banner ad

Współczesna czarownica – wywiad z Anetą Jadowską

17 marca 2014

Aneta Jadowska - wywiad
Rozmowa z Anetą Jadowską, niepokorną doktor nauk humanistycznych, a przy tym mistrzynią kobiecego urban fantasy, która właśnie wydała kolejny tom heksalogii o Dorze Wilk pod tytułem „Wszystko zostaje w rodzinie”.

Debiutowałaś literacko co najmniej dwa razy, przy czwartej części przygód Dory Wilki z pewnością nie można nazwać Cię już debiutantką.

Mam wystarczający kontakt z rzeczywistością, by wiedzieć, że jest mnóstwo osób, które nie mają pojęcia, kim jestem. Wystarczy nie czytać, nie interesować się literaturą fantastyczną, nie bywać na konwentach. Ale cieszy mnie, że wśród czytających fantastykę jest całkiem sporo osób, którym moje nazwisko coś mówi. A wśród nich przyjemnie liczna rzesza tych, którzy nie tylko słyszeli nazwisko, ale i czytali książki. I sporo takich, którzy jeszcze tego nie zrobili, ale czytając te słowa, czują przemożną chęć, by to nadrobić.

Wiemy od dawna, że historia Dory jest heksalogią, mi nawet udało się dowiedzieć, że piszesz właśnie ostatnią część… Ale od początku, jak to było? Pisząc kolejne części, wiedziałaś już, że będzie ich aż sześć?

Zaczynając pisać „Złodzieja dusz”, miałam poważne wątpliwości, czy dam radę skończyć tę jedną powieść. Gdzieś w tyle głowy kołatała się obawa, że może dojdę, dajmy na to, do setnej strony, zatnę się i nie ruszę. Pocieszałam się, że hej, dałaś radę napisać ponad trzysta stron pracy naukowej, więc z całą pewnością masz dość zaparcia, cierpliwości i wytrwałości w pracy, by to skończyć… ale dopóki nie postawiłam ostatniej kropki, nie miałam pewności, że tak właśnie będzie. Chyba każdy piszący zna ten strach początków, kiedy jeszcze nie znasz swoich możliwości. A gdy już sprawdziłam swoją odporność, zaplanowałam kontynuację i wtedy wiedziałam, że tomów będzie sześć, bo to tak naprawdę jedna opowieść podzielona na kolejne akty/tomy.

Kiedy oddawałaś do druku drugą część, czyli „Bogowie muszą być szaleni”, miałaś już zaplanowane kolejne tomy?

W tym momencie śmieję się w głos nad klawiaturą. W chwili, kiedy wysyłałam „Złodzieja dusz” w ręce wydawcy, pracowałam już nad drugim tomem. Zanim dostałam odpowiedź o tym, że i owszem, bardzo chcą to wydać, ten drugi tom był już napisany. Gdy doszło do wydania „Złodzieja”, trzeci tom był w trakcie pisania. Tu powinno nastąpić ostrzeżenie „młodzieży, nie próbujcie tego w domu”, bo dziś widzę, jak szalone było założenie, że wszystko będzie dobrze. Okazało się, że wszystko jest dobrze, ale to nie tyle przewidywanie przyszłości z mojej strony, co upór i skłonność do brawury.

Trzeba mieć sporo pewności siebie, by pisać, nie będąc pewnym publikacji, a może po prostu trzeba to kochać?

Bez wątpienia trzeba to kochać. I wierzyć w to, co się robi, i że to dokładnie to, co powinno się robić. I trzeba być troszkę szalonym, jeśli uwzględni się, ilu młodych ludzi wysyła wydawcy swoje powieści każdego roku, ile z nich nigdy nie znajdzie się na księgarskich półkach. Ale nutka szaleństwa to, moim zdaniem, dość istotny składnik spełniania marzeń. Nie ryzykujesz, nie wygrywasz.

Aneta Jadowska - wywiad2

Twoi bohaterowie, mimo licznych cech magicznych i specyficznych dla swoich gatunków, są bardzo ludzcy, a ich problemy niezwykle na czasie, chociażby homoseksualizm wśród wampirów czy problem – monogamia a poligamia. Wynika to z założenia, by bohaterowie byli bliżej człowieka, czytelnika?

To, że powieść jest fantastyczna, nie wyklucza tego, że jest obyczajowa. Pisząc o magicznych, wampirach czy Bogach, piszę tak naprawdę o ludziach, o problemach, jakie uznaję za istotne dla współczesnego człowieka. Dlatego Dora musi się zmagać z kwestiami tożsamości, stereotypów a często i szowinizmu, prób ograniczania jej możliwości poprzez konserwatywne i sztywne postrzeganie rzeczywistości i reguł. Wampiry były ludźmi, a jak widać sama śmierć nie wystarczy, by się pozbyć bagażu emocjonalnego czy psychologicznego. Staram się stworzyć wiarygodne portrety psychologiczne – rasa to tylko jeden z wielu elementów określających charakter bohatera. Inne problemy będzie miał wampir, który jest w homoseksualnym związku, inne ten, który walczy o utrzymanie się przy władzy. To, że obaj mają dość kłopotliwą dietę, to detal przy całościowej wizji ich życia. To wydaje mi się całkowicie logiczne, więc nie tyle uczłowieczałam moich bohaterów, co widzę ich jako ludzi. Z różnymi dodatkowymi przypadłościami.

Zresztą sama Dora jest bardzo niedoskonała, wciąż popełnia błędy i gafy, ma mnóstwo przeróżnych umiejętności, ale też często ma wiele kłopotów i nie chodzi mi tu o jej pracę. Nie kusiło Cię by stworzyć superbohaterkę?

Superbohaterowie są nudni. Część uroku Dory polega na tym, że choć bardzo się stara, nie jest w stanie zapanować nad całym swoim życiem, przewidzieć wszystkich tarapatów, w jakie popadnie, utrzymać kontroli. Lubimy mieć kontrolę nad swoim życiem, to naturalne, ale najwięcej o nas mówi to, jak się zachowujemy w chwili, kiedy ją tracimy. Lubię w Dorze to, że nie zgrywa twardziela, gdy coś ją przerasta, potrafi prosić o pomoc, szukać sojuszników, oprzeć się na przyjaciołach, a nie próbować samodzielnie ruszać z motyką na słońce. Siłą jest dla mnie elastyczność, spryt, umiejętność przyznania się do błędu i trwanie przy swoich przekonaniach, ale bez okopywania się na stanowisku. Kopanie tyłków też się Dorze przydaje, ale myślę, że jej prawdziwą supersiłą jest to, że potrafi przejrzeć fasadę i zobaczyć coś wartego uwagi w każdym człowieku, a także otworzyć się na drugą osobę na tyle, by się zaprzyjaźnić. Nie boi się emocji, nie boi się słabości. I za to ją lubię.

Stworzyłaś niezwykły magiczny świat, długo go budowałaś?

Dużo czytam, lubię etap kwerend, poszukiwań źródeł, przetrząsania ich i robienia dokładnych notatek. Z tej części warsztatu filologa często korzystam i może umiejętność zdobywania informacji jest najcenniejszą nauką, jaką wyniosłam z lat nad doktoratem.

Domyślam się, że duże doświadczenie czytelnicze i śledzenie wielu seriali pomogło w jego stworzeniu, ale czy zgłębiałaś księgi tajemne, badałaś magię na serio?

Zgłębiałam różne księgi, ale czy w dobie bibliotek, druku i internetu jakakolwiek księga jest jeszcze tajemną, skoro katalogi biblioteczne wskażą nam ją, jeśli tylko wiemy jak jej szukać? Chyba że tajemną w sensie od dawna nieczytaną – wtedy na pewno. Wielokrotnie kurz na książkach był starszy ode mnie. Panie bibliotekarki patrzyły na mnie nieco podejrzliwie, ale zapewniłam je, że ja tylko piszę książki, nie zamierzam przywoływać mrocznych bytów – w filmach to się zawsze kończy uszkodzeniem księgozbioru, a tego nie chcemy. I do swojej pracy staram się podchodzić na serio, na ile mi na to pozwoli nieco niesforna osobowość.

Jak w takim razie przebiega tworzenie kolejnych książek przez niesforną osobowość? Jesteś nocnym markiem, więc pewnie piszesz w nocy, ale masz jakiś harmonogram, typu 8 godzin dziennie albo 10 stron na dobę?

Przez kilka lat pracowałam na etacie, od 7.30 do 15.30, pięć dni w tygodniu. W tym czasie nauczyłam się przede wszystkim tego, że jestem uczulona na etat, na harmonogram i na przymus. Nie ustalam sobie limitów, nie wyznaczam stron. Pracuję tyle godzin, ile czuję, że wciąż mam coś do napisania i satysfakcjonuje mnie jakość tego, co piszę. Zwykle znacznie więcej niż osiem godzin na dobę, bo jeśli praca mnie wciągnie, tracę poczucie czasu. Staram się pracować codziennie, bo przerwy wytrącają z rytmu. Ale gdy czuję, że czas na urlop, po prostu go sobie udzielam. Mam to szczęście, że nie wisi mi nad głową deadline, u wydawcy leży ta jedna powieść do przodu, więc nie poganiają mnie, nie dostaję telefonów z pytaniami, czy pamiętam, że miałam miesiąc temu wysłać im kompletny maszynopis kolejnego tomu. To ogromny komfort, z którego nie zamierzam rezygnować, i to świetna motywacja, by ten urlop nie trwał zbyt długo.

Aneta Jadowska - wywiad3

Na twojej stronie internetowej można przeczytać historię Anety-pisarki. Wspominasz tam, że wcale nie tak łatwo było zdecydować się na pisanie literatury popularnej, rozrywkowej.

To nie do końca tak. Przez lata studiów miałam poczucie rozdwojenia, bo jakkolwiek sprawiało mi przyjemność (większą lub mniejszą) czytanie pozycji z listy lektur obowiązkowych dla filologa polskiego, w wolnym, nierzadko kradzionym czasie czytałam coś zupełnie innego. Głównie kryminały i fantastykę, które od dziecka uwielbiałam, a które przez większość moich wykładowców były traktowane jako strata czasu, coś poniżej godności filologa. Ile można swoją pasję traktować jako grzeszną przyjemność? Pisałam opowiadania, które nawet kiedy nie były fantastyczne, to jakiś element magiczny czy niezwykły musiał się przedostać. To po prostu była część mnie. I przyszedł czas, by pójść za głosem serca. To brzmi nieco melodramatycznie, uspokajam ? nie było darcia szat, obcinania włosów tępymi nożyczkami i łykania łez, czyli obyło się bez sztandarowej sceny filmowej o przemianie bohaterki. Po prostu któregoś dnia zaczęłam pisać powieść, która była jawnie rozrywkowa, popularna i nie miałam z tego powodu cienia wyrzutów sumienia. W ramach ciekawostki ? jednym z czytelników moich powieści jest starszy pan, profesor starej szkoły. Kiedy ukazał się „Złodziej dusz”, dałam mu egzemplarz. Była to z mojej strony manifestacja: „zobacz, co zrobiłam i z czego jestem dumna”. Przeczytał, jego żona również, bardzo im się spodobało i dopytują się o daty premier kolejnych tomów. Więc może nie samą poważną literaturą człowiek żyje.

Wśród polonistów, literatów pokutuje przekonanie, że fantastyka to coś gorszego niż chociażby literatura piękna, a przecież napisałaś doktorat. Jak więc godzisz te dwie sfery życia? I jak one się z tym godzą?

Nie muszą się godzić. Nie pracuję na uczelni, po obronie doktoratu po prostu przeszłam „do cywila”. Miejsca na uczelni dla mnie raczej nie było, a ja byłam zbyt zmęczona atmosferą akademicką, by walczyć o zmianę tego stanu rzeczy. Brakuje mi zajęć ze studentami, bardzo je lubiłam i cieszy mnie, gdy spotykam swoich byłych studentów, którzy nasze spotkania z literaturą współczesną wspominają jako coś wartościowego i wartego zapamiętania. To dowód na to, że było warto związać się z uczelnią na te kilka lat ? właśnie to, nie dyplom czy tytuł, którego nawet nie umieszczam na wizytówce. I jeśli kiedyś wrócę do pracy akademickiej, to właśnie dlatego, że naprawdę lubię uczyć ? podejrzewam, że za to skrzywienie odpowiadają geny mojej mamy, nauczycielki z powołania.

Utrzymujesz wspaniałe kontakty z czytelnikami, odpisujesz na komentarze, które pojawiają się na blogu, osobiście prowadzisz fanpage na Facebooku… Jak znajdujesz na to wszystko czas?

Zawsze będę miała czas dla moich czytelników i fanów. To jest wpisane w moje podejście do zawodu pisarza. Sama jestem fanką i wiem, jak chciałabym być traktowana przez tych, których fanką jestem. Chciałabym, by mój ulubiony pisarz znalazł czas na odpisanie mi na komentarz, na podpisanie książki, na wymienienie kilku słów i zrobienie sobie zdjęcia po spotkaniu autorskim, na które przyjechałabym z drugiego końca kraju. Hipokryzją byłoby z mojej strony oczekiwać tego od moich obiektów fanowania, a jednocześnie unikanie tego wobec moich czytelników. Dla nich piszę i cieszy mnie, kiedy to co piszę, wywołuje ich odzew. Ale może mi jest łatwiej niż pisarzom introwertycznym i aspołecznym? Ja naprawdę lubię ludzi i kontakt z nimi bardzo sobie cenię.

Kończysz już historię Dory ? jak przebiega pożegnanie bohaterów? Ponoć nie jest to przyjemny proces. A może masz już dosyć całej tej szalonej zgrai?

Nie mam ich dość. (uśmiech) Męczy mnie raczej myśl o rozstaniu i trochę to odwlekam. Na dłuższą chwilę porzuciłam Dorę i napisałam powieść spoza heksalogii. Ale historia jest ważniejsza niż mój strach przed syndromem opuszczonego gniazda, a ta dobiega końca. Nie żegnam się ze światem, który stworzyłam, mam na tapecie co najmniej dwie mniejsze serie będące poniekąd spin offami do heksalogii ? seria poświęcona Witkacemu i seria Nikity ? ale to już coś innego, kiedy narratorką i główną bohaterką nie jest Dora, nie jej oczami poznajemy wydarzenia i ludzi. To jednak trzy lata mojego życia, więc chyba naturalny jest lekki smutek, gdy finał się zbliża.

Oprócz kończenia heksalogii masz również pomysły na kolejne książki? Czy będą podobne do historii Dory?

Tak i nie. Tak, bo na pewno będzie jak w przypadku serii o Dorze Wilk mnóstwo akcji, zabawy, humoru. Nie, bo taki na przykład Witkacy to zupełnie inna osobowość, inny temperament, inne problemy. Nikita to wszystko powyższe plus całkiem inne środowisko i otoczenie, inne wyzwania i tło. Pomysłów na powieści zawsze mam sporo, a im częściej jeżdżę pociągami, tym więcej notatek znoszę do domu ? pociągi są dla mnie bardzo twórczą przestrzenią, a stukot ma rytm opowieści. Myślę, że już tylko z tymi pomysłami do 2016 roku na pewno mam pełne ręce roboty. A wciąż gdzieś jeżdżę?

Następną książkę planujesz przenieść do Warszawy, nawet przeprowadzasz weekendowe wyprawy do stolicy. Badasz teren?

Wciąż nie wiem, jak mi się to wszystko poukłada, ale kusi mnie pomysł, by akcja Nikity w dużym stopniu rozgrywała się właśnie tu. W ostatnim roku regularnie odwiedzałam to miasto i udowodniło mi, że niesprawiedliwie miałam o nim kiepskie zdanie. Przy pierwszym kontakcie przytłacza ? rozmiarem, hałasem, nadmiarem wszystkiego ? ale z dobrym przewodnikiem pokazuje swoje przyjazne i kolorowe oblicze. Mam szczęście mieć znakomitych przewodników – kilkoro przyjaciół, którzy wytrwale lobbują na rzecz swojego miasta. Myślę, że coś z tego wyjdzie i będzie ciekawie.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz

fot. Przemysław Bednarczyk

Tematy: , , , , ,

Kategoria: wywiady