banner ad

Doskonały komiks obyczajowy – recenzja komiksu „Niedoskonałości” Adriana Tomine’a

19 stycznia 2021

Adrian Tomine „Niedoskonałości”, tłum. Agnieszka Murawska, wyd. Kultura Gniewu
Ocena: 8 / 10

Adrian Tomine to na komiksowej mapie świata autor coraz bardziej rozpoznawalny i uznawany, także w Polsce, czego dowodem są reakcje na zbiór krótkich form graficznych „Śmiech i śmierć”. „Niedoskonałości” to jego wcześniejsze dzieło, po dziesięciu latach wznowione przez Kulturę Gniewu.

Dekadę temu nazwisko autora niewiele komukolwiek mówiło, ale za to historia, którą przedstawił w komiksie, była w jakiś sposób profetyczna. Dziesięć lat to dla wszechobecnego postępu cywilizacyjnego potrafią być lata świetlne. Inaczej jest w przypadku dzieł literackich. Niektóre są do tego stopnia uniwersalne, że długo po publikacji wciąż przemawiają do wyobraźni czytelniczej. „Niedoskonałości” wydają się być obecnie nawet bardziej aktualne niż w wtedy. Tomine daje nam portret niedojrzałego trzydziestolatka, zapowiadając internetowe pokolenie młodych dorosłych, którzy wszystko wiedzą najlepiej, mają odpowiedź na każde pytanie i są tak wyjątkowymi malkontentami, że nie potrafią dostrzec własnej samotności w świecie globalnej wioski.

Zanim rozpoczniemy lekturę, zanim nawet dotrzemy w komiksie do stopki redakcyjnej, strona tytułowa wita nas portretami sześciorga bohaterów, wśród których jest tylko jeden mężczyzna i pięć kobiet. Portretom towarzyszy krótkie dossier na temat każdej z tych postaci, wyszczególniające między innymi ich wzrost, zawód i wiek. Najmłodsza z tych osób ma 22 lata, najstarsza – 32. Niektóre z nich nigdy się ze sobą nie spotkają. Za to jedyny mężczyzna w tym gronie, Ben Tanaka, z każdą z nich będzie miał styczność i to na jego relacjach z tymi pięcioma kobietami jest zbudowana cała opowieść.

Te portrety to rodzaj swoistej pułapki na czytelnika, który może spodziewać się historii o romansowym podłożu (bo określenie „romantycznym” jakoś coraz mniej pasuje do współczesności). Nie tym razem, ponieważ nie tą drogą podąża obyczajowy zmysł obserwacji u Adriana Tomine’a. I pomimo że seksu w „Niedoskonałościach” jest dużo, to raczej się o nim więcej dyskutuje lub rozmyśla, niż go uprawia. Szczególnie w przypadku męskiego bohatera tej opowieści.

Nie zamierzam zagłębiać się tutaj w fabułę komiksu, ponieważ z jej odkrywania czerpie się autentyczną przyjemność. Trochę to słowo nie pasuje do wrażeń odniesionych podczas lektury, ponieważ niejednokrotnie jesteśmy co najmniej zażenowani wywodami i pretensjami do życia i kobiet w wykonaniu Bena Tanaki, ale właśnie w tym podglądaniu bohatera kryje się rodzaj perwersyjnej przyjemności. Komiks Tomine’a przywraca wiarę w błyskotliwość coraz bardziej odchodzącej do lamusa literatury obyczajowej w jej najlepszym wydaniu.

Współcześnie takich rzeczy niemal się nie pisze, a jeśli już, to pewnie nikt nie chce wydawać tego typu opowieści, w których możemy podglądać zwykłe życie zwykłych i w zasadzie nudnych ludzi, którym zazwyczaj wydaje się, że sami są wyjątkowi. Właśnie na tym kontraście między rzeczywistością a wyobrażeniem są zbudowane „Niedoskonałości”. Dzięki temu są jak świeży łyk dźwięcznej prozy (tyle że w postaci powieści graficznej) w zalewie literatury, która tylko obyczajową udaje, a tak naprawdę jest przebranym w jej szaty stereotypowym romansem.

Tomine narracyjnie od tych stereotypów ucieka, mimo że jego bohaterowie zachowują się jak najbardziej stereotypowo i tylko dzięki talentowi autora to połączenie działa znakomicie. Takie fabuły w najlepszych latach tworzył w swoich filmach Woody Allen, a Tomine dodatkowo umieszcza je w realiach współczesnej obyczajowości, która tak mocno wpływa na stosunki międzyludzkie. Tak naprawdę to określenie – stosunki międzyludzkie – coraz mniej pasuje do dzisiejszego świata. Tomine jakby przewidywał, że każdy będzie starał się schować we własnej bańce samozadowolenia. Kiedy jednak nadchodzi moment zderzenia tej bańki z rzeczywistością, wielu z nas przekonuje się, ile jest wart taki sposób na życie.

Tomasz Miecznikowski

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje