banner ad

Przeczytaj fragment najnowszego kryminału Małgorzaty i Michała Kuźmińskich pt. „Pionek”

30 marca 2016

pionek-fragment
Nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego ukazał się nowy kryminał Małgorzaty i Michała Kuźmińskich. W „Pionku” powracają znani z wcześniejszej „Ślebody” antropolożka Anna Serafin i dziennikarz Sebastian Strzygoń. Tym razem prowadzą niebezpieczną grę ze śląskim seryjnym mordercą zwanym Wampirem z Szombierek. Poniżej możecie przeczytać fragment książki.

Zabrze, dworzec PKP,
4 marca 1992, godz. 23.15

Żółto-niebieski pociąg, którego korpus ginął pod lepkim brudem, ruszył leniwie, ciągnąc za sobą woń smaru, transformatora i kibla.

Baśka poprawiła okulary, zapięła dżinsową kurtkę i rozejrzała się po jedynym w Zabrzu peronie. Czuła się brudna, wymięta i wyczerpana, a w dodatku senna od wina, które piła z dziewczynami z akademika. Wlokła się tu z Krakowa, a jutro wieczorem czeka ją powrót. Rezygnować z przyjazdu jednak nie chciała.

Zwykle przyjeżdżała do domu w piątki wieczorem, ale tym razem sobotnie przedpołudnie to był jedyny czas, żeby popracować nad projektem zajęć dla klas 1?3 na praktyki. Zachciało się jej studiować pedagogikę, to proszę bardzo: mając dwadzieścia trzy lata, siedziała na podłodze w akademiku i wycinała zwierzątka z kolorowego papieru.

Ale Karol nalegał, żeby przyjechała i tak. Miała na weekend wolną chatę, a on kusił przez telefon opowieściami, co kupił w jednym z tych sex-shopów, które wyrastały na całym Śląsku jak grzyby po deszczu. Aż kazała mu przestać, bo rozmawiała przecież z aparatu na żetony przy portierni i miała wrażenie, że wszyscy słyszą. Przynajmniej na pewno widzą jej rumieńce.

A teraz go nie było.

Przyszło jej do głowy, że może wziął od ojca poloneza i czeka w nim przed stacją. Przemknęła przez przejście podziemne do hali dworca, czując spojrzenie menela, którego alkoholowy fetor przedzierał się nawet przez gryzący w oczy zapach lizolu. Rozejrzała się przed budynkiem. Ani śladu. Była już naprawdę zła. Nerwowym krokiem, taszcząc wytarty plecak i reklamówkę z Aldi pełną bielizny do prania, przeszła kawałek w kierunku ulicy Wolności, z nadzieją, że może zaparkował gdzieś tam. Zatrzymała się bezradnie na rozwidleniu, przed ginącą w półmroku sylwetą dawnego hotelu Admiralpalast, przypominającą rufę okrętu.

Zastanawiała się czasami, czemu jeszcze jest z Karolem. Znali się od podstawówki, ale ona wyjechała na studia, a on chwytał się rozmaitych robót tu na miejscu, choć każdy z odrobiną oleju w głowie wiał stąd przed bezrobociem ile sił w nogach.

Wcisnęła się do budki telefonicznej, wrzuciła żeton i wykręciła numer.

? Baśka, przepraszam ? wymamrotał Karol. ? Nie mogę przyjechać, stara jest chora, musiałem przy niej zostać.

Rzuciła słuchawką.

Do siebie na Korczoka miała stąd pół godziny piechotą. A na taksówkę przecież jej nie stać, chociaż ostatnio się ich namnożyło. Kto tracił robotę w przemyśle, starał się o jakiegoś zdezelowanego merca z Niemiec i zostawał taryfiarzem.

Wściekła, ruszyła ulicą Wolności w stronę Stalmacha i skręciła w bitą drogę, żeby skrótem dojść do Cmentarnej. Było pusto, zaczynało mżyć. Coraz bardziej marzła. I po prostu nie chciało jej się wierzyć. Szlachta gliwicka, familia wielka, ważni, bo mają ciotkę w Monachium. Na nią patrzą jak na wieśniaczkę, że ich synuś, Karliczek kochany, pcha się w taki mezalians, frelkę z Zabrza se znalazł. A sami to co? Totalna degrengolada, odkąd Karola stary stracił robotę w hucie.

Skończyły się latarnie. Ciemności gęstniały. Baśka nagle zdała sobie sprawę, że trzeba było się wrócić do przejścia podziemnego i pójść normalnie, przez Pawliczka. Byłoby i bliżej, i raźniej. I bezpieczniej. Bo przecież tutaj zaraz zaczynała się Zandka, osiedle latających siekier, gdzie nawet milicja ? a teraz policja ? bała się przyjeżdżać. Ale przez tyle lat w Zabrzu nigdy nie spotkało jej tu nic złego. Tyle razy od dzieciństwa chodziła ścieżką przy koksowni, że ruszyła tędy odruchowo. Teraz czuła, że każdy dźwięk słyszy jakby wyraźniej, każdy szelest i chrobot sprawiał, że przebiegały ją ciarki. Pod jej stopami chrzęścił żwir. Mżawka stawała się coraz bardziej dokuczliwa. Było diabelnie ciemno. Chciało jej się płakać.

Już niedaleko do kładki nad torami, a potem wzdłuż koksowni, koło zbiorników na paliwo z czasów wojny, ścieżką, która po dawnym zakładzie odziedziczyła nazwę Skalley. Koksownia była tu od zawsze, stanowiła scenerię dziecięcych zabaw, wystawała zza poszarzałych od pyłu drzew i budziła nad ranem smrodem zgniłych jaj. Dopiero gdy Baśka w liceum obejrzała na wideo Mad Maxa, zdała sobie sprawę, że swojski krajobraz jej sąsiedztwa tak naprawdę przypominał postapokaliptyczny świat, gdzie niedobitki cywilizacji próbują z resztek zorganizować sobie warunki do życia.

Ścieżka zmieniła się w drogę z betonowych płyt. Wychodziła spomiędzy drzew, w pogrążoną w ciemnościach otwartą przestrzeń, pośród której widniały jeszcze tu i ówdzie brudne łachy śniegu. Baśka przystanęła, czując, jak zaciska się jej krtań. Nic nie słyszała, tylko krople dżdżu szeleściły na reklamówce, którą niosła. Zdawało jej się, że ktoś za nią idzie. Ale chyba tylko się jej zdawało. Rozejrzała się po skarlałych krzewach.

Pchnął ją z całych sił. Runęła na ziemię. Skoczył na nią i złapał ramionami w kleszcze, próbując zakneblować jej usta. Złamane okulary rozcięły jej skórę koło oka, gdy uderzyła głową w betonową płytę.

? Dawaj mi…! ? sapał jej nad uchem, czuła jego oddech na szyi. ? Dawaj mi! Dawaj!

Zwierzęce przerażenie popłynęło przez tętnice. Wyprężyła się, szarpnęła z całych sił, wbiła zęby w dłoń zakrywającą jej usta. Wrzasnął. Złapał ją za kołnierz. Kurtka ją przydusiła, ale Baśce udało się wyrwać. Trzasnęła koszulka, pękł srebrny łańcuszek. Dziewczyna złapała oddech. Krzyknęła z całych sił, wibrująco, wysoko.

? Cicho!!! ? zawył. ? Cichooo!!!

Zerwała się. Rzucił się na nią. Wzięła oddech, żeby krzyknąć raz jeszcze. Zamachnął się.

To było jak mocne uderzenie, ale rozlało się ciepłem wokół jej piersi. I jeszcze jedno. I jeszcze.

Powietrze uszło z jej płuc, gdy upadła na plecy.

Popatrzył najpierw na nóż. Potem na jej szeroko otwarte, błyszczące w półmroku oczy. Na krew wsiąkającą w dżinsową kurtkę. Na łańcuszek, który został mu w dłoni. Zagryzł zęby na zaciśniętej pięści. Zacisnął powieki. Ponownie otworzył oczy. Nie mógł oderwać wzroku od jej twarzy. Jej martwe spojrzenie paliło. Jęknął. Porwał jej plecak i reklamówkę. Zorientował się, że są w niej ubrania. Bielizna.

Wyszarpnął garścią pierwsze z brzegu pary majtek. Pochylił się nad ciałem dziewczyny. I pieczołowicie, czule wręcz, rozrzucił je na jej martwej twarzy.
(…)

pionekMałgorzata i Michał Kuźmińscy „Pionek”
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 436

Opis: W gliwickim parku zostaje brutalnie zamordowana młoda dziewczyna. Przypomina to lokalnej społeczności o seryjnym mordercy, który zabijał kobiety w Bytomiu, Gliwicach i Zabrzu. Skazany za te zbrodnie Wampir z Szombierek niedługo wyjdzie na wolność. Niezależny dziennikarz Sebastian Strzygoń wraca do sprawy sprzed lat. Pomaga mu antropolożka Anna Serafin. To ona podejmuje się przeprowadzić wywiad z wampirem. Mnożą się pytania, komuś bardzo zależy, by przeszłość pozostała pogrzebana. Teraźniejszość też nie daje o sobie zapomnieć? Kto rozstawia pionki w tej niebezpiecznej grze?

fot. Grażyna Makara

Tagi: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek