banner ad

Porządek w chaotycznym świecie – wywiad z Łukaszem Orbitowskim

30 marca 2016

lukasz-orbitowski-wywiad-1
Łukasz Orbitowski wywodzi się ze świata literackiej grozy, nic zatem dziwnego, że tematyka zła jest stale obecna w jego twórczości. Dowodem może być „Inna dusza”, za którą niedawno otrzymał prestiżową nagrodę ? Paszport Polityki. Okazją do rozmowy z autorem jest z kolei wznowienie „Wigilijnych psów i innych opowieści”. Zbiór ten to sugestywna wizja strachów i lęków zaklętych w codzienności. Czy horror może spełniać funkcję terapeutyczną? Jaki jest stosunek pisarza do krytyki literackiej? Na te, a także inne pytania odpowiada nam w poniższym wywiadzie.

Marcin Waincetel: Jeśli literatura jest kochanką ? a właśnie takiego porównania użyłeś w jednym z wywiadów ? to chyba ostatnio przynosi ci ona wyjątkowo wiele satysfakcji, prawda? Czujesz, że jesteś obecnie u szczytu swoich prozatorskich możliwości?

Łukasz Orbitowski: Muszę bardziej uważać na to, co mówię. Człowiek palnie coś takiego, a potem wszyscy myślą, że mam kochankę, a nawet się z nią obnoszę. Ciągnąc to porównanie, wiele razem przeszliśmy: motylki w brzuszku, kłótnie, zdradę, ciche dni i przemoc domową, by osiągnąć jakąś dojrzałość, która przystoi ludziom dojrzałym. Mam takie przyjemne poczucie spełnienia. Pracowałem ciężko, byłem konsekwentny, co zostało docenione. Wbrew pozorom, taka sytuacja niezbyt często się zdarza. Nie jestem też ? mam nadzieję ? u szczytu swoich prozatorskich możliwości. Rozwijam się wolno. Nigdy nie zdarzył mi się jakiś wielki skok jakościowy. Mam nadzieję pisać, z książki na książkę, odrobinkę lepiej.

Za co cenisz dziś najbardziej „Wigilijne psy i inne opowieści”? Według mnie to przede wszystkim fantastyczna, nomen omen, forma zakonserwowania młodzieńczej niezgody na rzeczywistość („Kacper Kłapacz”) czy między innymi wyraz niesłabnącej melancholii i intensywnych emocji uwidocznionych w okresie dorastania („Autostrada”).

Chyba za energię. Rzeczy, które wymieniasz, są jej pochodną, niczym więcej. Wtedy taka wartość jak energia nie przyszłaby mi do głowy. Po prostu ją miałem ? ale nie wiedziałem, że ją mam. Nie umiałem sobie nawet wyobrazić człowieka nie-energetycznego. Gdy sięgnąłem do tych tekstów, najpierw uderzyło mnie bogactwo wspomnień tam zawartych, potem wspomniana siła tych, kulawych niekiedy, opowiadań. Jestem łagodnym misiem, sytym beneficjentem współczesnej Polski. Tęsknię za tamtym chłopakiem.

lukasz-orbitowski-wywiad-2

Zastanawiam się, czy horror ma dla ciebie wartość terapeutyczną. Moc oswojenia strachów, lęków… Pytam nie bez przyczyny, ponieważ twoje historie mają dosyć realistyczny sznyt, zwłaszcza pod względem języka, obyczajowej stylizacji ? dzięki temu łatwo jest w nie uwierzyć. Także w pierwiastek nadprzyrodzony… przez to też groza staje się niebezpiecznie prawdziwa.

Może wtedy miał i może też dlatego przestałem pisać horrory. To działało inaczej niż w przypadku większości autorów, gdzie gość z nadnaturalnego wymiaru, potwór, przynosi chaos do normalnego świata. U mnie było odwrotnie, pojawienie się potwora oznaczało zaprowadzenie porządku w chaotycznym świecie. Był to potworny porządek, ale jednak. Taki pomysł pojawił się intuicyjnie, zresztą jak cała reszta. Nie miałem wielkich ambicji, po prostu chciałem pisać horrory, jak Masterton, jak James Herbert. Warstwę realistyczną, konieczną w tym gatunku, wziąłem najprościej jak się dało, zza okna, z życia, które znałem i wiodłem. Cała moja tak zwana kariera wzięła się z przypadku i młodzieńczych, niedorzecznych fascynacji literackich.

„Inna dusza” to ucieczka od konwencji literackiej grozy. Próba zrozumienia ludzkiego zła, opisania doświadczeń związanych z makabrycznym mordem na nastolatkach, zapewne musiała budzić trwogę. Nie bałeś się podjęcia takiego tematu i ewentualnych oskarżeń o niepotrzebną sensację? Wszakże bazowałeś na prawdziwych wydarzeniach.

Ja dalej się boję, przecież konsekwencje tego pisania, tej książki w dalszym ciągu trwają. Każdego dnia „Inną duszę” może wziąć do ręki ktoś, kto poczuje się zraniony. Trudno. Z tym akurat nic nie zrobię. Wiem, że pisałem najuczciwiej, jak mogłem, i tyle, nic więcej nie mogę powiedzieć. Tak naprawdę nie wiedziałem, w co się pakuję. Wydawało mi się, że to będzie świetna zabawa, trochę reporterskiego sznytu, a trochę zabawy w detektywa. Potem poszedłem do sądu, zobaczyłem zarżnięte dzieci i zmieniłem zdanie.

lukasz-orbitowski-wywiad-3

Od dawna zajmujesz się nie tylko pisaniem beletrystyki, ale również działalnością publicystyczną. Czy ta podwójna rola w kulturowym światku pozwala ci czasem spojrzeć inaczej, może bardziej wnikliwie, na własną twórczość? Jaki jest właściwie twój stosunek do krytyki literackiej?

Obojętny. Może to krzywdzące, bo krytyka zawsze odnosiła się życzliwie do mojej twórczości. Pisarzem zostałem z potrzeby serca. Publicystą zostałem dla pieniędzy. Po prostu, powieści nie przynosiły wystarczającego dochodu, więc stwierdziłem, że nauczę się szybkiego pisania zadowalających tekstów, i poszło. Nie lubię całej swojej publicystyki, z nielicznymi wyjątkami. Zresztą, gdy tylko zdarzyła się okazja, natychmiast zrezygnowałem z felietonów. Byłem przecież, bądźmy szczerzy, bardzo przeciętnym publicystą. Zostawiłem sobie teksty w paru miejscach, które lubię, czasem może jeszcze coś gdzieś napiszę, dla frajdy, albo z powinności.

Prowadzisz program „Dezerterzy” emitowany w TVP Kultura, nadzorujesz sekcję literacką magazynu kryminalnego „Pocisk”… Można powiedzieć, że między innymi dzięki tym aktywnościom wzmacniasz społeczny prestiż twórcy-pisarza jako popularyzatora, ambasadora kultury. Czujesz się dziś liderem opinii?

Ja nie wiem, kim nawet jest lider opinii, ale przeczuwam, że nie chciałbym nim zostać. Nie mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem takim jak wszyscy, bo byłaby to fałszywa skromność. Owszem, jestem wyjątkowy, ale ta wyjątkowość nie czyni mnie lepszym ani gorszym od innych. Do czego zmierzam? Nie chcę nikomu liderować i nie życzę sobie, by ludzie mnie słuchali w wymiarze innym niż nawoływanie do wolności. Mam ogromną potrzebę dzielenia się swoim światem i cale to moje ambasadorowanie kulturze da się sprowadzić do namawiania innych: weź zobacz ten film! Sięgnij po tę książkę! Kiedyś tak robiłem przy stoliku w knajpie, teraz mam szersze kanały komunikacji, co cieszy. W „Dezerterach” zaspokajam swoją ciekawość drugiego człowieka. Zawsze chciałem poznawać ludzi, no to poznaję, taka praca. Powtórzę. Nie chodzi tu o prestiż społeczny, ale o cieszenie się życiem.

lukasz-orbitowski-wywiad-4

Na koniec kwestia równocześnie prosta i złożona. Czego szukasz dziś tak naprawdę w literaturze? O kim lub o czym chcesz dzięki niej opowiedzieć? Wiele osób, w tym ja, chciałoby, abyś w swoich wizjach ponownie mocniej akcentował wątki fantastyczne. Niejako wrócił ? choć na jakiś czas ? do swoich korzeni.

Na razie nie będę pisał fantastyki. Już nie umiem. Byłoby to nieuczciwe. W literaturze szukam odpowiedzi na kwestie, których nie rozumiem. Na przykład: dlaczego kochamy akurat tę a nie inną osobę? Albo: czemu ludzie tchórzą? To sprawy, których nie można wyjaśnić wprost, ale można naświetlić, używając do tego takich narzędzi jak opowieść. Pisząc, rozumiem lepiej.

Rozmawiał: Marcin Waincetel
fot. Paweł Szczepanik

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady