banner ad

„Bananowy czubek” – jedyna adaptacja powieści w dorobku Woody’ego Allena, która jednak… okazała się nie być adaptacją powieści

13 grudnia 2020

Woody Allen wielokrotnie w swych filmach inspirował się literaturą. Przykładowo „Jej Wysokość Afrodyta” to wariacja na motywach „Pigmaliona”, „Miłość i śmierć” to humorystyczne spojrzenie na rosyjską literaturę, a „Wszystko gra” podejmowało tematykę „Zbrodni i kary”. W bogatym dorobku reżysera jest jednak tylko jeden film, który teoretycznie miał być adaptacją powieści, choć… w praktyce wyszło zupełnie inaczej. Chodzi o „Bananowego czubka”.

Pierwsze filmy Woody’ego Allena – wyreżyserowany przez niego „Bierz forsę i w nogi” oraz nakręcony na podstawie jego sztuki „Zagraj to jeszcze raz, Sam” – odniosły spory sukces. Zaowocowało to umową na kolejne trzy produkcje podpisaną z wytwórnią filmową United Artist. „Pierwszy scenariusz, jaki im przedłożyłem, to był dramat, którego nie chcieli od reżysera komedii. Mogłem go nakręcić, ponieważ kontrakt zapewniał mi ostatnie słowo, ale nigdy nie zmuszałem studia, żeby zajmowało się projektem, w który nie wierzyło” – tłumaczy Woody Allen w swojej autobiografii „A propos niczego”.

Reżyser stwierdził, że wymyśli coś innego. Pamiętał, że już wcześniej pewien producent prosił go o napisanie scenariusza na podstawie powieści „Don Quixote, U.S.A.” Richarda Powella traktującej o dyktaturze w Ameryce Południowej. Tamtego projektu nie udało się zrealizować, ale uznał, że rewolucja w republice bananowej to wciąż dobry temat na film i warto do niego wrócić. Sęk w tym, że poruszała go wspomniana książka, która od stosunkowo niedawna była na rynku. „Poprosiliśmy UA o nabycie do niej praw, gdyż mieliśmy pomysł filmu na taki sam temat i nie chcieliśmy zostać pozwani. UA kupiło prawa za psie pieniądze. Wtedy Mickey (Rose – przyp. red.) i ja napisaliśmy własny nonsensowny scenariusz, nie wykorzystując nic z powieści. Książka miała spójną, ale banalną intrygę. My nie mieliśmy niemal żadnej fabuły, za to mnóstwo szaleństwa” – wspomina Woody Allen.

Tak zrodził się film „Bananowy czubek”, który w zasadzie był w pełni autorskim dziełem. „Po latach się dowiedziałem, że kiedy Arthur Krim, szef United Artists, obejrzał 'Bananowego czubka' i zrozumiał, że absolutnie nie jest podobny do powieści, którą kupiła wytwórnia, chciał mnie pozwać za oszustwo, ale Picker i David Chasman odwiedli go od tego pomysłu”. Na decyzji prezesa wytwórni z pewnością zaważył też fakt, że „Bananowy czubek” i dwie następne produkcje – „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać” oraz „Śpioch” – zarobiły niemałe pieniądze. W wyniku tego Arthur Krim – jak podkreśla to sam Woody – został jego największym fanem, artystycznym sponsorem i bliskim przyjacielem.

O „Bananowym czubku” oraz wielu innych swoich filmach Woody Allen pisze w autobiografii „A propos niczego”, która ukazała się w przekładzie Mirosława P. Jabłońskiego nakładem Domu Wydawniczego Rebis.

Artur Maszota

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: ciekawostki