banner ad

Dekonstrukcja mitu – recenzja książki „Pieśń o Achillesie” Madeline Miller

23 czerwca 2021

Madeline Miller „Pieśń o Achillesie”, tłum. Urszula Szczepańska-Bukowska, wyd. Albatros
Ocena: 9 / 10

Grecka mitologia zajmuje szczególne miejsce w historii światowej kultury. Oprócz wartości samej w sobie, po wielokroć używana właściwie w każdym z rozrywkowych mediów, nieodmiennie stanowi fundament, na którym opierają się rzesze twórców – czasem wypuszczających dzieła tak niezwykłe, jak powieść Amerykanki Madeline Miller.

Jak można spodziewać się po tytule, podstawą dla „Pieśni o Achillesie” w nieuchronny sposób jest słynna „Iliada” Homera, czyli epos opowiadający o trwającej dekadę wojnie trojańskiej. Niekończące się starcie gigantycznych armii, na szali honor i nieśmiertelna sława, a w to wszystko wplątani antyczni herosi – ta historia została już swego czasu przedstawiona w niezwykle efektownej kinowej „Troi” Wolfganga Petersena, ale należy uczciwie przyznać, że z dzieła Homera wykorzystano w tej wysokobudżetowej produkcji jedynie pewne fragmenty, gatunkowo spłycając całość do filmu wojennego. Madeline Miller do podjętego tematu podchodzi w zgoła inny sposób – choć samych potyczek jest w jej powieści pokaźna ilość, to autorka czerpie z homeryckiego pierwowzoru znacznie szerzej. A w dodatku wprowadza własne modyfikacje.

Najbardziej zasadniczą zmianą jest osoba głównego bohatera i zarazem narratora historii. Tym zostaje Patrokles, najwierniejszy towarzysz i przyjaciel Achillesa, a zarazem postać, która – choć w przebiegu samej wojny ostatecznie kluczowa – w oryginale odgrywała rolę drugorzędną. Jakkolwiek sam pomysł może już na wstępie wydawać się ryzykowny, bo i wymuszający odpowiednią ekspozycję bądź co bądź enigmatycznego dotąd bohatera, bynajmniej jednak nie jest podyktowany chęcią uzyskania kontrowersji tanim kosztem. To, że Miller ma wszystko doskonale rozplanowane i przemyślane, staje się jasne już po kilku pierwszych rozdziałach „Pieśni o Achillesie”.

Mamy więc w jej powieści niezbędne nakreślenie tła bohatera, po czym płynnie przechodzimy do zasadniczej części tekstu – rozwijającej się relacji Patroklesa z młodym Achillesem. To, co rozpoczyna się jako fascynacja dwójki chłopców, wkrótce przeradza się przyjaźń, by wreszcie wyewoluować w miłość bratnich dusz. W istocie bowiem „Pieśń o Achillesie” jest historią miłosną i to właśnie uczucie, jakim darzą się obaj młodzieńcy, staje się fundamentem, na którym Miller postanawia gruntownie odrestaurować – i poniekąd zdekonstruować znaną od wieków historię, stawiając na niej autorski stempel. Bynajmniej jednak nie należy w tym miejscu spodziewać się, że „Iliada” zostaje wywrócona do góry nogami w każdym aspekcie. Wręcz przeciwnie, szkielet opowieści nadal prowadzi nas w dokładnie te same miejsca co klasyczny epos i gołym okiem widać, że dziesięć lat pracy pisarki nad tekstem zaowocowało książką, która do materiału źródłowego odnosi się z szacunkiem. Koncentrując się na łączącym Patroklesa i Achillesa uczuciu, Miller zapewnia jednak całości unikalną perspektywę i zupełnie nowy emocjonalny wymiar. W tym przypadku na długo przed samymi bohaterami wiemy bowiem, że przeznaczenia nie da się oszukać, a ich zakazana miłość prowadzić może tylko do jednego zakończenia.

Amerykankę trzeba pochwalić nie tylko za niezwykły pomysł, ale również jego realizację. „Pieśń o Achillesie” napisana jest wręcz przepięknie – niezależnie od tego, czy mamy przed oczyma fragment zgłębiający psychologiczne rysy postaci, ich codzienne rytuały, czy ociekające posoką pojedynki, nie ma możliwości, by znaleźć w niej choćby moment przestoju. Świetnie sprawdza się tu zastosowana narracja w czasie teraźniejszym – choć takie porównanie może trącić o banał, w trakcie lektury trudno uciec od wizualizowania sobie poszczególnych scen na wzór podobnie napędzanych komentarzem narratora filmowych „300” Zacka Snydera.

Madeline Miller udała się więc sztuka niezwykle trudna. Za taką trzeba uznać napisanie książki, która przy poszanowaniu dla oryginału potrafi uzupełnić go o dodatkowe i jakże potrzebne elementy, by trafić do odbiorcy poszukującego wartościowej literatury. Cóż tu kryć: to nowoczesny klasyk i w ciągu kolejnych lat będzie z całą pewnością stanowił punkt odniesienia dla próbujących swoich sił w tematyce, kolejnych twórców.

Maciej Bachorski

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje