banner ad

Chemia miłości

28 lutego 2017

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak „Zanim”, wyd. MG
Ocena: 5 / 10

Maria Skłodowska-Curie przez długi czas była niczym terra incognita w świecie popularyzowanych naukowych biografii. Wielu uznanych fizyków, matematyków, astronomów trafiało za pośrednictwem kart powieści lub filmowych kadrów do świadomości tysięcy odbiorców, ale ciągle nie Skłodowska. Niezwykły to fakt, bo ta dama polskiej i światowej nauki była przecież postacią fascynującą. I to nie tylko z powodu pasji, uporu i wytrwałości, które pozwoliły jej sięgnąć po najwyższe naukowe zaszczyty. Przecież Skłodowska dokonała tego wszystkiego w czasach, kiedy na wielu uniwersytetach drzwi dla kobiet były zaryglowane. Co więcej, w jej biografii czają się także wątki skandaliczne: za swój związek z żonatym mężczyzną stała się jedną z pierwszych ofiar ówczesnych paparazzi. W końcu jednak twórcy kultury popularnej dostrzegli potencjał w jej historii. I tak na ekrany kin trafia właśnie film z Karoliną Gruszką w roli głównej, a na księgarnianych półkach czekają zbeletryzowane biografie dwukrotnej laureatki Nagrody Nobla. Jedna dzieje się jeszcze w czasach, kiedy młodziutka Skłodowska mieszkała w Polsce, druga portretuje paryskie losy noblistki ? w momencie, kiedy jej kariera naukowa była w rozkwicie*. Poniżej skupimy się na tej pierwszej, która przedstawia wypadki z życia Skłodowskiej, „Zanim” wszystko się zaczęło.

Jest rok 1891 i Maria Skłodowska za chwilę wyruszy w podróż życia. Wsiądzie do wagonu 4. klasy pociągu relacji Warszawa-Paryż i otworzy kolejny, jeszcze niewyobrażalny dla młodej dziewczyny rozdział swojej biografii. Jednak pod płaszczem ekscytacji czai się smutek i rozczarowanie. 24-letnia Maria przeżyła bowiem gorycz niespełnionej miłości. W jej sercu 5 lat wcześniej rozgościł się ktoś, kto obiecał, że razem i po kres, że miłość wszystko zwycięży. Ale sprawy nie potoczyły się tak, jak chciałoby tego naiwne dziewczęce serce. Maria za chwilę wsiądzie do pociągu, a na peronie żegna ją tylko ojciec. Co zdarzyło się tych kilka lat wcześniej? Kto złamał serce przyszłej noblistce? Dlaczego ta historia nie będzie miała happy endu? Za chwilę wszystko stanie się jasne, wystarczy przewrócić stronę, by odbyć podróż w czasie i odkryć tę tajemnicę.

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak w książce „Zanim” pokusiła się o zrekonstruowanie wydarzeń na podstawie oryginalnych listów Skłodowskiej z tamtego okresu. I tak każdy z 15 rozdziałów, nie licząc prologu i epilogu, rozpoczyna się od cytatu. Autorka rozwinęła je do nieco ponad trzystustronicowej powieści. Z pewnością na uznanie zasługuje sposób, w jaki udało się jej oddać styl listów Skłodowskiej. Książka napisana jest tym samym pięknym językiem, pełnym przemyśleń, pytań retorycznych, który obecny jest w relacjach słanych przez Marię do przyjaciół i rodziny. Tylko czy epistolografia nie ma tego do siebie, że opisuje rzeczywistość w uładzony i poprawny sposób, pozbawiony nieokiełznanych emocji, kłębiących się w ludziach?

To zapewne przyjęta konwencja sprawiła, że „Zanim” stało się historią romantyczną łudząco podobną do tych, które nasze babcie czytały z zapartym tchem przy świetle księżyca. Książka Zyskowskiej-Ignaciak jest tak samo uroczo naiwna i prostolinijna, nie pozostawia niedopowiedzeń. Poza tym autorka sięga po wątki tak chętnie wykorzystywane w literaturze kobiecej przełomu XIX i XX wieku ? emancypacja, praca u podstaw, pozytywistyczne ideały, aranżowane małżeństwa, ale i mezalianse. A w tym wszystkim Skłodowska. Jej ugruntowany w umysłach większości wizerunek silnej, pewnej siebie i może nawet nieco chłodnej kobiety-naukowca, sprawia, że aż trudno uwierzyć, że mogłaby być bohaterką takiej historii. Ale porzućmy stereotypy. Spójrzmy na noblistkę jak na kobietę, czy może raczej pełnego ideałów 18-letniego podlotka. W oczach autorki Maria jest dziewczęciem ambitnym, skorym do poświęceń, szczególnie dla dobra rodziny i ojczyzny (tej pisanej przez wielkie O), pracowitym, prawym, ale i nieco hardym, a w sprawach ważnych nieprzejednanym. Słowem wzorem cnót wszelakich i gotowym materiałem na autorytet dla młodych panien z dobrych domów, tyle tylko, że? 100 lat temu. Gdyby chociaż Zyskowska-Ignaciak dostrzegła jedną rysę na jej nieskazitelnym charakterze, może dzięki temu Skłodowska stałaby się kobietą z krwi i kości ? kimś, z kim można się utożsamić?

Ale pamiętajmy, że to fikcja literacka, historia bazująca jedynie na prawdziwych zdarzeniach, o czym autorka ostrzega czytelnika na samym początku. Tego typu książki, choć nie stawiane na równi z biografiami, często stanowią dla nich alternatywę. Te drugie niejednokrotnie pisane są bowiem suchym, naukowym językiem, zapełniane faktami, datami, nazwiskami. A tutaj przez chwilę można poczuć się tak, jakby zaglądało się do głowy wielkiego człowieka, poznawało jego myśli, pragnienia. To tylko ułuda. Ale czy nie tego oczekujemy, czytając zbeletryzowane historie postaci rodem z podręczników? Po to właśnie, by ktoś wymyślił dla nas ich codzienność? Rzecz polega tylko na tym, by do tej wizji autor potrafił nas przekonać. A właśnie z wiarygodnością u Zyskowskiej-Ignaciak jest pewien problem. Co nie zmienia faktu, że udało jej się bardzo wiernie odtworzyć styl powieści dla kobiet a?la Mniszkówna. I w tej kategorii należy jej się pochwała.

Katarzyna Figiel

*Magdalena Niedźwiedzka „Maria Skłodowska-Curie”, wyd. Prószyński i S-ka

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: recenzje