banner ad

Przeczytaj wiersze Agi Miszol, laureatki Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta 2019

11 marca 2019


Prezentujemy wybór wierszy Agi Miszol, tegorocznej laureatki Międzynarodowej Nagrody Literackiej im. Zbigniewa Herberta. Autorka jest jedną z najbardziej znanych i cenionych poetyckich osobowości w Izraelu. Doceniają ją zarówno krytycy i jurorzy międzynarodowych nagród literackich, jak i szerokie grono czytelników z całego świata. Dorobek Miszol wymyka się klasyfikacjom. Obejmuje wiersze przekraczające podziały polityczne, poświęcone życiu robotników ? współczesnych imigrantów w Izraelu, czy napięciom kulturowo-politycznym wewnątrz tego kraju, ale także traktujące o przyrodzie, zwierzętach, życiu na wsi i uprawie roli, śmiałej erotyce czy ludzkim ciele. Pojawia się w nich także perspektywa metafizyczna i rzadko obecny w poezji humor. Jedną z najbardziej błyskotliwych opinii na temat twórczości pisarki sformułował wybitny izraelski pisarz Amos Oz, przekonując, iż wiersze Miszol „potrafią w tym samym czasie opowiadać historie, śpiewać oraz tańczyć”. Kilka z nich możecie przeczytać poniżej.

„Samobójczyni Andalib Takatka”

Wieczorem ściemnia się,
a ty masz tylko dwadzieścia lat

Natan Alterman „Wieczór na bazarze”

Masz dopiero dwadzieścia lat
i twoje pierwsze dziecko jest bombą.
Pod szeroką ciążową sukienką
nosisz materiał wybuchowy z ostrymi kawałkami metalu
i przechodzisz przez targ Andalib Takatko
tykając między ludźmi.

Ktoś poprzestawiał ci tryby w głowie
i kazał iść do miasta.
Ty która pochodzisz z Bejtlechem,
wybrałaś właśnie piekarnię
i tam wyrwałaś zawleczkę.
Razem z chałkami na szabat
posypanymi sezamem i makiem
posłałaś się do nieba.

Razem z Riwką Fink
Jeleną Konrib z Kaukazu
Nissim Cohenem z Afganistanu
i Suhillą Huszi z Iranu
pociągnęłaś za sobą jeszcze
dwóch Chińczyków.

Od tamtego czasu twoją historię
zaćmiły inne sprawy
ale ja wciąż o niej mówię i mówię
nie mając nic do powiedzenia.

[przeł. Angelika Adamczyk i Justyna Radczyńska; z tomu „Miwchar wa-chadaszim”, 2003]

„Pojednanie”

Mój ojciec, stary i zmęczony,
powrócił ze świata zmarłych,
aby zdrzemnąć się w moim fotelu.

On przybył wytwornie ubrany ?
garnitur i krawat,
Europejczyk, który znalazł się pośród Azjatów.

Jestem moich rodziców rodzicem
i nie chowam urazy.
Podchodzę,
żeby dziarsko
klepnąć go po plecach:

„Ale ciapa z ciebie, tato!”
wołam,
mając na myśli typ mężczyzny,
którego muszę kochać
całe życie.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Miwchar we?chadaszim”, Jerusalem 2003]

„Spowiedź”

Jestem o wiele bardziej martwa niż na to wyglądam.
Z powodu wszystkich twarzy zapomniałam własną twarz
i czystą pustkę w sobie zamurowaną obliczami
które wymyślałam dla potrzeb chwili.
Ale pisałam o tym wiersze
tak jakby rozgrzeszeniem mógłby być styl mojego pisania
tak jakby umysł mógł wszystko
usprawiedliwić w swoich szarych zwojach.
A rozumowi wierzyłam bardziej niż czemukolwiek –
tej wyniosłej latarni morskiej w moim ciele
która pełna pychy dawała sygnały mojej nieustraszonej flocie
wychodzącej po omacku by zbadać ciemność.
Rozum powstrzymywał mnie aby pokazać życiu
plecy obrażonej dziewczynki,
która słabnie i pada w objęcia
(ach co za chwila) straszliwej rozpaczy.

[przeł. Angelika Adamczyk i Justyna Radczyńska; z tomu „Ha-szfela ha-pnimit”, 1995]

„Nokturn 1”

1.
W domu
zgromadzone rzeczy:
cukier w słoiku,
chleb w koszu na chleb,
nóż w szufladzie,
jedzenie w garnku,
złe duchy
w fałdach firanek,
jedne na drugich
rzeczy do prania
i pragnienia,
majtki i staniki,
wszystko zgromadzone:
nawet muzyka w rowkach płyt,
i szczur na stercie
tylu niepotrzebnych rzeczy.

2.
Kiedy kobieta wstaje z łóżka
i otwiera lodówkę,
widać jej twarz,
widać jej spojrzenie,
gdy patrzą na nią dziury w serze,
w tym bladym świetle i widać też,
że jest głodna
innego światła,
nie niebieskości, co tańczy w telewizorze,
nie czerwieni wyzierającej z budzika,
nawet nie blasku księżyca,
który świeci w jej duszy jak neon.
Ona potrzebuje innego światła
w nocy, która czeka jak czarny, skórzany fotel
żeby ją połknąć.

3.
Nie ot tak sobie wstaję w środku nocy,
zajmuję swoje stanowisko
pochylona nad zlewem
śpiewam na głos
„Pijanego marynarza”

ponieważ wszystko
co może oddala się od ziemi:
dym z komina,
modlitwa,
człowiek skaczący ze szczęścia,
ale domownicy oddychają jak stado,
śpią w swoich pokojach ? Boże, ich pasterzu
pod domem wody otchłani,
pod otchłanią
lawa zmęczenia.

[przeł. Angelika Adamczyk i Justyna Radczyńska; z tomu „Re?e szam”, 1999]

„Ta z widłami”

Kiedy siedzę, moje sutki tworzą zgrany tandem
jak czerwień i zieleń, mój przepiękny kot „Russian Blue”,
którego niebawem wykastruję, dumnie stąpa obok, a ty
przynosisz mi w kapeluszu najładniejsze jajka
i wszystko, co powtarzałeś latami
tej czy tamtej, a teraz chcesz wiedzieć,
jakim typem jestem ja ?
Chimera.

Chciałeś spokoju i lucerny, tak?
Gruchającej gołąbeczki, tak?
Nie jestem Laurą*. Sam widziałeś,
że gdy chodzę bez biustonosza, moje piersi
wypadają z rytmu,
moje nieuważne palce wędrują
każdy w swoją stronę, poza tym
jestem tą z widłami,
która wszystkie twoje metafory
ściąga z powrotem na ziemię.

* Aluzja do „Sonetów do Laury” Francesco Petrarki ? B.T.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Miwchar we?chadaszim”, Jerusalem 2003]

„Wieczór literacki”

Cisza zaległa na sali ? tkwię w pęcherzyku światła.
Nogi tancerki w moich nogach powstrzymują się od piruetów
a niesamowity sopran w mojej piersi
grozi wybuchem i rozbiciem szyb w wielkich oknach
ale ja ani drgnę
Faszysta od poezji już podnosi moją rękę
żebym powiedziała coś porywającego
o rasie poetów
ale błazen we mnie chce was rozśmieszyć
aż zaczniecie się trącać łokciami
i spadać z krzeseł ? wy wspólnicy puenty
ale ja ani drgnę.
Zastygam przed mikrofonem ? strachem na wróble
opieram się na kartkach
i otoczona ciemnością czytam szybko szybko
rzeczy, które wymyślałam powoli.

[przeł. Angelika Adamczyk i Justyna Radczyńska; z tomu „Re?e szam”, 1999]

„Muzom”

Wybaczcie mi, nieśmiertelne,
że niepokoję was naszą historią,
która wciąż się powtarza;

podobnie sprytne samosiejki wracają
i obsypują fioletem mój trawnik, ale teraz
trudno cieszyć się pięknem,
które nie ma celu, prócz siebie.

Niebiańskie kobiety, które pływacie między szarfami z muślinu,
grzebienie z kości słoniowej w waszych złotych włosach,
co wam do starych kobiet, zrywających trawę
na wzgórzach Kandaharu,
żeby ugotować zupę spuchniętym z głodu dzieciom,
co wam do kobiet, które grzebią w gruzach Rafah ?
jak czarne trujące grzyby powstające z ruin.

Jak dobrze rozumiem język waszych dzikich kwiatów!
Nie będę was trudzić, byście wymykały się ze mną w środku nocy,
żeby pogłaskać małpki w laboratorium
albo zmiękczyć serce farmera,
który przypala rogi na głowie cielęcia.

Nie pokazujcie mi dzisiaj
tonącego w chmurach zamku,
nie głoście zwycięstwa
triumfalnym
ptasim V.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Miwchar we?chadaszim”, Jerusalem 2003]

„Wniebowstąpienie”

Kiedy wstąpiłam do nieba
i niepewnie otworzyłam bramę,
nie oślepił mnie żaden blask,
i zamiast skrzydlatych serafinów ?
na poduszce, w honorowym miejscu,
leżał biały, kudłaty Owczarek,
a wokół niego ?

pudel z przytułku dla niechcianych zwierząt,
kundel zabłąkany pod Rechowot
i ten porzucony na przystanku w Jawne
i jeszcze

pokolenia kotów, których dusze ożywiła
karma Kiti, jaką trzymam w samochodzie,
szczeniaki znalezione na plaży,
zziębnięta zimą czapla, którą ogrzałam suszarką,

myszy, które z domu wyniosłam na pole,
pająki uratowane od miotły sprzątaczki,
jeżozwierz, któremu usunęłam pchły
pincetą,
wszystkie zwierzęta,
wszystkie tam były

dobroć
i łaska z oczu Owczarka
spłynęły na zwierzęta i niebiański pałac

żadne słowo nie zostało na świecie
wszystkie
odeszły
odeszły

tylko moja miłość odbijała echem jego miłość
moja głowa spoczywała spokojnie na jego futrze.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Korim dawarim”, Jerusalem 2007]

„Gęsi”

Mój nauczyciel matematyki Epstein
lubił wołać mnie do tablicy.
Mówił, że moja głowa nadaje się tylko
do noszenia kapeluszy,
a ptak z móżdżkiem jak mój
latałby do tyłu.
Odsyłał mnie, bym pasała gęsi.

Teraz, kiedy minęły lata
i siedzę pod palmą,
a obok pasą się trzy cudowne gęsi,
myślę, że mój nauczyciel umiał patrzeć w przyszłość.
Tak, on miał rację,

nic nie uszczęśliwia mnie bardziej
niż widok moich gęsi,
kiedy rzucają się na okruchy chleba,
radośnie potrząsają kuprami
albo zastygają w bezruchu,
kiedy spryskuję je
szlauchem,
i szeroko rozkładając skrzydła,
wyciągają szyje,
jakby pamiętały dalekie jeziora.

Odkąd mój nauczyciel nie żyje,
znikły też matematyczne problemy,
których nigdy nie umiałam rozwiązać.
Lubię kapelusze,
a każdego wieczora,
kiedy ptaki wracają na drzewa,
szukam tego, który lata do tyłu.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Korim dawarim”, Jerusalem 2007]

„Poniedziałek”

Co mieliśmy dzisiaj?
Słodki zapach jaśminu,
pomarańczową kulę słońca,
odkrytą nagle
w pierwszej salwie porannego światła,
kiedy nóż przeciął na pół owoc persymony.
Błękit cykorii
przed południem,
całe pole,
gromadkę ślimaków
na liściach urginii,
a także słowo „pliszka”.
Co jeszcze?
Żałobne granie cykad,
różowe baranki na spadzistym niebie
i miękkie, wycałowane ucho
kota,
to wszystko
chyba, co dzisiaj
mieliśmy.

[przeł. Beata Tarnowska, z tomu „Korim dawarim”, Jerusalem 2007]

Tagi: , , ,

Kategoria: wiersze