W wieku 89 lat zmarł Ernest Bryll, wybitny poeta, pisarz i autor piosenek

17 marca 2024

W niedzielę 17 marca w swoim domu w otoczeniu najbliższych zmarł Ernest Bryll, wybitny poeta, dramatopisarz i prozaik, tłumacz, a także autor tekstów piosenek. Miał 89 lat.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekazało, że Bryll pozostawił po sobie bogate dziedzictwo literackie i kulturowe. „Nie tylko tworzył, ale także przyczyniał się do rozwoju kultury i sztuki w Polsce i za granicą. Był m.in. ambasadorem RP w Irlandii. Jego twórczość, chociaż czasem kontrowersyjna, miała ogromny wpływ na kształtowanie gustów estetycznych Polek i Polaków. Swoim odejściem pozostawia ogromną pustkę w świecie literackim” – napisał resort kultury.

Ernest Bryll urodził się 1 marca 1935 roku. Rodzice mieszkali wtedy w Różanie, ale on przyszedł na świat w Warszawie. „Uro­dzi­łem się nie­ty­powo: w Cen­trum Szko­le­nia Sa­ni­tar­nego Woj­ska Pol­skiego, czyli w póź­niej­szym Szpi­talu Ujaz­dow­skim (…) Mo­jej matce przy po­przed­nim po­ro­dzie dziecko zmarło, dla­tego zde­cy­do­wano na ten po­ród w War­sza­wie, w szpi­talu” – wspominał po latach w biografii „Ten Bryll ma styl” Dariusza Michalskiego.

Wychowywał się w Komorowie Starym oraz w Gdyni. Wtedy jeszcze nie myślał, że zostanie poetą. „Nigdy nie chciałem pisać wierszy. W ogóle mnie to do głowy nie przychodziło. W liceum były różnego rodzaju kółka poetów, tam profesor się nimi zajmował, a ja miałem jakąś pewnego rodzaju niechęć, nawet powiedziałbym pogardę” – opowiadał Bryll w wywiadzie dla Akademii Zarządzania i Rozwoju. „Skończyłem maturę, miałem wtedy lat 16, zdawałem na wydział dziennikarski w Warszawie i dostałem się, ale nie było dla mnie miejsca. Zacząłem więc pracować. Po wielu perypetiach pracowałem na elektrowni, potem się odpoczywało, leżałem na takiej leżance i tam była biblioteka tej elektrowni, coś czytałem o jakimś poecie, i nagle z tego zaczadzenia zacząłem pisać wiersz. Później z tego zaczadzenia wysłałem do redakcji radia i odbył się mój debiut. Wiersz znalazł powodzenie i tak zostałem pisarzem” – kontynuował.

Pierwszy tomik jego wierszy, „Wigilie wariata”, ukazał się w 1958 roku. Potem przyszła kolej na następne książki. Jego prace, takie jak „Autoportret z bykiem”, „Sztuka stosowana”, czy „Mazowsze”, zyskały uznanie czytelników i krytyków. Był również autorem popularnych dramatów, w tym „Rzeczy listopadowej” i „Wieczernika”.

„Poezji w ogóle nie można się nauczyć, bo rzecz polega na tym, że wtedy ona jest interesująca, jak ktoś pisze inaczej niż inni. Dlatego lepiej w ogóle o tym nie mówić. Jest co jest, trzeba pracować gdzie indziej, żeby tylko nie mieć czasu na pisanie wierszy. Bo jak się ma czas na pisanie wierszy, to się siedzi i myśli: 'Co ja tu napiszę? A dlaczego ja nie piszę? Czemu we mnie się nie budzi ten talent? A co ja mam do powiedzenia?’. A jak nie ma czasu, a najlepiej jak jest inna robota, wtedy się ucieka 'na wagary’. Tu już dzwonią i czekają na tę inną robotę, która ma by do zrobienia, a my jak na wagarach bezsensownie walimy jakiś wiersz. Wtedy jest poezja” – twierdził.

Od 1965 roku współpracował z licznymi kompozytorami, pisząc teksty piosenek. Jego utwory wykonywali m.in. 2 plus 1, Myslovitz, Skaldowie, Halina Frąckowiak, Marek Grechuta, Czesław Niemen, Daniel Olbrychski, Jerzy Połomski, Krystyna Prońko, Maryla Rodowicz czy Urszula Sipińska. Nie lubił jednak pisać do gotowej muzyki. „Pamiętam, to chyba Korcz mi powiedział: 'Ty nigdy nie pisz tekstu do piosenki, bo piszesz jakieś marne teksty. Ty pisz swoją poezję, ja będę czytał i ci mówił, chcę to, to i to, i może coś popracujemy. Ale ty wiesz, jak ja biorę twój tekst, to wydaje się, że zupełnie do piosenki nie pasuje, i muszę się tak pomęczyć, pomęczyć i pomęczyć. I nagle robię coś, co jest zupełnie czymś innym'” – opowiadał w rozmowie opublikowanej na kanale Nicolaus Copernicus Observatory na YouTubie.

Jednym z wyjątków, gdy zgodził się napisać fragment tekstu do gotowej melodii, był bodaj jego najsłynniejszy utwór, „Psalm stojących w kolejce”. „Trzciński pokazuje mi różne rzeczy i mówi: 'Wiesz, z tą 'Kolejką’ ja mam problem, bo napisałem melodię, ale musi być refren’. I tłumaczy mi: 'W piosence refren jest ważny, ponieważ powoduje zwrócenie uwagi na to, co jest istotą piosenki’. Ja mówię do niego: 'Słuchaj, to zagraj mi to’. I on na takim małym keyboardzie, który przyniósł, zagrał mi to. Pamiętam, że nagle to usłyszałem: 'Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj, kiedyś te kamienie drgną’. I ten refren podniósł tę piosenkę do takiej wysokości, że ona została w ludziach” – wspominał.

Bryll przyznawał, że w swoim życiu szedł wieloma drogami, bo pracował jako dziennikarz w gazecie, a potem w telewizji, był kierownikiem w Teatrze Polskim w Warszawie oraz dyrektorem Instytutu Kultury Polskiej w Londynie. Jako pierwszy po upadku PRL pełnił funkcję ambasadora Rzeczpospolitej w Irlandii. Znamienne więc, że zmarł w Dzień Świętego Patryka, irlandzkie święto narodowe i religijne obchodzone właśnie 17 marca.

„Dla mnie, moich bliskich i wielu… wielu ludzi, to bardzo smutna wiadomość. Byłeś i pozostaniesz dla mnie na zawsze moim Przyjacielem. Dziękuję, że dzieliłeś się ze mną swoim talentem i poezją, którą mogłam śpiewać. Erneście, bardzo wyraziście mam przed oczami stół w Twoim i Małgosi domu, przy którym rozmawialiśmy… Rozmowy z Tobą prowadziły w świat wartości koniecznych. Dziękuję za Twoją mądrość słów i mądrość serca. Dziękuję, że mogłam Cię spotkać w moim życiu!” – napisała na swoim profilu na Facebooku Halina Frąckowiak.

[am]
fot. Mariusz Kubik/Wikipedia Commons

Tematy: , , ,

Kategoria: newsy