banner ad

Nie piszemy romansu, piszemy kryminał – wywiad z Beatą i Eugeniuszem Dębskimi

21 października 2021

Beata i Eugeniusz Dębscy kontynuują wydawanie serii z Tomaszem Winklerem, zapoczątkowanej „Dwudziestą trzecią”. Na początku września nakładem Wydawnictwa Agora ukazał się drugi tom, „Zimny trop”, o którym rozmawiamy z autorskim duetem. A już 27 października do sprzedaży trafi tom trzeci, „Szwedzki kryminał”. I o ten jakże intrygujący tytuł nie omieszkaliśmy zapytać.

Mariusz Wojteczek: Winkler nie ma łatwego życia. Jeszcze nie wyleczył ran z poprzedniej sprawy, a już obrywa przy kolejnej. Czemu tak męczycie swojego bohatera?

Eugeniusz Dębski: Lekko nie ma, i nie mamy lekko my. Do nas nie przychodzi facet z wykonanym na specjalne zamówienie neseserkiem, który mieści dokładnie trzysta tysięcy złotych. My musimy napisać książkę, żeby dostać te trzysta tysi. Winkler nie musi. Już je ma. Już zabierał się do świątecznego bigosu, bo on jedyny w rodzinie umie go zrobić tak, że noże i widelce służą do konsumpcji, a nie do argumentowania swoich racji. No i tak się kręci…

Waszego bohatera wyróżnia nie tylko talent do trafiania na mroczne, kryminalne sprawy, ale także wikłania się w problematyczne relacje osobiste. Winkler to trochę taki zagubiony romantyk, który chciałby ułożyć sobie życie, ale jakoś mu to nie wychodzi… W trzecim tomie w końcu się uda?

Beata Dębska: Coś się wyklaruje, ale czy tak do końca? Nie wiem, nie piszemy romansu, nie piszemy emocjonalnie podliftowanej obyczajówki, piszemy kryminał. Tak, samotny detektyw często wdaje się w romanse, z których wychodzi pobity, podrapany, pomalowany szminką i zniesmaczony. Tomasz jest trochę inny, ma obiekt uwielbienia, no i wielbi z lekkimi komplikacjami.

Eugeniusz: Jakoś to przeżyje.

Aleksandra Marinina, bestsellerowa rosyjska autorka kryminałów, powiedziała w jednym z wywiadów, że zawsze uważa, by nie opisać przestępstwa, które nie mogłoby się wydarzyć naprawdę, które byłoby niemożliwe. Co o tym sądzicie?

Eugeniusz: Bardzo trafna i rozsądna myśl. Pewnie, można opisać, jak dygocący ze strachu narkoman wpada do banku i grożąc mazakiem fluorescencyjnym, zabiera siedemnaście milionów euro. Ale po co, skoro można opisać napad sześciu gostków na kasyno i rabunek czterystu osiemdziesięciu tysięcy złotych? No i taki drobiazg: czytelnik wydaje swoją godzinę pracy, trzydzieści kilka złotych za książkę, coś mu się za to należy? Może kopał rów przez godzinę, może stał przy stole operacyjnym, nie można mu za to zapłacić tandetą!

Marinina stwierdziła także, że kobietom kryminały wychodzą lepiej. Mają więcej cierpliwości do pracy nad historią kryminalną. Stąd pojawienie się Beaty w pisarskiej karierze Eugeniusza?

Beata: Kobiety odzyskują należne im miejsce w literaturze po wiekach dyskryminacji, jest ich coraz więcej w wydawnictwach i w gronie autorów, królują na listach przebojów. Ale czy mają więcej cierpliwości? Tak naprawdę nie czytałam kryminału napisanego przez kobietę, który byłby lepszy tylko dlatego, że napisany przez kobietę. Albo jest napisany lepiej, albo nie, płeć nie ma tu nic do rzeczy. Pojawiłam się u boku Eugeniusza jako współautor zupełnie nie z powodu szczególnej cierpliwości i uważności. I to nieprawda, że dziewczynkom jest lepiej w różowym, a chłopcom w niebieskim.

W serii o Winklerze znaczącą rolę odgrywa humor, ironia, co w dużej mierze uosabia babcia Roma. Czy ta niezwykła postać doczeka się większej roli w następnych książkach? Już w „Zimnym tropie” to ona niejako jest katalizatorem zdarzeń, wciąga Winklera w sprawę…

Beata: Babcia Roma jest odgromnikiem, pomaga wnukowi w odszlamowywaniu się ze złogów codziennego życia detektywa, pomaga w utrzymaniu się na wysokim poziomie zdrowia psychicznego, choćby przez dzielenie się koniakiem. Zwraca też uwagę na kiksy w myśleniu, i na kiksy złoczyńcy, co pomaga wnukowi. No i asekuruje go w trudnych sprawach i chwilach. Na przykład, jeśli wychodzi na akcję i nie odzywa się do dwudziestej drugiej, to o dwudziestej trzeciej wszczyna alarm. I to działa! Czytelnicy bardzo polubili Romę i faktycznie, szykujemy jej więcej pracy w czwartym tomie.

Co jest najtrudniejsze w pisaniu kryminału? Który etap?

Eugeniusz: Wymyślenie fabuły. Jak się już ma kilka sprawdzonych postaci, jak się wie, jak mówią i postępują, w jakim mieście mieszkają i jak reagują na to i owo – reszta to betka. Ale muszą mieć jędrną krwawą sprawę, trochę bagna i fetoru, trochę draństwa. W sensowej kolejności i dobrej jakości. Fabuła, anegdota, afera, od tego się zaczyna i to się nosi na rękach, ona decyduje.

A czy szukacie inspiracji w prawdziwych zbrodniach? W publikacjach typu „true crime” lub dostępnych aktach policyjnych dotyczących starych spraw?

Eugeniusz: Oczywiście, że szperamy w czym się da. Nie po to, żeby podwędzić pomysł, tylko żeby sprawdzić, do czego jest zdolny człowiek. A jak już się wie, że niejaki Andriej Romanowicz Czikatiło zabił prawie sześćdziesięciu Ukraińców i zjadł sporą część z tego zasobu białka? Nie ma granic, piekła nie ma, hulaj dusza – piszemy!

„Szwedzki kryminał” – trzeci tom serii z Winklerem w roli głównej już na dniach. Czy tytuł ma sugerować, że sięgnęliście tym razem po charakterystyczną konwencję skandynawskiej literatury kryminalnej?

Beata: Skandynawia jawiła się nam jak Paradyż, półwysep Szczęśliwości Wielkiej i Całkowitej. A sami Skandynawowie rozwiali albo rozwiewają ten mit również przy pomocy kryminałów i thrillerów. Ponure, obsceniczne, makabryczne, bagniste i lodowate – życie i kryminały. Ten trzeci Winkler jest też zanurzony w dość cuchnącym szlamie. Tytuł sam się zaprosił.

Eugeniusz: A poza tym uważam, że jest chwytliwy. Przychodzi czytelnik do księgarni i pyta: „A jest 'Szwedzki kryminał’?”, a księgarz: „A tam jest cała półka tego!” – i jest wesoło. Mimo że to szwedzki kryminał.

Czy realia pandemii, w jakich od ponad roku uczymy się żyć, nie kuszą was jako sceneria kryminału?

Eugeniusz: Rozważaliśmy Winklera w maseczce, to trochę trudne, bo przecież nie można napisać: ironiczny uśmiech wypełzł mu na twarz! – skoro usta przesłania maska. Nie wykluczamy nawet tego, ale na razie Tomasz jest cztery lata przed pandemią, nie widzimy powodu przyspieszać biegu wydarzeń. Langsam… Dojdziemy i do tego. Może.

A czy oprócz kryminału zamierzacie napisać w duecie powieść w innym gatunku? Na przykład fantastyce, z której Eugeniusz jest najbardziej znany?

Beata: Na razie mamy plany kryminalne, tego się trzymamy. Wnuki męczą o bajki dla dzieci i młodzieży. Fantastyka ciągle pozostaje domeną Eugeniusza. Podobno najlepiej sprzedają się teraz powieści erotyczne i romanse. Tam nas jako autorów nie znajdziecie.

Rozmawiał: Mariusz Wojteczek

Tematy: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady