiek rozumu, świateł i humanitaryzmu kończy się krwawym przewrotem. Nie dawało mi spokoju pytanie natury etycznej: czy w imię niepewnych społecznych zdobyczy można przeprowadzić rewolucję? Odpowiedź nie jest prosta, bo po rewolucji życie klas niższych niekoniecznie od razu stało się o wiele lepsze. Doszło do przepływu ze wsi do miast, które zaludniły się ludźmi wyrwanymi z korzeniami. Nastały smutne czasy dziewiętnastowiecznego proletariatu. Warto w tym miejscu dodać, że liderzy rewolucji początkowo nastawieni byli dość pacyfistycznie. Sam Maksymilian Robespierre był zdecydowanie przeciwny karze śmierci. Ci ludzie, wywodzący się z burżuazji, obawiali się żywiołu, który wyzwoliła rewolucja, zwłaszcza po masakrach wrześniowych 1792 roku, które zresztą przedstawione są pod koniec mojego komiksu. „Wolność albo śmierć” otwiera notabene cytat z Claude’a Basirego, jednego z deputowanych, który powiedział: „Rewolucja jest zawsze ohydna w swych szczegółach. Polityk musi ją oceniać w całości i w skutkach dla całego pokolenia”. To pokazuje, że przywódcy są gotowi poświęcać jednostki w imię wyższych celów.

W „Wolności albo śmierci” nie brak scen przemocy, niemniej zawsze przedstawione są w sposób dość… wysmakowany. Nie jest to brutalne gore.

Nie lubię gore i nie przepadam za epatowaniem przemocą. W kilku miejscach postawiłam sobie jednak wyzwanie narysowania czegoś bardziej brutalnego i podobno mi się to udało, zwłaszcza w scenie śmierci księżnej de Lamballe. Bardziej zależało mi jednak na tym, aby dać wyraz terrorowi czasów w dialogach. Dlatego pojawia się w nich zmęczenie rewolucyjną codziennością i całym tym okrucieństwem.

Spotkałaś się z jakimiś uprzedzeniami wobec komiksu? Każdy, kto zagląda na twój fanpage, wie, że masz zdecydowanie lewicowe poglądy. Nikt z góry nie skreślał „Wolności albo śmierci”, zakładając, że przedstawi rewolucję w stronniczy sposób?

Pojawiły się takie głosy, pamiętam pojedyncze komentarze… Moje poglądy zeszły jednak w komiksie na dalszy plan. Mogłabym uprawiać propagandę i stworzyć komiks w oparciu o to, co mówili Marat i Robespierre, ale to byłoby intelektualnie leniwe. Szczególnie że wiele decyzji Konwentu Narodowego do dziś otaczają kontrowersje, jak choćby wysłanie kolumn piekielnych do stłumienia buntu w Wandei. Nie można powiedzieć, że wszystko w rewolucji francuskiej było wspaniałe i chwalebne, bo tak nie było. Postanowiłam więc unikać ocen i dlatego też w „Wolności albo śmierci” brak czarnych charakterów. Każdy bohater głęboko wierzy w to, co robi, i każdy ma coś przekonującego do powiedzenia na swoje usprawiedliwienie. Nawet najbardziej reakcyjna postać, czyli oficer von Mensdorff. Korciło mnie, aby nadać mu bardziej odrzucający rys, ale to byłoby zbyt proste.

Zaraz we wstępie do albumu dziękujesz osobom, które dostarczyły ci rekonstrukcje strojów z epoki. Okazały się przydatne przy wystudiowanych kadrach?

Tak, prawie wszystkie pozy bohaterów są wystudiowane. Pomagałam sobie, robiąc zdjęcia referencyjne. Zgromadziłam dużo sukien, kilka koszul, a także czepki, krawaty, kamizelki… Oraz bardzo elegancki strój męski o takim kroju, jaki w komiksie nosi Zygmunt. Piękna epoka, jeśli chodzi o modę, zwłaszcza męską. Mam też męski frak z lat 90. XVIII wieku i czasem go noszę.

Kiedy tak rozmawiamy, przywołujesz różne wydarzenia historyczne i wiem skądinąd, że przeczytałaś wiele książek w ramach researchu. Nie korciło cię w żadnym momencie, aby popuścić wodze wyobraźni i nieco oddalić się od realnych zdarzeń?

Sama historia Franciszki jest wytworem wyobraźni, ale chciałam ją dobrze zakorzenić w historii. Nie uniknęłam jednak pewnych błędów, bo przytrafiła mi się „literówka” historyczna (nie zdradzam w którym miejscu), a jeden z czytelników znalazł pomyłkę związaną z architekturą. To drugie wynikło z faktu, że zebrałam zbyt dużo referencji pewnego budynku z różnych epok i trochę uległy wymieszaniu. (śmiech) Niemniej tak, przeczytałam kilkadziesiąt książek, bo bardzo zależało mi na poznaniu wielu nierzadko marginalnych postaci historycznych. W ten sposób do komiksu trafiła np. Klara Lacombe, rewolucjonistka związana ze stronnictwem Wściekłych.

Wracając do Franciszki, to jak sama podkreślasz, jest ona pierwszą wyraźnie aseksualną postacią w polskim komiksie.

Tak. Tworząc tę postać, wiedziałam, że będzie ona aseksualna, nawet jeśli nie wyartykułowałam tego wprost. Wiele osób pytało, jak zamierzam zaznaczyć, że bohaterka czegoś nie robi, ale chyba zostało to jasno zasygnalizowane w zderzeniu z Zygmuntem, który jest libertynem i trochę takim… spermiarzem. (śmiech) Zderzenie ich stylów życia poddaje pewną sugestię, nie będąc przy tym ostentacyjne. Chciałam też, aby ta cecha Franciszki nie miała wpływu na sam bieg historii.

Debiutujesz autorskim komiksem o epickich rozmiarach. Nie przeszło ci nigdy przez myśl, że może na początek lepiej zrealizować coś w krótszym formacie?

Nie, bo nie lubię krótkich form. Zależy mi na tym, aby zżyć się z postaciami i spędzić z nimi dużo czasu, a poza tym podoba mi się wymyślanie skomplikowanych historii. Jeśli miałabym tworzyć szorty albo komiksy na zwyczajowe 48 stron, to wolałabym nic nie robić. Dla mnie cała przyjemność to obcowanie z bohaterami przez lata, dlatego spędzam z nimi każdą wolną chwilę. W głowie kotłują mi się dialogi i backstories, których nie pokaże w komiksie, ale wiem, że wpływają one na rozwój postaci. Nie nawiązałabym takiej więzi z bohaterami krótkiego albumu, jaką nawiązałam z Franciszką.

Dodajmy, że ukażą się jeszcze dwie części „Wolności albo śmierci”. Łącznie to blisko osiemset stron. Poważne zobowiązanie.

Tak. Doskonale spędzam czas, rysując ten komiks, i już nie mogę się doczekać, aż zacznę tworzyć drugą część.

Wyłącza cię to jednak chyba z innych projektów komiksowych?

Trochę tak, ale ja pracuję jako concept artystka w game devie, więc i tak nie chcę zajmować się innymi projektami. Dla mnie komiks to 100% przyjemności – nie potrafię tego dzielić na zlecenia i projekty dla innych. Czasem takowe biorę, ale tylko jakieś krótkie rzeczy.

Z Patrycją Wieczorkiewicz piszesz także książkę o incelach zatytułowaną „#Przegryw”. Incel i przegryw oznacza teraz to samo?

Różnice między nimi są przedmiotem kontrowersji w incelosferze. Niektórzy uważają, że bycie przegrywem zakłada brak kontaktów seksualnych, podczas gdy inni przekonują, że przegrywa się poprzez kiepską pracę, depresję, niepełnosprawność itp. Mam nadzieję, że książka wyjaśni wszelkie problematyczne kwestie związane z definicją przegrywa i incela. Notabene tytuł książki pochodzi właśnie od hashtagu „przegryw” na forum Wykopu, gdzie króluje incelska ideologia. Nawet pomimo tego, że sami użytkownicy Wykopu spierają się o to, czy przegryw i incel to to samo. „#Przegryw” ukaże się w październiku nakładem W.A.B.

Generalnie to chyba bardzo toksyczne środowisko?

Jest wiele toksycznych baniek w internecie, ale ta jest dość szczególna, bo wielu uczestników incelosfery wyżywa się zarówno na otoczeniu – głównie słownie, bo plują naokoło jadem – jak i na samych sobie. Wysoce autodestrukcyjne środowisko.

Jak was odbierają sami zainteresowani?

Na Wykopie jesteśmy już znane i większość tam za nami nie przepada. (śmiech) Panuje consensus, aby nas nie lubić, choć są też osoby z Wykopu, które stały się nam przyjazne. Patrycja zajmuje się opisywaniem ich historii, a do mnie należy warstwa teoretyczna – piszę o historii, chanach i męskości. W przypadku inceli niektóre autorki piszą o męskości nowego typu, inne uważają, że to męskość hybrydowa, która częściowo przyjmuje tożsamość osób marginalizowanych, wzmacniając jednocześnie męskość dominującą. Zagraniczne chany stały się przesiąknięte incelosferą i kiedy Elliot Rodger urządził masakrę w Isla Vista, chwalono go wtedy mocno na 4Chanie.

Wtedy chyba jeszcze było to po prostu podszyte nihilizmem?

Tak, nihilizmem, edgyzmem i chęcią wywołania bólu dupy, ale jednocześnie na chanach pojawiło się już wówczas hasło „beta rebellion”.

Na koniec wróćmy jeszcze do „Wolności albo śmierci”. Kiedy premiera drugiej części?

Za jakieś dwa lata. Mam już w każdym razie gotowy zarys całej historii.

Rozmawiał: Sebastian Rerak


Tematy: , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady