banner ad

Fragment powieści „Lubiewo bez cenzury” Michała Witkowskiego

23 maja 2012

Paula

Nagle dzwoni mi komórka. Odbieram: Paula.

? Wiesz, Wicehrabio, jestem na drugim krańcu plaży, przyjdź do mnie.

? Gdzie jesteś?

? Tam gdzie heterycy, czekaj, schowam się, bo mam na sobie czarne stringi. Zaraz u ciebie będę…

Znowu wszystko zapomniała, znowu muszę ją uświadomić!

? Droga Paulo, czyż po to kupowałaś tak, rzec można, widowiskowe majteczki, aby teraz chować się w krzaki od razu, gdy wreszcie nadarzył się widz na twoje wdzięki?

Paula musiała mi przyznać rację, mówi, że wyemancypowałam się już zupełnie (to prawda) i nie schowała się, tylko wystawiła. Otóż cała sprawa w tym wystawieniu. Emancypacja to ostentacja i na to nie ma rady. Jeśli się nie ukrywasz, to się wystawiasz, a nie po prostu jesteś. Wszystko to zniknie zresztą w fazie postemancypacyjnej, gdy nie będzie już plaż gejowskich, barów pedalskich, pisemek… Nie będzie żadnego getta. Pedalstwo będzie tak przezroczyste, że nikt nie zauważy na zwykłej plaży, że facet całuje się z facetem. Ale nas wtedy, Paula, na szczęście już nie będzie na świecie.

Jak Paula wyprowadziła w pole Ciotę Pseudointelektualistkę

Idąc tu, Wicehrabio, przycupnęłam w grajdole dla odpoczynku i przyplątała się do mnie Pseudointelektualistka. Ja rozłożyłam ręcznik, ona podchodzi, ale należy ci się opis: w chustce kolorowej na głowie, w jakichś buddyjskich koralikach na zwiędłej szyi, w chodakach, jak nasza Pizdencja, rozłożyła się z kocem o parę metrów ode mnie i książkę czyta. No i na mnie spoziera, czemu do niej nie zagaduję, skoro ona taka wielka z tą książką i koralikami. W końcu mówi tak:

„Czy można się dosiąść?”.

I nie czekając na odpowiedź „dosiada się”, jakby to była kawiarnia. A ważna! Pyta się mnie:

„Skąd jest?”, że niby do mnie się zwraca jak do tłumoka kuchennego w trzeciej osobie!

To ja mówię, że:

„Prawie z Wrocławia”, bo już mam na nią sposób.

Ona:

„Prawie, to znaczy s p o d Wrocławia?”.

I już się cieszy, że jestem ze wsi, że będzie mogła sobie na mnie używać. Gdyby wówczas wiedziała, że z samą panią de Merteuil ma sprawę, pewnie nie kąsałaby i nie uciekała teraz w popłochu. Otóż i ludzie dziś, Wicehrabio! Bez stylu, bez gustu, bez klasy, bez szyku! Szpadą nie potrafią władać, płaszczem, intrygą, miłością, niczym, tylko by żarli! Gdzie spojrzeć wszyscy grubi, chipsy żrą! Sprowokowałam więc ją do tego pytania i teraz odpowiadam:

„Prawie, ponieważ jedną nogą mieszkam w Paryżu”.

No, to jej mina zrzedła. Ale dalej w trzeciej osobie pyta:

„I co tam robi?”.

Tłumok, Wicehrabio, tłumok co tam robi, ona się zapytuje. Tłumok zaś odpowiada:

„Doktorat”.

No to ona cała się w siebie cofnęła, bo całe jej ambicje intelektualne wynikały może z jakichś kilku wierszy opublikowanych w gazetce Robotniczego Klubu Twórców Kultury, oddział w Zgierzu. Ale pyta ostentacyjnie:

„O, a to na jaki temat?”.

A tłumok wtedy zaczerpnął powietrza i ten twój, Wicehrabio, temat, co nie przeszedł wtedy, wyrecytował:

„Dekonstrukcja kartezjańskiego podmiotu w świetle myśli wczesnoderridiańskiej, ze szczególnym uwzględnieniem dekonstrukcji kobiecego podmiotu u Rosi Braidotti!”

Masz, żryj!

Żryj, intelektualistko! Co tu dużo mówić: bardzo posmutniała, schowała uszy po sobie i polazła…

Św. Daria od Relikwii

Wyobraź sobie, ciota młoda, gruba, prosta, z wyszczypanymi brwiami, kolekcjonuje relikwie. Cała żyje tymi wszystkimi sprawami kościelnymi, mówi językiem przetykanym łaciną i archaizmami, wszystko wie, a z uciech cielesnych korzysta w obfitości… Jakie ona mi rzeczy opowiadała, Miśka, Boże! Ale powtarzać ci nie kazała. Mówi:

„Jak już będę bardzo biedna, to do ?Faktu? wszystko sprzedam! A ta królewna Śnieżka po sześciu skrobankach niczego się ode mnie nie dowie…”.

? Wrrr!

? Tyle tylko, żebyś wiedziała, mogę ci powiedzieć, że głupie, głupie byłyśmy, żeśmy dziesięć lat temu do zakonu nie poszły. Byśmy tam miały, oj tak. Oczywiście, zawsze jest jakaś wredna przeorysza, ciota gruba w okularach, która jest najważniejsza i jak takiej podpadniesz, to masz przechlapane, ale co? Zadowolisz ją i spokój. O najwyższych dostojnikach kościelnych jakie rzeczy! Może wszystko zmyśliła. Ale nie wiem. Cioty to o każdym ci powiedzą, nic dla nich nie ma świętego, wymień nazwisko jakiegoś polityka, proszę: miałam go, jakiegoś świętego męża, zaraz ci powie: ta kurwa, to urwisko po pikiecie latało, zanim świętym zostało! Tysiąc razy go miałam! Za murkiem kto mi obciągał w osiemdziesiątym drugim? Im kto wyżej postawiony, tym bardziej oczywiste, że to ciota, ciota, z przeszłością parkową. Tak ci one mówią, Wicehrabio, i ciężko słuchać tego, ponieważ ja jestem, jak ci wiadomo, wychowana we dworku szlacheckim, w prastarej rodzinie żydowskiej. W uszanowaniu wartości.

? One by chciały! Bo na swoje podobieństwo wszystkich widzą.

? Daria mi opowiadała o dwóch ciotach ? księżach z Poznania, które mieszkały na plebanii. Całą noc się kurwiły w darkroomach (oczywiście ubrane ?po cywilnemu?), a rano szybko na plebanię, bo musiały lecieć odprawiać jutrznię. Więc żeby nie odprawiać tej jutrzni w grzechu, szły na balkon i jedna drugą spowiadała i dawała rozgrzeszenie. Normalnie, tak się jedna zadumana pochylała, zasępiała i słuchała (wiadomych jej) grzechów z nocy, żegnała krzyżem drugą i następowała zamiana ról. Nawet pokutę sobie zadawały. I już takie uduchowione ubierały się w szaty i szły odprawiać. Ze spuszczonymi nabożnie oczami. Też jak geje chcieli ślub brać, to ślubu udzielały w kościele po godzinach, ze stułą, w ornacie, za pieniądze.

Daria uszyła sobie taki czepiec czarny z białym, jak mają zakonnice, i na po domu to sobie zakłada. Jakbyś ją zobaczyła w tym na głowie, tobyś padła! Bo ona ma taki właśnie dobroduszno-jowialny wzrok, grubawa jest, i w tym czepcu, tak wiernie przez nią odszytym, oczy w górę podnosi, okulary do tego nakłada takie jak stare baby, w rogowych oprawkach… I jeszcze się sama z siebie śmieje:

„Psychiczna ciota, za zakonnicę się uczyniła…”.

Raz poszłyśmy z nią tak ubraną na miasto. Okulary też nałożyła starej baby, rogowe oprawki, tylko kawałek nalanej twarzy wystawał z tych czerni, torebka czarna, tania, sznurem się przepasała, różaniec czarny i do tramwaju. Już na wysokości Ostrowa Tumskiego jak zawsze nawłaziło sióstr, bo one tam mają klasztor. Daria do mnie:

„Udajmy się, siostro, do drugiego wagonu, albowiem nie podoba mi się to towarzystwo…”.

W drugim wagonie był taki tłok, Daria zaczęła odmawiać różaniec, bezgłośnie poruszać ustami, nagle luj wstaje i z największym szacunkiem do Darii:

„Siostra sobie usiądzie”.

„Bóg zapłać, moje dziecko…”.

Pieniądze to trzyma w takim woreczku z nadrukiem: „Komunikanty wypiekane zgodnie z prawem kanonicznym pod nadzorem Księdza Kapelana…”.

? Komunikanty?

? No, od „komunia”, te… opłatki, hostie. Producent CHRIST Sp. z o.o. To kurwiszon w tym trzyma pieniądze.

No i zbiera relikwie.

? Kupuje?

? Nie, nie wolno, od średniowiecza jest handel relikwiami surowo zabroniony.

? No to skąd to kurwiszcze je bierze?

? To trzeba napisać taki specjalny list do Watykanu, bardzo długi, opisać tę swoją wiarę… I napisać, że się błaga na kolanach o relikwię, żeby podbudować upadającą wiarę. Bo wiesz, teraz się tych świętych tylu mnoży. A jak jest ktoś wyniesiony do honoru świętego, tam cała procedura jest, relikwie kategorii A, B, C… Te C to najgorsze, starczy, że kawałek przedmiotu, którego ten święty tylko dotykał, na przykład ziarno różańca, to już jest relikwia kategorii C. W każdym razie: papież robi kogoś świętym albo błogosławionym. To się go z trumny wyciąga i od razu kroi. Z uda idzie na parafie na cały świat, które to parafie stoją w kolejce do tego uda już od lat, głowa ? do Rzymu, palce do jakichś ważnych miejsc, a z jakiejś tam części tego świętego idą opiłki „na prywatnych”. Z łydki. Bo też jedne części świętego są uważane za bardziej święte niż inne. Daria na przy kład ma relikwie świętych i błogosławionych kategorii C i jedną jedyną A, „ex ossibus”, czyli z kości. Z polskich to ma św. Faustyny, z ubioru, i drzewo z trumny św. Rafała Kalinowskiego, no i dwóch hiszpańskich karmelitanek fragmenty kości w takim złotym podwójnym medalionie. Ma też Joanny de Chantal i Marii de Coq… Pytałam ją, Miśka, o relikwie średniowieczne, żeby dla ciebie na imieniny załatwić św. Aleksego, ty tak lubisz Legendę o świętym Aleksym, ale niestety, te najstarsze, tych wszystkich św. Aleksych, to już nie „chodzą”, już poza obiegiem. Od renesansu w górę. Zresztą w średniowieczu już tak je fałszowali, że nikt nie wie, która prawdziwa, pewnie żadna.

? To może chociaż taką renesansową mi załatw…

? I kurwiszon ? tu Paula śmieje się ? robi minę spiskową, mówi: ?Coś ci pokażę, ale to tajemnica, nie
możesz nikomu wyjawić?, i z siatki, takiej reklamówki, wyciąga te złote medaliony, podpisane ozdobnym pismem… Tu, proszę, kości owych karmelitanek Hiszpanek…

? Gdzie wyciąga? W mieszkaniu?

Paula w śmiech:

? No, zgadn? …

? Nie! Nie! Tam nie!

Paula przytakuje, tłumiąc śmiech.

? Nie powiesz mi, nie! Na pikiecie ci to wyciągała?

? Na ławce, na pikiecie. I jeszcze tak mówi: ?No, ja wiem, że to jest profanacja, w takim miejscu pokazywać takie święte rzeczy, ale już ci pokażę, no zobacz, jakie złote, piękne?, i wyciąga właśnie z takiej ohydnej siatki z hipermarketu, pokazuje, złote medaliony. I jej to nie koliduje.

? Zaglądałaś do środka do tych medalionów?

? Co ty, to jest zalakowane na stałe! Nie da rady otworzyć.

Zaprosiłyśmy z Paulą Darię od Relikwii do domu, na takie nasze małe konklawe, na opowieści święte, dyktafon na stół, wódka, papierosy, kawki, torciki. Paula podaje jako ta siostra posługaczka, nalewa wina mszalnego z serwetą, rozdaje opłatki pozostałe z wigilii. A Daria wyciąga prawdziwe, w kształcie kółek, i Paula klęka, a Daria jej wkłada do ust. Ale mówi, że niepoświęcone to nie grzech.

? To ci mówię, abyś głowy swej złymi myślami nie psowała. Otóż przytłoczona swymi grzechami wielkimi udałam się do Ojców… Tylko nie pisz, Michaśka, że… bo jeszcze na mnie niebogę, nierządnicę, klątwę rzucą, przecież kto jak kto, gdzie jak gdzie, ale u Ojców… to się Lubiewo czyta. Michaśka w klasztorach ma mnóstwo fanów.

Padłam na kolana, jako ta Magdalena, co pokutowała za grzechy swoje, a jako że pełno było ludzi w kościele, no to ja biedna tak klękłam i tak myślę: matko, jak tu ten grzech swój wielki wyznać? I nauczyłam się profesjonalnej, łacińskiej nazwy tego grzechu. Specjalnie poczekałam, aż będzie wolny konfesjonał u takiego księdza, o którym wiedziałam, że przed jutrznią wracał z pikiety, więc nieobce mu będą te problemy. Klękam i mówię, że ja, wszetecznica, uprawiałam „peccatis contra sexo et naturae materiae primae et torta solle”. A ksiądz ów, będąc doświadczonym, od razu zrozumiał, o czym ja mówię.

Dzwoni komórka Darii, Daria patrzy na wyświetlacz:

? A, moja kumpela, organistka! ? Odbiera. ? Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja Zawsze Dziewica!

? …

? No, doustnie, ja obecnie jestem u mojej przyjaciółki, siostry Pauli.

? …

? Tak, u Pawełki naszej najdroższej…

? …

? Dobrze, dobrze, pozdrowienia przekażę, błogosławieństwa udzielę. Pochwalony. ? I do nas: ? Organistka powiedziała: pokłoń się nisko siostrze Pauli, chociaż tam były między nami różne poswarki i niesnaski…

Paula:

? Ja jej nie znam, tej organistki!

Daria:

? No, ale wracając do spowiedzi. Powiedziałam tam ten grzech po łacinie, bo było dużo ludzi w kościele i się bałam, żeby nie usłyszeli. Choć kto jest bez winy, niech we mnie pierwszy rzuci kamień! No bo tego księdza to się przecież nie wstydziłam, jak on mnie obciągał onegdaj w parku. No i dostałam surowe pouczenie:

„Nie zadawaj się z tego typu ludźmi, unikaj tego towarzystwa”.

No, a jak potem znowu przychodziłam, to już mówił tylko: „Znowu te głupoty, nie opowiadaj mi, synu, nie zawracaj mi już głowy, już byś przestał się zajmować tymi głupotami!”.

Ów ksiądz, siostra Lechosława, wzorem naszej babci Henryki błogosławił na trzy krzyże, czego mu nie wolno było czynić i za to została wypierdolona z parafii. Bo na trzy krzyże mógł tylko biskup błogosławić lud boży.

Michał Witkowski „Lubiewo bez cenzury”
Wydawnictwo: Świat Książki
Oprawa: twarda
Liczba stron: 432

Opis: Książka kultowa i kamień milowy polskiej literatury po 89 roku, ?ciotowski? Dekameron. Tłumaczona na paręnaście języków, adaptowana teatralnie i wkrótce filmowo. Opowieść o środowisku homoseksualistów w czasach PRL ? spisana na podstawie rozmów z ?emerytowanymi? gejami. Odważna obyczajowo i językowo opowieść o ludziach, którzy nie mieli prawa istnieć w społeczeństwie. Lubiewo było nominowane do Nike 2006, Paszportów Polityki 2005, Fenomenów ?Przekroju? w 2005 r. Powieść otrzymała także Nagrodę Literacką Gdynia 2006 oraz Nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek 2006. W ŚWIECIE KSIĄŻKI ukazuje się po sporych zmianach pod tytułem ?Lubiewo bez cenzury?. Zmiany w książce wprowadzone przez autora dotyczą układu tekstu ale i samych opowieści ? pojawiły się nowe postacie, niektóre wątki zostały rozbudowane, inne skrócone. Książka jest… (więcej o książce)

Tematy: , , ,

Kategoria: fragmenty książek