banner ad

Alkoholizm to wieczny problem i nie zna podziału na płeć ? wywiad z Jarosławem Czechowiczem, autorem „Toksyczności”

17 kwietnia 2019


Z wykształcenia polonista i dziennikarz. Z zawodu ? nauczyciel języka polskiego. W świecie czytelników znany jest przede wszystkim za sprawą swego popularnego bloga „Krytycznym okiem”, na którym od dwunastu lat recenzuje książki. Wydał dwa zbiory rozmów z pisarzami: „Rok w rozmowie” (2014) i „Poza napisanym” (2017). Teraz przyszedł czas na debiut powieściowy. 23 kwietnia nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukaże się „Toksyczność” ? mocna, inspirowana osobistą historią opowieść, która wpisuje się w aktualny temat alkoholizmu wśród kobiet. Autor oddaje głos swojej matce, która w dynamicznym, obsesyjnym monologu opowiada o popadaniu w nałóg, walce z nim oraz konfrontacji dzieci z traumą. Zapraszamy do lektury wywiadu z Jarosławem Czechowiczem na temat jego powieści, relacji z matką, alkoholizmu, kobiecej narracji i radzenia sobie z doświadczeniami wyniesionymi z życia w dysfunkcyjnej rodzinie.

Violetta Wiśniewska: Czym jest tytułowa toksyczność?

Jarosław Czechowicz: Funkcjonuje w kilku wymiarach i kilku znaczeniach. Od tego słowa w zasadzie wziął się pomysł na całą książkę. To znaczy: ono wciąż chodziło mi po głowie, zanim zacząłem cokolwiek pisać. Toksyczna jest rodzina, z której wydobywa się bohaterka książki. Toksyczne są jej dalsze relacje z ludźmi, z którymi chciałaby zbudować wreszcie namiastkę normalnego życia, o jakim zawsze marzyła. Nie ma umiejętności i możliwości, by cokolwiek zmienić, ale nie dlatego, że nie chce, lecz dlatego, że z kilku powodów nie może.

I wpada w kolejną toksyczność?

Właśnie tak się dzieje. Toksyczna staje się zatem jej późniejsza bezradność i nieprzystawalność do ról ? żony, matki, kochanki, nawet przyjaciółki. Ostatecznie toksyczna jest także miłość, którą daje swoim dzieciom. Wydobyta skądś na siłę, jakby z przymusu. Pojawiająca się naprawdę, ale być może za późno. Ważne w tej książce jest ukazanie tego, jak te poszczególne toksyczności wchodzą ze sobą w kontakt, że życie bohaterki jest pasmem fatalnych zbiegów okoliczności, ale w żaden sposób nie tłumaczą one tego, dlaczego ona sama nie jest w stanie wydostać się poza to, co niszczy. Czyli zrobić coś, do czego zdolne są potem jej dzieci. Oczywiście tytuł funkcjonuje także w odniesieniu do nałogu alkoholowego, który wiele w życiu bohaterki determinuje. Także wiele jej nietrafionych decyzji, niespełnionych postanowień.

Nie można Janiny ocenić jednoznacznie.

Bardzo się starałem, by nie było takiej możliwości. Można się na nią złościć, wściekać. Deprecjonować jej starania o to, by godnie żyć, ale jednocześnie widzieć, że musiała się mierzyć ze zbyt wieloma traumami, by im po prostu podołać. Dlatego też Janina wzbudza niechęć, ale i pewną czułość. Także podziw. Ta książka ma być świadectwem tego, że nigdy nie można jednoznacznie ocenić postępowania drugiego człowieka, bo nawet jeśli jest haniebne, coś za tą hańbą stoi. Łatwo uznać, że pijąca matka to zła matka. Warto przyjrzeć się temu, że zło wydobywa się nie tylko z niej, lecz i ją mocno atakuje.

Ta powieść została oparta na wydarzeniach z twojego życia. Możesz opowiedzieć tę historię?

Opowiada ją książka, choć nie chcę i nie będę wskazywał, które z tych wydarzeń miały miejsce naprawdę, a które są fikcją. Uważny czytelnik dostrzeże, kiedy fantazjuję, a kiedy wykorzystuję scenariusze z życia. Trudno historię moich relacji z matką po prostu opowiedzieć. Ogromny wpływ na ich destrukcję wywarł alkohol, który stał się na pewnym etapie czymś zastępującym matce cały świat. Bo też cały świat ? takie miała wrażenie ? się od niej odwrócił i za wroga mogła uważać nawet swojego syna. Przez wiele lat nasze relacje ? właśnie przez swą toksyczność ? były niezwykle intensywne. Paradoksalnie wpływ nieobecnej i odrzucającej matki był bardzo duży i to się wszystko latami we mnie gotowało, nie dało ujarzmić, nie dało też możliwości wytchnienia, wypracowania spojrzenia na wszystko z dystansu. Matka miała bardzo silną osobowość, którą po niej odziedziczyłem. Pewnie, że byłem ofiarą, że doświadczyłem jakichś niewyobrażalnych dla wielu osób okrucieństw. Ale jednocześnie potrafiłem walczyć. Nigdy się nie skarżyłem i ta powieść nie jest żadnym wyznaniem tego, jak mi było źle, ani żadnym świadectwem zniszczonego życia. Nie, życie mam bardzo udane, ale zawdzięczam to tylko sobie i pomocy kilku życzliwych ludzi spotkanych na mojej drodze, nie wsparciu matki. Natomiast później myślałem o tym, że to ona potrzebowała mojego wsparcia i dałem je może za późno. Całe życie toczyliśmy ze sobą walki, tak już mieliśmy we krwi. Tą książką chciałbym wreszcie zawrzeć pokój. Zapomnieć, co się da, i wybaczyć, co jest możliwe do wybaczenia. Ale także zrozumieć, bo bez tego nie miałoby szans żadne wybaczenie.

To jak patrzysz dzisiaj na osobę, która cię urodziła?

Z szacunkiem. Bez złości. Ale i z pewnym dystansem, nie umiem ? jak zauważyłaś ? o niej mówić „mama”. Wiele lat musiało upłynąć, by pewne rany przestały boleć. Pozostaną po nich ślady na zawsze, ale mimo wszystko zwycięża empatia dla jej strachu, bezradności, samotności i poczucia zagubienia prawie na każdym etapie życia. Dała mi moje życie. Skopała je doszczętnie, ale odbudowałem, co dało się odbudować, i wiem, że tylko dzięki niej jestem, żyję, myślę, pracuję, tworzę, przeżywam, cieszę się i widzę ludzi wielowymiarowo. Jej zabrakło tej wielowymiarowości. Teraz niczego już nie zmieni, bo jej po prostu nie ma.

Co skłoniło cię do opisania tak mocnego i osobistego tematu?

Kiedyś matka powiedziała mi, że bardzo chciałaby, aby wiele osób poznało jej historię. Bo zawsze była osobna, zawsze zostawała ze wszystkim sama, czuła się pomijana i nieakceptowana przez cały świat. Sama rozpaczliwie szukała miłości, ale także wybaczenia ? u mnie i mojej siostry. A ja sobie pomyślałem, że to wszystko warte jest opowiedzenia z kilku powodów. Po pierwsze: to historia niezwykłej determinacji, samozaparcia i walki o normalne życie. Po drugie: chciałem tę powieść napisać przede wszystkim dla dorosłych dzieci alkoholików, dla wszystkich ludzi wstydzących się swoich pijanych rodziców, ukrywających zaznane od nich krzywdy i traktujących własne doświadczenia jako coś, co ma być stygmatem. Moja opowieść mówi, że my, tak zwani DDA, nie mamy się czego wstydzić, bo to nie my piliśmy, zaniedbywaliśmy rodziny, wyrządzaliśmy im krzywdy i nie my kochaliśmy trudną miłością człowieka niezdolnego do panowania nad nałogiem i emocjami. Po trzecie: bardzo mi zależało, by opowiedzieć historię kobiecej samotności i rozpaczy, która jest jednocześnie opowieścią o sile. Być może zainspiruje inne pijące kobiety do walki ze swymi demonami i walki o normalne życie dla siebie.

Alkoholizm to obecnie bardzo poważny problem, głównie wśród kobiet. Czy twoja książka daje im jakąś wskazówkę, przestrogę, nadzieję?

Alkoholizm to nie tylko obecnie poważny problem. To wieczny problem i nie zna podziału na płeć. Aczkolwiek pijącemu mężczyźnie jest dużo łatwiej, bo jest jakieś niepisane przyzwolenie na to, że facet może sobie od czasu do czasu wypić, zapomnieć o świecie, wypisać się z życia, odciąć od niego. Pijąca kobieta spotyka się z ostracyzmem. Jakby męskie picie było czymś normalnym, a kobiece społeczną aberracją. Kiedy kobieta pije i dodatkowo ma problemy z wychowywaniem dzieci, ostracyzm zamienia się w bardzo niebezpieczne narzędzie opresji. Bo ona musi przestać. Bezwzględnie. Pijący mężczyzna może mieć chwile słabości. Ale już wcześniej zacząłem mówić o tym, czym miałaby być „Toksyczność” dla czytelniczek walczących z nałogiem alkoholowym. Mam nadzieję, że da im do zrozumienia, że ich słabość jest czymś, do czego mają prawo. Ma miejsce i należy wyjść jej naprzeciw. Bez opresji i bez ponaglania. Ale Janina z powieści jest również bohaterką pokazującą, że bardzo wiele, o ile nie wszystko, kryje się w głowie tej, która pije. Że czasami nie jest w stanie pomóc żadna instytucja, żadna osoba z otoczenia, jeśli samemu nie podejmie się decyzji o zaprzestaniu alkoholowej autodestrukcji. „Toksyczność” nie jest żadnym poradnikiem. A co do nadziei ? tak, daje jej bardzo dużo. Tylko trzeba ją tam znaleźć. Nie piszę o niej wprost. Staram się pisać z empatią o kobiecie alkoholiczce.

Piszesz jako kobieta alkoholiczka. Trudne było przyjęcie takiej perspektywy?

Był taki czas, że matka dużo mi opowiadała o swoim życiu. Pokazywała, że mimo wszystko było w nim sporo różnorodności. Że może byłaby inna i inaczej żyła, gdyby dane jest było zrozumieć, przed czym ucieka i w co kompulsywnie wpada. Kiedy wspominając „Toksyczność”, użyłem sformułowania, że napisałem książkę za kobietę, zarzucono mi szowinizm i paternalizm. Ale napisałem ją za nią, bo jej już nie ma, nie żyje, i napisałem po to, by pokazać, jak nauczyła mnie o sobie myśleć, jak wydobywać z jej życia to, co bardzo bolało, było trudne do przeżycia. Nie mam pojęcia, czy perspektywa kobiety, jej monolog budujący książkę, wydobyła się ze mnie satysfakcjonująco dla czytelników i czy będzie zaakceptowana. Chciałem uczynić kobiecą wrażliwość i bezradność czymś najważniejszym. Ale również pokazać, że nie ma silniejszej istoty niż kobieta, która chce zawalczyć o samą siebie.

Ciekawi cię odbiór tej książki?

Bardzo. Liczę na to, że jej odbiorcy znajdą sensy i treści, o jakich nawet ja sam bym nie pomyślał. Bo to historia do dyskusji, do której ? być może ? czytelnicy dołożą swoje doświadczenia i przemyślenia. Dlatego jestem bardzo ciekaw wszystkich recenzji, ale również spotkań autorskich. „Toksyczność” jest z mojej strony subiektywnym wyznaniem, a przecież warto poszukać w niej uniwersalnych przesłań. I te stworzą być może czytelnicy. Wierzę w to, że opowiedzą mi dużo więcej, niż sam opowiedziałem w tej książce.

Rozmawiała: Violetta Wiśniewska
fot. Elżbieta Moore

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady