Przede wszystkim warstwa literacka ? wywiad z Dariuszem Stańczykiem, tłumaczem serii komiksowej „Conan” Kurta Busieka

19 stycznia 2019


O definiowaniu popkulturowych legend, uroku opowieści o Conanie Barbarzyńcy, podejściu Kurta Busieka do dzieła Roberta E. Howarda i pracy nad przekładem rozmawiamy z Dariuszem Stańczykiem, scenarzystą komiksowym oraz anglistą, który odpowiedzialny jest za polskie tłumaczenie serii komiksowej „Conan” Kurta Busieka publikowanej przez wydawnictwo Egmont.

Marcin Waincetel: Conan ? co sugeruje już sam tytuł komiksu Busieka ? jest faktycznie legendą. Czy zgodzisz się z tym, że postać stworzona przez Roberta E. Howarda wpłynęła na opowieści spod znaku magii i miecza, ale również całą popkulturę?

Dariusz Stańczyk: Nie szedłbym tak daleko, jeśli idzie o całą popkulturę. W końcu mimo faktu, że Conan istnieje w literaturze od blisko stu lat, wciąż odbierany jest przez wielu jako dotyrany rębajło z wielkim mieczem, co czyni go konstruktem raczej niezrozumianym. Zaskoczenie, jakie budzi wśród odbiorców interpretacja Kurta Busieka, która w moim odczuciu jest do tej pory najbliższa książkowemu pierwowzorowi, zdaje się o tym poświadczać. Myślę, że celniejszym byłoby pytanie o to, czy proza Roberta E. Howarda miała znaczenie dla całej popkultury. W tym wypadku moja odpowiedź byłaby twierdząca. Świadczyć o tym mogą nie tylko komiksowe adaptacje przygód jego najbardziej popularnego bohatera, ale również wcale interesujące próby przepisania Ery Hyboryjskiej na język gier komputerowych czy fabularnych. Siłą howardowskich opowiadań o Conanie jest według mnie nie tyle bohater, co sposób, w jaki kontrastuje on ze swoim otoczeniem. Jak duże jednak jest to znaczenie? To już osobna kwestia do zbadania. I tak, jest to dla mnie istotna postać.

Z tego, co wiem, Busiek uzupełnił biografię Conana o wątki, które w prozie Howarda nie występują. Mógłbyś coś powiedzieć na ten temat? Conan to zresztą na tyle klasyczna postać, że takie „twórcze zdrady” są chyba dopuszczalne, prawda?

I tak i nie. Busiek nie dodał od siebie niczego, co gdzieś nie przewijałoby się już między wierszami u Howarda. Motywy, które Howard poutykał w swoich tekstach, ale nie zdążył dopracować, Busiek nieco rozwinął. ?Zrodzony na polu bitwy? to właśnie taka Busiekowa historia zbudowana na motywach występujących w prozie Howarda. Większość kluczowych elementów ? okoliczności przyjścia na świat, profesja ojca, pochodzenie dziada, bitwa o Venarium, to wszystko gdzieś tam już przewijało się wcześniej. Nie mi oceniać, czy ?twórcze zdrady? są dopuszczalne, czy nie. Ja za nimi nie bardzo przepadam, ale Kurtowi należy oddać to, że wyśmienicie wyczuł materiał źródłowy i rozumiał, jak na nim budować. Tak naprawdę, jeśli miałbym się przyczepić do którejś z historii, wybrałbym tę z Kalanthesem, która bardziej kojarzy mi się z odcinkiem „Conana Łowcy Przygód” w wersji dla dorosłych niż z tym, do czego czytelników przyzwyczaił Howard.

Zastanawiam się, jak właściwie przebiegały twoje przygotowania do pracy nad tłumaczeniem? Bogactwo świata Conana jest fascynujące dla czytelników, ale jednocześnie chyba może być problematyczne dla zespołu redakcyjnego.

Cóż, opracowałem tabelkę, w której wypisałem występujące w komiksie nazwy własne i zaproponowałem ich odmianę i ewentualne spolszczenia i przedłożyłem ją redakcji. Pracując nad nią, częściowo bazowałem na własnej lingwistycznej intuicji a częściowo na przekładach, do których miałem sentyment. Zależało mi na tym, żeby odmiana nazw własnych była poprawna i (w miarę możliwości) spójna. Zupełnej konsekwencji w lokalizacji nie dało się zachować, gdyż spolszczenia ujmowały niektórym krainom egzotyki, w innych natomiast ich niestosowanie było nieintuicyjne. Szczęśliwe redaktor prowadzący Andrzej Szewczyk był ze mną w stałym kontakcie mailowym i pomagał przeważyć szalę na odpowiednią stronę.

Jak wygląda twój warsztat pracy? Na ile musiałeś poznać świat Conana, aby wiernie oddać charakter opowieści?

Nie było to specjalnie trudne, biorąc pod uwagę, że filmowe wcielenie Conana było ze mną, odkąd sięgam pamięcią (a sięgam nią do niedorzecznie wczesnych lat mojego życia), podczas gdy opowiadania Howarda i nieco mniej chwalebne twory jego kontynuatorów były drugą istotną dla mnie serią literacką jeszcze w podstawówce ? pierwszą była „Szkoła przy cmentarzu”. Sam materiał źródłowy od wielu lat znajduje się już na mojej półce, zarówno w oryginale, jak i we wcześniejszym przekładzie Jacka Drewnowskiego (również będącego dla mnie częściową inspiracją). Miałem więc w życiu dość czasu, żeby się z nim językowo gimnastykować, zanim w ogóle przyszło mi do głowy choćby pomarzyć o szansie na pracę przy przekładzie dzieła tak zdolnego scenarzysty jak Kurt Busiek, i to jeszcze na pracę przy przekładzie jego interpretacji prozy Howarda. Krótko mówiąc ? upiekłem tym zleceniem dwie pieczenie na jednym ogniu.

Jak widzisz rolę tłumacza? Czy ta profesja nie odwołuje się do umiejętności i cech twórcy oraz redaktora, a także znawcy tematu, który musi rozumieć poetykę danego dzieła i kulturowy kontekst?

Jeśli mówimy o tłumaczeniach literackich, a takim niewątpliwie jest przekład komiksu, to zawierają się z całą pewnością. Język, który w „Conanie” stosuje Busiek, podobnie jak ten stosowany przez Howarda, ma swoją melodię, swój rytm, pewnego rodzaju poetyckość, którą bardzo trudno jest odpowiednio wyważyć, a bardzo łatwo popsuć. Być może to tylko moje odczucie, ale kiedy inni autorzy piszą, że Conan był szybki jak pantera, pełne zażenowania westchnienie samo wydobywa się z płuc. Za to kiedy to samo robi Busiek, tętno przyspiesza, żeby zrównać z rytmem serwowanych przez niego słów. To był zdecydowanie najtrudniejszy aspekt pracy nad „Conanem” ? nie popaść w pretensjonalność.

Ale żeby nie wyjść na totalnego fanboya Kurta, przypomnę, że za część scenariusza do zbioru „Miasto złodziei” odpowiada Mike Mignola. Jego podejście do tematu jest zgoła odmienne do tego, które prezentuje Kurt. Krótko mówiąc ? tam, gdzie Busiek mówi dużo, Mignola w zasadzie w ogóle nie mówi i to też sprawdza się wyśmienicie. Myślę, że ci, którym spodobały się „Narodziny legendy” z pewnością powinni sięgnąć po kolejny tom.

W czym widzisz główną wartość „Narodzin legendy”? Mnie szczególnie urzekło to, że jest to właściwie historia szkatułkowa ? opowieść w opowieści.

To nie tylko opowieść w opowieści, ale opowieść w opowieści w opowieści. To, na co nikt z recenzentów nie zwrócił jeszcze uwagi, to dobór występujących w komiksie fontów. Kiedy przyjrzeć im się bliżej, okazuje się, że w tomie występują trzy płaszczyzny narracyjne (choć chwilami jest ich więcej), nie dwie. Najgłębiej mamy wątek główny ? wątek Conana. Nieco nad nim jest wątek księcia i wezyra ? pary, która zapisaną w Kronikach Nemedyjskich historię Conana odkrywa. Kroniki Nemedyjskie zapisywane są swojego rodzaju, nazwijmy to, kaligraficznym fontem, ale narracja samych przygód Conana wizualizowana jest w zgoła inny sposób. Font użyty tam symuluje odcisk czcionki na karcie papieru, taki, jaki pozostawia maszyna do pisania. Biorąc pod uwagę, że olbrzymia część narracji jest żywcem wyjęta z oryginalnych opowiadań, śmiało można przyjąć, że historię opowiada sam Howard. I w tym aspekcie ponownie jawi się geniusz ludzi odpowiedzialnych za pracę przy „Narodzinach legendy” ? moim zdaniem konstrukcyjnego arcydzieła z najwyższej półki. Nie pamiętam, czy czytałem kiedyś ciekawiej zbudowany komiks.

Która z tych opowieści wywarła na tobie największe wrażenie?

Moją ulubioną historią w tomie jest zdecydowanie „Bóg w pucharze”, będący howardowskim podejściem do powieści z gatunku crime & mystery, tyle że okraszonej dodatkowo elementami grozy i wrzuconej w setting fantasy. W moim odczuciu to jedno z tych dzieł, które podkreślają warsztatową świadomość autora. Na drugim miejscu postawiłbym całą pierwszą księgę, opisaną jako „Zrodzony na polu bitwy”, świetnie z kolei podkreślającą pisarski talent Busieka.

Zastanawiam się ? powracając do początku naszej rozmowy ? czy Conan może być bohaterem współczesnej popkultury? Czy pisana mu jest popularność, skoro jest zakapiorem, który walczy o swoje, kobiety traktuje niekiedy jak trofeum, ale potrafi też obdarzyć uczuciem, a od cywilizacji ucieka?

Zależy jak definiujemy „bohatera” oraz samą popularność, czy rozpatrujemy Conana przez pryzmat tego, jaką osobą jest w książkach, czy tego, jak potocznie się o nim myśli, albo jak przedstawiany jest w innych interpretacjach? Jeśli pytasz, czy Conan ma szansę dalej trwać w popkulturze, myślę, że fakt, iż o nim rozmawiamy prawie sto lat po jego literackich narodzinach, wyraźnie na to wskazuje. Natomiast czy ma szansę stać się popkulturową ikoną w globalnej skali? Sądzę, że potrzebowałby do tego znacznie więcej memów.

W czym widziałbyś największą wartość opowieści o Conanie?

Przede wszystkim w warstwie literackiej. To chyba jeden z nielicznych komiksów, który trzymałby się doskonale, nawet gdyby zupełnie odjęto od niego ilustracje.

Największym wyzwaniem przy pracy nad komiksem było dla ciebie?

Pogodzenie pracy przy przekładzie z pracą etatową, treningami i życiem osobistym. Tego ostatniego prawie nie miałem, pozostałe elementy udało mi się jakoś ze sobą zlepić kosztem snu. Przez kilka miesięcy spałem po cztery godzinny na dobę.

A największą przyjemnością było??

Opowiadanie historii Conana w taki sposób, w jaki chciałbym ją czytać po polsku.

Rozmawiał: Marcin Waincetel

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady