banner ad

Fortuna piłką się toczy

8 czerwca 2012

Nick Hornby „Futbolowa gorączka”, Wyd. Zysk i S-ka
Ocena: 6,5 / 10

W starym śląskim dowcipie żona czyniła mężowi wyrzuty, że futbol obchodzi go bardziej od małżeństwa: „Przecież ty nawet nie pamiętasz kiedy się pobraliśmy”. „Oczywiście, że pamiętam” – odpierał tamten – „Ruch wtedy wygrał z Górnikiem 2:0”.
Żart żartem, ale są ludzie, którzy naprawdę w podobny sposób rejestrują przeszłość. Nick Hornby jest jednym z nich.

Ten pierwszy raz: wrzesień 1968 roku. Arsenal podejmuje Stoke City. Półtorej godziny rzemieślniczej kopaniny zakończone wymęczonym zwycięstwem po bramce z rzutu karnego. A jednak jedenastoletni Nick, którego na stadion zaprowadził ojciec, łapie bakcyla. „Zakochałem się w piłce nożnej tak, jak później zakochiwałem się w kobietach: nagle, niewytłumaczalnie, bezkrytycznie, nie myśląc o bólu ani kłopotach, jakie będą temu towarzyszyły” – zanotuje po latach. Tyle, że dziewczyny przychodzą i odchodzą, podobnie jak mody i muzyczne preferencje. Pozostaje tylko niełatwa miłość do Arsenalu, na zawsze już sprzężona zwrotnie z życiem.

„Futbolowa gorączka” to na poły autobiografia, na poły list miłosny dedykowany wyjątkowo mrocznemu obiektowi pożądania. 24 lata z życia autora wspominane z perspektywy trybun starego Highbury Park. W jakiś przedziwny, zrozumiały jedynie dla zaprzysięgłego kibica sposób, sportowe sukcesy i porażki korespondują z prywatną hossą bądź bessą Hornby?ego. Jeśli Arsenal zdobywa mistrzostwo kraju, jemu wszystko układa się nad wyraz pomyślnie. Drużyna zalicza czarną serię – dołuje też i Hornby. Dosłownie life is football, football is life. Jakby ktoś w klaserze z własnymi zdjęciami wtykał obok fotografii naklejki Panini. Kiedy pisarz wspomina młodość, dorastanie, edukację, to jednocześnie przypomina o „podwójnej koronie” Arsenalu z roku 1971, o boiskowej wirtuozerii Liama Brady?ego lub o tragedii na Heysel. I tak naprawdę to właśnie refleksje futbolowe, na czele z wglądem w angielską kulturę kibicowania sprzed lat są najmocniejszą stroną książki.

Przyznaję, że obawiałem się o jakość tłumaczenia, bo w pamięci mam jeszcze fatalną rozprawkę „Jak futbol wyjaśnia świat”, której ogólnej mizerii dorównywała jedynie translacja („przesunięcia” zamiast podań i „punkty” zamiast goli!). W „Futbolowej gorączce” nie ma na szczęście zbyt wielu baboli, chociaż „kampania promocyjna” kojarzy się raczej z marketingiem, niż walką o sportowy awans, a „czas dodany” pozostanie zrozumiały bez dopisywania „…przez sędziego z powodu kontuzji zawodników”. Poza tym zdarzają się pomyłki czysto faktograficzne. Tommy Finney zaiste grał na Mundialu ?82, ale nie przeciwko Irlandii Północnej, lecz dla niej, a Brian McClair nie mógł strzelać na bramkę Manchesteru Utd., skoro jego barwy reprezentował.

Odkąd między słupkami stoi w Arsenalu Szczęsny Młodszy, więcej jest w Polsce fanów londyńskiego klubu. W tej książce znajdą oni jednak pewną przestrogę. Otóż kibicowanie popularnym Kanonierom to prawdziwa droga krzyżowa. Tak przynajmniej twierdzi autor. Skoro jednak futbol = życie, to może jest w tym jakieś egzystencjalne drugie dno? Jeśli nawet, to Hornby nie stara się go odkryć. Jest po prostu zakochany w piłce, a nikt od zakochanych nie oczekuje rozsądku.

Sebastian Rerak

Gdzie kupić:
Kup książkę w ksiągarni Selkar
Kup książkę w księgarni Lideria

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje