banner ad

Elias odnajduje podziemną bibliotekę – fragment powieści „Księga życia” Grégory?ego Samaka

20 października 2015

Ksiega_zycia_fragment_1
Przedstawiamy fragment powieści „Księga Życia” Grégory?ego Samaka opowiadającej o Eliasie Einie, ostatnim potomku rodziny żydowskiej zdziesiątkowanej przez Holocaust, który w piwnicy swego nowego domu odkrywa ogromną bibliotekę, a w niej – Księgę Życia, dzieło, dzięki któremu będzie mógł podróżować w czasie. Książka ukazała się pod patronatem Booklips.pl.

2

Pierwsza połowa XXI wieku
Wiedeń, Austria

Elias był człowiekiem samotnym. Jak większość ludzi w jego wieku miał swoje przyzwyczajenia, drobne, niekiedy absurdalne, dziwactwa, a także niejasne wrażenie, że żył nie dość intensywnie. Przejawiał wprost pedantyczną troskę o rzeczy osobiste. Koszule w jego szafie były precyzyjnie rozwieszone, nieskazitelnie czyste i idealnie wyprasowane, buty ustawione według kolorów i wyczyszczone z dokładnością graniczącą z obsesją.

Starzec miał również swoje małe sekrety. W ważnych momentach nieświadomie powtarzał ten sam rytuał: palcami prawej ręki bezdźwięcznie wygrywał coś na wyimaginowanej klawiaturze. No i nadal nakrywał stół dla dwóch osób, chociaż od śmierci jego żony minęło ponad trzydzieści lat.

*

Nazywał się Elias Ein. Pochodził z dużej, bardzo starej żydowskiej rodziny z Europy Wschodniej. Ale jego ród należał już do przeszłości: wszyscy zginęli w odmętach wojny.

Elias i jego siostra Jelena jako ostatni nosili to nazwisko. Byli bezdzietnym rodzeństwem, dziś już mocno podstarzałym.

Teraz, w pierwszej połowie dwudziestego pierwszego wieku, pozostało im jedynie mgliste wspomnienie tego, o czym kiedyś opowiadał im ojciec, a wcześniej ojciec ich ojca. To były odległe echa minionej złotej epoki.

Elias zachował jednak także pewną pamiątkę z tamtych czasów ? starą pozytywkę, która znaczyła dla niego więcej niż cokolwiek na świecie. Dostał ją od matki, kiedy był dzieckiem, i przechowywał z pietyzmem.

Miała formę kasetki, została wykonana z cedrowego drewna inkrustowanego masą perłową. Ukryty w podwójnym dnie mechanizm uruchamiało się stalową korbką, umieszczoną dyskretnie na jednym z boków. Po tylu latach nadal bezbłędnie odtwarzała słynny utwór Rachmaninowa, Rapsodię na temat Paganiniego opus 43. To była ulubiona melodia Eliasa.

Całe jego dziedzictwo sprowadzało się do zawartości tej kasetki. Wieczko, któremu rzemieślnik nadał postać szachownicy, zakrywało wnętrze wyłożone sfatygowanym szkarłatnym pluszem, wystarczająco pojemne, by pomieścić skarby emeryta: trzy rodzinne fotografie z odłamanymi rogami, złotą obrączkę, trochę listów i zepsuty pistolet marki Luger.

Miał tę broń po ojcu. Przechowywał ją jak relikwię na pamiątkę straszliwych chwil, które przeżyli jego bliscy.

Elias nie znał się na polityce. Nie był też człowiekiem towarzyskim. Całkowitym samotnikiem stał się w wieku trzydziestu trzech lat, kiedy to stracił Annę, swoją jedyną żonę, która nigdy nie urodziła mu dziecka. Do niej należała obrączka spoczywająca w kasetce od ponad trzydziestu pięciu lat.

Przez ten długi czas spędzony w Wiedniu był zatrudniony w dużym towarzystwie ubezpieczeniowym, firmie Meyera. Dzień w dzień wykonywał swą pracę sumiennie i pokornie.

Wydawało się, że w ten oto sposób wypełnił swoje przeznaczenie zwyczajnego, dyskretnego człowieka. Wkrótce miał rozpocząć siedemdziesiąty rok życia i pragnął tylko jednego: wyjechać z tego miasta i spędzić w spokoju lata emerytury, czekając, oby jak najdłużej, na moment, gdy słabnące ciało odmówi mu posłuszeństwa i w końcu zabierze go śmierć.

Dlatego odpowiedział na ogłoszenie o sprzedaży nieruchomości. Wiedeński pośrednik z Rainergasse oferował za korzystną cenę skromny dom w Górnej Austrii, ściślej mówiąc w Braunau nad rzeką Inn, położonym przy granicy z Niemcami.

Wprawdzie lato było tam skwarne, a zima sroga, ale za to miasteczko otaczały ogromne lasy sprzyjające samotnym spacerom.

Co więcej, wystawiony na sprzedaż dom o brunatnożółtej fasadzie z oknami w białych ramach zdecydowanie miał duszę. Został zbudowany, jak twierdził pośrednik, ponad dwa wieki temu. Niegdyś mieszkał w nim celnik. Wydawało się, że położony na uboczu budynek nic sobie nie robi z upływu czasu. Sprzątaczka musiała jednak spędzić tam długie godziny, by nadawał się do pokazania kupującym. A i tak trudno było ukryć pęknięcia politury, która złaziła z boazerii i sprzętów. Stare meble zostały sprzedane razem z domem.

Składał się on z sześciu pomieszczeń, przynajmniej tak podano w ogłoszeniu. W urządzonej na półpiętrze kuchni dominowały ciężki stół z litego drewna i opalany węglem piec. Przylegał do niej mały salonik, do którego Elias natychmiast wstawił swój pokryty brązowym pluszem fotel z podgłówkiem i biblioteczkę, przywiezione z Wiednia. Drugi salon, prawdziwie mieszczański i znacznie większy, o ścianach wyłożonych rzeźbionymi panelami z drewna, znajdował się na parterze i służył do przyjmowania gości.

Na piętrze były dwie sypialnie. Elias wybrał dla siebie większą, drugiej w ogóle nie używał. Łączyła je łazienka ze złuszczoną armaturą i zniszczonymi fajansowymi kafelkami.

Nadal czuło się tu nieuchwytną obecność rodziny, która kiedyś mieszkała w tym domu. Elias wyobrażał sobie jej członków jako ludzi surowych, ale pełnych godności?

Ten położony na uboczu, wyglądający całkiem zwyczajnie dom ukrywał swą prawdziwą naturę: było to w istocie miejsce bogate we wspomnienia i mające wartą upamiętnienia przeszłość. Nie mówiąc o tym, że wydzielało jakieś wewnętrzne ciepło, wyczuwalne wyłącznie dla tych, którzy zadali sobie trud, by dobrze poznać ten dom.

Oto dlaczego tak przypadł mu do gustu. W gruncie rzeczy był taki jak on sam?

3

Elias załatwił ostatnie formalności związane z przeprowadzką. Znalazł też bardzo szybko pomoc domową w osobie typowej Austriaczki, surowej kobiety, która nazywała się Renate Polster. Miała pięćdziesiątkę na karku, była nieprzyjemna i zimna, za to niesamowicie skuteczna.

Uzgodnili, że Polsterka, jak mówiono o niej w miasteczku, rozpocznie pracę za dwa dni.

*

Był wrzesień. Braunau wydawało się jeszcze bardziej senne niż zwykle.

Pewnego popołudnia, bliźniaczo podobnego do innych, Elias postanowił powłóczyć się trochę po zaułkach miasteczka. Zainteresował go położony nieco na uboczu sklepik ze starzyzną, ciemny i jakby pokryty kurzem. Wyglądał na opuszczony. Kiedy jednak Elias rzucił okiem na wystawę, jego wzrok przyciągnął osobliwy przedmiot wyeksponowany na staroświeckiej podstawce z drewna.

Podszedł bliżej i zobaczył, że to wspaniała zabytkowa szachownica wycięta z jasnego marmuru, inkrustowana hebanowym drewnem. Wydawała się wibrować w półmroku.

Drzwi były uchylone, wszedł więc do środka. Nikt się jednak nie pojawił, by go obsłużyć.

Elias stwierdził, że figury są rozstawione do gry. Ich rozmieszczenie wskazywało, że trwa rozgrywka, zacięta partia, w której przewagę mają czarne.

Przez czystą przekorę wyciągnął dłoń w stronę białego króla.

??Dlaczego sądzi pan, że to kolej białych? ? powstrzymał go nagle głęboki, jakby dobiegający zza grobu głos.

Elias podskoczył. W głębi zaplecza dostrzegł dwie świetliste plamki, które wysyłały opalizujący blask, błysk utkwionego w nim spojrzenia.

Nic nie odpowiedział.

Nieznajomy zbliżał się do niego, widział już wyraźnie jego sylwetkę. I oto stanęła przed nim postać jakby przeniesiona żywcem ze starożytności. Patriarcha, ktoś w rodzaju Sfinksa, który czuwał tu, jakby trzymał straż przed wejściem do sekretnej świątyni.

Elias próbował ukryć zaskoczenie. Po krótkiej chwili milczenia, która pozwoliła mu odzyskać panowanie nad sobą, powiedział:

??To bardzo piękny okaz, nieprawdaż?

??Owszem, bardzo piękny ? potwierdził starzec. ? Dla prawdziwego konesera. Dla tych, których król dopuścił do swoich tajemnic, którzy wiedzą, że szachy to konfrontacja i że czasem można stracić w niej życie?

Elias na wszelki wypadek milczał, ale po chwili spytał:

??Jaka jest ich cena?

??Nie są na sprzedaż?

??Mogę wiedzieć dlaczego?

W odpowiedzi patriarcha mruknął jakby sam do siebie:

??Dopiero w dniu, w którym ta partia zostanie zakończona, dopiero w tym dniu będę mógł się z nimi rozstać.

Elias obrócił się tak, by stanąć twarzą w twarz z nieznajomym. Wydawało się, że jego osoba zaintrygowała antykwariusza.

??Czy myśmy się już gdzieś wcześniej spotkali? ? zapytał.

??Nie sądzę.

??Naprawdę? No cóż? Nie odpowiedział pan jednak na moje pytanie. Dlaczego uważa pan, że następny ruch należy do białych?

??To kwestia logiki ? odparł Elias. ? Powinienem nawet powiedzieć: matematycznej dedukcji. Białemu królowi grozi szach w czterech ruchach, myślę, że mógłbym nawet odtworzyć przebieg całej partii.

Mężczyzna przez moment stał jak osłupiały, po czym przyznał:

??Rzeczywiście, grający czarnymi czeka na ruch przeciwnika od? ponad osiemdziesięciu długich lat.

??Ach tak! ? wykrzyknął Elias jak dziecko. ? To znaczy, że nieprędko je od pana kupię?

Tajemniczy antykwariusz zrobił kolejny krok w stronę wpadającego przez okno światła, jakby chciał się lepiej przyjrzeć przybyszowi. Wytrzeszczył nagle jasne oczy i, starając się opanować targające nim emocje, powiedział słabym głosem:

??Sof, nazywam się Gustav Sof.

??Miło mi. Elias Ein, proszę mówić mi Elias.

Podali sobie ręce, uważnie przyglądając się sobie nawzajem.

??Herr Sof ? ciągnął grzecznie Elias ? pozwoli pan, że wręczę mu swoją wizytówkę. Gdyby ta partia szachów dobiegła kiedyś końca, może będę mógł zaoferować panu korzystną cenę?

??Dziękuję ? odparł w roztargnieniu antykwariusz, myśląc o czymś zupełnie innym.

Elias zbierał się już do wyjścia, ale Sof go zawołał.

??Przepraszam, Herr Ein, tak naprawdę chciałbym zaproponować panu pewien układ?

Elias kiwnął głową.

??Jestem gotów je panu sprezentować ? ciągnął Sof. ? To unikat, wie pan? Pod warunkiem że zgodzi się pan skończyć tę partię? ze mną. Co pan na to?

??No cóż, właśnie przeprowadziłem się do Braunau? Trochę towarzystwa dobrze by mi zrobiło. Zgoda! Powiedzmy, jutro wieczorem?

??Doskonale! Do jutra! ? zakończył rozmowę Sof. Potem długo jeszcze patrzył zamyślony, jak Elias Ein oddala się niespiesznie krętą brukowaną uliczką.

Ksiega_zycia_fragment_2

4

Minęło dopiero siedem dni, odkąd Elias zamieszkał w Braunau, toteż sporo jego rzeczy wciąż tkwiło w kartonach poustawianych w holu jeden na drugim.

Bardzo szybko zdecydował się na kupno tego domu, obejrzał go tylko raz, więc nie poczuł się zbytnio zaskoczony, kiedy w trakcie porządków zauważył na półpiętrze, za schodami, pomieszczenie, o którego istnieniu nie miał wcześniej pojęcia. Był to dawny pokój dziecinny, mała sypialnia pomalowana na niebiesko.

Zdziwiło go, że jest w takim dobrym stanie. W przeciwieństwie do reszty domu ten pokoik oparł się upływowi czasu i rzec by można, nie doznał żadnego uszczerbku. Było to tym bardziej dziwne, że pośrednik z agencji nieruchomości twierdził, iż dom od lat pozostawał niezamieszkany.

*

Była jedenasta przed południem, kiedy Elias poczuł nagle ogromne zmęczenie, które przypisał trudom przeprowadzki. Na chwilę przysiadł na dziecięcym łóżku stojącym w kącie pokoju. Zamknął oczy. Wtedy ogarniająca go senność, spowodowana zapewne wiekiem, a może zwykły przypadek sprawił, że upuścił laskę na ułożone ukośnie deski parkietu.

Zdziwił go osobliwy odgłos, jaki wydała, upadając.

Nie wstając, spod zmrużonych powiek przyjrzał się podłodze. Dostrzegł coś w rodzaju łaty, która mogła świadczyć, że kiedyś była tu jakaś klapa.

Zaciekawiony podniósł się, zadziwiająco żwawo jak na swój wiek, by obejrzeć to miejsce z bliska.
Z trudem przesunął łóżeczko wzdłuż ściany i w ten sposób całkowicie odsłonił starą klapę w podłodze. Nie było żadnego kółka ani uchwytu, podniósł więc laskę i próbował posłużyć się nią jak dźwignią.
Drewno w końcu ustąpiło, skrzypiąc i trzeszcząc. W czeluści otworu ukazały się szerokie kamienne schody niknące w ciemności.

Niepewnym krokiem pokonał mnóstwo stopni, miał wrażenie, że schodzi do bardzo głębokiej piwnicy pod swoim nowym domem. Wkrótce trafił do przestronnego pomieszczenia bez okien, w którym usłyszał taki pogłos, jakby to była podziemna krypta.

Chwycił po omacku starą lampę, zawieszoną na nadprożu. Kiedy knot zajął się od płomienia zapalniczki, Elias zdał sobie sprawę, że wchodzi do najbardziej niezwykłego pomieszczenia, jakie kiedykolwiek oglądał.

5

W słabym świetle lampy jego oczom ukazał się zarys monumentalnej sali. Zauważył wejścia do licznych, zakreślających koła korytarzy, umieszczonych na dwóch poziomach. Wszystko wskazywało na to, że znalazł się w nieprawdopodobnych wręcz rozmiarów bibliotece. Niezliczone rzędy identycznych ksiąg, oprawionych w szlachetną skórę, zakrywały jej ściany jak okiem sięgnąć.

Zbudowana na planie kwadratu sala miała kilka metrów wysokości. Pośrodku stały staroświecki stół i zwykłe drewniane krzesło. Ściany korytarzy również pokrywały półki z książkami. Widziana z góry, biblioteka miała kształt rozety okalającej kwadratowy diament.

Tchnęła jakimś nadnaturalnym dostojeństwem. Dlaczego ta ogromna, tak perfekcyjnie zaplanowana sala o tak skomplikowanej konstrukcji została ukryta w podziemiach domu i sprawia wrażenie uśpionej? ? zastanawiał się Elias.

Samo rozmieszczenie księgozbioru uznał za przepiękne, wręcz fenomenalne. Zakręciło mu się w głowie od patrzenia na ściany wyłożone grubymi tomami od podłogi aż po sufit.

Skierował spojrzenie w stronę wejścia i dostrzegł wielkie kamienne schody, którymi tu zszedł i które łączyły to miejsce z domem.

Jego wzrok przyciągnęło blade światło bijące od wyrytego na ścianie napisu. Litery zaczęły nagle świecić tak mocno, że zdawało się, iż ich blask przeszywa na wylot zesztywniałe wskutek upływu lat ciało starca.

Elias odwrócił oczy. Światło omiotło salę, odkrywając całe jej piękno i bogactwo zdobień. Jakby biblioteka się przed nim otwierała.

Ponownie spojrzał na wyryty na wprost niego napis, na antyczne hebrajskie znaki, wielkie i rozżarzone do białości. Płonęły, lecz ogień ich nie pochłaniał.

Zdumiony, wypowiedział na głos: sefer ha-chaim. Księga Życia.

W tej samej chwili zadźwięczało mu w uszach zdanie: ?Zapisz nas, o, Wiekuisty, w Księdze Życia?, fragment modlitwy, którą od pięciu tysięcy lat praktykujący żydzi na całym świecie odmawiają raz do roku, w wielkim Dniu Pojednania.

Przypomniał sobie melodię pieśni, którą wierni śpiewali w świątyni z niezwykłą żarliwością. Jako dziecko stał koło ojca i słuchał, jak intonuje wraz z innymi. ?O, Wiekuisty, zapisz nas w Księdze Życia!?

Pomyślał o swoim ojcu. Gdzie on teraz jest? Och, gdybyż mógł w tym momencie dołączyć do syna, ujrzeć to cudowne miejsce!

Bo oto on, Elias Ein, zwykły stary człowiek, dziecię pozbawionej wyzwań epoki, znalazł się w tej niesamowitej sali.
(…)

Ksiega_zyciaGrégory Samak „Księga Życia”
Tłumaczenie: Małgorzata Tryc-Ostrowska
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 302

Opis: Poruszająca opowieść o przyjaźni, odwadze, nienawiści i strachu?. Elias Ein, samotny emeryt, pod koniec życia postanawia przeprowadzić się do małego miasteczka w Austrii. W swoim nowym domu odkrywa schody prowadzące do dużej biblioteki.?? Tam jego uwagę przykuwa jedna z książek. Nie jest to zwykła książka, lecz Wielka Księga Życia, święte dzieło, w którym sam Bóg zapisuje przeznaczenie każdej istoty ludzkiej…? Przeglądając kolejne wpisy w księdze, Elias odnajduje życiorysy swoich rodziców, przyjaciół, postaci historycznych. Elias jest tym bardziej zafascynowany swym odkryciem, że nieziemska moc tajemnej księgi pozwala mu wpływać na bieg Historii.? Czy Eliasowi uda się zmienić tragiczny los jego bliskich i jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić? Czy uda mu się zmienić bieg Historii?

Tematy: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek