banner ad

Grzechy naszych dzieci – recenzja książki „Przypadłość” Tomasza Sablika

25 sierpnia 2022

Tomasz Sablik „Przypadłość”, wyd. Vesper
Ocena: 7,5 / 10

Stylu Tomasza Sablika zwyczajnie nie da się pomylić z jakimkolwiek innym pisarzem na rodzimej scenie. Jeżeli ktokolwiek miał wcześniej co do tego wątpliwości, przy lekturze najnowszej powieści z pewnością się ich pozbędzie. Wypełniająca karty „Przypadłości” treść to też najlepszy dowód na ciągłą ewolucję pochodzącego z Bielska-Białej autora.

W książce znajdziemy kilku bohaterów, z perspektywy których poznajemy całość wydarzeń, ale postacią spinającą wątki jest Hanna Hoppe – kobieta ze wszystkich sił próbująca zawrócić z życiowego zakrętu. Powracająca z coraz większą mocą bolesna przeszłość, codzienna monotonia egzystencji i kładąca się na nią cieniem toksyczna relacja z synem spowodują, że Hanna decyduje się na zupełnie dosłowną ucieczkę. Wynajęcie i remont wiekowego mieszkania w wymarzonym miejscu ma być pierwszym krokiem w realizacji tego postanowienia i – ku zaskoczeniu bohaterki – po raz pierwszy od dawna wszystko zaczyna się układać, jak powinno. Nic jednak nie trwa wiecznie, a szczęśliwe chwile może zakończyć jedna nierozważna decyzją lub pojawienie się kogoś, kto kruchą równowagę zburzy równie łatwo, co domek z kart. Takiego scenariusza z kolei obciążona latami doświadczeń psychika Hanny może nie wytrzymać…

„Przypadłość”, podobnie jak inne powieści w dorobku Sablika, gatunkowo plasujące się w obrębie horroru psychologicznego. Rozwijając kolejne wątki, autor dokłada do obyczajowej historii coraz więcej cegiełek grozy. Walka bohaterki o własną niezależność i zrzucenie jarzma drugiej osoby po jakimś czasie wkracza w rejony pomiędzy jawą a snem. Wtedy też autor wrzuca wyższy bieg – historia zaczyna zahaczać o symbolikę, a retrospekcje przenikają się z sennymi majakami, prowadząc bohaterów przez niekończący się labirynt udręki. W snuciu delirycznych wizji Sablik ewidentnie czuje się jak ryba w wodzie i choć trudno określić je mianem szczególnie subtelnych, atmosfera niepokoju i zagrożenia znajdującego się tuż poza zasięgiem wzroku bywa prawdziwie dojmująca.

Wart odnotowania jest również fakt, że nawet jeśli pewne rozwiązania są tu dość oczywiste, to cel, do którego prowadzą, jest na tyle dobrze ukryty, by cały czas pozostawać poza zasięgiem odbiorcy. W przeciwieństwie więc choćby do „Windy”, w której czytelnicy bardziej obyci z gatunkiem mogli przewidzieć zakończenie stosunkowo wcześnie, tutaj wszystko zostaje pod kontrolą autora. Działa to tym lepiej, że finał wstrząsa udanym fabularnym zwrotem, ale i ładunkiem zawartych w nim emocji. Co więcej, zakończenie naturalnie rozwija pozostawione na kartach powieści wątki, ale i udanie je podsumowuje.

Ostatecznie więc mamy do czynienia z książką dobrze skonstruowaną i w przemyślany sposób prowadzącą swoich bohaterów do ostatecznej konkluzji, swojemu odbiorcy fundując przy okazji niemal graniczne dawki nihilizmu i mroku. Cóż, z pewnych sytuacji wyjścia po prostu nie ma – zdaje się mówić Tomasz Sablik i robi to przy pomocy najlepszej powieści w swoim dorobku. Oby tak dalej.

Maciej Bachorski

Tematy: , ,

Kategoria: recenzje