banner ad

Między szczerością i kreacją – wywiad z Juliuszem Strachotą, autorem „Krótkiej wycieczki na tamten świat”

20 listopada 2020

Juliusz Strachota. Rocznik ‘79. Warszawiak z urodzenia, nowohucianin z wyboru. Wieczny podróżnik-poszukiwacz, który może obecnie trochę osiadł, ale poszukuje nadal, tyle że literacko. Debiutował zbiorem opowiadań „Oprócz marzeń warto mieć papierosy” (Świat Książki 2006). Napisał też m.in. „Relaks amerykański” ( Korporacja Ha!art 2015), „Turystę polskiego w ZSRR” ( Korporacja Ha!art 2019) i najnowszą, wydaną w tym roku, „Krótką wycieczkę na tamten świat” (W.A.B. 2020). To właśnie ona stanowi punkt wyjścia do naszej rozmowy z autorem.

Mariusz Wojteczek: „Krótka wycieczka na tamten świat” to ponownie powieść mocno osobista, w dużym stopniu autobiograficzna. Lubisz pisać o sobie? To rodzaj terapii?

Juliusz Strachota: Ja jestem nałogowym kłamcą. W trakcie terapii, ale mam sporo wpadek, więc tak bym się nie przywiązywał do wersji, że to o mnie. To z pewnością jest o moim doświadczeniu, które próbuję jakoś schwycić, ale ja na przykład nie handluję pocztówkami z ZSRR, nie mam problemów ze wzrokiem ani innych przypadłości, które ma bohater. Ale praktykuję zen, choć nie spotkałem mojego nauczyciela na odwyku. Więc żadna to terapia, jeśli się sterczy między światami i w zasadzie nikt nie wie, gdzie jest granica między autorem i narratorem.

Ile w rzeczywistości w głównym bohaterze „Krótkiej wycieczki na tamten świat” jest z ciebie samego?

Wydarzenia miały miejsce. Ludzie istnieją, choć czasem mają inne imiona. Więcej w narratorze jest bohatera poprzednich książek niż mnie. To jest sequel „Turysty polskiego w ZSRR”, a w pewnym sensie łączy się też z „Relaksem amerykańskim”. Ten bohater już wcześniej wlazł do książki, a potem zaczął ewoluować. Ma trochę moich cech… ale z przeszłości lub z karykatury.

Myślisz, że poznać siebie samych możemy tylko wtedy, gdy poznamy i zrozumiemy naszą genezę?

Wydaje mi się, że pierwszym narzędziem do poznania siebie jest wgląd w to, jak działa umysł – jak produkuje różne impulsy w rodzaju myśli czy uczuć, a my się z nimi utożsamiamy. Albo w to, jakim dziwnym konstruktem jest to, co uważamy za „ja” – tzn., że jak zaczniemy szukać tego „ja”, to okazuje się, że nie da się go nigdzie umiejscowić. Ten umysł bada się w czasie teraźniejszym, ale nie chodzi mi o redukcję stresu za pomocą mindfulness. Chodzi o gruntowne badanie, jak to coś działa. Równolegle z regularnymi podróżami do wnętrza, warto wybierać się w przeszłość. Na swoje stare podwórko, a potem na podwórka rodziców, dziadków, jak najdalej się da. To moja metoda – nic odkrywczego, ale wymaga czasu i determinacji. Efekty są nieprzewidywalne.

Twój sposób narracji jest niespokojny, nieco chaotyczny, urywany. Po prostu snujesz opowieść, która czasem nawet nie jest opowieścią, a ekspresją emocji, uczuć, przemyśleń. Pozwala to niejako zajrzeć bezpośrednio do „głowy twórcy”, bez cenzury, ubarwień. Czy istnieją dla ciebie jakieś ograniczenia? Tematy zbyt osobiste, by o nich napisać?

Niektóre rzeczy uważam po prostu za niepotrzebne, a inne, z nieznanych mi samemu powodów – za bardzo ważne, choć dotyczą one dreptania po chaszczach między Gocławiem a Saską Kępą. Rzeczywistość odbieram jako nieustanny przepływ zjawisk, jedno z drugiego, a potem zaraz kolejne – stąd być może przeskoki i szarpania.

We wcześniejszych powieściach pisałeś otwarcie o swoich lękach, uzależnieniach i cierpieniu z nimi związanym. Ale też o bezwolnej egzystencji jednostki uwięzionej w korporacyjnych trybach. „Krótka wycieczka…” sprawia wrażenie, jakbyś z większą nadzieją patrzył w przyszłość. Myślisz, że to, co najgorsze w twoim życiu, masz już za sobą? Nadeszły lepsze czasy?

Dwadzieścia lat piłem i ćpałem, a od ośmiu lat jestem abstynentem i prowadzę bardzo zwyczajne i stabilne życie. Wstaję codziennie o szóstej rano, kładę się o dwudziestej drugiej. Nie pracuję w korporacji. Mam fantastyczną rodzinę i bliskich mi ludzi. Zazwyczaj robię to, co lubię – a lubię coraz więcej. Lęk przed śmiercią pojawia się tylko chwilami. Nie jest źle.

A czego obecnie najbardziej się boisz?

Tego, co jednocześnie daje mi największe ukojenie – nietrwałości i nadchodzącego niebytu.

Odbyłeś wiele podróży, choć ich kierunek i forma może się okazać zaskakująca. Kraje byłego ZSRR, podróż za minionym, za tym, co jednak kojarzy się w Polsce bardzo negatywnie. Co cię tam ciągnęło? Co chciałeś tam odnaleźć, odkryć, zobaczyć?

Wszystko to jest opisane w książce „Turysta polski w ZSRR”. Jej tytuł ukradłem z przewodnika po Związku Radzieckim, który namiętnie przeglądałem w dzieciństwie. Wszystko się bierze z pierwszych obrazów tak zwanych dalekich krain.

Skąd ta tęsknota za PRL-em? Nie tylko wyzierająca z tych „ciągot wschodnich”, ale nawet wyboru Nowej Huty jako miejsca do życia. Miejsca, jak chyba żadne inne w Polsce, nadal tchnącego klimatem PRL-u. Jakby trochę czas się tu zatrzymał, jakby „dawne” nie minęło, a socjalistyczny system nadal trwał, i miał się dobrze, wrośnięty w nowohuckie mury.

Nie tęsknię za PRL-em ani za ZSRR. Tęsknota, którą dość chętnie trawię w książkach, to tęsknota za utraconą teraźniejszością. Taką, na którą nie nakładał się nadmiar przeszłości. Przez jakiś czas przechodziłem przez fazę szukania jej w artefaktach z przeszłości, ale teraz ograniczyłem się do zbierania pocztówek z różnych dalekich i przeszłych krain. Jeśli chodzi o Nową Hutę, to był to bardzo pasujący do narracji przypadek. Nowa Huta mi się podobała, jest zielona, budziła moje skojarzenia z Placem Hallera, Muranowem i innymi ulubionymi rejonami Warszawy. To w ogóle nie idzie w stronę socjalizmu.

Mimo masochizmu social mediów, nadal boimy się obnażać prawdę o sobie, a raczej wolimy pokazywać inscenizowane widokówki. Ty zdajesz się dawać temu opór, uzewnętrzniasz wszystko, co wstydliwe, nieprzyjemne. A może to też forma kreacji?

Szczerość bywa użyteczna dla mnie samego, bo się o nią nie potknę po prostu – zbyt wiele razy wywalałem się o swoje kłamstwa. Bywa też ona pomocna dla innych – kiedy mówię o swoich uzależnieniach czy lękach. Ale moja szczerość bywa też zupełnie pozorna. Lubię tę rozgrywkę między szczerością i kreacją w social mediach.

Rozmawiał: Mariusz Wojteczek

Tagi: , , , , ,

Kategoria: wywiady