Historia psychiatry, który chciał przewidzieć przyszłość. Przeczytaj przedpremierowo fragment książki „Biuro Przeczuć” Sama Knighta

23 stycznia 2024

31 stycznia nakładem Wydawnictwa Czarne ukaże się książka Sama Knighta zatytułowana „Biuro Przeczuć. Psychiatra, który chciał przewidzieć przyszłość”. Reportaż ten opowiada o brytyjskim psychiatrze, który założył w 1966 roku Biuro Przeczuć mające pomóc przewidzieć przyszłe tragedie, by ich uniknąć. Fragment książki przedpremierowo przeczytacie poniżej.

Latem 1965 roku, dwa lata po przeprowadzce do Shrewsbury, Barker przeczytał w „British Medical Journal” odezwę z informacją o śmierci pewnej czterdziestotrzyletniej kobiety – nazwanej „panią A.B.” – w regionie Labrador w północnej Kanadzie. Była żoną trapera i matką pięciorga dzieci. Mieszkała nad rzeką Naskaupi, w miejscowości o nazwie North West River, która w zimie przez wiele tygodni pozostawała odcięta od świata, ale miała własną niewielką, lecz dobrze wyposażoną klinikę pomalowaną na zielono i położoną nad wodą, a także zespół lekarzy poruszających się psimi zaprzęgami, łódkami i małymi samolotami, żeby docierać do inuickich pacjentów, których osady i obozowiska były rozsiane na setkach kilometrów kwadratowych w głębi interioru. Kilka razy w roku do szpitala przylatywał chirurg, który przeprowadzał drobne operacje.

„Pani A.B.” miała problemy z trzymaniem moczu, lecz poza tym była silna i zdrowa. Żony traperów w tamtych okolicach często przez wiele miesięcy musiały sobie radzić bez mężów. Rąbały drewno, strzelały do kuropatw, szyły ubrania, które potem sprzedawały, łowiły ryby w przeręblach. W marcu 1965 roku „panią A.B.” przyjęto do szpitala na operację ściany pochwy. Pacjentka była zdenerwowana, ale operacja poszła znakomicie. Trwała niecałą godzinę. „Wszystko przebiegało zupełnie normalnie” – wspominał Peter Steele, młody brytyjski lekarz opiekujący się kobietą. Jednak wkrótce po odzyskaniu przytomności zaczęła się skarżyć na ból po lewej stronie ciała, a potem doznała wstrząsu. Spadło jej ciśnienie i po chwili zmarła. Sekcja zwłok wykazała, że „pani A.B.” doznała rzadko występującego krwotoku do nadnerczy, choć nie występowała u niej żadna choroba, która mogła to spowodować. Personel kliniki ogarnęło zdumienie.

– Byliśmy zdruzgotani – mówił doktor Steele. – Po prostu nagle wstała i umarła.

W kolejnych dniach lekarze dowiedzieli się, że „pani A.B.” w dzieciństwie wywróżono śmierć w wieku czterdziestu trzech lat. Tydzień przed operacją miała urodziny, była więc przekonana, że jej nie przeżyje. Doktor Steele opisał szczegóły tego przypadku na łamach „British Medical Journal”:

Wieczorem przed operacją powiedziała siostrze, która jako jedyna wiedziała o przepowiedni, że nie spodziewa się wybudzić z narkozy, a następnego dnia rano wyznała pielęgniarce, że na pewno umrze. W czasie operacji nie mieliśmy świadomości istnienia tych lęków.

Jeśli ktoś z czytelników miał styczność z osobą zmarłą w podobnych okolicznościach, będziemy wdzięczni za wszelkie informacje. Zastanawiamy się, czy w przypadku tej pacjentki poważne napięcie emocjonalne nałożone na stres fizjologiczny związany z operacją mogło przyczynić się do śmierci.

Barkera to zaintrygowało. W roku 1952 jako świeżo upieczony lekarz zajmował się mężczyzną w Gloucester, również przekonanym, że wkrótce umrze. Czterdziestolatka znaleziono, gdy błąkał się bez celu po mieście. „Był absolutnie przerażony. Nigdy wcześniej nie widziałem nikogo, kto aż tak by się bał, do tego stopnia, że nie dało się z nim w ogóle rozmawiać – pisał później psychiatra. – Nie odpowiadał na pytania, tylko wciąż krzyczał: 'Ja umrę! Umrę! Proszę, nie pozwólcie mi umrzeć!'”. Podano mu tlen i aminofilinę, żeby mógł swobodniej oddychać. Człowiek ten zmarł jednak pół godziny po przyjęciu do szpitala. Sekcja zwłok nie wskazała wyraźnej przyczyny śmierci. Barker był też przekonany, że dwa lata później sam przyczynił się do przedwczesnego zgonu innego mężczyzny, skarżącego się na bóle w klatce piersiowej, spytał go bowiem, czy sądzi, że może umrzeć. „Wówczas nagle zaszła w nim gwałtowna, głęboka zmiana – pisał potem. – Nic nie odpowiedział, zresztą w ogóle już nie odezwał się ani słowem”.

Chory osunął się bezwładnie, a po minucie zmarł, podczas gdy Barker go osłuchiwał. Tym razem sekcja zwłok wykazała złogi w tętnicach i osłabiony mięsień sercowy, ale żadnego z tych czynników nie uznano za ostateczną przyczynę śmierci.

Takie przypadki medycyna tylko częściowo potrafiła wyjaśnić. W roku 1942 Walter Cannon, szef katedry fizjologii Harvard Medical School, użył określenia „śmierć voodoo” do opisu mechanizmu biologicznego śmierci z przerażenia. Sugerował, że człowiek może umrzeć wskutek przeciążenia układu współczulnego i nadnerczy. Cannon ograniczał wprawdzie swoje badania do „ludów prymitywnych” i „czarnej magii”, Barker jednak sądził, że w zachodnim społeczeństwie zjawisko to również występuje. Koncepcja śmierci ze strachu – czy też napotkania przepowiedzianego przeznaczenia – nieznacznie wykraczała poza granice konwencjonalnej nauki, czyli plasowała się w strefie, która najbardziej go fascynowała.

Skontaktował się z lekarzami w kanadyjskiej klinice i poprosił o szczegóły dotyczące przypadku „pani A.B.”. Dołączył też do apelu o przysyłanie innych tego typu przypadków, na które natknęli się medycy. Przez całą jesień 1965 roku w rubryce korespondencyjnej „British Medical Journal” drukowano historie pacjentów, które wskazywały na śmierć z przerażenia lub w chwili niegdyś przepowiedzianej. Pewna dwudziestojednolatka zmarła sześć dni po urodzeniu dziecka, przed czym wcześniej ją ostrzegano. Krzepki siedemdziesięcioczterolatek po zawale serca nie przyjmował do wiadomości, że jego stan znacząco się poprawił. Spisał testament i skontaktował się z notariuszem. Gdy mu mówiono, że wraca do zdrowia, tylko się uśmiechał. „Szybko odzyskiwał pełnię sił, ale ani przez chwilę nie miał wątpliwości, że czeka go rychły koniec – pisał lekarz z północnych przedmieść Londynu. – Trzy tygodnie po przyjęciu do szpitala nagle przewrócił się i zmarł”.

W części listów powoływano się na prace Cannona poświęcone „śmierci voodoo”. Pewien australijski psychiatra przywołał eksperyment przeprowadzony przez Curta Richtera, psychobiologa z Johns Hopkins Medical School w Baltimore. W latach pięćdziesiątych XX wieku wykazał on, że szczury w sytuacji, którą uznają za beznadziejną, poddają się i umierają. W swoim laboratorium umieszczał szczury w szklanych słojach napełnionych wodą. W odróżnieniu od Cannona, który opisywał stan obezwładniającego strachu i podwyższonego poziomu adrenaliny, Richter obserwował rezygnację, przez którą szczury traciły wolę przetrwania, spadało im tętno, obniżała się temperatura, a oddech ustawał. Często niewiele było potrzeba, żeby ten efekt wywołać. Dzikie szczury, którym przycięto wąsy, żegnały się z życiem w parę minut. Niektóre umierały jeszcze przed włożeniem do wody, gdy je przytrzymywano, nie dając im możliwości obrony lub ucieczki. „Sytuację tych zwierząt trudno zaklasyfikować jako wymagającą reakcji 'walka lub ucieczka’, jest ona raczej beznadziejna – pisał badacz. – Niezależnie od tego, czy są trzymane w dłoni, czy zamknięte w słoju z wodą, nie mają jak się bronić”. Richter doszedł do wniosku, że życie lub śmierć szczurów zależy od ich „reakcji emocjonalnych” – pozytywnych lub negatywnych. Jak się również przekonał, zwierzęta w tej samej sytuacji potrafiły utrzymać się przy życiu przez bardzo długi czas – nawet osiemdziesiąt jeden godzin – jeśli na początku wyjęło się je z wody i dało im nadzieję na ocalenie. „Po wyeliminowaniu u nich poczucia beznadziei szczury nie umierają” – pisał.

W listach do „British Medical Journal” Barker przywoływał własne doświadczenia z pacjentami, którzy umierali z przerażenia. Jednak w odróżnieniu od listów innych lekarzy, przyjmujących ton ostrożny i spekulatywny, biło z nich butne przekonanie o słuszności postulowanych tez. Ponadto podejrzewał, że śmierć z przerażenia może się wiązać z przeczuciami oraz „subliminalnym ja” – koncepcją porównywaną przez niego do freudowskiego id, istniejącego poza czasem. Ubolewał, że jego koledzy psychiatrzy i naukowcy nie są wystarczająco otwarci na możliwą rolę percepcji pozazmysłowej oraz innych pojęć spoza sfery medycyny głównego nurtu. „Wyłania się tu ważna, lecz osobliwa okoliczność w postaci niepoważnego i nieodpowiedzialnego podejścia wielu osób, w tym części ludzi nauki, do tego tematu – pisał w liście opublikowanym 18 września 1965 roku. – Koncepcje wciąż na razie mało znane uważa się za nie do przyjęcia i z miejsca się je odrzuca, nawet jeśli istnieją potężne dowody za nimi przemawiające. Tak samo przez wiele pokoleń uważano, że Ziemia jest płaska, a ludzie sprzeciwiający się temu wyobrażeniu stawali się celem bezpardonowych ataków”.

Przypadek „pani A.B.” zapoczątkował badania, które doprowadziły Barkera do napisania książki „Scared to Death” [Przerażeni na śmierć], ona zaś przywiodła go do Aberfan. W roku 1965 jego gniewne listy w piśmie medycznym zwróciły uwagę Petera Fairleya, który po powrocie z podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie relacjonował postępy dotyczące lotów w kosmos, przeczesywał kolejne numery „British Medical Journal”, sprawdzając, czy nie umknęło mu coś ciekawego. „To było dość nietypowe, że poważny lekarz emocjonuje się takimi sprawami” – wspominał. W jednym z listów Barker wyznał, że chciałby się dowiedzieć, w jaki sposób wróżbici przekazują klientom niepokojące prognozy. Fairley napisał wówczas do niego i zaproponował, że zorganizuje i poprowadzi jego spotkanie z grupą astrologów, jasnowidzów i wróżbitów, jeśli powstanie na tej podstawie artykuł dla „Evening Standard”.

Grupa spotkała się w listopadzie 1965 roku w apartamencie hotelu usytuowanego nad dworcem kolejowym Charing Cross, w pobliżu Trafalgar Square. Pośród gości zaproszonych przez Fairleya znaleźli się: astrolożka „Evening Standard” Katina Theodossiou, irlandzki jasnowidz z Bristolu William King, posługujący się szklaną kulą wróżbita z Chelsea Tom Corbett, a także Mir Bashir – sławny kaszmirski chiromanta, który przyjechał do Wielkiej Brytanii po podziale Indii w roku 1947 i z miejsca udał się do Scotland Yardu, żeby zaproponować policji swoje usługi. Barker przyjechał ze Shrewsbury w towarzystwie Sophii Lucas, koleżanki ze szpitala zajmującej się hipnozą. Wziął też ze sobą potężny magnetofon. Fairley ugościł zebranych kolacją w postaci szynki parmeńskiej z melonem, polędwicy wołowej i deseru ananasowego. Zapewnił też mnóstwo wina.

Zanim wszyscy zasiedli do posiłku, John Barker zaprosił każdego z gości po kolei do sypialni na wywiad. Choć był doświadczonym badaczem, w podejściu do ezoteryki przejawiał pewną nonszalancję. Nie przestrzegał formalnych ograniczeń ani nie starał się w jakikolwiek sposób chronić samego siebie. Miał podejście godne sceptyka, choć wcale nim nie był. W ramach badań do swojej książki rozmawiał z kilkunastoma jasnowidzami, żeby sprawdzić, czy zdołają przewidzieć datę i przyczynę jego własnej śmierci. Tylko jedna z tych osób się zgodziła. Natomiast uwagi otrzymane od kilku innych zrobiły na nim spore wrażenie. Usłyszał między innymi, że stoi w rozkroku między swoją pracą lekarza a „hobby”, za jakie uważał badania nad zjawiskami paranormalnymi. Ktoś inny wspomniał o jego załamaniu i chorobie przed przeprowadzką do Shrewsbury. Kolejny wróżbita ocenił, że sam Barker może mieć zadatki na medium, z czym ten nie mógł się nie zgodzić. Pewien londyński chiromanta powiedział mu, że widzi na jego dłoni krzyż wskazujący na szczególne zdolności.

Tego wieczoru na spotkaniu w hotelu Barker był bardzo rzeczowy, aż do przesady.

– Chciałbym, żeby wypowiadał się pan tak krótko, jak to możliwe, bo pytań trochę się zebrało – zwrócił się do Williama Kinga, swojego pierwszego rozmówcy. – Pierwsze jest następujące: czy zdarzyło się panu przewidzieć chorobę któregoś z klientów lub jego śmierć w określonym czasie?

– Zdarzało mi się przewidywać choroby – wyjaśnił ostrożnie sześćdziesięciodziewięcioletni King, który od dzieciństwa zajmował się wróżeniem. – Raz czy dwa przewidziałem też czyjąś śmierć.

– Tylko raz czy dwa? – zdziwił się Barker, wyraźnie zawiedziony.

Kilka minut później spytał wróżbitę, czy sądzi, że u innych ludzi też mogą się rozwinąć podobne zdolności.

– Tak, jeśli otrzymają je od Boga – odpowiedział King, jakby już wiele razy go o to pytano.

– A czy u mnie mogłyby się rozwinąć? – dociekał Barker.

– Pan już je ma – odparł natychmiast jasnowidz. – Tylko nic pan o nich nie wie. – Chwilę się zastanawiał. – Przepraszam, że tak mówię…

Zaproponował, że przerwie swoją wypowiedź, jeśli psychiatra chciałby zatrzymać taśmę lub zmienić temat. Ten jednak zachęcał go, by kontynuował.

– Nie, proszę nie przerywać, to bardzo ciekawe – mówił spokojniej niż wcześniej.

– Pan już je ma – powtórzył King. – I w ogóle nie powinien pan wykonywać takiej pracy, jaką pan wykonuje.

– Mhm – Barker najwyraźniej się z tą tezą zgadzał.

– Ale potrafi pan cholernie dobrze to robić – dodał King.

– Dziękuję.

– I cieszy się pan poważaniem. Cenią tam pana – ciągnął King, po czym skierował rozmowę na bezpieczniejsze tory, typowe dla wróżbitów. – Ma pan wprawdzie żonę i sześcioro dzieci, ale to bez znaczenia. Czasem czuje się pan samotny. I to bardzo.

– Tak – potwierdził Barker.

– I nie wie pan dlaczego – ciągnął King. – To kwestia eteru, zewnętrznych życiowych komplikacji.

Psychiatra próbował skierować rozmowę ponownie na temat własnych ukrytych zdolności.

– Ale czy mógłbym rozwinąć takie moce, jakie pan ma? – spytał.

– Teraz już nie – odparł jasnowidz. – Za późno.

Spotkanie zakończyło się o drugiej w nocy. Na koniec Fairley wziął lekarza na stronę i przeprowadził z nim wywiad do dwóch reportaży, które miały się ukazać w „Evening Standard” w kolejnym tygodniu. Katastrofa w Aberfan miała nastąpić za jedenaście miesięcy, ale Barker już wtedy postrzegał kwestię śmierci z przerażenia jako część pytania o to, czy da się przewidzieć pewne zdarzenia, zanim one nastąpią.
(…)

Sam Knight „Biuro Przeczuć. Psychiatra, który chciał przewidzieć przyszłość”
Tłumaczenie: Agnieszka Wilga
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 216

Opis: 21 października 1966 roku nauczycielkę z Londynu wyrwało ze snu silne przeczucie, że wkrótce wydarzy się coś strasznego. Godzinę później w walijskim Aberfan doszło do tragedii – na górnicze miasteczko osunęła się część hałdy węglowej, zabijając ponad sto czterdzieści osób, w większości dzieci. Wśród lekarzy, którzy pojawili się na miejscu, był psychiatra John Barker.

To on – dla jednych szarlatan, dla innych innowator łączący naukowe podejście z otwartością na ezoterykę – wpadł na pomysł niecodziennego badania: postanowił zebrać świadectwa osób, które w jakiś sposób przeczuły tragedię. By je odnaleźć, założył we współpracy z dziennikiem „The Evening Standard” Biuro Przeczuć, które z czasem przekształciło się w bazę danych zawierającą sny i wizje, mające posłużyć jako ostrzeżenia.

Sam Knight brawurowo opisuje historię Barkera, jego współpracowników i podopiecznych – „żywych sejsmografów”, „ludzkich sensorów katastrof”. „Biuro Przeczuć” to również fascynująca opowieść o meandrach nauki i tajemnicza podróż do najbardziej niepokojących zakątków ludzkiego umysłu.


Tematy: , , ,

Kategoria: fragmenty książek