banner ad

Kupowanie recenzji coraz popularniejsze?

28 sierpnia 2012


Z kart ciemnej strony rynku wydawniczego. Dziennik „The New York Times” ujawnił porażające materiały o autorach, którzy kupują pozytywne recenzje swoich książek oraz ludziach, którzy zarabiają spore pieniądze na uprawianiu tego procederu.

Chociaż niektóre instytucje próbują przekonywać, że recenzje książek pisane przez klientów są równie wiarygodne, jak te pochodzące od krytyków, informacje opublikowane na łamach nowojorskiej gazety zdają się temu przeczyć, uzmysławiając przy okazji istnienie ?czarnego rynku? recenzentów, piszących pozytywne opinie na zamówienie.

W artykule poznajemy historię Todda Rutherforda, który pracował w firmie zajmującej się opieką marketingową nad samopublikującymi pisarzami ? usługi polegały m.in. na przekonywaniu tradycyjnych mediów i blogerów do pisania recenzji książek. Praca nie należała do najłatwiejszych, bo niewiele osób było zainteresowanych recenzowaniem kolejnej nieciekawie się zapowiadającej powieści o wampirach albo poradnika o samodoskonaleniu, toteż Rutheford wpadł na inny pomysł. Skoro sprzedaż internetowa opiera się na opiniach zwykłych klientów, to czemu by nie zacząć pisać na stronach księgarni recenzji na zamówienie, takich, jakich pisarze by oczekiwali.

Jesienią 2010 roku założył witrynę GettingBookReviews.com Początkowo reklamował się, że zrecenzuje książkę za 99 dolarów, ale niektórym klientom zależało na większej ilości tekstów, dlatego zaczął oferować ?promocyjne pakiety? – za 499 dolarów Rutherford podszywał się pod 20 recenzentów online, za 999 dolarów – pod 50. Zanim się obejrzał, interes zaczął przynosić mu dochody rzędu 28 tysięcy dolarów miesięcznie.

W końcu Rutherford stwierdził, że nie jest w stanie napisać takiej liczby opinii własnoręcznie. Zatrudnił więc freelancerów oraz redaktora, który wygładzał ich teksty. Wprawdzie zastrzegł recenzentom, że jeśli uważają jakoby książka nie zasługiwała na najwyższą ocenę, powinni dać o tym znać, a i tak wypłaci im połowę ustalonej stawki. Jak można się jednak domyślać, prawie nigdy tak się nie stało.

Najlepszą współpracowniczką Rutherforda była 24-letnia Brittany Walters-Bearden. Bez oporów przyznała w rozmowie z dziennikarzem, że do napisania składającej się z 50 słów opinii wystarczy jej ilość informacji zebranych w Internecie, nic poza tym nie musi czytać, zaś do napisania recenzji o objętości 300 słów spędza na czytaniu książki około 15 minut. Dzięki takiej metodzie w ciągu kilku miesięcy zarobiła 12,5 tysiąca dolarów. „Były książki, do których chciałam wrócić i je przeczytać, ale musiałam wyprodukować 70 tekstów tygodniowo, żeby opłacić rachunki” ? tłumaczy.

Wszystko szło jak po maśle aż do pierwszych miesięcy 2011 roku, kiedy to z usług GettingBookReviews.com zdecydowała się skorzystać Ashly Lorenzana, autorka samopublikowanego dziennika ?Sex, Drugs & Being an Escort?. Zapłaciła Rutherfordowi 99 dolarów, ale opinie nie pojawiły się tak szybko, jakby tego oczekiwała, a gdy się w końcu pojawiły, odniosła (całkiem słuszne) wrażenie, że osoba, która je wystawiała, musiała spędzić z książką co najwyżej kilkanaście minut.

Rutherford zwrócił autorce pieniądze, ale problemy ruszyły lawinowo. Google zawiesiło mu konto reklamowe, tłumacząc, że nie akceptuje reklamowania pochlebnych recenzji. W tym samym czasie Amazon zdjął niektóre, choć nie wszystkie, z jego opinii. Rutherford zaczął nawet posługiwać się w Internecie swoim drugim imieniem, aby ludzie, którzy poszukiwali go przez Google, nie trafili automatycznie na zarzuty, jakie umieszczała na forach oburzona Ashly Lorenzana Koniec jednak był nieunikniony. Strona przestała działać, a Rutherford próbuje rozwinąć inną usługę, w ramach której za 99 dolarów będzie blogował i wrzucał na Twittera wpisy o opłaconej wcześniej książce (ma 33 tysiące obserwujących na swoim profilu).

Co ciekawe, okazało się, że z usług przedsiębiorczego recenzenta korzystał m.in. John Locke – pierwszy samopublikujący pisarz, który sprzedał poprzez Amazona milion ebooków. Autor powieści sensacyjnych w swoim poradniku ?Jak sprzedałem milion ebooków w ciągu 5 miesięcy? pisze z rozrzewnieniem, jak to jego pierwszym celem było zdobyć pięć pięciogwiazdkowych recenzji, co zajęło mu dwa miesiące. Przez pierwsze miesiące sprzedaż rozkręcała się jednak marnie, aż ?niespodziewanie? w grudniu 2010 roku podskoczyła do 15 tysięcy egzemplarzy. Zapomniał jedynie wspomnieć o zakupie u Rutherforda 50 opinii za kwotę tysiąca dolarów. „Jeśli to zadziała i jeśli czujesz, że masz wystarczająco dużo recenzujących, będę zadowolony mogąc zamówić o wiele więcej” ? pisał w meilu Locke.

Trzeba oddać autorowi, że na tyle zaufał w swój talent, iż nie zależało mu na tym, co recenzent napisze, miał jedynie nabyć ebooka w Amazonie za 99 centów i wystawić opinię – gdy sklep zweryfikuje zakup, opinia stanie się wiarygodniejsza. Locke?a było stać, żeby lekką ręką zakupić w ten sposób łącznie 300 opinii poprzez GettingBookReviews.com (dorobił się majątku na ubezpieczeniach i nieruchomościach). Większość z tych opinii okazała się bardzo pozytywna. Dzisiaj trudno powiedzieć, czy recenzenci naprawdę polubili książkę (jeśli w ogóle ją przeczytali, jak np. Brittany Walters-Bearden), czy zadecydowało ich przyzwyczajenie do wystawiania wysokich not za opłaconą opinię. I chociaż Locke otwarcie przyznał się do skorzystania z usług, tłumacząc, że już wcześniej eksperymentował z płatną formą przyciągania uwagi klientów, niesmak jednak pozostał.

Zainteresowanie usługami GettingBookReviews.com nie powinno dziwić, gdyż zdaniem Binga Liu, eksperta od pozyskiwania danych z Uniwersytetu Illinois, opinie konsumentów mają potężną moc, ponieważ oferują iluzję prawdy. Tymczasem, jak wyliczył, aż 60 procent spośród milionów recenzji produktów na Amazonie ma pięć gwiazdek, co jest tym dziwniejsze, że badania wykazały jakoby niewielu chciało je pisać. Liu szacuje, że około jedna trzecia wszystkich opinii konsumentów w Internecie jest fałszywa.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: newsy