Nowy lepszy świat? – recenzja książki „Czerwony Mars” Kima Stanleya Robinsona

18 marca 2024

Kim Stanley Robinson „Czerwony Mars”, tłum. Ewa Wojtczak, wyd. Vesper
Ocena: 8 / 10

W powieści otwierającej słynną trylogię marsjańską amerykański klasyk współczesnego science fiction urzeczywistnia jedno z największych marzeń ludzkości: postawienie stopy na czwartej planecie od Słońca. Nie zapomina przy tym o wnikliwej wiwisekcji aspektów wiążących się z ekspansją. Czy równocześnie jego książka jest atrakcyjną lekturę dla szerokiego grona odbiorców?

Kim Stanley Robinson uznanie wyrobił sobie historiami, które łączyły naukę i fantastykę z tematyką ekologiczną i socjologiczną. „Czerwony Mars” to wzorcowy przykład tego typu książki – znajdziemy tu bowiem wszystko to, co charakteryzowało styl Robinsona w kolejnych pozycjach z jego niezwykle bogatego dorobku.

Fabuła pierwszej części marsjańskiego cyklu zabiera nas do 2026 roku, gdy największy wybudowany przez ludzkość statek kosmiczny zabiera setkę astronautów w podróż na Czerwoną Planetę. Podstawowym zadaniem grupy będzie uczynienie z Marsa domu do zamieszkania na wzór oferującej coraz to grosze warunki życiowe Ziemi. Nie mniej istotne jest zbudowanie wspólnych więzi, które pozwolą przetrwać mozolny proces międzyplanetarnego podboju. Misja nie będzie jednak należała do łatwych – już w kilka miesięcy po udaniu się w kosmiczną przestrzeń na jaw wychodzą początkowo mało istotne konflikty interesów i zupełnie różne światopoglądy uczestników wyprawy. Próbując skoncentrować się na wspólnym celu, grupa ludzi będzie musiała nauczyć się ze sobą współpracować, by w niegościnnym miejscu zapewnić przyszłość nie tylko sobie, ale i naszemu gatunkowi.

Kim Stanley Robinson (fot. Gage Skidmore/Flickr)

„Czerwony Mars” to dumny reprezentant hard science fiction, czyli tego podgatunku fantastyki naukowej, który stara się możliwie blisko trzymać podstaw nauki i to właśnie z niej czyni motor napędowy fabularnej układanki. W tym przypadku punktem zapalnym starć między poszczególnymi bohaterami i fundamentem przyszłych konfliktów staje się kwestia terraformowania obcego świata, której autor przygląda się ze szczególną wnikliwością. Starcie grup usiłujących wprowadzić całkowite zmiany z tymi, którzy naruszenie nietkniętej przez setki milionów lat planety uznają za świętokradztwo, przefiltrowane zostaje przez zagadnienia fundamentalne, jak religia, światowa geopolityka czy gwałtowne przemiany społeczne, czy też bardziej osobiste, odwołujące się do określonych życiowych postaw bohaterów. Robinson wszystkie te elementy stopniowo dodaje, rozbudowując świat przedstawiony – i robi to na tyle drobiazgowo i sugestywnie, że do pewnego stopnia można by uznać go za kronikarza alternatywnej rzeczywistości. Takiej, w której nasz gatunek zdołał na dobre sięgnąć gwiazd.

Mimo wszystko jednak takie potraktowanie fabuły w nieunikniony sposób pociąga za sobą pewne konsekwencje, które najbardziej zauważalne są w dynamice rozwoju poszczególnych wątków. „Czerwony Mars” to powieść, która szczegółami stoi, a te Robinson przedstawia odbiorcom przy pomocy nierzako kilkustronicowych partii opisowych, pełniących zazwyczaj rolę refleksji bohaterów. W połączeniu z technicznymi detalami, rozpięta na przeszło dziewięciuset stronach historia może stanowić wyzwanie dla mniej cierpliwych czytelników, preferujących bardziej dynamiczną akcję.

Jeśli jednak wziąć na to poprawkę, „Czerwony Mars” potrafi zapewnić niesamowitą podróż do obcego świata. Encyklopedyczne pokłady wiedzy, rozważania nad socjologiczną problematyką ekspansji i cywilizacyjnego rozwoju, a przede wszystkim ogrom wizji Kima Stanleya Robinsona – to zalety, które jednoznacznie przemawiają za tym, by w tej niezwykłej wyprawie na Czerwoną Planetę wziąć udział.

Maciej Bachorski


Tematy: , , ,

Kategoria: recenzje