banner ad

Anna Iwaszkiewiczowa, Zofia Tołstojowa, Maria Kasprowiczowa, Nadieżda Mandelsztam bohaterkami książki „One. Kobiety, które kochały pisarzy”

19 grudnia 2014

one-kobiety-kochaly-pisarzy-premiera
Jarosław Iwaszkiewicz twierdził, że najważniejszą rzeczą dla młodego poety jest dobrze się ożenić. Zdaniem Katarzyny Bondy pisarze są w lepszej sytuacji niż pisarki. Mają żony, które ogarniają im życie, by oni mogli przeżywać bóle twórcze. Te cztery kobiety różniło niemal wszystko ? czas i miejsce urodzenia, status społeczny i osobowość. Łączyła ? życiowa rola: żony wielkiego pisarza grana z poświęceniem przez lata. Anna Iwaszkiewiczowa, Zofia Tołstojowa, Maria Kasprowiczowa, Nadieżda Mandelsztam to bohaterki nowej książki Radosława Romaniuka „One. Kobiety, które kochały pisarzy”, która ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej Wilk & Król.

Spędziły życie w cieniu sławnych mężczyzn, dbając o dom, rodząc dzieci, zamykając drzwi gabinetów, by mężowie mgli w spokoju tworzyć. Ale były kimś więcej niż opiekunkami i strażniczkami rodzinnego ogniska. To indywidualistki, silne osobowości godne swoich znanych partnerów. Kiedy trzeba czułe, kochające, wierne, poświęcające się dla rodziny. Kiedy indziej ? bezkompromisowe, niezłomne, walczące o siebie i własną niezależność. W „Onych” Radosław Romaniuk zagląda do pisarskich kuchni i sypialni, aby opowiedzieć nam, jak wyglądało codzienne życie z legendą literatury. Każda z opisanych opowieści z powodzeniem mogłaby posłużyć za kanwę filmowego scenariusza.

anna-jaroslaw-iwaszkiewiczowie

Anna i Jarosław Iwaszkiewiczowie – razem przeciw światu

Poznali się 1 lutego 1922 roku i potem przez 57 lat świętowali ten dzień. Zauroczona poetą Anna zerwała dla niego zaręczyny z księciem Radziwiłłem. Zrobiła to wbrew woli rodziny. Ojciec „był wściekły na córkę, że zamiast za księcia wyszła za mąż za głodomora, pederastę i w dodatku poetę”. Jarosław podjął decyzję o ślubie wbrew radom przyjaciół, którzy wróżyli, że małżeństwo z Anną potrwa maksymalnie 6 tygodni. Tymczasem Iwaszkiewiczowie spędzili wspólnie blisko 60 lat. Na świat przyszły dwie ich córki: Maria i Teresa. „Była to prawdopodobnie tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia” ? pisze Radosław Romaniuk ? „najrzadszy i (wbrew pozorom) najbardziej skomplikowany rodzaj miłości. Maria Iwaszkiewicz, mówiąc nie tylko o rodzicach, przywołuje trzy elementy, które składają się na prawdziwie szczęśliwy związek: małżeństwo, miłość i sfera erotyczna, by stwierdzić, że związek rodziców ? prawdziwie długi i szczęśliwy ? zdawał się obywać bez nich”.

Byli parą pełną kontrastów zarówno pod względem charakterów jak i cech fizycznych „on wielki, raczej powolny, ona niska, szczupła. Chodziła szybko, jakby się wiecznie spieszyła”. Pozostali razem mimo konfliktów wewnątrz rodziny, romansów obojga, homoseksualnych skłonności Jarosława i poważnej choroby psychicznej Anny. To właśnie w najtrudniejszych momentach jednoczyli szyki i stawiali czoła światu. Jarosław zrezygnował z kariery dyplomatycznej, gdy Anna popadła w ciężką depresję, która w 1935 przybrała objawy kliniczne i zakończyła się pobytem w zakładzie zamkniętym. Nieufna wobec świata tylko męża nie odsunęła od siebie. Jarosław „spędzał w nią w Stawisku długie godziny rozmawiając, dając jej różne drobne prace do wykonania, jak porządkowanie książek czy notatek. Z początku całe dnie spędzali tak zamknięci razem, potem stan chorej zaczynał się poprawiać”.

Wojna ostatecznie uzdrowiła Annę. Zmienili wówczas Stawisko w miejsce schronienia dla potrzebujących. Pomagali Żydom, za co zostali uhonorowani medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Z wiekiem ich drogi zaczęły się rozchodzić także ze względów różnic politycznych. Jarosław przychylny komunistycznym władzom prezesował Związkowi Literatów Polskich. Ona znalazła swój azyl w żarliwej wierze. W ostatnich latach życia Anny powróciły jej problemy psychiczne. Zmarła 23 grudnia 1979 roku w Stawisku. On niecałe trzy miesiące później, 2 marca 1980 roku „wiedział, że nie będzie żył bez Anny”.

Anna Iwaszkiewiczowa była pierwszym czytelnikiem i krytykiem twórczości swego męża. Obdarzona nieprzeciętnym intelektem, intuicją estetyczną, ogarnięta pasją samorozwoju i doskonalenia sama pisała głównie do szuflady. Tłumaczyła prozę Prousta, powieści Verne?a i Alain-­?Fouriera, eseje Sartre?a, Gide?a, Saint-­?Exupéry?ego, Virginii Woolf. Własne eseje o literaturze publikowała w „Wiadomościach Literackich” pod pseudonimem Adam Podkowiński. Wydała tylko jedną książkę ? pod koniec życia tomik szkiców „Nasze zwierzęta” (1978). Po jej śmierci opublikowano jej „Szkice i wspomnienia” (1987), „Dzienniki i wspomnienia” (2000) oraz tomy korespondencji z mężem Jarosławem. Dowodzą literackiego talentu i niezwykłej wrażliwości autorki, zdominowanej przez lata przez silną osobowość męża.

maria-jan-kasprowiczowie

Maria i Jan Kasprowiczowie – piękność i poeta oparci o siebie

Młoda piękna Rosjanka i stary polski poeta poznali się wiosną 1907 roku w pociągu Rzym-­Neapol. On dobiegał 50, ona miała niespełna 20 lat. „Niewysoki, korpulentny pan o rumianej twarzy z lokiem nad wysokim czołem, twarzy, której hiszpańska bródka nadawała trójkątny kształt, nie mógł wywrzeć wrażenia powierzchownością. Wyglądał na lekarza lub kupca [?], ale nie na poetę, jak mogłaby go sobie wyobrażać” ? pisze Radosław Romaniuk. Ona z kolei była kobietą o wybitnej urodzie: „adorowano ją i obsypywano komplementami na temat jej rozumu i kobiecego wdzięku. Oświadczali się Marusi, przewracając gruntownie w głowie, starsi o kilkadziesiąt lat mężczyźni w rangach od porucznika do pułkownika”.

Wydawało się, że dzieli ich wszystko ? wiek, narodowość, religia, nastoletnie córki Jana z poprzedniego małżeństwa, brak wspólnego języka (rozmawiali po niemiecku). Po dwóch latach spotkali się ponownie rozpoczynając intensywną korespondencję. Ona pisała codziennie przekonana, że wszystkie przeszkody stojące na drodze ich miłości da się pokonać. Pociągała ją jego osobowość i żywy intelekt. Twierdziła, że czuje się stworzona by dawać natchnienie. Poecie pochlebiały jej uroda, elegancja i obycie towarzyskie. Dał temu wyraz w miłosnych wierszach, które zostały opublikowane w roku ich ślubu pod wspólnym tytułem „Chwile”. Maria miała rację ? uczucie pokonało bariery. Jan Kasprowicz, zagorzały wróg Rosji i Rosjan oświadczył się w 1911 roku w domu przyszłych teściów w Petersburgu. Demonstracyjnie założył z tej okazji góralską pelerynę. Został przyjęty.

Przed ślubem widzieli się 15 razy w ciągu 4 lat. Potem spędzili razem 15 lat, współtworząc słynny dom na Harendzie. Maria najpierw była muzą Jana, potem opiekunką. Z czasem zaczęli się od siebie odsuwać, różnica wieku zaczęła dawać o sobie znać. Maria wyprowadzała się od męża, romansowała. Mówiła, że chciałaby być „towarzyszką życia wszystkich poetów świata”. Jan zaś zrezygnował ze swoich praw, przedkładając jej szczęście ponad swoje. Wróciła, gdy zachorował. Tom „Mój świat” pisał w łóżku. Czytał jej wiersze, ona sporządzała czystopis. W dzienniku spisywała jego ostatnie słowa, pragnąc ocalić je od zapomnienia.

Po śmierci czuwała nad wypełnieniem testamentu, zabezpieczyła jego twórczość, a Harendę zamieniła w nieoficjalne muzeum z determinacją dążąc do budowy obok niego mauzoleum. Napisała 29 zeszytów wspomnień, które wydane pod wspólną nazwą „Dzienniki” wywołały skandal literacki z powodu szczerości autorki graniczącej z emocjonalnym ekshibicjonizmem. Po jej śmierci ukazały się jeszcze dwa tomy wspomnień: „W naszym górskim domu” (1969) i „Spadające księżyce” (2001).

lew-zofia-tolstoj

Zofia i Lew Tołstoj – związek pełny dzieci i pretensji

„Miała bardzo żywe usposobienie, z lekką skłonnością do sentymentalizmu, który łatwo przechodził w smutek. Nigdy nie oddawała się w pełni weselu czy szczęściu, którego życie nie szczędziło jej w młodości i pierwszych latach małżeństwa. Jakby nie dowierzała szczęściu, nie umiała go brać i cieszyć się nim bez zastrzeżeń” – czytamy w książce „One. Kobiety, które kochały pisarzy”.

Poznali się w Moskwie w 1862 roku. On miał 34 lata, ona ? 18. Narzeczeństwo trwało tydzień. Dla Zofii od początku była to relacja podporządkowania. Lew miał znane nazwisko, majątek, pomysł na wspólne życie. Dla niej wszystko kończyło się na życiu rodzinnym -­ za swój obowiązek uważała bycie wierną i kochającą żoną, oddaną matką. Tymczasem „potrzeby duchowe takiego człowieka, jak Tołstoj były wyjątkowe”. Buntował się przeciwko mieszczańskiej formie szczęścia. Wolał proste życie w szarej flanelowej koszuli. Troszczył się o wszystkich. Ona zazdrosna o cały świat, potrzebowała atencji i adoracji z jego strony. Szukała płaszczyzny porozumienia angażując się w jego pracę. Uczestniczyła w pracy nad dwiema wielkimi powieściami męża ? „Wojną i pokojem” oraz „Anną Kareniną”. Wiecznie zajęta domem, dziećmi, gospodarstwem tylko w nocy znajdowała czas, by przepisywać rękopisy męża. Nanosiła wielokrotne poprawki i korekty. Reprezentowała jego interesy w rozmowach z wydawcami.

Ich drogi zaczęły diametralnie się rozchodzić pod koniec lat 70 XIX wieku. Tołstoj postanowił porzucić doczesne zbytki, wybierając „życie dla Boga”. Jego pomysł, by rozdać wszystko, spotkał się z ostrym sprzeciwem Zofii. W wyniku kompromisu podzieli majątek między przyszłych spadkobierców. Tołstoj został bez własności prywatnej, oficjalnie nie posiadał nawet własnych ubrań. „Nigdy nie byli ze sobą całkowicie zgodni, bez względu na głęboką miłość, jaka ich łączyła” – pisze Romaniuk. On „nawrócony grzesznik”, literacki geniusz, wizjoner górujący siłą moralną oraz umysłem nad zwykłą kobietą broniącą rodzinnego gniazda i spokoju. Niekończące się kłótnie sprawiły, że Lew w końcu wyprowadził się z domu. Wkrótce potem ciężko się rozchorował. Nie było im dane pożegnać się i pogodzić przed śmiercią. Przeżyli 50 lat w małżeństwie pełnym niezrozumienia i wzajemnych pretensji. „Byłam z nim całe życie samotna” ? zapisała w dzienniku.

nadiezda-osip-mandelsztam

Nadieżda i Osip Mandelsztamowie – przyjaciele w niedoli

Byli raczej parą niż małżeństwem. Poznali się w święto pracy 1 maja 1919 roku w klubie artystycznym. Ślub wzięli z pobudek praktycznych, a nie romantycznych „gdy w myśl zaostrzonych przepisów komunikacyjnych nie chciano umieścić ich w tym samym przedziale pociągu Kijów-­Moskwa”. Od początku łączyła ich poezja. „Osip pisał w myślach, gdy skończył prosił żonę o zanotowanie tekstu” – zauważa Romaniuk. Z czasem rola Nadii jako opiekunki twórczości Mandelsztama rosła. Za krytykę władzy Osip został zesłany na trzy lata do Woroneża, a po krótkim okresie wolności ponownie aresztowany, skazany na łagry, których już nie przeżył.

Większość wspólnego życia spędzili na tułaczce. W Woroneżu pomieszkiwali w wynajętych pokojach, na letnich werandach, pracowali dorywczo, by przetrwać. Kiedy po wyroku odmówiono im zameldowania w Moskwie, żyli z pożyczonych, nigdy nie oddawanych pieniędzy. Potem Nadia dorabiała zbieraniem malin, łowieniem ryb, pracą w fabryce. Gdy Osip trafił do łagrów nauczyła się myśleć o nim jak o zmarłym „Teraz nawet nie patrzę w niebo. Jeśli zobaczę chmury, komu je pokażę?” – mówiła.

Celem i sensem jej życia stało się zapamiętywanie i przechowywanie poezji Mandelsztama. „Każdy kolejny dzień rozpoczynała od powtórzenia wybranej partii tekstu, czujnie śledząc, czy w jej pamięci nie zaciera się skomplikowana faktura mandelsztamowskiej poezji” – czytamy w „Onych”. Na początku lat 60. opracowała najpełniejszą jak mogła antologię poezji Osipa i przekazała na Zachód. Dzięki temu w 1964 roku w Waszyngtonie ukazał się pierwszy dwutomowy zbiór dzieł Mandlesztama. Po spełnieniu tego obowiązku zdecydowała się na spisanie losów Osipa tworząc opowieść o mechanizmach komunistycznego zniewolenia.

Mandelsztamowie nie mieli dzieci. Wspólnie zdecydowali, że nie chcą na ten świat powoływać nowych ludzi. W trudnych chwilach mogli liczyć tylko na siebie. Osip kilkakrotnie podejmował próby samobójcze. By chronić go przed stanami lękowymi, które codziennie pojawiały się o tej samej porze, w „godzinie paranoi” Nadia przestawiała zegarki. Ich przyjaciółka Achmatowa tak zapamiętała ten związek: „Osip kochał Nadię niewyobrażalnie, niewiarygodnie. (…) Nie opuszczał jej nawet na krok, nie pozwalał pracować, był strasznie zazdrosny, prosił o radę co do każdego słowa w wierszach. Niczego podobnego w życiu nie widziałam”.

Sposobem na przetrwanie trudnych lat okazało się dla Nadieżdy leżenie. „Odkryła leżenie jako sposób na życie we dwoje w ciasnym pokoju i jako sposób na własne wewnętrzne życie. Leżała więc powszednio i odświętnie, czytając Szekspira w oryginale, myśląc, rozmawiając, słuchając rozmów. Nie robiąc nic, śmiejąc się lub płacząc, udając, że śpi, śpiąc lub usiłując spać. Leżała, paląc papierosy i jedząc konfitury ze słoika. Leżała, przyjmując gości, pisząc listy i kolejne niebezpieczne tomy wspomnień. Leżąc, powtarzała zachowane w pamięci utwory męża, modliła się, udzielała niebezpiecznych wywiadów korespondentom zachodnich pism. Bała się, egzaminowała gości 'z Mandelsztama’, zarządzała spuścizną literacką męża. Leżała filozoficznie, konsekwentnie, buntowniczo. Głęboko i poważnie” – czytamy w „Onych”.

„One. Kobiety, które kochały pisarzy” Radosława Romaniuka to cztery barwne kobiece życiorysy, które wraz z archiwalnymi zdjęciami i stylowymi rysunkami układają się w pięknie wydaną opowieść o koegzystencji wielkiej sztuki i codzienności. Książka ukazała się w grudniu nakładem niewielkiej Oficyny Wydawniczej Wilk&Król.

fot. Iwaszkiewiczów: Stanisław Wilhelm Lilpop, Wikimedia Commons
fot. Karpowicza: Polona/Biblioteka Narodowa
fot. Tołstojów: Wikimedia Commons
fot. Mandelsztama: NKWD

Tematy: , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: premiery i zapowiedzi