banner ad

Thomas Dunn English wspomina Edgara Allana Poego: „niewielka ilość alkoholu mogła wstrząsnąć jego rozsądkiem”

19 stycznia 2015

edgar-alan-poe-pijak
W październiku 1896 roku emerytowany amerykański polityk, a wcześniej także pisarz i twórca piosenek, Thomas Dunn English, napisał dla nowojorskiego „Independent” serię czterech artykułów wspominkowych o Edgarze Allanie Poem, z którym przyjaźnił się przez siedem lat. Znajomość zakończyła się w atmosferze skandalu – panowie pobili się i zerwali ze sobą wszelkie kontakty. Choć English przez całe życie wypowiadał się przeciwko autorowi „Zagłady domu Usherów”, obstając jednocześnie po stronie jego największego krytyka, Rufusa Wilmota Griswolda, u kresu swych dni zdobył się na ten gest, aby obronić nieżyjącego już wówczas od 47 lat pisarza przed padającymi zewsząd zarzutami o pijaństwo. Oto treść jego wspomnień:

W 1839 roku współpracowałem z „Gentleman’s Magazine” Burtona, podobnie jak wcześniej, gdy gazetę publikował Alexander. Pewnego dnia przebywałem akurat w biurze, kiedy Burton przedstawił mnie Poemu i jako dwaj nowi znajomi zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. Byłem pod niesamowitym wrażeniem aparycji i manier autora. Nosił zwykły i dość znoszony czarny garnitur, który wcześniej został starannie wyszczotkowany, toteż materiał szczególnie wyróżniał się czystością. Jego oczy były duże, jasne i przenikliwe, jego maniery przyjazne i wyrafinowane, a ton głosu ujmujący. Krótko potem wyszliśmy razem z gabinetu i poszliśmy wzdłuż ulicy, pogrążeni w rozmowie. Rozstaliśmy się na Chestnut Street kilka przecznic powyżej Trzeciej, ukontentowani sobą nawzajem. Nie było więzów sympatii pomiędzy mną i Poem oprócz podziwu, jaki miałem dla jego niewątpliwego geniuszu, ale gdy miesiące mijały nasza zażyłość wzrosła i stałem się częstym gościem w jego rodzinie. Pani Poe była wrażliwą damą z nutą wyrafinowania i dobrego wychowania, a pani Clemm miała w sobie więcej z matki niż z teściowej. To było trochę przed tym, zanim odkryłem cokolwiek niewłaściwego w nawykach Poego. Ale incydent, który zdarzył się w tym samym czasie, kiedy w liście do Snodgrass przysięgał on 'przed Bogiem’, że jest wstrzemięźliwy, otworzył mi oczy na inną stronę jego charakteru. Jednej nocy, zmierzając w stronę domu, przechodziłem przez ulicę, gdy zobaczyłem kogoś zmagającego się w daremnej próbie podniesienia się z rynsztoka. Zakładając, że osoba ta potknęła się i upadła, pochyliłem się i pomogłem jej powstać. Ku mojemu zdumieniu odkryłem, że to był Poe. Rozpoznał mnie i był bardzo wylewny. Zaoferowałem, że odprowadzę go do domu, ale pojawiły się pewne problemy, by zapobiec jego wyraźnemu pragnieniu przyglądania się chodnikowi z bliska. Udało mi się przetransportować go przez frontową bramę dziedzińca aż pod drzwi. Dom stał w oddali i był właściwie tylko częścią domu. W tamtym czasie w Filadelfii mieli zwyczaj budowania domów tak, żeby schody znajdowały się pomiędzy jadalnią i kuchnią od tyłu, a salonem od przodu. Właściciel tego domu zbudował jedynie tylną część, a ziemia, gdzie w przyszłości powinien stanąć front, przemieniona została w trawnik ogrodzony kwiatami naprzeciw przyległego muru. Zapukałem do drzwi i otworzyła pani Clemm. Podniosła głos i zaczęła krzyczeć: „Spiłeś Eddiego, a potem przyprowadziłeś do domu”. Już odwracałem się, ale Poe chwycił mnie za ramię i powiedział: „Nie przejmuj się starą, wejdź”.

Thomas Dunn English

Thomas Dunn English

Wyswobodziłem się z jego uchwytu i powiedziawszy pani Clemm, że jeśli ponownie znajdę Eddiego w rynsztoku, zostawię go tam, udałem się w swoją drogę.

Trzy dni po tym, gdy zobaczyłem Poego – bo jeśli dobrze pamiętam przez następne dwa dni nie pojawił się w biurze – był mocno zawstydzony całym zajściem i zapewniał, że to była niespotykana u niego rzecz i nigdy się już nie powtórzy.

Przez kilka tygodni widywałem Poego w biurze, jak i poza nim, pracowitego niczym bóbr. W tym czasie nie zauważyłem żadnych innych aberracji. Potem usłyszałem od dwóch lub trzech osób, że znaleziono Poego nocą na ulicy kompletnie pijanego i zaprowadzono do domu. Jednakże nie miałem okazji zobaczyć go w opisanym stanie; to było niedługo przed tym, gdy zadzwoniłem do biura magazynu, a następnie natrafiłem na Poego odzianego i przy jak najbardziej zdrowych zmysłach.(…)

Mówi się raz po raz, że Poe był nałogowym pijakiem. To nieprawda. Jego przestępstwa przeciwko trzeźwości popełniane były w nieregularnych odstępach czasu. Nie miał tej fizycznej natury, która pozwalałaby mu stać się regularnie pijącym. Bardzo niewielka ilość alkoholu mogła wstrząsnąć jego rozsądkiem. Jak mówił John R. Thompson, wieloletni redaktor „Southern Literary Messenger”, przy jednej okazji Poe wypił całą szklankę brandy i nie wywarło to na nim żadnego efektu. Pan Thompson był dżentelmenem o najwyższej reputacji w dziedzinie prawdy i honoru, toteż nie mogę wątpić w jego słowa, ale Poe musiał wówczas pracować w stanie jakiegoś silnego pobudzenia, które zneutralizowało siłę stymulatora. Na ile mogłem zaobserwować przy dwóch okazjach, wiem, że jeden kieliszek alkoholu wpływał na niego w sposób widoczny, a drugi lub trzeci wprawiał go w upojenie. Zawsze był chory po takich ekscesach, a choroba trwała od jednego do kilku dni. Był skruszony i obiecywał w przyszłości zrezygnować z używek całkowicie. Kiedy go znałem, nie był pijakiem. Kim stał się potem, nie mogę powiedzieć(…)”.

Artykuł ukazał się w magazynie „Independent” (Nowy Jork) z dnia 22 października 1896 roku.

Przetłumaczył i opracował: Artur Maszota
rys. Eduardo Marticorena

Tematy: , ,

Kategoria: przedruki