banner ad

Pisarka ukradziona dziennikarstwu. Fragment książki „Tylko ja mogę napisać swoją historię” Oriany Fallaci

7 listopada 2017


Choć Oriana Fallaci zdobyła sławę jako dziennikarka, zawsze w pierwszej kolejności postrzegała siebie jako pisarkę. Dlaczego od młodości nie rozwijała kariery literackiej? Co dało jej dziennikarstwo i czym zawód ten różni się od pisarstwa? Polecamy fragment premierowej książki „Tylko ja mogę napisać swoją historię” zbierającej fragmenty najsłynniejszych publikacji i nigdy wcześniej niepublikowanych tekstów Oriany Fallaci układających się w osobistą autobiografię tej słynnej włoskiej dziennikarki.

Zawsze myślałam, że będę pisarzem raczej niż dziennikarzem. Kiedy byłam pięcio- czy sześcioletnim dzieckiem, nie widziałam dla siebie innego zawodu niż pisarz. Zawsze czułam się pisarzem, zawsze wiedziałam, że jestem pisarzem, ale ten mój wewnętrzny impuls stale musiał walczyć z kwestią pieniędzy, z przestrogami, które słyszałam w domu: „Ech! Pisarz, pisarz! Wiesz, ile książek musi sprzedać pisarz, żeby zarobić na życie? A wiesz, ile czasu potrzebuje pisarz, żeby stać się znanym i sprzedać jakąś książkę?”. Mama zawsze mówiła mi o Jacku Londonie, który chciał być pisarzem, ale musiał „pracować”, był kelnerem, wyruszał szukać złota na Alasce, i pewnego dnia położyła przede mną Martina Edena ze słowami: „Czytaj, czytaj! Zobacz, ile wysiłku, ile trudu trzeba, żeby zostać pisarzem!”. Przeczytałam Martina Edena i przeraziłam się: naprawdę tak trudno zostać pisarzem? Poza tym mówili mi, że Tołstoj mógł być pisarzem, ponieważ był bogaty, był księciem, a między jedną a drugą stronicą robił sobie konną przejażdżkę po własnych lasach i popijał szampana, którego służący trzymali w śniegu. Dostojewski natomiast zarabiał na życie, grając w kasynie, a Proust miał tyle pieniędzy, ile domów. Te rzeczy mówił mi także stryj Bruno, starszy brat mojego ojca, dziennikarz. I dodawał: „Najpierw trzeba coś przeżyć, potem można pisać! Co chcesz pisać teraz, kiedy nie znasz życia?”. I tak wszyscy razem w końcu mnie zniechęcili, wbijając mi do głowy, że pisanie książek jest dla bogatych i dla starych. Ja nie mogłam tego robić, bo byłam biedna i młoda. Nabrałam przekonania, że aby zostać pisarzem, muszę poczekać, aż będę miała pieniądze i odpowiedni wiek. Ta idea towarzyszyła mi przez całe życie, zatruwała mnie i sprawiła, że straciłam cenne lata. Kilkadziesiąt lat. Przez tę ideę zaczęłam myśleć o zostaniu dziennikarzem. Dziennikarstwo było kompromisem, ponieważ można je uprawiać także w młodości i będąc biednym. I nie tylko kompromisem, ale też drogą, sposobem na dojście do literatury. I tak zaczęłam myśleć o zostaniu dziennikarzem właśnie po to: żeby pisać.

Potem dziennikarstwo stało się moim zawodem i nauczyłam się je lubić. Wręcz się w nim zakochałam, ponieważ dziennikarstwo ma też aspekt przygodowy, którego nie ma w pracy pisarza. A ja lubię przygody, nie potrafię się oprzeć, kiedy czuję zew przygody. Przygoda jest ryzykiem i tajemnicą, a to są dwa najbardziej fascynujące składniki życia. Dziennikarstwo rzuca cię w wir życia i wrzuca cię w historię. Natomiast literatura zabiera cię życiu, ponieważ żeby napisać książkę, musisz być sam i oderwany od wszystkiego: musisz się skoncentrować na tym i basta, potrzebna jest dyscyplina. Musisz się wyrwać życiu. I tak wszystkie książki, które chciałam napisać zostały pochłonięte, pożarte przez dziennikarstwo. I dlatego czuję wobec dziennikarstwa coś w rodzaju żalu. Mam także wiele wdzięczności, ponieważ dziennikarstwu zawdzięczam niemal wszystko, włącznie z faktem, że już nie jestem biedna, a nawet że bardzo wcześnie przestałam nią być. Zawdzięczam dziennikarstwu to, czym jestem, każde dobre i każde złe doświadczenie moje życia, może każdą radość i każdy ból. Jednak gdyby dziennikarstwo nie zagarnęło mnie na tak długo, za długo, zaczęłabym „pisać” dużo wcześniej. Dlatego właśnie często powtarzam: „Jestem pisarzem ukradzionym dziennikarstwu”.

Dziennikarstwu dużo zawdzięczam, choć nie wstydzę się powiedzieć, że także dziennikarstwo dużo zawdzięcza mnie. Dziennikarstwo poprowadziło mnie w świat pisania i dzięki niemu zobaczyłem rzeczy, których inaczej nigdy bym nie zobaczyła. Jestem i byłam bezpośrednim świadkiem Historii moich czasów właśnie dzięki dziennikarstwu.

*

Dziennikarstwu zawdzięczam prawie wszystkie książki, które do dziś wydałam, począwszy od tej pierwszej słabej próby, jaką była książka Il sesso inutile ? Viaggio intorno alla donna. Nigdy nie napisałabym Se il Sole muore, gdybym nie relacjonowała dla gazet podróży na Księżyc. Nigdy nie napisałabym Niente e cos? sia, gdybym nie pojechała na wojnę jako korespondent i gdybym nie dostała trzech kulek. Nigdy bym nie napisała Wywiadu z historią, gdybym nie przeprowadzała dla różnych gazet wywiadów z tyloma słynnymi i potężnymi draniami. [?] Jeśli się dobrze zastanowić, dziennikarstwu zawdzięczam nawet książkę Un uomo. Ponieważ nie napisałabym tej powieści, gdyby pewnego sierpniowego dnia 1973 roku moja gazeta nie wysłała mnie do Aten z zadaniem przeprowadzenia wywiadu z Panagulisem. I choć może to się wydać paradoksalne, także List do nienarodzonego dziecka zawdzięczam dziennikarstwu. Mój dyrektor zlecił mi przygotowanie specjalnej wkładki na temat aborcji i dał mi na to cztery miesiące wolności. Ja skorzystałam z tych czterech miesięcy wolności i zamiast specjalnej wkładki na temat aborcji napisałam tę książeczkę na temat dylematu: urodzić się czy nie, istnieć czy nie istnieć.

Oddaliłam się od dziennikarstwa. Nie porzuciłam go, ale oddaliłam się od niego. [?] Ponieważ w pewnym momencie dziennikarstwo przestało mi wystarczać. A przestało mi wystarczać, ponieważ dziennikarstwo umiera następnego dnia albo tydzień później albo miesiąc później. Jest nietrwałe. Nawet jeśli jest dobre, nawet jeśli Encyklopedia Britannica zaszczyca cię telefonem: „Ms Fallaci, could we reprint your article in our Annals?”. I jest nietrwałe, ponieważ daje prawdę natychmiastową, a więc ograniczoną i wyodrębnioną: prawdę codziennej kroniki wydarzeń, prawdę powiązaną z konkretnymi faktami, osobami i miejscami. Ponadto i właśnie dlatego dziennikarstwo zmuszało mnie do pisania z rękami w kajdankach: nakazując maksymalnie skrupulatną dokładność, maksymalnie wyczerpującą precyzję. I nie dawało mi czasu: czasu na to, żeby pisać dobrze, pracując nad rytmem i muzycznością tekstu. Kiedy w drukarni czekają na twój artykuł, a naczelny pogania cię „tempo, Fallaci, tempo”, nie masz czasu pieścić się z rytmem i muzycznością. Tym bardziej nie masz czasu, ani zresztą miejsca, żeby próbować dać prawdę szerszą niż ta, którą oferuje kronika codzienna.
(…)

Oriana Fallaci „Tylko ja mogę napisać swoją historię”
Tłumaczenie: Justyna Łukaszewicz
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 246

Opis: Oriana nigdy, przenigdy nie autoryzowałaby swojej biografii, a przecież nie robiła niczego innego poza pisaniem i opowiadaniem swojej niezwykłej historii. Pisała z okopów w Wietnamie i z biur Białego Domu, a także z namiotu Kadafiego i z kwatery głównej Chomeiniego. Opowiadała historię dwudziestego wieku i z właściwą sobie jasnością umysłu umiała rozpoznać największy koszmar dwudziestego pierwszego wieku: globalny terroryzm. Stawiała czoło wielkim liderom politycznym, nigdy nie kłaniając się władzy. „W każdej mojej książce zostawiłam ślad mojej biografii jako człowieka” ? powtarzała dziennikarzom rzucającym wyzwanie jej przysłowiowej, zawodowej nieufności.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek