banner ad

Fragment powieści „Wiele demonów” Jerzego Pilcha

28 marca 2013

W połowie minionego wieku na siglańskiej poczcie pracował listonosz Fryderyk Moitschek, który znał sekret ludzkiego życia, wiedział, ku czemu zmierzamy i co będzie po śmierci. Wierzyła w niego tylko garstka, choć wszystko, co głosił, a raczej wszystko, co odczytywał z grubego skoroszytu, zgadzało się co do joty.

Ludzie umierali, chorowali i zdrowieli wedle jego przepowiedni, taka, jak mówił, była nazajutrz pogoda, trafnie przewidywał duszne jak cmentarze wiatry halne, zrywające mosty powodzie, wszechogarniające oleiste upały i podchodzące ze wszystkich stron nieprzejrzanie mroźne i śnieżne zimy.

Piłką nożną interesował się średnio i od święta, więc na typowanie wyników trudno było go namówić, ale jak już obstawiał, to bez pudła: Real Madryt, Ruch Chorzów, FC Santos, Wisła Kraków, ba!, nawet nasza A-klasowa jedenastka, w ogóle wszystkie drużyny, ku którym obrócił oblicze swoje? zawsze strzelały i zawsze traciły dokładnie tyle, ile on chciał, bramek.

Rzadko to bywało, bo unikał sytuacji, w której dar jego mógłby nie tyle nawet jakiemuś łatwemu zarobkowi służyć, ale w ogóle z jakimikolwiek płaskimi machinacjami się kojarzyć. Cienia zaskoczenia ? czuło się, iż boskość Fryca nie polega na cotygodniowym cudzie wygrywania zakładów piłkarskich, trafiania odpowiednich numerów totolotka, czy konsekwentnym omijaniu ślepych losów na loterii, czuło się to, ewidentnie się to czuło i z całą subtelnością się nie nalegało. Nie kuś mnie, antychryście! Pójdź ode mnie precz, szatanie! ?A gdy dokończył wszelkich pokus, dyjabeł odstąpił od niego do czasu? (Łukasz IV, 13).

Fryc nie był zarabiającym na życie zapierającymi dech trikami sztukmistrzem. Fryc był prorokiem z krwi i kości. Z Bożej krwi i Chrystusowej kości. Królestwo jego było nie z tej ziemi. Forsy miał w bród, skąd nie wiadomo, na pewno nie były to honoraria za świadczenie wieszczych usług dla ludzkości.

Zuzie Bujok przepowiedział letarg i ocknięcie się z letargu, Józkowi Lumentigerowi abstynencję i porzucenie abstynencji, Polsce komunizm i wyjście z komunizmu. Wszystko, ma się rozumieć, gratis; w ostatnim przypadku nie tylko gratis, ale i ze sporym patriotycznym zacięciem.

Było tak ze wszystkim i zawsze: gratis, gratis i jeszcze raz gratis. Nigdy za nic grosza, choć sam nieraz wchodził w koszta, choć czasu bądź ile poświęcał, choć narażał zdrowie, a przez to i życie. Chyba tylko Pan Bóg, duch fikcji literackiej albo nieliczne inne transcendencje wiedzą, jakim nadwyrężeniom swe ciało i jakim uszczerbkom swą nieziemską i przez to też szczególnie kruchą jaźń poddawał.

Swoich ? nie można powiedzieć? poważnie traktował, z wielkim oddaniem im pomagał i wielce pieczołowicie się o nich troszczył, i nie tylko w chorobie wspierał. Niestety nie tylko dla nas wszystkie siły, umiejętności i całą żarliwą pasję utalentowanego uzdrowiciela przeznaczał. Innym, i to nieraz całkiem obcym, nie z Sigły, a ze świata pochodzącym, z takim samym, a niekiedy ? niepodobna było nie spostrzec ? może i z większym zapałem służył, problemy ich rozwiązywał, z rozmaitych fobii leczył, bezpowrotnie utracone zguby znajdował, przed konkretnymi niebezpieczeństwami ostrzegał, szczegółowe domowe terapie zalecał i ? nie ma co owijać w bawełnę ? nadgorliwie ? zwłaszcza jak z płcią piękną miał do czynienia ? wysoce nadgorliwie wszelkie ważne i nieważne detale leczenia punkt po punkcie omawiał; korzystną, wreszcie korzystną odmianę losu im przepowiadał, owszem, drobne utrudnienia nadal przewidywał, ale też od ręki, jak je rozwiać, radził, sytuację przenikliwie wyjaśniał ? wszystko tip-top, ale za jaką cenę? Powiedzieć, że rabunkowo swoim jestestwem, swoją formą i swoją kondycją gospodarzył, to nic nie powiedzieć; rabunkową i jakże lekkomyślną, jakże w swym poświęceniu nieodpowiedzialną ? nikt na przykład nigdy nie widział Fryca jedzącego? Nikt nigdy? Rozumiecie? Nikt nigdy, a przecież coś jeść musiał? Nie musiał? Nie jadał? Powietrzem się żywił? Przypadki i wypadki szły tak lawinowo, że nie było czasu choćby na kanapkę? Jedynie nieduże jabłko w biegu? Ale i tego jabłka nigdy nikt nie widział! Opowiadano jedynie o nim. Opowieści i legendy o Frycowym jabłku? Anegdoty? I to, i to, i jeszcze owo. Setki pytań, choć w istocie jedno pytanie. A nasz zbawca, uzdrowiciel zjadł coś od rana? Jabłko na obiad. Jedno jabłko. Raczej małe niż duże. Fryc jednym jabłkiem na dobę przy życiu się utrzymuje? Na to wychodzi. Padnie któregoś dnia i wszystko się skończy. Koniec cudów, koniec proroctw, koniec recept na myśli samobójcze. Fryc nie padnie nigdy, w każdym razie na słabującego nie wygląda. I to jest najgorsze, tysiąc razy lepiej by było, jakby jego słabości, trudy, głody i co tam jeszcze na wierzch wyłaziły. Na obliczu wyglądają upiornie, ale nie są groźne. Niewidzialne, skryte wgłębi serca i mózgu grożą eksplozją. Fryc owszem eksplodował ? czynami swymi.
(…)

Jerzy Pilch „Wiele demonów”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron: 480

(premiera 23 kwietnia)

Opis: Najnowsza powieść Jerzego Pilcha jest prawdziwym świętem opowieści ? mądrej i rozbuchanej, snutej arcybogatym językiem, pełnej zaskakujących zdarzeń i smakowitych detali, pogrążonej w magicznej atmosferze, panoramicznej niczym ?Sto lat samotności?, zaludnionej tyleż swojskimi, co dziwacznymi, osobliwie zabawnymi postaciami, jakich pozazdrościłby Fellini z ?Amarcordu?, a zarazem mówiącej o sprawach ważnych, najważniejszych, ostatecznych. Pilch przenosi nas w tuż postalinowskie czasy lat pięćdziesiątych, do Sigły, położonej ? jakżeby inaczej ? na ukochanym przez autora luterskim Śląsku Cieszyńskim. Do miasteczka ? ku powszechnemu zdumieniu ? zjeżdża Jula Mrakówna ze swym katolickim narzeczonym. Kto ją przenocuje? Bo przecież nie… (więcej o książce)

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek