banner ad

Celowo przekraczam granice ? wywiad z Nikodemem Pałaszem

7 kwietnia 2015

Nikodem-Palasz-wywiad1
Na temat swoich powieści wybrał mroczne strony sportowego oblicza. Zaczął obnażać kryminalne zaplecze tenisa, w najnowszej książce sięga po tajemnice piłkarskich klubów. Od kilku lat prowadzi własną firmę i na co dzień zajmuje się tworzeniem strategii marketingowych w oparciu o sport, zarządzaniem karierami i budowaniem wizerunku sportowców, a także pisze naprawdę wciągające kryminały.

Milena Buszkiewicz: Choć twoje książki w dużej mierze opisują sportowe „brudy”, to mimo wszystko tworzysz genialną fikcję. Skąd wziął się twój warsztat?

Nikodem Pałasz: Dziękuję za to pytanie, bo kryje się w nim pochwała. Obym tylko takie pytania dostawał (śmiech). Tak serio, to nie jest mi łatwo odpowiedzieć. A to dlatego, że sam nie znam jednoznacznej odpowiedzi. Czym jest warsztat pisarza? Druga powieść jest dla mnie takim samym eksperymentem jak pierwsza. Ja cały czas poznaję i kształtuję swój warsztat. I oczywiście staram się go rozwijać, poprawiać. To w jaki sposób dziś piszę i tworzę postaci oraz sytuacje, jest wynikiem moich literackich i życiowych doświadczeń. Przeczytałem masę książek i wciąż jestem pod wpływem niektórych. Nawet jeśli tego nie chcę, to podczas pisania podświadomie przywołuję w pamięci różne obrazy, fragmenty. Nie staram się być oryginalny, to nie jest moja droga. Ja przede wszystkim chcę tworzyć wciągające i intrygujące fabuły. Mówiąc o warsztacie wspomniałem tez o życiowych doświadczeniach. I mówiłem całkiem serio. Pracowałem w przeróżnych środowiskach, grupach społecznych, firmach. Stykałem się z różnymi ludźmi w Polsce i za granicą. A ponieważ jestem uważnym obserwatorem, mam taki bagaż inspiracji, że wystarczy na kolejne pięć książek.

W twoich powieściach najważniejsza jest zagadka kryminalna i główni bohaterowie, jednak chyba najbardziej kontrowersyjnym aspektem tych książek jest obnażanie kulis świata sportu. Czy pisanie powieści kryminalnych miało być pretekstem do ujawnienia sekretów tenisistów i piłkarzy?

Przy pisaniu pierwszej książki, „Brudnej gry”, na głównym miejscu był sport. Intryga kryminalna była na drugim, była pretekstem do pokazania patologii zawodowego sportu. Przy „Sam na sam ze śmiercią” jest odwrotnie. Akcja i intryga kryminalno-sensacyjna są kluczowe, sport jest tłem. Ale tutaj również staram się zwrócić uwagę czytelnika na brudne kulisy sportu.

Nikodem-Palasz-wywiad2

Kiedy podjąłeś decyzję, że będziesz pisać?

Od bardzo dawna myślałem o pisaniu, ale uważałem, że nie mam wystarczająco dobrej historii. W końcu w 2013 roku postanowiłem zmierzyć się z tematem dopingu, stręczycielstwa, ustawiania meczy i korupcji w tenisie. Wybrałem kryminał, choć wcześniej nie byłem miłośnikiem powieści tego gatunku. Czytałem inne rzeczy. Filmy kryminale tak, ale nie książki. Wkręciłem się. Od napisania „Brudnej gry” przeczytałem kilkadziesiąt kryminałów. Pisanie sprawia mi dużo przyjemności, choć jest to ciężka i wymagająca praca. „Brudna gra” i „Sam na sam ze śmiercią” to setki godzin spędzone przed komputerem. Kiedy napisałem pierwszą stronę „Brudnej gry”, przestraszyłem się trochę, bo uświadomiłem sobie, jaka czeka mnie praca. Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie porwałem się z motyką na słońce (śmiech). Gdy po trzech tygodniach miałem blisko sto tysięcy znaków, wiedziałem, że jest nieźle i dam radę.

Domyślam się, że pogodzenie obowiązków zawodowych z pisarstwem nie jest łatwe. Jak ci się to udaje?

Pisze w okresach, kiedy jest mniej pracy i mogę powierzyć większość moich obowiązków innym. Przeważnie jest to przełom roku.

Co przyszło pierwsze: kryminał czy sportowe tło?

W „Brudnej grze” najpierw pojawiło się sportowe tło, z którego wykluła się historia kryminalna. W „Sam na sam ze śmiercią” było dokładnie odwrotnie. Najpierw zaplanowałem dalsze losy inspektora Wolskiego i intrygę, w którą będzie uwikłany, a potem zdecydowałem, w jakiej dyscyplinie sportu osadzę akcję.

Czy któryś z tych elementów lubisz bardziej?

W tym momencie na prowadzenie wysuwa się „kryminał”. Ale niewykluczone, że po kolejnej książce to się zmieni. Lubię budować intrygę, tworzyć wątki prowadzące donikąd, byleby zmylić czytelnika. Lubię wprowadzać nowe postaci, potencjalnych podejrzanych lub świadków. Druga książka jest inna niż pierwsza, bardziej skupiłem się na wątkach sensacyjnych i zaskakujących zwrotach akcji. Ale chcę się rozwijać i trzecia część przygód Wolskiego będzie inna niż druga. Mam nadzieję, że lepsza.

Nikodem-Palasz-wywiad3

Nie obawiasz się, że powieści wyjawiające sprawy, o których opinia publiczna milczy, mogą wpłynąć negatywnie na twoje życie prywatne bądź zawodowe?

Dobrze to ujęłaś – „milczy”. Co nie znaczy „nie wie”. Piszę o rzeczach powszechnie znanych. Kto z kibiców sportu nie słyszał o dopingu czy ustawianiu meczy? A korupcja w futbolu? Sprawa znana od lat, nie tylko na polskim podwórku. Ogólnie znane fakty i sytuacje wkładam w mój fikcyjny świat, w którym rządzi inspektor Wolski. Na kartach obu książek fikcja miesza się z prawdą. Jest wiele miejsc, które rzeczywiście istnieją w Warszawie. Bohaterowie kupują pączki u Bliklego na Nowym Świecie, jedzą śniadania w A?oli na Świętokrzyskiej, spotykają się w Ogrodzie Krasińskich. Kluczowa strzelanina ma miejsce na Placu Inwalidów. A z drugiej strony wprowadzam czytelnika w niesiniejący świat sportu. Celowo wiele rzeczy koloryzuję, przerysowuję. Mam nadzieję, że czytelnik po lekturze moich książek zastanowi się nad kondycją współczesnego sportu.

Wiesz wiele na temat sportu, ponieważ to część twojej pracy, jednak co wpływa na to, że potrafisz tak sprawnie poruszać się w obszarze kryminalnym?

Piszę o prawdziwych problemach współczesnego sportu, ale tworzę fikcję. Sfera kryminalna jest całkowicie wymyślona. Nie mam i nigdy nie miałem nic wspólnego z policją. Nie mam też doświadczeń „sądowych”, jak na przykład Kasia Bonda, która napisała świetne „Polskie morderczynie”. Pracowała jako sprawozdawca sądowy, przeprowadziła później wywiady z kilkunastoma kobietami skazanymi za morderstwa. Moja wiedza, nazwijmy ją „kryminalna”, pochodzi z lektur, telewizji, prasy, kina i seriali. Tak, seriali. Świat zbrodni, gliniarzy, przestępców czy nawet wątek KGB, który pojawia się w „Sam na sam ze śmiercią”, są wytworami mojej wyobraźni, choć inspirowane otaczającym światem. Nie jestem i nie będę jak reżyser Patryk Vega, który rozmawiał z wieloma policjantami, a potem stworzył serial „Pit Bull”, a dziś wydał książkę o „prawdziwych” psach. Nie muszę wchodzić w środowisko gliniarzy czy półświatka, żeby o nim pisać. Mam wyobraźnię. Ale nie chcę przez to powiedzieć, że pracę Vegi oceniam negatywnie. Wręcz przeciwnie. To właśnie dzięki takim produkcjom jak Pit Bull czy książkom o tak zwanych „prawdziwych psach” nie muszę wnikać w jakieś środowisko. Mimo że tego typu książki są czasem mocno rozczarowujące, tak było w przypadku książki o losach Dariusza Lorantego, to mogę tam znaleźć coś, co mnie zainspiruje. Czasem jest to jedno zdanie. Uważam, że warto przeczytać słabą książkę dla jednego dobrego zdania czy akapitu.

Nikodem-Palasz-wywiad4

Podkreślasz, że tworzysz fikcję, jednak jest coś takiego w twojej prozie, co sprawia wrażenie, że po prostu wiesz, o czym piszesz, także w przypadku wątków kryminalnych.

W swoich książkach puszczam oko do czytelnika, i mam nadzieję, że czytelnik to wyczuje. Bawię się konwencjami, wymyślam, prowokuję, czasem celowo przekraczam granice. Chcę, żeby czytelnik spędził kilka emocjonujących wieczorów z moimi książkami. Ale lepiej niech nie doszukuje się w nich portretu współczesnej policji, z jej ciemnymi stronami i słabościami systemu. Badania kryminologiczne nie mają tu znaczenia, choć czasem pada jakieś nawiązanie do różnych technik kryminalistycznych. Lepiej nie myśleć, jak w danym momencie zachowałby się prawdziwy policjant, bo straci się przyjemność z czytania. Słyszałem różne opinie na temat inspektora Wiktora Wolskiego. Że w „Sam na sam ze śmiercią” jest nadpobudliwy, agresywny, że lata z berettą po Warszawie jak wariat i wali po gębie. Że to nieprawdopodobne. I dobrze, bo tak ma być! To literatura sensacyjna, a nie powiastka filozoficzna, Wolski nie będzie spacerował po Łazienkach z Kantem pod pachą, tylko będzie strzelał i bił, kiedy zajdzie potrzeba. Jeden z czytelników napisał do mnie, że Wolski jest jak polski Bryan Mills z „Uprowadzonej”. Dla mnie to świetna ocena.

Czym kierujesz się w doborze tematów? Dlaczego właśnie tenis i piłka nożna, a w kolejnej odsłonie ? boks?

Po pierwsze, istotne jest to, czy dana dyscyplina jest ciekawa, czy będę mógł wciągnąć czytelnika. Po drugie, ważne jest, jakie dana dyscyplina może kryć tajemnice. I po trzecie: czy mogę czymś zaskoczyć odbiorcę? W przypadku tenisa zaskoczenie było spore, wiem to od czytelników. Tenis ma opinię białego sportu, a tu takie brudy się ukazują, gdy tę biel odchylić… W kolejnej być może opiszę boks, ale jeszcze nie jest to postanowione na sto procent. Jeszcze się zastanawiam.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz

Tagi: , , , , , , ,

Kategoria: wywiady