banner ad

Kim był Benedykt? Przeczytaj fragment powieści „Cudze słowa” Wita Szostaka

28 października 2020

Opublikowana nakładem Wydawnictwa Powergraph najnowsza powieść Wita Szostaka zatytułowana „Cudze słowa” kreśli portret głównego bohatera oczami siedmiu, często zaprzeczających sobie, narratorów. Zdaniem autora oddaje to charakter naszych czasów, w których fakty zastąpione zostały mnogością subiektywnych opinii. Przeczytajcie fragment książki, która dostępna jest już w księgarniach.

WERONIKA

Nie ma go tu. Był bogiem. Kochałam go.

Sprawiał, że ludzie czuli smak prawdziwego życia. Kiedy do nich mówił, mieli wrażenie, że są ważni, że wypełniają cały jego horyzont. Przywołując potem te momenty w pamięci, widzieli, jak wszystko nagle nabierało blasku, prześwietlone jego obecnością. Nosili te wspomnienia jak skarby. Opowiadali o nich z przejęciem. Bogowie tylko przez mgnienie zaszczycają uwagą śmiertelnych.

Któregoś dnia podszedł do mnie na Plantach, po prostu. Od jakiegoś czasu siedział na ławce naprzeciw, ale był tylko tłem, barwną plamą bez twarzy, i nagle spostrzegłam, że się do mnie zbliża. Jego synkopowany chód, jakby kulał w rytm niesłyszanej melodii. Podniosłam oczy znad książki i czekałam. Byłam ciekawa. Przeprosił i zapytał, czy mam papierosa. Nie miałam, odszedł. Potem nie widziałam go przez wiele miesięcy.

Jakaś impreza, głośna muzyka, alkohol. Prawie sami nieznajomi, ktoś tańczy, ktoś się śmieje. Drugie przypadkowe spotkanie. Podszedł do mnie tym samym krokiem, „my się chyba znamy”, powiedział. Przypomniałam sobie Planty. Siedliśmy w kącie, piliśmy, rozmawialiśmy. Świat zniknął. I nagle dotarło do mnie, że przez całe życie czekałam właśnie na niego. Wyszliśmy niezauważeni. Odprowadził mnie do domu, wszedł, został. Niby banalna historia, tylu parom się przydarzyła, ale to była nasza historia i dlatego przeżyłam ją tak mocno i do końca.

Żyliśmy rozmowami i seksem. Mieszkanie było pełne naszych śladów. Kiedy opowiadałam o sobie, potrafił słuchać i sam mówił wtedy niewiele. Miał w sobie jakiś cień, który mnie pociągał. Uwiódł mnie, a ja pozwoliłam się uwieść. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem, wiedzieliśmy o tym od początku.

Był ode mnie dużo starszy, opowiadałam o nim dziadkowi. Niepokoił się, ale szanował mój wybór. Chciał poznać Rysia, a ja odwlekałam ten moment. Spotkali się dopiero na otwarciu Isoli. Długo rozmawiali. Chyba się lubili.

Ożywiał się, kiedy ja milkłam. Mówił o Śródziemnomorzu. Odwiedzane kraje, wioski, zapachy i smaki. Dziesiątki anegdot, obserwacji, przepisów. Wtedy po raz pierwszy pokazał komuś zeszyty z podróży, w których wszystko było spisane. Notatki mają formę równoważników zdań, są szkicami do opowieści, czekają na swój moment. Niegotowe i niedokonane. Spisywane na kolanie, niewyraźne, zatarte. To podróż przez kuchnie Morza Śródziemnego, próba znalezienia przesmyków do prawdziwego życia. Dzieliłam z nim tę tajemnicę. Mieliśmy coś wspólnego. To on wymyślił restaurację. We mnie rozrósł się entuzjazm, zabraliśmy się do pracy. To było szalone. Zdobyłam pieniądze, wynajęliśmy lokal przy Plantach Nowackiego i zaczęliśmy wszystko urządzać.

Miało być surowo, a nawet prosto i ubogo, żadnych dekoracji, zwłaszcza folkloru. Kuchnia i atmosfera – to do tego ludzie mieli tęsknić i wracać. Wynajęliśmy lokal. Pracowaliśmy ciężko, skrobaliśmy podłogi i ściany. Łamały nam się paznokcie, byliśmy brudni i zmęczeni, w kurzu i pyle. To zbliżało nas do siebie najbardziej. Remontowaliśmy i kochaliśmy się, spoceni.

Pojawili się ludzie. Szymon, przyjaciel Rysia ze studiów. Jan, uczeń Szymona. Jakub, szkolny kolega Rysia. Maciek, syn Rysia. Zostali z nami.

Wreszcie otwarliśmy Isolę. Były tłumy, moi znajomi, jego dawni przyjaciele. Przychodzili w kolejne dni, przyprowadzali nowych gości. A on krążył między nimi. W letnie miesiące chodził boso. Przysiadał się do stolików i opowiadał o Śródziemnomorzu. Był jak cichy bóg tego miejsca. Był mistrzem prawdziwego życia. Widział to, co inni chcieli oglądać. Doświadczył tego, o czym inni jedynie marzyli. Nie górował nad nimi, tylko starał się ich prowadzić. Jedli, słuchali opowieści i kochali go. Zdobywał ich miłość bez jakiegokolwiek wysiłku. Czasem byłam zazdrosna. Sama w cieniu, faktury, zamówienia, dostawcy. Gotował wspaniale, znakomicie pasował do tego miejsca. Stał się tym miejscem. Dla niego Isola była całym życiem.

To nie była zwykła restauracja, goście dobrze o tym wiedzieli. Ciągle ich zaskakiwała. Niektórzy to lubili, inni nie, ale nie rezygnowaliśmy. Wszystko szło dobrze, jednak po trzech latach pojawiło się zmęczenie. Widziałam, że Ryś musi odpocząć, potrzebował spokoju, kilku dni w Chacie; w końcu ustaliliśmy termin.

Wczoraj wieczorem zostawiliśmy Isolę Janowi i Jakubowi i poszliśmy do domu. Pożegnaliśmy się goręcej niż zwykle, zaczęliśmy na schodach, pachniało kotami i kurzem. Było dobrze. Do mieszkania dotarliśmy po wszystkim. Wziął prysznic, włożył czyste ubranie i wrócił po samochód. Wtedy widziałam go po raz ostatni.

Zadzwonili dziś po południu, opisali samochód i zapytali, czy to mój. Nie chcieli powiedzieć nic więcej, poprosili, bym przyjechała. Na miejscu dowiedziałam się, że doszło do wypadku i że w moim aucie znaleziono zwęglone zwłoki mężczyzny.

Powiedzieli mi, jak zginął. Było ciemno, on był pewnie zmęczony. Na Zakopiance zasnął za kierownicą albo w ostatniej chwili zauważył wyskakującą na jezdnię sarnę. Samochód gwałtownie hamował, wypadł z pasa, przebijając barierkę, i uderzył w drzewo. Doszło do eksplozji. Droga była pusta; gdy pojawili się pierwsi świadkowie, samochód już płonął.

W historię Isoli nikt nie uwierzy, to było spełnione marzenie. Teraz jest już za późno. Isola pozostanie jego dziedzictwem, a ja pozostanę strażniczką pamięci.

Jest noc. Wróciłam z komendy do Isoli. Jest tak pusto. Sięgam po notesy z podróży i czytam. Lektura przynosi pocieszenie. Po raz pierwszy w życiu. Wiem, że go tu nie ma.

MAGDALENA

Jestem pełnoletnia i głodna cudzych słów. Cudze słowa nazywają mój świat, wciskają się w jego zakamarki. Dlaczego ich potrzebuję? Dlaczego nie ufam swojemu językowi? Towarzyszy mi, odkąd pamiętam. Nazywa moje lęki i pasje. Nieudolnie dopasowuje się do doświadczeń, a wypowiadając je, sprawia, że zyskują sens. Już nie ulecą jak chwile, tylko zostaną w mowie. Ale zaczynam się wstydzić swoich słów, słyszę, że inni mają lepsze. Mówiłam jak dziecko i jąkałam się w rozmowach z tymi, którzy żonglują cudzymi słowami. Dlatego sięgam po nowe słowniki, każdy porządkuje świat po swojemu. Zaczynam się uczyć tych obcych języków. Wsłuchuję się w ich pieśni.

Jestem pełnoletnia i jadę z małego do dużego. W małym wszystko jest małe, w dużym wszystko duże. Małe jest blisko dużego. Wystarczy zrobić krok. Nie wszyscy wiedzą, że jestem pełnoletnia, ale mam duże to, co miałam małe, i wszyscy od razu to widzą. Mam pełne lata i pełne piersi. Mam głowę pełną słów, ale słów nie widać.

Jestem pełnoletnia i jadę z ojcem do dużego miasta, gdzie poznam ciebie. Obok mnie na tylnym siedzeniu chłopak mego dotychczasowego życia. Jesteśmy wstępnie obwąchani nieśmiałymi wyznaniami. Wymieniamy cudze słowa, a z własnych wydzielin ślinę. Dziś to śmieszy, ale na progu pełnoletniości ślina znaczy wiele.

Jestem pełnoletnia, a ojciec wiezie mnie i Szymona na wykład starego mędrca. W moim domu obok krzyża wisi jego ikona. Stary mędrzec i mój ojciec stoją na jakimś moście. Starego mędrca można poznać, choć na ikonie nie jest stary. Mój ojciec jest nie do poznania i mógłby to być każdy. Zdjęcie mogłoby mieć tytuł Znany mistrz i nieznany uczeń. Nigdy mu tego nie powiem, ale on wie. „Zdjęcie jest poruszone”, mówi przepraszająco i poprawia ramkę na ścianie, jakby od tego kadr miał znieruchomieć. Zdjęcie jest poruszone i ojciec jest poruszony, gdy o nim mówi. Porusza go poruszenie i niewyraźność młodej twarzy, czy raczej wspomnienie tamtego spotkania, zaszczytu obcowania ze starcem? Wieczorami, kiedy dom usypia, ojciec siada przy kuchennym stole i wpatruje się w poruszony obraz. Uśmiecha się do myśli, które nigdy nie przyszły mu do głowy. (…)

Jestem pełna cudzych słów i lubię, jak mnie wypełniają. Bez nich czuję się pusta, własnych mam coraz mniej. Czytam więcej, niż mogę zrozumieć, choć potrafię zrozumieć wiele. Sądzę, że dorosłość polega na wypełnianiu, i bardzo chcę być dorosła. Czytam dobre słowa z nadzieją, że znajdę w nich klucz do siebie. Mam tych słów już wiele, obracam je potem w myślach. Ale na klucz nie natrafiłam. Było kilka obiecujących, zwłaszcza greckich, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło. I dalej jestem zamknięta. (…)

Sala jest pełna i obserwuję słuchaczy. Wtedy zauważam ciebie. Jesteś jedyny, którego słowa starca nie uwodzą. Słuchasz uważnie, ale jesteś pełen innych słów. Nie siedzisz, stoisz. Kiwasz się pod ścianą, przez chwilę poświęcasz uwagę mosiężnej klamce okna, bawisz się nią, otwierasz okno, zamykasz, w końcu wąchasz palce i chowasz dłoń do kieszeni. Potem ruszasz tyłem po schodach dużej auli. Co kilka słów starca jeden krok w górę, ostrożnie. Nie tracisz go z oczu, ale czy masz go w uszach? Masz, wiem to na pewno. On cię nie uwodzi, bo myślisz razem z nim. Oddajesz mu więcej niż ci wszyscy, którzy spijają. Choć starca cieszy spijanie. (…)

Jestem teraz pełna ciebie i wracam do tamtych wspomnień. Nie widzę twoich oczu, jakbyś spuszczał wzrok. Wiesz, co powiedziałeś, gdy usłyszałeś w moim głosie nadzieję? Że jesteś tylko przechodniem. Od wtedy wiedziałam. I czekałam na dzisiaj. Uczyłeś mnie tego czekania. Nie, nie szukam twej twarzy w innych przechodniach. Teraz przypominają mi się słowa, którymi cię wtedy oplułam. Ostatnie cudze słowa, jakie w sobie miałam.
(…)

Wit Szostak „Cudze słowa”
tłumaczenie:
wydawnictwo: Wydawnictwo Powergraph
ilość stron: 280

Opis: „Cudze słowa” uwodzą wizją śródziemnomorskiej wyspy szczęśliwej i krakowskich mglistych Plant, pachną świeżo pieczonym chlebem i pilawem z jagnięciną. Powoli odkrywają przed czytelnikiem tajemnicę notesów, pełnych cudzych słów. W „Cudzych słowach” Wita Szostaka siedem osób kreśli portret Benedykta. Z każdej opowieści wyłania się inny bohater. Czy twórca najoryginalniejszej z krakowskich restauracji, ukochany uczeń charyzmatycznego filozofa i kochanek dwóch niezwykłych kobiet to na pewno ta sama osoba? „Cudze słowa” to ciągłe budowanie i burzenie mitu, zderzanie się różnych wersji i odkrywanie nieuchwytnej prawdy o człowieku. Wit Szostak poszukując w literaturze nieprzetartych szlaków, tworzy nową literacką jakość.

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek