banner ad

Ukraina cenzuruje 25 książek za „antyukraińskie” treści. Na liście dzieł zakazanych m.in. Boris Akunin i brytyjski historyk Antony Beevor

22 stycznia 2018


Państwowy Komitet ds. Polityki Informacyjnej, Radia i Telewizji Ukrainy opublikował listę 25 książek wydanych w Rosji, których nie można wwozić i rozprowadzać na terytorium ukraińskim. Zakaz objął m.in. dzieła historyczne napisane przez Borisa Akunina, Borisa Sokołowa i Antony’ego Beevora, ale także encyklopedie i książki dla młodych czytelników oraz wspomnienia rosyjskiej księżnej Katarzyny Daszkowej.

Publikacja listy 25 książek objętych embargiem jest pokłosiem ustawy uchwalonej w 2016 roku, mającej na celu ograniczenie rosyjskiej propagandy. Zgodnie z ustawą powołano radę ekspercką, która ma oceniać książki importowane z „terytorium państwa będącego agresorem”, jak określono Rosję w dokumencie, pod kątem tego, czy publikacje te nie zawierają treści antyukraińskich. Jak się okazuje, określenie „treści antyukraińskie” jest bardzo szeroko interpretowane i sprowadza się do niedopuszczenia do obrotu wszelkich dzieł rosyjskojęzycznych, w których pojawia się krytyka pod adresem Ukrainy bądź przypominane są wstydliwe karty z historii tego kraju.

Halja Kojnasz z Charkowskiej Grupy Obrony Praw Człowieka informuje, że w zasadzie tylko kilka książek znajdujących się na liście odpowiada pierwotnemu celowi ustawy. Reszta, jak dzieła Akunina czy Sokołowa, nie powinna się tam znaleźć. „Można by przypuszczać, że doniesienia były fake newsami mającymi na celu zdyskredytowanie Ukrainy, gdyby ogłoszenie nie zostało opublikowane na oficjalnej stronie internetowej komisji” ? napisała. „Takie restrykcje wobec dzieł historycznych pisanych przez ludzi, którzy nigdy nie wykazywali żadnych antyukraińskich sentymentów, są niepokojące” ? dodała. Kojnasz zauważa, że władze nie podają nawet, kto wchodzi w skład rady eksperckiej ani jakie kryteria oceny są brane pod uwagę. W zasadzie więc wszystko odbywa się zakulisowo.

Szczególnie oburzony zakazem jest ceniony brytyjski historyk Antony Beevor. Na liście znalazło się bowiem rosyjskie wydanie jego książki „Stalingrad”. Publikacja ta spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem ze strony czytelników i badaczy na całym świecie, ponieważ autor przytacza wiele nieznanych historykom faktów o bitwie pod Stalingradem i rewiduje wiele narosłych wokół niej mitów, a jednocześnie tworzy barwną opowieść o sensacyjnej fabule, od której nie sposób się oderwać.

Władzom Ukrainy nie spodobał się jednak fragment, w którym Beevor opisuje, jak ukraińscy milicjanci zastrzelili na polecenie niemieckich nazistów 90 żydowskich dzieci, aby odciążyć oficerów SS Sonderkommando. Serhij Olijnyk, szef Komitetu, uzasadnił decyzję tym, że brytyjski historyk oparł to na „antyukraińskich” raportach znajdujących się w archiwach NKWD. Beevor zaprzecza jednak temu, że korzystał z radzieckich dokumentów. Wyjawił, że informacja o zbrodniach ukraińskich milicjantów pochodzi z raportu niemieckiego oficera i członka konspiracji antyhitlerowskiej, Helmutha Groscurtha. Znalazła się zresztą w wydanych pośmiertnie dziennikach niemieckiego wojskowego. Wstrząsający zapis tych wydarzeń opublikowano również w zebranych przez Ernsta Klee relacjach z pierwszej ręki sprawców i świadków tamtych wydarzeń.

Beevor określił działania ukraińskich władz jako „absolutnie oburzające”. Jak wyjaśnia, zarówno w angielskim, jak i rosyjskim wydaniu książki jest jasno wyszczególnione, że ten „odważny i religijny niemiecki oficer protestował usilnie przeciwko masakrze dzieci, pomimo gróźb, że o jego zachowaniu zostanie doniesione Himmlerowi”. Historyk skontaktował się z brytyjską ambasadą w Kijowie. Oświadczył, że żąda przeprosin od szefa Komitetu i zrewidowania decyzji w sprawie zakazu dystrybucji książki. Olijnyk próbuje się tłumaczyć, informując, że zakaz nie dotyczy samej publikacji, lecz importu jej rosyjskojęzycznego wydania.

„Każdy kraj posiada wstydliwe elementy w swojej przeszłości. Ale większość demokratycznych państw nie próbuje tego eliminować ze swojej historii albo niszczyć archiwów” ? powiedział Beevor, dodając, że próby kontrolowania przeszłości to oznaka władzy, która nie ma pewności siebie. Historyk zauważył, że zakaz jest też „dość przygnębiający z punktu widzenia samej Ukrainy ? chce pokazać się jako dużo bardziej demokratyczne państwo niż Rosja, a potem robi coś takiego”.

[am]

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: newsy