banner ad

Krótki kurs autoreklamy wg Stephena Kinga, czyli przychodzi Joe Hill do ojca z prośbą o poradę

22 maja 2017


Nawet najbardziej poczytni pisarze stawiali kiedyś pierwsze kroki w świecie wydawniczym. Musieli rozsyłać swoje opowiadania i powieści do bezdusznych redaktorów, licząc na to, że któryś w końcu dostrzeże iskierkę (a najlepiej płomień) talentu i odpisze: „Wydamy pańską książkę”. Nie inaczej było z Joem Hillem, amerykańskim autorem horrorów. Pod koniec lat 90. postanowił dać szansę losowi i wysłać jedno ze swoich opowiadań do pewnego magazynu (autor nie ujawnił niestety, o które konkretnie czasopismo chodziło). Mając w pamięci, że zgodnie z dobrą praktyką tekst powinien być opatrzony jakimiś komentarzem ? który przy dobrych zdolnościach PR-owych może załatwić połowę roboty ? poprosił swojego ojca o pomoc w napisaniu listu przewodniego. W tym miejscu należy przypomnieć, że Joe Hill to jedynie pseudonim literacki. Pełne nazwisko autora brzmi: Joseph Hillstorm King. I nie, nie jest to zbieżność nazwisk.

List, który tata Stephen King napisał na prośbę syna, brzmi następująco:

Drogi Fagasie,

oto czym jest prawdziwy TALNIET! Czy wyślicie mi duży czek SZYBKO, bo kończą mi się PINIĄDZE na NARKOTYKI, a to (NARKOTYKI) daje mi najlepszą inzpirację. To PRAFDZIWA GRATKA, więc nie czekajcie, żeby je kupić, kupcie je TERAZ. Czytają je też EXQUIRE i FRANCIS LOUIS COPPERHEAD. Ale Wy jesteście pierwsi w kolejce, bo lubię kręci mnie to zboczone GÓWNO, które publikujecie w swoim magasynie (tylko żartowałem).

Podpisano,

JOE HILL

W liście jest mnóstwo celowych błędów ortograficznych i niedoróbek. Warto więc zapoznać się z jego oryginalną wersją, którą publikujemy poniżej. King senior rozbrajająco zadrwił z syna, a styl, w jakim to zrobił, docenił także Joe Hill. Nie ma pewności, czy do śmiechu było mu już w momencie, kiedy ojciec wręczył mu napisany przez siebie tekst, ale z pewnością z dużym rozbawieniem myśli o całej sytuacji po latach. Do tego stopnia, że postanowił niedawno opublikować zdjęcie listu na swoim profilu na Twitterze. Co tu dużo mówić: na ojców zawsze można liczyć!

Na koniec warto także wspomnieć, że Joe Hill swoje prawdziwe nazwisko ukrywał bardzo długo ? wszystko po to, by nie zarzucano mu, że robi karierę na fali popularności ojca. Hill debiutował w 1997 roku, a rodzinne konotacje odkrył przed światem dopiero prawie 10 lat później, kiedy jego opowiadania zdążyły zostać nagrodzone prestiżowymi nagrodami, a on sam zyskał uznanie czytelników.

Poniżej możecie zobaczyć listy odmowne, które zdążył w międzyczasie uzbierać.

Opracowanie i tłumaczenie: Katarzyna Figiel
fot. Joe Hill

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: listy