banner ad

Przysięgam, był martwy, gdy go zakopywaliśmy

20 października 2013

NowożeńcyThomas Ott, Tab Murphy, Thomas Jane „Nowożeńcy”
Ocena: 8 / 10

Jak mawia jankeskie porzekadło, co się wydarzy w Vegas, zostaje w Vegas. Łatwo powiedzieć, kiedy pewne zmory z przeszłości uparcie ciągną się za człowiekiem. Znakomity komiks „Nowożeńcy” ma dla czytelnika kilka dobrych rad: bacz ile pijesz, z kim sypiasz, jak prowadzisz auto i wreszcie – kogo owym autem rozjeżdżasz.

Podziwiam Thomasa Otta. Kunszt, z jakim ten szwajcarski artysta operuje mrowiem kresek w swoich przypominających litografie ilustracjach, może się tylko równać umiejętności snucia historii bez użycia śladowych choćby dialogów. A kiedy nie tworzy komiksów w rodzaju znanych już w Polsce „Exit”, „Cinema Panopticum” czy „Numer 73304-23-4153-6-96-8” (tak, ten tytuł musiałem zsamplować z sieci), udziela się w formacji Beelzebub grającej psychobilly. W gruncie rzeczy chyba żaden inny gatunek muzyki nie pasuje tak dobrze do jego twórczości.

W przeciwieństwie do wspomnianych tytułów „Nowożeńcy” nie są w pełni autorskim dziełem Szwajcara. Za kanwę komiksu posłużył bowiem thriller „Dark Country” w reżyserii Thomasa Jane?a. Jane, pomysłodawca filmu i odtwórca głównej roli, doczekał się zresztą należnych „credits” na okładce, obok scenarzysty Taba Murphy?ego. Szczęśliwie nie mamy jednak do czynienia z adaptacją 1:1. Szczęśliwie, bo kino i komiks łączy najwyraźniej bardzo bliskie pokrewieństwo, skoro wspólne związki obojga zbyt często dawały w przeszłości upośledzone potomstwo.

Nowożeńcy - rysunek

Fabuła jest prosta jak asfaltowa wstęga na pustkowiu Nevady. Mężczyzna poznaje w Las Vegas (przyjmijmy, że to Las Vegas, bo akurat w komiksie nie jest to stwierdzone expressis verbis) kobietę. Alkohol sprzyja nawiązywaniu kontaktów, toteż skutecznie przekonuje ją, że jest dla niej lepszym partnerem niż stalowa rurka w klubie go-go. Biorą ślub, wsiadają w auto, jadą w siną dal. Chwila nieuwagi za kółkiem sprawia jednak, że gdzieś „in the middle of nowhere” nowożeńcy potrącają faceta. „Przysięgam, był martwy, kiedy go zakopywaliśmy” ? mógłby zeznać po wszystkim mężczyzna. Ale nie zezna i to nie tylko dlatego, że jak każdy inny bohater Otta jest zupełnie niemy.

Wprawdzie oś fabularna „Nowożeńców” sprowadza się do pętli, z jakiej korzystano wcześniej wiele razy (przykład pierwszy z brzegu ? „Chimeryczny lokator” Topora), to tutaj zostaje ona bardzo zręcznie zawiązana. Ott udatnie nawiązuje dialog z tak bliską mu przeszłością – tradycją literatury pulpowej i komiksowymi makabreskami z EC Comics, a gdyby to na bazie jego komiksu miał powstać film, nakręcić musieliby go chyba Lynch z Carpenterem. Ilustracje to tradycyjnie klasa sama w sobie. Bacz zatem, co robisz w środku nocy na hajłeju w Nevadzie i… jakie komiksy czytasz.

Sebastian Rerak

Tematy: , , , , ,

Kategoria: recenzje