banner ad

10 rzeczy, których nigdy nie należy mówić pisarzowi, wg Chucka Wendiga

22 września 2014

10-wypowiedzi-wendig
Życie pisarza lub pisarki nie należy do usłanych różami. Dla większości to jedna długa walka. Ze sobą, ze słowami, z pieniędzmi i z własnymi demonami. Jakby na domiar wszystkiego raz na jakiś czas (może dojść do tego w trakcie lub po spotkaniach autorskich) musi zmierzyć się z ludźmi, którzy nie zawsze wiedzą, jak prawidłowo używać otworu gębowego. Oto dziesięć wypowiedzi, których zdaniem Chucka Wendiga nigdy, pod żadnym pozorem nie należy kierować do pisarza lub pisarki, jeśli nie chcemy wyjść na niegrzecznych lub zwykłych idiotów albo spotkać się z wrogością, pogardą czy zignorowaniem. Autor cyklu „Miriam Black” z wrodzonym poczuciem humoru dzieli się również doskonałymi sugestiami, co pisarze mogą odpowiedzieć, kiedy ktoś złamie regułę i wypowie jedną z „zabronionych” kwestii.

1. „Wiesz, chcę napisać pewnego dnia książkę”.

Mówią to do ciebie z tęsknym błyskiem w oku, jakby pisanie było wyłącznie jakimś hobby, odległą błahostką, za którą się wezmą, kiedy uda im się wygrać na loterii. Gorsza (najgorsza wręcz) wersja tego zdania to: „Noszę w sobie książkę”.

Twoja odpowiedź: „Nie przychodzę do twojej pracy i nie mówię: ?Pewnego dnia chcę być dozorcą?. Nosisz w sobie książkę? Cóż, lepiej zrób więc to, co ja zrobiłem, czyli zasiądź na długie i ciężkie godziny przed komputerem lub notatnikiem i wyduś z siebie historię, bo to jedyny sposób, w jaki powstają rzeczy pisane. Nie mam w sobie tylko jednej książki. Mam ich setki. Tysiące. Jestem ogromny, zawieram ich nieskończenie wiele. Całe biblioteki, gdzie na grzbiecie każdej książki jest moje nazwisko, skurwielu. Nie pisz książki pewnego dnia, napisz książkę dzisiaj. Jak ja”.

A potem rzuć mikrofonem. Wprost pod ich stopy.

2. „Jeju, chciałbym mieć czas na pisanie”.

W tym przypadku osoba oferuje małą łokieć-łokieć-szturchnięcie-szturchnięcie-szturchnięcie sugestię, że pisanie jest czymś pobocznym, luksusem majętnych lub wiecznie leniwych. W tłumaczeniu oznacza to: „Wybacz, ale mam dużo ważniejszych rzeczy do robienia, ale kiedy znajdę nieco wolnego czasu, to z pewnością napiszę książkę, a może wezmę się za decoupage. Możliwe, że nadgonię też któreś z moich ulubionych seriali, gdy nie będę robić nic, co ma jakiekolwiek znaczenie”.

Twoja odpowiedź: „Masz czas na pisanie. Twój dzień ma 24 godziny i mój ma 24 godziny. Och, a cóż to? Masz pracę i dzieci i inne ważne rzeczy do roboty? Taa, bo inni tego nie mają – na tobie jedynym wspiera się cała gospodarka i dwupokoleniowa rodzina. Hej! Wiesz, co? Każdy ma jakieś gówno do roboty. Dzieci, psy, pracę, drugą pracę, grządki do wyplewienia, czeki do wypisania, zakupy, Facebook, porno, gotowanie, sprzątanie, spanie, ruchanie. Wszyscy żyjemy minuta po minucie. Nie w tym rzecz, że nie masz czasu na pisanie. Rzecz w tym, że nie uważasz tego za wystarczająco ważne, by poświęcić temu czas. Ale ja tak. Wykrawam małe kawałeczki mięsa, odzieram truchło dnia ze skóry i wykorzystuję wszystkie części zwierzęcia. Wykorzystuję czas, aby poświęcić go na pisanie. Kwadrans tu. Pół godziny tam. Przerwa obiadowa. Tak się pisze”.

A potem zdziel ich po głowie zegarkiem z kalkulatorem. Pac.

3. „Hej! Możesz wykorzystać mój pomysł”.

Bo twoje jako pisarza pomysły są głupie, a ich wspaniałe. Oni są architektami, ty budowniczym. Możesz być pilną małpką od słówek, a oni fabryką pomysłów – i razem możecie stworzyć super-drużynę z listy bestsellerów New York Times?a!

Twoja odpowiedź: „Hej, czy mogę także przeżuć za ciebie jedzenie? Może pozwolisz mi wydalić za ciebie kupę? Uwielbiam wykonywać pracę innych. Ty jesteś szefem. Ja właściwie jestem od zapisywania, stenografem twego geniuszu. A może mam głowę pełną moich własnych pomysłów i jeśli szukasz kogoś, żeby zapisał twoje, to mam dla ciebie dziwną propozycję: poruszaj tymi ruchliwymi kiełbaskowymi połączeniami, które nazywasz palcami, i przelej ten swój nieujarzmiony geniusz na papier samo-kurwa-dzielnie”.

A potem wciśnij długopis w ich dłoń i przyklej rzeczony długopis do rzeczonej dłoni rolką taśmy klejącej.

4. „Powinieneś opisać historię mojego życia”.

Czasami wypływa to ze szlachetnych pobudek, czasami z bardzo narcystycznych. Sedno tkwi w tym, że ludzie ci mają wrażenie, iż przeżyli życie nie tylko warte przeżycia, ale także warte czytania o nim. Oczywiście to prawie zawsze nieprawda. Nigdy nie jest to: „Zastrzeliłem Hitlera na pokładzie tonącego Titanica”. Ani to nie jest: „Oto, jak w trakcie czterotygodniowej podróży przez australijski busz, uratowałem sierociniec przez stadem świadomych cyborgów dingo”. Czasami bywa to: „Pracowałem ciężko i osiągnąłem coś, założyłem rodzinę i wychowałem dzieci przy minimalnym wynagrodzeniu”. I wierz mi, to wspaniale. Cudownie, powinieneś być dumny i wszyscy powinni być z ciebie dumni. Ale jeśli przy okazji nie uratowałeś swej rodziny przed Terminatorem, to prawdopodobnie nie jest to materiał na biografię najwyższej jakości. Gorzej, gdy chodzi o jakiegoś dupka z wyższej klasy średniej, któremu zdaje się, że ma coś ważnego do przekazania a propos zakupowych nawyków lub zróżnicowania inwestycji czy nieruchomości w Beverly Hills.

Twoja odpowiedź: „Uuuu, złe wieści. Z chęcią. Z chęcią! Ale Rada Autorska nie pozwoli mi opisać twojej historii, dopóki twe życie nie dobiegnie końca. By twoja historia przetrwała, ty musisz umrzeć”.

Potem ich zabij. A kiedy ostatni oddech uleci z nich z charkotem, wyszepcz im do ucha: „To nie ja ustalam zasady”.

5. „Nie czytam”.

Nigdy, przenigdy nie mówi się tego pisarzowi. Po prostu się tego nie robi. Nie mówi się architektowi, że się nie wchodzi do budynków. Nie mówi się arboryście: „Nienawidzę drzew i w ogóle natury. Kiedy widzę drzewo, ścinam je, tylko po to, żeby nie musieć więcej patrzeć na ich głupie drzewiaste mordy i durne dupkowate gałęzie”. To znaczy… Naprawdę nie czytasz? To po prostu? westchnięcie? Coś jest z tobą nie tak?

Twoja odpowiedź: „Powinieneś zacząć, ponieważ czytanie to podstawa”.

Potem wręcz im swą ulubioną książkę i dokuczaj im, dopóki nie skończą jej czytać.

6. „Musisz być bogaty”.

Ha ha ha ha. Ha. Hahaha… aaaahh hahaha.

Twoja odpowiedź: (Śmiej się tak mocno, aż się porzygasz)

Odpowiedź alternatywna: „Tak, jestem bogaty w chuj. Właśnie dlatego wyglądam jak zdziczały kloszard, który właśnie wylazł z lasu. Taki skonsternowany i rozchełstany wygląd kosztuje sporo pieniędzy. Nie noszę spodni, bo spodnie kosztują za mało. Żadne spodnie nie zasługują na to, aby przechowywać moje cenne klejnoty ozdobione włosami łonowymi. Serio. Czy chcesz zobaczyć szmaragdy mego krocza? Tak, dobrze słyszałeś. Pieniądze autora są fantastyczne”.

Potem ukradnij ich portfel.

7. „Czy twoja książka została już przerobiona na film?”

Z jakichś powodów pewna część populacji zawsze będzie łączyć wartość twórczości z pytaniem: „Czy mogę to kiedyś zobaczyć w telewizji?” Jeśli coś nie trafiło na ekran z Tomem Cruisem w roli głównej, to właściwie nie zaalarmuje ich radarów. To sugestia, że książki są niczym więcej jak granulatem dla toczącego się powoli gigantycznego chomika, który kontroluje całe Hollywood. „Nakarm Tadzia Hollywooda kolejnymi książkami. Bestia odrzuciła tom pierwszy i tym samym jest on nic niewart. Wrzućcie go do szamba, gdzie jego miejsce, gdyż nie zawiera rozrywki karmiącej amerykańskie umysły”.

Twoja odpowiedź: „Została. Słyszałeś o pewnym filmiku zwanym ?The Avengers??”

Potem uderz ich Mjolnirem Thora w samo krocze. Sfilmuj to telefonem.

8. „Przeczytasz moją powieść?”

To szczera prośba o pomoc od autora, który desperacko potrzebuje, żeby ktoś przeczytał jego powieść. W zamiarze niezłośliwa. Pisarze to głupie, zdesperowane istoty i pragniemy znaleźć wspólnotę i zrozumienie, i akceptację, i jakieś poczucie, że to coś, nad pisaniem czego spędzamy sporo czasu, jest warte tuszu w drukarce. (Podpowiedź: prawdopodobnie nie jest. Tusz do drukarki kosztuje chyba więcej niż większość zaliczek za powieść.) Ta sama stara śpiewka: ta, nie, wybacz, nie dziś.

Twoja odpowiedź: „Przepraszam, naprawdę, ale nie, nie przeczytam twojej pierdolonej powieści. Rozumiem, dlaczego chcesz, żebym to zrobił, i doceniam, że do mnie z tym przychodzisz. Ale czytanie twej powieści oznacza także krytykowanie twej powieści, a to zabiera czas, który mogę poświęcić na swoją pracę. Jestem pisarzem, nie redaktorem, a dokładniej twoim redaktorem, i szczerze mówiąc, kto do cholery powiedział, że jeśli cokolwiek zaproponuję, będzie to miało dla ciebie jakąś wartość. Dochodzą jeszcze pewne kwestie prawne, jeśli przeczytam twoją powieść i ostatecznie będzie jakoś zbliżona do tego, co napisałem lub chcę napisać w przyszłości. Ale powinieneś być z siebie naprawdę dumny, że napisałeś powieść, i z pewnością powinieneś zatrudnić redaktora lub dołączyć do inteligentnej i współczującej grupy krytyków albo znaleźć online testowego czytelnika. Przykro mi, ale ja nie jestem osobą właściwą do tego zadania”.

Potem pokręć głową. Weź go w ramiona, jeśli nie ma nic przeciwko. Ponieważ pisanie powieści ? a co ważniejsze, ukończenie powieści ? to ciężka robota, niczym walka w wojnie światowej, i zasługuje na uznanie.

9. „Czy znasz Stephena Kinga?”

(westchnięcie)

Twoja odpowiedź: „Jasne! Jesteśmy na tym samym kursie gotowania. Chłopie, ten gość robi piekielny gulasz. Czy może powinienem powiedzieć ghulasz, ha ha ha, jak ghul? G-H-U-L? Bo pisze horrory, łapiesz? Właściwie to mamy taki comiesięczny cykl zwany Czwartkowe Orgie, kiedy w każdy trzeci czwartek miesiąca, ja, Kingy, Gaiman, Danielle Steele, duchy Virgini Woolf i Harolda Pintera spotykamy się ? no wiesz, nie zawsze przypomina to prawdziwą orgię czy cokolwiek, czasami po prostu polujemy na ludzi dla sportu. Ale czasami to orgia. Jest bosko. Wszyscy się znamy. I możemy komunikować się telepatycznie, bo wszyscy spożyliśmy swoją krew. Taki jest dekret kanclerz Atwood z Rady Autorskiej”.

Potem zatłucz go na śmierć „Bezsennością” Kinga.

10. „Skończyła nam się kawa”.

Kawa. Lub wóda. Albo herbata. Albo jakikolwiek pisarski trunek twego wyboru.

Twoja odpowiedź: (zgrzytaj zębami, jęcz, rozpal małe ogniska, urodź skrzep żywych, drących się wiewiórek, wystrzel lasery z oczu, unoś się nad miastem, aż uwolnisz telekinetyczną falę zniszczenia, jakiej nikt wcześniej nie widział).

Potem uklęknij w zgliszczach, otwórz usta i czekaj, aż ktoś wleje w nie kawę.

Bonus: „Skąd bierzesz pomysły?”

To ograne do znudzenia stare pytanie. Rozumiem je, ponieważ ludzie patrzą na ciebie i myślą, że to niemożliwe, żeby jeden umysł pomieścił tak dziwaczne pomysły ? na tyle interesujące i dziwne, by przenieść je na papier. Jeśli macie zamiar o to spytać, zrozumcie, że pytano już nas o to jakieś 457 razy.

Twoja odpowiedź: „Nie chodzi o to, skąd biorą się pomysły”. Potem złapcie ich za fraki, przyciągnijcie do siebie, aż poczują wasz oddech o zapachu starej kawy, i wysyczcie do nich: „Prawdziwe pytanie to, jak je powstrzymać”. Potem zacznijcie się uderzać w twarz, krzycząc „Powstrzymajcie je! O Boże, te pomysły nie chcą zostawić mnie w spokoju! Jestem jedynie anteną groteskowej częstotliwości muz!”

Chuck Wendig jest pisarzem, scenarzystą i autorem gier RPG. Jako autor prozy zadebiutował w 2011 roku powieścią „Double Dead”. Międzynarodową sławę przyniósł mu cykl książek o Miriam Black zapoczątkowany tomem „Drozdy. Dotyk przeznaczenia”. Wendig mieszka i pracuje w lasach Pennsyltucky, gdzie zaszył się z rodziną i swoimi zwierzakami.

Tłumaczenie i opracowanie: Krzysztof Stelmarczyk
fot. Chuck Wendig

Tagi: , , , , , , , , ,

Kategoria: zestawienia