banner ad

Kim Gordon wspomina trasę z Neilem Youngiem z 1991 roku – przedpremierowy fragment „Dziewczyny z zespołu”

15 marca 2016

dziewczyna-z-zespolu-fragment
Prezentujemy przedpremierowy fragment autobiograficznej książki Kim Gordon „Dziewczyna z zespołu”, która trafi do księgarń 16 marca. Artystka wspomina tu trasę koncertową z Neilem Youngiem z 1991 roku, na której Sonic Youth grali w charakterze jednego z supportów.

Trasę Neila Younga organizowała nasza firma płytowa, a supportujące go grupy były wybrane z rozpiski jego managera lub impresaria, lecz myślę, że Neil wiedział coś na temat Sonic Youth. Granie przez Neilem stanowiło niezwykłe i pouczające doświadczenie; wszyscy byliśmy od dawna jego wielkimi fanami. Było to również nasze pierwsze prawdziwe zetknięcie z mainstreamem. Oczywiście te okoliczności skłaniały wszystkich dziennikarzy muzycznych do zadawania nam pytań w rodzaju: ?Jak to jest w końcu trafić do mainstreamu??. Mogłabym na to odpowiedzieć, że trasa z Youngiem udowodniła, że Sonic Youth tak naprawdę wcale n i e j e s t w mainstreamie, bo w istocie mainstreamowa publiczność nas nienawidzi.

Neil zawsze przyciągał wielkie tłumy, w tym kohorty hipisów wiernych jego muzyce. Jednak słuchacze ci byli wobec nas wyjątkowo nieżyczliwi ? do tego stopnia, że jeśli jacyś nasi fani, słysząc nasze utwory, dawali wyraz swemu zadowoleniu, tłum agresywnie ich uciszał. The Cow Palace w San Francisco to jeden z nielicznych dużych klubów bez oddzielonych sektorów, co pozwala słuchaczom zejść z krzesełek pod scenę, gdy gra support. Zazwyczaj w czasie tego dwudziestominutowego setu (który wydawał się trwać okrutnie długo) występowaliśmy, mając przed oczami rząd pustych krzeseł. Social Distortion, drugi z zespołów supportujących Neila, występował przed nami. Tim, manager Neila, miał dla nich pewne względy, bo tatuaże, skórzane kurtki bez rękawów i pokryte brylantyną włosy nadawały tej kapeli bardziej ?rockowy? wygląd, natomiast na nas patrzył jak na ostatnich szmaciarzy. Nasza muzyka drażniła go i ewidentnie czuł się nieswojo, widząc w składzie kobietę. Mówił o nas, używając określeń typu ?pętaki? czy ?gnojki?, i zdawało się, że czeka, abyśmy zaczęli wczuwać się w wyznaczoną przez niego rolę, jednak ani razu nie daliśmy mu tej satysfakcji. Nigdy nie zapomnę naszego pierwszego występu ? w Minneapolis. Byliśmy w kantynie, czekając w kolejce po posiłek, gdy do sali wszedł Tim, stanął za nami i powiedział: ?Przesuńcie się ? robicie tylko tłok. Co wy sobie w ogóle wyobrażacie??. Czuliśmy się, jakbyśmy znowu znaleźli się w szkolnej stołówce i jakby dokuczał nam jakiś łobuz ze starszej klasy. Podczas trasy niemal ani razu nie pozwolono nam robić prób dźwięku, często zdarzały się więc wieczory, gdy żadna gitara Thurstona nie stroiła, ponieważ nasz przyjaciel Keith, który został naszym road managerem, nie miał doświadczenia w zakresie niekonwencjonalnego strojenia i naciągu. Niekiedy Thurston był tak sfrustrowany tą sytuacją, że rozwalał gitarę na scenie.

dziewczyna-z-zespolu-fot1

Jednak techniczny Neila, Larry, czynił cuda i nazajutrz gitara Thurstona zawsze była poskładana. Ponieważ basówka to jedyny instrument w naszym zespole z normalnym strojem, ja sama nie doświadczałam tych frustracji, modliłam się za to, aby podczas koncertu nie pękła mi struna i aby gitara rzucona przez Thurstona nie trafiła we mnie. Żyłam w strachu, że Thurston spadnie i zrani się, gdy wspinał się na wzmacniacze, i czasami rozpraszało mnie to; zastanawiałam się, jak będzie mu się grało. Cóż, nie da się ukryć, że jestem zależna od nastrojów innych; kiedy wspominam tę trasę, uświadamiam sobie, że po prostu chciałam, aby wszystko szło jak najlepiej, abyśmy dawali z siebie wszystko. Być może na tym również polega rock.

Trasa z Neilem Youngiem była wyczerpująca: odbywała się w środku zimy, a my zaliczaliśmy kolejne sale koncertowe, siedząc na zapleczu w identycznie wyglądających, lodowatych szatniach. W pewnym momencie przynieśliśmy adapter i lampę, aby poczuć się w naszej garderobie bardziej po domowemu, i był to bardzo dobry pomysł. Zawsze też żywiliśmy nadzieję, że Neil wpadnie do nas w drodze na scenę, co faktycznie kilka razy się zdarzyło. Jednak najwięcej czasu spędzał z nami wieloletni gitarzysta Neila, Frank Sampedro, lepiej znany jako Poncho. Poncho był uszami Neila; w zasadzie wszystko, co mówiliśmy w jego obecności, trafiało do lidera. Poncho podsłuchał na przykład moją rozmowę z naszą przyjaciółką Suzanne, która została naszym oświetleniowcem; stwierdziłyśmy obie, że Neil powinien podciąć sobie włosy. Kilka dni później Poncho podszedł do Suzanne i spytał, czy nie zechciałaby pobawić się we fryzjerkę.

Zapamiętałam Poncho z dwóch rzeczy. Po pierwsze ? cechowało go uwielbienie dla ?dam?, co w praktyce oznaczało, że za każdym razem, gdy ktoś z ekipy lub zespołu Neila miał urodziny, z boku sceny jak spod ziemi wyrastały striptizerki. Po drugie ? po każdym koncercie Poncho robił Neilowi kolację w jego autobusie. Pewnego wieczoru powiedziałam, że ja też coś przygotuję ? Poncho miał tylko zdecydować kiedy. Wieloletni kierowca autobusu kapeli, zawsze przyjaźnie do nas nastawiony, zaoferował, że przywiezie składniki niezbędne do potrawki z kurczaka, którą planowałam przyrządzić. Niestety, zapomniał o swojej obietnicy, co skończyło się jego awaryjnym wypadem do KFC w celu zdobycia surowych skrzydełek drobiowych. Obawiałam się, że Neil może się po tym pochorować, ale na szczęście obeszło się bez ofiar.

dziewczyna-z-zespolu-fot2

Tego wieczoru Thurston i ja poszliśmy do autobusu Younga, aby gotować i spędzić razem czas. Thurston był w swoim żywiole: rozprawiali z Neilem o punk rocku, a na ten temat mój facet mógłby gadać bez końca całymi dniami. Nasz gospodarz był uroczy. Siedział tam i regulował przypominający krowie muczenie sygnał jednej z lokomotyw swojej kolejki elektrycznej. ?Czy nie sądzicie, że to brzmi za wysoko? ? dopytywał. ? A tak? Czy jest lepiej??, po czym brał śrubokręt i dostrajał dźwięk. Neilowi bardzo podobał się nasz utwór Expressway to Yr. Skull ? powiedział nam później, że jego zdaniem to najlepszy gitarowy numer, jaki kiedykolwiek powstał ? i wspomniał, że nieraz szedł pod scenę, aby posłuchać długiego zakończenia tego kawałka. Może brzmi to trywialnie i niewystarczająco dobitnie, lecz Neil naprawdę zawsze niezwykle nas wspierał.

Tego wieczoru pokazał nam również Muddy Tracks, swój niewydany film z europejskiej trasy, który sam nagrywał, zabierając wszędzie kamerę. Nazywał ją ?Auto?, co uznałam za zabawne. Podczas koncertów Neil kładł urządzenie na swoim wzmacniaczu. W autobusie stawiał kamerę przy szybie, aby rejestrowała klimaty nocnej podróży. Jak można się tego spodziewać, ścieżka dźwiękowa była hałaśliwa, lecz świetna. Thurston powiedział Neilowi, że powinien wydać singla, który brzmiałby w ten sposób, z industrialnymi sprzężeniami, przypominającymi furkot wiatru. Rada została wysłuchana, czego efektem był nagrany na żywo album zatytułowany Arc składający się głównie z gitarowych sprzężeń.

Przypomniał mi się Bruce Berry, road manager zespołu Crosby, Stills, Nash & Young, który zmarł z powodu przedawkowania narkotyków. Jego postać zainspirowała Neila do napisania piosenki Tonight?s the Night, która znalazła się na jego albumie pod tym samym tytułem. Byłam zdumiona, uświadomiwszy sobie, jaki ten świat jest mały. Ikony, o których nigdy nie śniłam, że je spotkam, były teraz częścią mojego życia. Gdy Social Distortion przestało grać z Neilem, Thurston i ja daliśmy Neilowi kasety z nagraniami Nirvany i Dinosaur Jr. Nie wiem, czy w ogóle ich posłuchał ? pół roku później ukazał się album Nirvany Nevermind, który zawojował świat. Zgodnie z regułami korporacyjnego rocka dołączyła do nas inna grupa z rozpiski impresariatu Neila ? Drivin? N? Cryin?.
(…)

dziewczyna-z-zespoluKim Gordon „Dziewczyna z zespołu”
Tłumaczenie: Andrzej Wojtasik
Wydawnictwo: Czarne
Liczba stron: 312

Opis: „Dziewczyna z zespołu” to autobiograficzna opowieść o byciu matką, artystką, żoną, a przede wszystkim kobietą. Opowieść o Kim Gordon ? współzałożycielce grupy Sonic Youth i kultowej postaci nowojorskiej sceny muzycznej lat 80. i 90. To także podróż przez Stany Zjednoczone ostatnich dekad: od dorastania w Kalifornii w burzliwych latach 60. i 70., przez życie w Nowym Jorku lat 80. i 90., po przeprowadzkę na przedmieścia. To również niezwykły zapis zmagań kobiety, która musiała zmierzyć się ze zdradą i problemem nierównego traktowania w środowisku muzycznym. „Dziewczyna z zespołu” to fascynujący opis amerykańskiej popkultury, która stanowiła tło życia tej wyjątkowej artystki. Książka wydana pod patronatem Booklips.pl.

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek