banner ad

Pierwsze polskie wydanie „Vineland” Thomasa Pynchona. Przeczytaj fragment

7 października 2015

vineland-fragment
Nakładem oficyny Albatros ukazało się pierwsze polskie wydanie powieści „Vineland” Thomasa Pynchona! W czwartej, wydanej oryginalnie w 1990 roku książce czołowego postmodernisty wśród amerykańskich pisarzy napotkamy galerię kolejnych osobliwych postaci, jakie zwykle zaludniają karty jego książek: dawnych hipisów, wojowniczki ninja, astrologów, psychopatycznych prokuratorów, palaczy marihuany, a na dodatek całą listę zapomnianych już dawno piosenek oraz niezliczoną ilość odniesień do serialu „Star Trek”. Powieść ukazała się w przekładzie Jędrzeja Polaka.

Pewnego letniego poranka w roku 1984, później niż zazwyczaj, Zoyd Wheeler wychynął ze snu w słońcu sączącym się przez zwisający w oknie pnący fikus, przy wtórze szwadronu tupiących po dachu sójek. Śniło mu się, że sójki są gołębiami pocztowymi skądś zza oceanu, lądującymi jeden za drugim i znów zrywającymi się do lotu, przynoszącymi wiadomości, których, pośród rozedrganych światłem skrzydeł, odebrać na czas nie był w stanie. Pojmował, że to kolejny bolesny kuksaniec od wiadomych sił niemal na pewno powiązanych z listem, który nadszedł wraz z psychiatrycznym świadczeniem rentowym i przypominał mu, że jeśli przed upływem tygodnia nie odstawi publicznie jakiegoś wyskoku, przestanie się kwalifikować do renty. Wyjękolił się z łóżka. Gdzieś w dole wzgórza pracowały młoty i piły, a w radiu czyjejś furgonetki grała muzyka country. Skończyły mu się fajki.

Na kuchennym stole, obok pudełka płatków Count Chocula ? jak się okazało pustego ? znalazł wiadomość od Prairie. Tato, znów zmienili mi zmianę, więc pojechałam z Thapsią. Dzwonili z Kanału 86, mówili, że to pilne, powiedziałam im: spróbujcie go kiedyś dobudzić. I tak Cię kocham. Prairie.

? Znowu Fruit Loops ? mruknął do liściku. Nie są takie złe, kiedy posypie się je nesquikiem, w dodatku w różnych popielniczkach walało się kilka dających się dopalić petów. Spędziwszy w łazience tyle czasu, że więcej się nie dało, zabrał się za szukanie telefonu, dzwonienie do lokalnej stacji telewizyjnej i recytowanie tegorocznego komunikatu prasowego. Ale?

? Niech pan to lepiej sprawdzi jeszcze raz, panie Wheeler. Powiedziano nam, że zmieniono panu harmonogram.

? U kogo mam sprawdzić? Przecież sam to robię, nie?

? Wszyscy mamy się zameldować w Cucumber Lounge.

? Ale beze mnie, bo ja będę w Log Jam w Del Norte.

Co się dzieje z tymi ludźmi? Przecież Zoyd planował to od wielu tygodni.

Desmond leżał na ganku w okolicy miski, która za sprawą sójek, zrywających się z sekwoi i porywających psu jedzenie kawałek po kawałku, zawsze była pusta. Od jakiegoś czasu psia karma zmieniła nastawienie sójek do świata; niektóre, jak mówiono, ganiały za samochodami osobowymi i pick-upami przez całe kilometry i dziobały każdego, komu się to nie podobało. Kiedy Zoyd wyszedł, Desmond obrzucił go pytającym spojrzeniem.

? Kombinuj dalej. ? Zoyd pokręcił głową, widząc czekoladowe okruszki na pysku psa. ? Wiem, że cię nakarmiła, Desmond, i wiem też, czym cię nakarmiła. ? Pies odprowadził go aż do bierwion na opał, machając ogonem na znak, że nie czuje urazy, wpatrywał się w swojego wyjeżdżającego tyłem na leśny dukt pana, a w końcu odwrócił się i zajął własnymi sprawami.

Zoyd pojechał do Galerii Vineland i krążył przez chwilę po parkingu, wypalając połowę skręta, którego znalazł w kieszeni, po czym zaparkował furę i poszedł do More Is Less, dyskontu dla obfitszych kobiet, kupił barwną sukienkę koktajlową w dobrze wyglądających w telewizji kolorach, płacąc za nią czekiem, który ? jak przeczuwali oboje z ekspedientką ? był bez pokrycia i wyląduje przylepiony do kasy; następnie udał się do męskiej toalety na stacji benzynowej Breez-Thru, gdzie przebrał się w sukienkę i damskim grzebyczkiem utapirował to, co miał na głowie i na policzkach w kłębowisko, które ? jak miał nadzieję ? specjalistom od zdrowia psychicznego wyda się należycie zaburzone. Wrócił do samochodu, nalał do baku benzyny za pięć dolarów, wyjął ćwierć galonu oleju z trzymanej na tylnym siedzeniu skrzynki, znalazł lejek, wbił go w puszkę i dolał większość do silnika, z wyjątkiem odrobiny, którą zmieszał z benzyną i przelał do zbiorniczka maleńkiej eleganckiej, zapewne importowanej piły łańcuchowej wielkości karabinka maszynowego Mini-Mac, a potem ukrył piłę w płóciennej torbie plażowej. Znajomy Prairie, Slide, wyszedł z kantorka, żeby popatrzeć.

? O-o, czy to już pora?

? W tym roku też mnie to zaskoczyło. Chyba robię się na to za stary.

? Znam to uczucie. ? Slide pokiwał głową.

? Masz piętnaście lat, chłopie.

? I wszystko widziałem. Na czyje okno padnie w tym roku?

? Niczyje. Daję za wygraną, wyskakiwanie przez okna to przeszłość, w tym roku biorę małą piłę łańcuchową do Log Jam i przekonam się, co będzie dalej.

? Eee? może lepiej nie, panie Wheeler. Był pan tam ostatnio?

? No, wiem, że siedzą tam twardzi hombre, same skurczybyki, którym przez cały dzień drzewa zwalają się na łby, więc nie mają za bardzo cierpliwości do wygłupów, ale przemawia za mną element zaskoczenia, nie?

? Przekona się pan ? rzucił znudzony Slide.

Jasne, że tak, ale dopiero po zmarnowaniu mnóstwa czasu ? o wiele więcej, niż mogło znieść jego mocno nadwerężone poczucie humoru ? na stojedynce, a to z powodu konwoju przybyłych z innego stanu i objeżdżających ospale sekwoje kamperów Winnebago, pośród których na dwupasmowych odcinkach musiał hamować, redukować bieg i znosić multum nie zawsze przyjemnych uwag.

? Odwalcie się! ? wrzeszczał, przekrzykując silnik. ? Tak, to? eee? oryginalny Calvin Klein!

? Calvin nie szyje rozmiarów większych od czternastki! ? wołała do niego przez okno dziewczynka młodsza od Prairie. ? A ciebie trzeba zamknąć!

Okładka pierwszego amerykańskiego wydania "Vineland".

Okładka pierwszego amerykańskiego wydania „Vineland”.

Była już pora lunchu, kiedy w końcu dojechał do Log Jam, gdzie z rozczarowaniem stwierdził, że brakuje mediów, bo na świeżo wyasfaltowanym parkingu stały tylko maszyny z wyższej półki dla zamożniejszych klientów. Była to pierwsza z kilku nieprzyjemnych wiadomości z ostatniej chwili. Starając się myśleć pogodnie ? przyjmować, na przykład, że ekipy telewizyjne zwyczajnie się spóźnią ? Zoyd zabrał torbę z piłą, poprawił raz jeszcze fryzurę i wpadł do Log Jam, gdzie z miejsca zauważył, że wszystko ? począwszy od kuchni, aż po klientelę ? pachnie inaczej.

O-o. Czy nie powinien przypadkiem stać gdzieś tutaj bar dla drwali? Wszyscy wiedzieli, że nadeszły wspaniałe czasy dla sztywniaków z lasów ? choć nie dla tych z tartaków, bo Japończycy kupowali na pniu nieprzerobione na tarcicę drewno ? ale mimo wszystko widok był zaskakujący. Niebezpieczni mężczyźni o pogardliwym nastawieniu, szczególnie wobec śmierci, siedzieli na dizajnerskich stołkach barowych, sącząc mimozy z kiwi. Szafa grająca słynna niegdyś na odcinku setek zjazdów z nadbrzeżnej autostrady dzięki gigantycznej kolekcji country-and-western, wśród której było sześć coverów So Lonesome I Could Cry, została przeformatowana na lekką muzykę klasyczną i new age ciurkający taktownie na granicy słyszalności, spowalniający i usypiający całą salę drwali i pilarzy, którzy obecnie przypominali modeli z reklam na Dzień Ojca. Jako pierwszy zwrócił na Zoyda uwagę jeden z wyższych spośród tych osobników i postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Miał stylowe okulary przeciwsłoneczne, koszulę Turnbull & Asser w pastelową kratę, warte kilkaset dolarów dżinsy od Mme. Gris i buty apr?s-rąbanie z przygaszonego, lecz niezaprzeczalnie błękitnego zamszu.

? Dzień dobry, śliczna panienko, wystrzałowo panienka wygląda, w innych okolicznościach i innym nastroju wszyscy zechcielibyśmy poznać panienkę i jej rozliczne zalety bliżej, bo modowy komunikat panienki wskazuje, iż należy panienka do wrażliwych osób, które potrafią ocenić problem, który nam się zarysował w kwestii orientacyjnych drgań, jeśli panienka nadą?

Mocno skonfundowany Zoyd, którego instynkt samozachowawczy nie spisywał się od jakiegoś czasu najlepiej, postanowił wyjąć z torby piłę.

? Buster! ? zawołał błagalnie do właściciela za barem. ? Gdzie są media? ? Urządzenie natychmiast przykuło uwagę gości w sali, i to nie tylko ze względu na nowinkarstwo techniczne. Widzieli przed sobą wykonane na zamówienie damskie narzędzie łańcuchowe, ?wystarczająco mocne do drewna? ? jak głosiła reklama ? lecz na tyle małe, by zmieścić się w torebce?. Prowadnicę, uchwyty i obudowę wyłożono prawdziwą macicą perłową, a nad łańcuchem gotowym w każdej chwili zazgrzytać zębami wypisano górskim kryształem imię młodej damy, od której pożyczył instrument ? CHERYL ? potraktowane przez wszystkich obecnych jako przebierankowy przydomek Zoyda.

? Spokojnie, kowbojko, wszystko jest w porząsiu. ? Drwal cofnął się, Zoyd pociągnął ostrożnie za jedwabny sznureczek misternego rozruszniczka, i damska perłowa piła łańcuchowa zgrzytnęła i ożyła.

? Posłuchaj, jak mruczy to maleństwo.

? Zoyd, co ty tu, do kurwy nędzy, wyprawiasz tak daleko od domu? ? Buster doszedł do wniosku, że czas interweniować. ? Żaden kanał nie przyśle ci jebanej ekipy taki kawał od miasta. Czemu nie jesteś w Eurece albo gdzieś w Arcacie?

Drwal spojrzał uważniej.

? Znasz tę osobę?

? Graliśmy razem w starej Six Rivers Conference ? odparł Buster cały w uśmiechach. ? To były czasy, nie, Zoyd?

? Nie słyszę cię! ? wrzasnął Zoyd, starając się zachować szybko blednący groźny image. Niechętnie skręcił przepustnicę ślicznej perłowej piły, najpierw do damskiego basu, a potem całkiem. I rzucił w niosące się po sali echo: ? Widzę, że zmieniliście wystrój.

? Jakbyście wpadli w zeszłym miesiącu, ty i ta twoja piłka, pomoglibyście nam wybebeszyć knajpę.

? Wybacz, Buster, chyba rzeczywiście wybrałem zły lokal, nie mogę ci przecież nic odpiłować, bo wpakowałeś w to kupę forsy? Przyjechałem tu tylko z powodu gentryfikacji South Spooner, Two Street i innych kiedyś podejrzanych okolic, na której cierpi moja kieszeń, bo teraz mieszkają tam ludzie lubiący się procesować, i to o grubą kasę, i mają takich prawników od odszkodowań z miasta, że wystarczy, że się wysmarkam w ich designerską chusteczkę, i siedzę po uszy w gównie.

? No, mówiąc szczerze, my też nie jesteśmy już tacy ostatni, Zoyd, jak nas pamiętają. Odkąd odwiedził nas George Lucas z ekipą, dokonała się tu, powiadam ci, prawdziwa zmiana światopoglądowa.

? Taa, zauważyłem? Słuchaj, nalejesz mi małe damskie piwko? Wiesz, że jeszcze nie widziałem tego filmu?

Mówili o Powrocie Jedi (1983), kręconym częściowo w tej okolicy, co, zdaniem Bustera, zmieniło tutejsze życie na zawsze. Barman oparł tłuste łokcie na jedynej rzeczy, której nie zmieniono: oryginalnym barze z przełomu wieków, arcydziele snycerki wykonanym z jednego gigantycznego pnia sekwoi.

? Pod spodem wciąż jesteśmy chłopakami ze wsi.

? Sądząc po parkingu, z niemieckiej.

? Ty i ja, Zoyd, jesteśmy jak Wielka Stopa. Czas płynie, a my się nie zmieniamy. Posłuchaj mnie teraz: odkrywam w tobie pragnienie nowych doświadczeń, ale nie jesteś zwykłym barowym zabijaką, więc lepiej trzymaj się swojej specjalności, którą jest chyba w zasadzie? transfenestracja?

? Mmm? tak przypuszczałem ? szepnął niemal niesłyszalnie jakiś drwal, przysuwając się i kładąc rękę na udzie Zoyda.

? Poza tym ? ciągnął niewzruszony Buster, wbijając wzrok w dłoń drwala ? wyskakiwanie przez okna to twój modus operandi. Zaczniesz z czymś nowym w tak późnym wieku, a stan będzie musiał grzebać ci w danych w komputerze, co nie nastawi ich do ciebie przychylnie. ?Aha, zbuntował się, nie??, powiedzą sobie i zaraz renta zacznie ci się spóźniać, może się nawet gdzieś zapodzieje na poczcie? No, spójrz na mnie, Lemay! Pokaż mnie tę rękę, dobry człowieku, pokaż mnie, kochanieńki, wnętrze dłoni na barze. Na chwilę, bo chcę ci powróżyć, co ty na to? ? Dłoń drwala, która równie dobrze mogła zacisnąć się w pięść, przymuszona dziwnym jowialnym magnetyzmem Bustera zsunęła się natychmiast z uda psychicznie sparaliżowanego Zoyda, czy raczej Cheryl, jak nazywał go oczarowany (jak się wydaje) Lemay. ? Będziesz długo żył. ? Buster patrzył prosto w oczy Lemaya, a nie na jego dłoń. ? Dzięki zdrowemu rozsądkowi i trzeźwemu spojrzeniu na rzeczywistość. Pięć dolców.

? Hę?

? No, dobra, postaw nam kolejkę. Ten tu Zoyd wygląda trochę dziwnie, ale odwala robotę dla rządu.

? Wiedziałem! ? wykrzyknął Lemay. ? Tajniak!

? Świr ? wyznał Zoyd.

? Och, no cóż? to też interesująca praca?

Właśnie wtedy zadzwonił telefon, szukano Zoyda. Z Cucumber Lounge, zajazdu znanego w całym okręgu Vineland, dzwonił poruszony Van Meter, przyjaciel Zoyda z dawnych lat. ? Mamy sześć telewizyjnych wozów transmisyjnych, jeden z samego miasta, plus karetkę i furgonetkę z przekąskami. Wszyscy czekają, wszyscy zastanawiają się, gdzie jesteś.

? Tutaj. Dzwonisz do mnie. Pamiętasz?

? Aha. Celny strzał. Ale dziś masz wyskakiwać przez okno w Cuke!

? Nie! Dzwoniłem wszędzie i powiedziałem im, że jestem tutaj. Co się stało?

? Mówią, że zmienili harmonogram.

? Kurwa. Wiedziałem, że któregoś dnia mnie to przerośnie.

? Lepiej tu przyjedź ? poradził Van Meter.

Zoyd odłożył słuchawkę, schował piłę do torby, dokończył piwo i wyszedł, przesławszy wszystkim w powietrzu całusy i przypomniawszy, żeby oglądali wieczorne wiadomości.
(…)

vinelandThomas Pynchon „Vineland”
Tłumaczenie: Jędrzej Polak
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 544

Opis: Akcja książki rozgrywa się w 1984 roku w Kalifornii w fikcyjnym miasteczku Vineland. Poprzez retrospekcje sięga jednak wstecz, do lat sześćdziesiątych ? czasów młodości bohaterów, wtedy wolnych i zbuntowanych. Frenesi Gates, która z hipiski stała się informatorką FBI, postanawia uciec od swego dotychczasowego życia. Jej były mąż, Zoyd Wheeler, szykuje się do dorocznego skoku przez okno, żeby zachować świadczenia socjalne przysługujące mu jako osobie chorej psychicznie, podczas gdy detektyw Hector Zuniga po raz kolejny próbuje zrobić z niego donosiciela, a psychopatyczny prokurator Brock Vond chce wykorzystać córkę Zoyda, by dopaść jego eksżonę. DL, mistrzyni japońskich sztuk walki, musi odpokutować za potraktowanie „dotykiem śmierci” niewłaściwego człowieka, wiążąc się z nim „bez uprawiania seksu”. Wszyscy oni, zmagając się z konsekwencjami swoich wyborów z lat sześćdziesiątych, z nostalgią myślą o czasach dzieci-kwiatów, o z góry skazanej na zagładę enklawie wolności, jaką w tamtych czasach była Kalifornia. Przez pryzmat losów głównych postaci Pynchon opisuje dwadzieścia lat największych przemian społecznych w Stanach zjednoczonych, poczynając od niemal faszystowskich rządów Nixona, a na reelekcji Ronalda Reagana kończąc.

Tematy: , , , ,

Kategoria: fragmenty książek