banner ad

Kawał solidnej komiksowej grozy – recenzja komiksu „Rodzina z domku dla lalek” M.R. Careya, Petera Grossa i Vince’a Locke’a

9 lutego 2021

M.R. Carey, Peter Gross, Vince Locke „Rodzina z domku dla lalek”, tłum. Paulina Braiter, wyd. Egmont
Ocena: 7 / 10

„Rodzina z domku dla lalek” to drugi wydany w Polsce album komiksowy z należącego do DC imprintu Hill House Comics. Inicjatywą zawiaduje sam Joe Hill. To nie tylko sławny syn sławnego ojca (dla niezorientowanych – chodzi o Stephena Kinga), ale też wprawny autor powieści i opowiadań grozy (o najnowszym zbiorze, „Gaz do dechy”, pisaliśmy niedawno) oraz scenariuszy komiksowych (otwierający serię „Kosz pełen głów” czy zekranizowany przez Netflix „Locke & Key”). Tytuły wydawane pod szyldem Hill House mają przynieść nową jakość w horrorze komiksowym. Sprawdźmy, jak wyszło to śmiałe przedsięwzięcie w albumie numer dwa.

Za sterami w „Rodzinie z domku dla lalek” na miejscu scenarzysty nie ma tym razem Joego Hilla, jak to miało miejsce w „Koszu pełnym głów”, lecz Mike Carey. Ale doprawdy, nie jest to powód do narzekania, bowiem Carey dał się już poznać nie tylko jako autor (wydanej jakiś czas temu także w Polsce) „Pandory”, ale i paranormalno-okultystycznego cyklu powieściowego o Feliksie Castorze. Ma również na koncie scenariusze do serii komiksowej „Lucyfer”. Jest to więc pisarz doświadczony w tworzeniu historii grozy i nie będzie niczym dziwnym, jeśli poprzeczka naszych oczekiwań zawieszona będzie wysoko.

Sam komiks jest mocno gaimanowski i zawiera – w warstwie konstrukcyjnej – wiele odniesień do kultowego „Sandmana” (kolejny ze słynnych projektów, przy którym Carey miał okazję współpracować), ale też – patrząc na punkt wyjściowy fabuły – do „Koraliny”. Oczywiście to tylko pierwsze skojarzenia, w dodatku bardzo luźne, bowiem trudno wskazać na jakąkolwiek wtórność Careya względem Gaimana. Autor scenariusza kreuje swoją opowieść z rozmachem i choć woli obracać się wśród klasycznych, może już nieco ogranych motywów z horroru, robi to z wyczuciem i smakiem, którego nie sposób nie docenić. Jeśli mieliście już okazje zetknąć się z pierwszym komiksem z Hill House – „Koszem pełnym głów” – to lojalnie ostrzegam: „Rodzina z domku dla lalek” to album zupełnie odmienny, nie tylko od strony graficznej, ale przede wszystkim fabularnej. Tam mieliśmy do czynienia z pulpową, mocno pastiszową estetyką, tu zaś opowieść – rozciągnięta na wieki, a nawet miliony lat – jest poważniejsza, ma duszny i fatalistyczny klimat oraz mozaikową strukturę.

Carey sięga po klimaty, jakie zna, lubi i w których czuje się dobrze. Demoniczny, tajemniczy domek dla lalek, który towarzyszy bohaterce, a później jej córce, kryje w sobie mroczną tajemnicę. Mroczniejszą, niż mogłoby się nam wydawać, i sięgającą o wiele głębiej w przeszłość, niż z początku zakładamy. Cała historia jest przeplatana retrospekcjami i może kojarzyć się choćby z Lovecraftowskimi odniesieniami do pradawnych bogów, którzy dotarli na ziemię z bezmiaru kosmosu jeszcze przed pojawieniem się ludzkości. Więcej zdradzić nie można, by nie psuć przyjemności z lektury.

Fabuła zawiera w sobie tyle dobra, że śmiało mogłaby obdzielić dwukrotnie dłuższy komiks. Zdaje się, że wymogi serii – każdy tytuł to jedna zamknięta opowieść, która mieści się w sześciu, siedmiu zeszytach zebranych w jednym tomie – trochę podcięły Careyowi skrzydła, zmuszając do skondensowania historii. A szkoda. Gdyby nie ograniczenia objętościowe, otrzymalibyśmy więcej powolnego budowania napięcia, tworzenia klimatu i konstruowania tła świata przedstawionego.

Świetnie dobrane są rysunki. Prace Vince’a Locke’a (do projektów Petera Grossa, z którym Carey miał już okazję wcześniej współpracować przy „Lucyferze”) dalekie są od hiperrealizmu, jaki często widzimy w komiksach, na rzecz bardziej artystycznej kreski. Kadry są bogate w szczegóły, styl rysowania bardziej miękki, plastyczny, a w zestawieniu ze stonowaną kolorystyką Crisa Petera naprawdę robi wrażenie.

Zarówno „Kosz pełen głów”, jak i „Rodzina z domku dla lalek” to kawał solidnej komiksowej grozy. Trudno doszukiwać się tu „nowej jakości”, ale komiksy z serii Hill House zapewniają dobrą lekturę, która zajmuje nas samą opowieścią, jak i stroną graficzną.

Mariusz Wojteczek

Tematy: , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje