banner ad

Pocztówka znad krawędzi – recenzja książki „Niewidzialni” Natalii Delewy

18 czerwca 2021

Natalia Delewa „Niewidzialni”, tłum. Hanna Karpińska, Wydawnictwo Ezop
Ocena: 6 / 10

Dziewczyna, która właśnie opuściła dom dziecka i szuka dla siebie miejsca w świecie. Mała Syryjka bezradna wobec nieszczęścia swojej zgwałconej siostry. Romska rodzina traktowana z nieufnością. Kobieta, która ponoć kiedyś była słynną baletnicą, dzisiaj jednak to dziwaczka, koncentrująca się wyłącznie na swoich kotach. Osoby wykluczone, walczące o byt, samotne, niezrozumiane, osoby, których nikt nie chce wysłuchać ani zrozumieć, chociaż każda z nich dźwiga na barkach trudną historię. To właśnie tytułowi „niewidzialni”, niedopasowani, niechciani.

Naszą przewodniczką po tym świecie jest Leah, która nie zna swoich korzeni ani swojej rodziny. Nie wie do końca, czemu została porzucona i jak w konsekwencji trafiła do domu dziecka, więc wymyśla swoją historię ciągle od nowa. Czasami są to scenariusze cyniczne i smutne, czasami podbarwione nadzieją i bolesnym pragnieniem. Nie mając wspomnień innych niż te najbardziej koszmarne, związane z cierpieniem, wykorzystywaniem i przemocą, dziewczyna kolekcjonuje takie, jakich nigdy nie miała. Nieistniejące zdjęcia, na których pozuje z czułą mamą, opiekuńczym tatą, zaaferowanym wnuczką dziadkiem. Nieistniejące pamiątki: listy, bilety do kina, zaproszenia. I nieistniejące przepisy kulinarne, starannie wykaligrafowane w zeszycie przez matkę dla córki, dla wiecznej pamięci. Ta efemeryczna kolekcja pozwala przynajmniej na chwilę odpędzić chłód, bezradność, poczucie nieprzystosowania, a przede wszystkim wrażenie, że nikt tak naprawdę nie chce dla niej szczęścia. Wie, że mogłaby odbić się od dna, zacząć nowy rozdział, zbudować życie, w którym wspomnienia miałyby swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale czy ktoś wyciągnie rękę, wesprze ją w tym dążeniu, powie, że w nią wierzy? Ma w sobie wiele miłości, a jednak system nie pozwala jej adoptować dziecka – kolejnego dziecka z bidula, którego nikt nie chce. Bo za mało zarabia, ma zbyt małe mieszkanie, a przede wszystkim wiąże się z kobietami, nie mężczyznami. Dopóki nikt tego nie widzi, niech i tak będzie – ale gdy taka osoba zaczyna głośno domagać się praw… wtedy jest inaczej, bo wchodzi w orbitę innych – tych „normalnych”. W rezultacie robi się z tego błędne koło, ciągle powtarzający się mechanizm odrzucenia, wykluczenia i tragedii, pokolenie po pokoleniu, nawet jeśli w gruncie rzeczy czasami trzeba niewiele, by to zmienić – wyjścia poza ramy suchego przepisu, spojrzenia na sytuację z szerszej perspektywy. Tylko trzeba chcieć to zrobić… a po co starać się dla jakiegoś ułamkowego, ledwie widocznego w statystyce marginesu? Czy życie i bez tego nie jest wystarczająco skomplikowane?

„Niewidzialni” mają w sobie surowość i szczerość, dosyć bezpardonową, a tym samym przemawiającą do serca. Dla każdego czytelnika, który kiedyś z jakichś względów czuł się wykluczony, a może czuje się tak nadal; dla każdego, kto pragnął schować się przed otoczeniem, innymi ludźmi i własnym cierpieniem, powieść Delewej jest furtką do świata własnych emocji i często bolesnych wspomnień.

Niemniej książce nie brakuje też wad. Przede wszystkim sprawia wrażenie szkicu, wstępu do większej całości. Jak zbiór refleksji rzuconych szybko na papier, by nie umknęły, po to, by przyjrzeć się im dokładniej później. Ale tego dokładnego przyjrzenia wyraźne zabrakło. „Niewidzialni” są pocztówką z przesłaniem. Kolaż smutnych obrazów, kilka skreślonych zdań – i niewiele więcej. Dlaczego nawet tutaj „niewidzialni” nie dostali okazji, by opowiedzieć dokładniej swoją historię? Dlaczego nawet w książce o nich samych nie zostali właściwie wysłuchani? Epizodyczni bohaterowie z dalszego planu balansują niebezpiecznie na granicy stereotypu. Problemy społeczne zdają się mieć formę wystrzelonego w czytelnika gradu szybkich pocisków: jest molestowanie, bieda, bezdomność, nietolerancja, ksenofobia, rasizm, homofobia, wszelkiego typu nierówność i to faktycznie chwyta za gardło… ale niestety tylko na chwilę. Znowu: to tylko szkic. Nie dostajemy szansy, by zagłębić się w los poszczególnych bohaterów na tyle, by chociaż przez moment spojrzeć ich oczami. Tym samym zostajemy też pozbawieni możliwości, by spojrzeć z innej perspektywy na podobnych im ludzi, których spotykamy na co dzień. Winietki z życia bohaterów „Niewidzialnych” są rozsypane jak układanka bez ostatecznej formy. Trudno spojrzeć na nią z dystansu, trudno zapisać ją sobie w pamięci na dłużej. Założenie jest takie, by przełożyć na język słowa pewien eksperyment społeczny: każdą z tych krótkich opowieści można przeczytać w cztery minuty, a tyle czasu spoglądania obcej osobie prosto w oczy ma ponoć sprawić, że zaczynamy ją akceptować i rozumieć. Ale autorka jest tutaj ograniczona przez brak bardzo istotnego elementu: komunikacji niewerbalnej. Bez faktycznego spojrzenia w oczy eksperyment siłą rzeczy więc kuleje.

Stosunkowo najmocniej można związać się z postacią narratorki. Ona co prawda również jest czystą kartą – trudno powiedzieć cokolwiek o jej osobowości, o elementach charakteru niewiążących się bezpośrednio z traumami doznanymi w przeszłości – ale ma to pewne fabularne uzasadnienie, ponieważ podkreśla fakt, że bohaterka „wymyśla samą siebie od nowa” – i że jest kilka kierunków, w których mogłaby podążyć, bardziej i mniej optymistycznych. Im więcej dziewczyna widzi wokół siebie tragedii, tym mocniej pożąda stabilności i zakotwiczenia w znajomym, bezpiecznym otoczeniu. Jej pragnienia są niewygórowane: chce kochać, być kochaną, żyć przyzwoicie i godnie, patrzeć sobie w oczy bez wstydu, budzić się co rano z poczuciem, że nadchodzący dzień będzie coś wart. Ciągle się jednak potyka, ponieważ tak wiele osób zawsze będzie ją sądzić nie według tego, kim naprawdę jest, ale według własnych wyobrażeń, jaka powinna być (i wszystkie „takie jak ona”). W którą stronę zatem pójdzie: dostosuje się do oczekiwań, ponieważ walka nie ma sensu? Czy wiecznie będzie szła pod prąd, licząc na to, że jednak uczciwość wobec własnych pragnień wreszcie się opłaci? Tu stuprocentowej pewności nie ma.

Jako debiut powieściowy „Niewidzialni” są zapowiedzią przyszłej siły pisarki, która bez wątpienia wydaje się wrażliwą, szczerą i inteligentną obserwatorką. Niemniej kluczem pozostaje właśnie słowo „zapowiedź”. To dobry literacki głos, jeżeli uznać „Niewidzialnych” za rodzaj manifestu – sygnał względem motywów, które w swoich kolejnych utworach Natalia Delewa będzie eksplorowała dokładniej. Niewykluczone, że tak właśnie jest, ponieważ tematem jej kolejnej książki ma być radzenie sobie z traumami pochodzącymi z dzieciństwa.

Karolina Chymkowska

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje