banner ad

Reżim w komiksowym wydaniu – recenzja komiksu „Kroniki birmańskie” Guya Delisle’a

27 grudnia 2017

Guy Delisle „Kroniki birmańskie”, tłum. Katarzyna Koła, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 8 / 10

Niezawodna oficyna Kultura Gniewu konsekwentnie stawia na wydawanie i cykliczne wznawianie komiksów autorstwa kanadyjskiego mistrza reportaży graficznych, Guya Delisle’a. W mijającym 2017 roku zostaliśmy uraczeni dramatyczną opowieścią „Zakładnik. Historia ucieczki” oraz wznowieniem rewelacyjnych „Kronik birmańskich”. Po pobycie w dyktatorskiej Korei Północnej wybitny scenarzysta udaje się – tym razem z ukochaną i małym synkiem – do Birmy, azjatyckiego państwa rządzonego przez reżim wojskowy. Szykujcie się na mnóstwo trafnych obserwacji uznanego rysownika na temat tego surowego kraju.

Guy Delisle dał się poznać jako sprawny i błyskotliwy komentator rzeczywistości, w której (w danym momencie) przyszło mu żyć. W „Pjongjang” w nowatorski sposób zaprezentował piekło dyktatury rodu Kimów oraz fałsz i zakłamanie objawiające się na każdym kroku. Z podobnie piorunującym efektem kanadyjski twórca opisał złożoną z wielu paradoksów, niebezpieczną metropolię Jerozolimę („Kroniki jerozolimskie”). Autor ma na swoim koncie również ciepły, pozbawiony słów album „Louis na plaży”, opowiadający o letnich przygodach jego małoletniego syna oraz przezabawny, złożony z szeregu krótkich, komicznych nowel komiks „Albert i Alina”, skupiający się na trudnych relacjach męsko-damskich. Jego najnowsze dzieło („Zakładnik. Historia ucieczki”) przybliża autentyczną historię Christophe’a André, który podczas swej pierwszej misji humanitarnej na Kaukazie został porwany przez grupę zdeterminowanych ludzi.

Birma, znana również pod nazwą Mjanma, to kraj w Azji Południowo-Wschodniej, który przez długi czas był brytyjską kolonią. W 1989 roku doszło do rozpadu Komunistycznej Partii Birmy rządzącej tym państwem od 1948 roku. Kontrolę nad krajem targanym wojną domową przejęło wojsko, czyniąc tym samym z Birmy reżim wojskowy. To właśnie to miejsce zostało wytypowane jako kolejny cel przez Lekarzy Bez Granic, do których należy żona Guya, Nadège. Pochodzący z Kanady artysta nie miał większych problemów z towarzyszeniem małżonce w trudnej misji. Szybko pojął, iż to dobry powód do stworzenia nowego komiksu, koncentrującego się na jego osobistych obserwacjach.

Mieszkający obecnie we Francji twórca z iście dziennikarskim zacięciem zrelacjonował swój pobyt w Birmie, skupiając się zarówno na kwestiach ważnych, jak również błahych i zabawnych. W przeciwieństwie do „Pjongjangu”, w którym mieliśmy do czynienia z płynną narracją i spójną historią, „Kroniki birmańskie” złożone są z luźno powiązanych ze sobą krótkich nowel, które składają się na rzetelny obraz tamtejszego rejonu świata. W „Kraju silnych jeźdźców”, jak sami nazywają swe ziemie Birmańczycy, istnieją pozory wolności i demokracji, choć w rzeczywistości panuje tam cenzura, tyrania oraz zamknięcie na kulturę i sztukę. Władza uzależnia mieszkańców wiosek od narkotyków, które są powszechnie dostępne, a bossowie lokalnych mafii dosłownie kontrolują życie. Delisle świetnie portretuje ten złożony kraj, dokonując surowej wiwisekcji całego systemu polityczno-społecznego. Największą radość sprawiają celne spostrzeżenia artysty, choćby w trakcie rozmyślań na temat powszechnej cenzury czy sposobu noszenia parasolek przez obywateli Birmy. Autor dużo miejsca poświęca wychowaniu syna oraz rozmowom z szarymi obywatelami. W komiksie nie zabrakło elementów humorystycznych i żartów, dodających sporo kolorytu ponurej historii.

Kreskówkowy styl Kanadyjczyka idealnie pasuje do jego wyjątkowych komiksów. Delisle ciekawie przedstawia poszczególnych bohaterów (zwłaszcza siebie samego oraz pociesznego, mocno karykaturalnego synka, Louisa), elementy krajobrazu oraz wygląd domostw, sklepów, wiosek. Szczególne pochwały należą mu się za ciąg niemych kadrów układających się w przewrotne historie.

„Kroniki birmańskie” to komiks niezwykły i ponadczasowy, potwierdzający kunszt scenopisarski i reporterski twórcy „Alberta i Aliny”. Trzeba jednak zauważyć, iż od czasów, gdy dzieło powstało (2007 rok), sporo się zmieniło w Birmie. Kraj stał się bardziej otwarty, zmienił się rząd, zniesiono dyktaturę wojskową. Ostatecznie otrzymujemy wiarygodną wizytówkę tyranii, degrengolady władzy oraz prymatu siły i pieniądza. Słowem, reżim w graficznym wydaniu.

Mirosław Skrzydło

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje