banner ad

Czwarta część cyklu kryminalnego o Tomaszu Winklerze. Przeczytaj początek powieści „Śmierć druga” Beaty i Eugeniusza Dębskich

3 listopada 2022

Wydawnictwo Agora prezentuje „Śmierć drugą” Beaty i Eugeniusza Dębskich, czyli czwartą część cyklu kryminalnego o byłym gliniarzu Tomaszu Winklerze, który bierze sprawy, z jakimi lepiej nie iść na policję. W tym tomie nawet najprostsze śledztwo może zmienić się w mroczną rozgrywkę o najwyższe stawki. Poniżej możecie przeczytać początek książki, która znajduje się już w sprzedaży.

1.

Weszli za budynek klubowy WKS „Śląsk”, choć Darek narzekał i marudził, że tu nic nie będzie, bo skąd, bo kto by tu pił i puszki rozrzucał, bo to nie te czasy. W końcu tak wkurzył Lebita, że ten chciał już powiedzieć, że wraca, bo ma dość mędzenia, ale Darek potknął się o wystający korzeń i o mało co nie wyżłobił nosem bruzdy w ścieżce. No i to on niósł butelkę z resztką nalewki. Po co zadzierać?

– Kurwa! – rzucił maruda. – Pozarastało, jak cholera!

– A czemu by miało nie zarastać? – zapytał Lebita.

– Chodnika tu nie ma… – Wzruszył ramionami, potarł łokcie, był niby lipiec, ale piąta rano, chłodno jeszcze, a T-shirt nie wysechł po nocnej ulewie.

– Tędy nie da rady. – Darek majtnął głową w stronę eleganckiego chodnika na terenie stadionu, między płotem i zabudowaniami. – Trzeba tu, po chaszczach… No… A kiedyś, kurwa, to się działało, nie? Pamiętasz, jak Śląsk grał tu swoje mecze? A kibice stali na nasypie i oglądali za darmo, nie? – Obejrzał się, ale na krótko, pamiętał o podstępnych korzeniach. – A za tę kasę, co zaoszczędzili na biletach, to se piwka kupili, ćwiarteczkę. I meczyk leciał.

Dla pewności pokazał prawą ręką nasyp. Minęli już budynek i wyszli na tyły trybun. Tu było dużo krzaczorów i drzew, szli w cieniu, po lewej ściana, po prawej nasyp z wysoką na trzy czwarte metra trawą. Lebita trzymał się z tyłu, nagle zrobił dwa szybkie kroki, chciał wymierzonym kopniakiem splątać Darkowi nogi i powalić go na ziemię, ale przypomniał sobie, kto niesie amarenę brzoskwinię, i odpuścił. Właściwie to odłożył zemstę na później. Na razie postanowił pognębić kumpla inaczej:

– A z kim grali?

Darek, nie odwracając się, podniósł ręce w niemym „skąd mam wiedzieć?”.

– A co ja, jeden z dziesięciu? – burknął przez ramię.

– Kurwa! – jęknął nagle i wyhamował tak ostro, że Lebita, niższy o półtorej głowy, wbił mu się nosem między łopatki. – Patrz…

Lebita zrobił krok w bok i wyszedł z cienia kumpla.

Na ścieżce, jakieś sześć, może osiem metrów od nich, przycupnęły cztery jeże. Jeden duży, basior, i trzy mniejsze.

I mlaskały!

– Co one? – zapytał szeptem Lebita.

– Żreją coś…

Teraz i Lebita zobaczył: jeże przycupnęły w koło i skierowały pyszczki do środka ścieżki, w miejsce, w którym coś błysnęło.

– Piją, kurwa – powiedział już głośniej Darek. Trącił kolegę łokciem. – Też tak siorbiesz, nie?

Lebita zrobił dwa kroki naprzód, tupnął, klasnął. Jeże czmychnęły w gęstą trawę pod ścianę trybuny, większy przodem, za nim reszta. Została ścieżka i kałuża.

– Ty, kurwa, wino? Czy sok? – Darek znów wyprzedził Lebitę i pierwszy dopadł miejsca, w którym pasły się jeże. – Ty… – Już miał powiedzieć, co widzi i co myśli, ale resztka dość bezładnie strzyżonych włosów zjeżyła mu się na głowie, a po plechach ściekał lodowaty pot, którego jeszcze kilka sekund temu nie było. Odwrócił głowę w prawo i przejechał spojrzeniem po gęstej strudze, właściwie już zestalonej, spływającej z nasypu. Trawa była tu wydeptana i zdarta, zmiętoszona, źdźbła połamane i zmiażdżone, czarno-purpurowy strumyk wypływał zza krzewu bzu, niezbyt rozłożystego, dlatego widzieli, że za jego koroną trawa jest jeszcze mocniej skotłowana.

I że…

– Kurwa! Ja pierdolę! – jęknął Darek. Odwrócił się i chwycił Lebitę za ramię. Dobrze zrobił, bo ten już starto- wał do ucieczki. – Trupol tam, kurwa, jest!

– Wiem, ślepy nie jestem! – Lebita szybko się rozejrzał, było pusto, bezpiecznie. Już słonecznie. I straszno. – Daj łyka… Dawaj! – wrzasnął.

Głos mu się załamał, ale Darek jednak nie skorzystał z okazji, żeby przysrać kumplowi. Wyszarpnął butelkę z kieszeni, ale przezornie ustawił palec na połowie zawartości i łyknął pierwszy. Lebita dossał resztę amareny, potrzymał naczynie do góry dnem, spłynęło wszystko. Już miał się zamachnąć, gdy…

– Nie wyrzucaj, durniu! – warknął Darek. – Psy znajdą, wezmą odciski, powiedzą, że to myśmy go zajebali!

– A skąd wezmą odciski? – przytomnie zapytał Lebita.

– Ja stąd spierdalam i nie dam se wziąć odcisków ani nic!

– A co by od ciebie wzięli, ciulu! – Darek wyrwał mu puste naczynie. – Idę na portiernię wezwać gliny. Nie próbuj uciekać, bo i tak cię podpierdolę, a potem znajdę i zajebię. – Odwrócił się i zaczął iść z powrotem w kierunku Grabiszyńskiej.

– Darek, ochujałeś? Po co ci to? Będą cię maglowali i potem…

– Spierdalaj, ciulu. To jest trup! – machnął ręką do tyłu. – Morderstwo, kurwa! Ktoś kogoś zabił. Nie wolno zabijać. Tego nie daruję!

A co ty masz do darowania? – chciał zapytać Lebita, ale uprzytomnił sobie, że Darek uprawiał kiedyś boks. Dawno temu, za komuny, ale jeszcze miał w lewej kopyto. I jak komu nie darował, to ten się już nie musiał o dentystę martwić.

Splunął w trawę i powlókł się za Darkiem.

Po kilku krokach naszła go myśl, że mógłby takiego mniejszego jeża zabrać i sprezentować córce Moniki.

Monia kotów nie lubiła, pies dużo żre i wychodzić trzeba, a taki jeż?

Kolczasty, krzywdy nie zrobi, a śmieszny!

Obejrzał się, ale jeże nie wróciły do siorbania krwi.

A jak bym go niósł, skurwegosyna?

Zrezygnowany powlókł się tropem druha.
(…)

Beata i Eugeniusz Dębski „Śmierć druga”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 320

Opis: We Wrocławiu zostają znalezione zwłoki dwudziestoletniego Rafała Góry, a podejrzanym o morderstwo jest jego najlepszym przyjaciel, Sebastian. Buksujące w miejscu policyjne śledztwo mogłoby skorzystać z pomocy prywatnego detektywa Tomka Winklera, ale jest jeden problem: Winkler zna podejrzanego i ma pewne powody, by wierzyć w jego niewinność. Ma też sporo wątpliwości… Może dlatego zgadza się włączyć w dochodzenie swoją najbliższą współpracowniczkę – Romę Wiśniowiecką, prywatnie: babcię. Gdy Winkler rusza tropem tajemniczego „Tuliboru”, Roma prowadzi własne śledztwo w kipiącej od przemilczanych sekretów miejscowości, z której pochodził zabity chłopak. Żadne z nich jeszcze nie wie, że w tej sprawie jest też druga śmierć…


Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek