banner ad

Paul Bowles – życie w podróży

14 stycznia 2015

paul-bowles-artykul
Jest takie znane zdjęcie z podróży beatników do Tangeru. Są na nim od lewej: Peter Orlovsky, William Burroughs, Allen Ginsberg, Alan Ansen, Gregory Corso i Ian Sommerville. Pomiędzy nimi siedzi, trochę jakby nieobecny, elegancki, szczupły mężczyzna w jasnym garniturze. To Paul Bowles.

Na okładce nowo wydanej przez Świat Książki autobiografii Paula Bowlesa „Bez ustanku” mamy cytat z „New York Timesa”: „Bowles stał się ikoną indywidualizmu. Wymykał się zarówno biografom, jak i krytykom, choć jego życie emigranta fascynowało w równym stopniu, co podejmowane przez niego eksperymenty twórcze”. Fakt. Bowlesa trudno wpisać w szeregi jakiejkolwiek grupy literackiej, bo przecież nie był beatnikiem ? jak niektórzy sądzą ? mimo że się z beatnikami przyjaźnił i że jego styl życia (bardziej niż literaturę) oni podziwiali. W zasadzie trudno go nawet nazwać pisarzem. Prędzej kompozytorem, dziennikarzem czy poetą.

Zanim Paul Bowles na dobre odkrył, że chce spisywać swoje historie, marzył o karierze poetyckiej. Jako młody człowiek wysyłał wiersze do międzynarodowego paryskiego pisma literackiego „transition”. Zadebiutował na jego łamach wiosną 1928 roku wierszem „Spire Song”, co wprawiło go w ogromną dumę. Nie był typem młodzieńca, który pisząc, ma jasny cel i setki sprzeciwów do wykrzyczenia światu. „Jedynym pragnieniem było wyrażenie czy może raczej jak najsilniejsze zaznaczenie swojej osobowości wszelkimi dostępnymi środkami; niczego ponad to nie brałem pod uwagę” – wspomina. Poszedł do szkoły artystycznej z zamiarem zostania malarzem, w końcu jednak został kompozytorem. Był uczniem Aarona Coplanda, pisał muzykę kameralną, komponował również do filmów i sztuk teatralnych. Jednym z jego najbardziej znanych dokonań w tej dziedzinie jest muzyka do tragedii „Yerma” Federico Garcí Lorci wystawionej w 1955 roku. Bowles był również pionierem w dokumentowaniu muzyki północnoafrykańskiej ? przez dwa lata rejestrował nagrania dla Biblioteki Kongresu Stanów Zjednoczonych.

bowles-bez-ustanku-podroze

Mimo że muzyka odgrywała w jego życiu tak ważną rolę, to pisarstwo przyćmiło wszystko inne. W którymś momencie, przebywając w podróży, Bowles odkrył, że chce spisywać to, czego doświadcza. Zaczął od dziennikarskich zleceń dla kolejnych czasopism, aż w końcu zwrócił się ku pisaniu powieści. Jego pisarstwo charakteryzuje się reporterskim stylem. Jak sam podkreślał, opowiadając, pragnie zdać jak najbardziej bezstronną relację. Do tego reporterskiego szkieletu dodaje jeszcze od siebie, co chce, ale to już jest ta poetycka część jego pisarstwa. W pisaniu najbardziej wyraźny jest on sam, patrzący na świat, zadziwiający się nim i odbierający go wszystkimi zmysłami w stanie pełnego skupienia. Podróżując z Paulem Bowlesem, doświadczamy obrazów, dźwięków, zapachów, a kolejne przestrzenie stają się wręcz namacalne. Co ciekawe, on sam miał na temat posiadanego talentu nieco mniej pochlebne zdanie: „Dawno temu doszedłem do wniosku, że świat jest dla mnie zbyt skomplikowany, żeby próbować opisywać go słowami; skoro nie potrafiłem zrozumieć życia, nie byłbym również w stanie znaleźć żadnych punktów odniesienia, które mogłyby być wspólne zarówno dla mnie samego, jak i mojego hipotetycznego czytelnika”.

Paul Bowles urodził się 10 grudnia 1910 roku w Nowym Jorku, w dzielnicy Queens. Był jedynym dzieckiem Reny (z domu Winnewisser) i Claude?a Dietza Bowlesa. Wychowywał się w starej, klasycznej kamienicy w stylu brownstone, w typowej rodzinie z klasy średniej z Long Island z typowym dla niej statusem ekonomicznym i ambicjami. Pod względem materialnym dzieciństwo miał komfortowe, pod względem emocjonalnym bywało różnie. Matka była mu zdecydowanie bliższa, to ona wprowadziła go w świat literatury, czytając dziecku Nathaniela Hawthorne?a czy Edgara Allana Poego. Ojciec zaś był surowym, apodyktycznym osobnikiem, który miał swoje liczne zasady, w większości pozbawione sensu. Rodzinna legenda głosi, że zostawił nowonarodzonego Paula na oknie podczas burzy śnieżnej? Możliwe, że to nieprawda, jednak Bowles wierzył w tę historię i zaważyła ona na jego relacjach z rodzicielem. W „Bez ustanku” przywołuje między innymi wspomnienie, jak ojciec zbił go jednego razu. Opis małego Paula zaciskającego mocno zęby, żeby tylko nie dać ojcu satysfakcji płaczem czy krzykiem, przypomina postać Henry?ego z książki „Z szynką raz”, który ciągle obrywał za „źle skoszony trawnik”.

paul-bowles-artykul2

Bowles w dzieciństwie nie miał przyjaciół, ani nawet kolegów, dlatego bawił się sam. Sporo czasu spędzał z dorosłymi: dziadkami, babciami, przyjaciółmi rodziców. Dużo czytał (od trzeciego roku życia) i pisał. Z istnienia innych dzieci nie zdawał sobie do końca sprawy, poznał je dopiero w szkole.

Beztroska młodość w dostatku z pewnością przyczyniła się do tego, że Paul Bowles lubił wygodne życie. Sztywne ramy dzieciństwa mogły zasiać w nim pragnienie obcowania z ludźmi uwolnionymi od norm i codziennych trosk. Bawił w artystycznych i arystokratycznych sferach Paryża, Nowego Jorku i wszystkich innych miast, które odwiedzał. Znał malarzy, pisarzy, poetów, księżne, hrabiów, milionerów. W pewnym stopniu imponowały mu te znajomości i bycie członkiem socjety. Gertruda Stein, z którą przez wiele lat się przyjaźnił, określiła go jako „najbardziej rozpuszczonego, bezdusznego i samolubnego młodzieńca, jakiego kiedykolwiek spotkała, zaś jego kolosalne samozadowolenie skłaniające go do odrzucenia wszelkich zastanych wartości budziło w niej przerażenie”. Nazywała go „wielkomiejskim dzikusem”. Bowles nie był typem pijącym wino na poddaszu i podróżującym stopem. Nie, nie. On mieszkał w najlepszych hotelach, a za nim zawsze szło paru tragarzy z licznymi bagażami. Gdy zatrzymywał się gdzieś na dłużej, wynajmował dom, kucharza, pokojówkę.

bowles-dziennik-ponad-swiatem

Owszem, potrafił spać w zimnie, podróżować niewygodnym statkiem, czy komponować na starym, pożyczonym pianinie. Nie był jednak książkowym członkiem bohemy. Zawsze dobrze ubrany, nienadużywający alkoholu (choć był czas, kiedy przy pomocy whisky nadrabiał młodość bez whisky), za marihuaną też nie przepadał, nie wywoływał skandali. Bycie artystą traktował jako coś zdecydowanie wewnętrznego, a nie zewnętrznego. Pisał: „Byłem przekonany, że artysta, który jest przecież wrogiem społeczeństwa, musi dla własnego dobra pozostawać możliwie jak najbardziej niewidoczny, a już z pewnością nie powinien rzucać się w oczy i wyróżniać spośród tłumu. Gdzieś w zakamarkach duszy żywiłem przypuszczenie, że sztuka i zbrodnia są ze sobą nierozerwalnie związane; im większa sztuka, tym dotkliwsza kara za jej uprawianie”. Ciekawe w postaci Paula Bowlesa jest to, że z jednej strony sprawiał wrażenie osoby stonowanej, subtelnej, lekko uśmiechniętej, z papierosem w ustach i książką pod pachą, w kapeluszu, bez większych odchyleń. Z drugiej zaś w swoich utworach jawił się jako wrażliwy artysta, wybitny intelektualista, bystry obserwator, któremu nie brakuje odwagi i brawury.

Podobnie rzecz się miała u Bowlesa z miłością i seksem. Ożenił się z Jane Auer. Ona najprawdopodobniej była lesbijką, on – homoseksualistą. A jednak spędzili ze sobą życie, czasem w podróżach, nie widząc się przez parę miesięcy, a mimo to zgodnie, w przyjaźni i miłości. Choć pewnie nie erotycznej. To kolejna sfera, którą pozostawia Bowles tylko dla siebie. O erotyce w swej autobiografii nie pisze prawie w ogóle. Opis jego „pierwszego zbliżenia z kobietą” jest równie dziennikarski, stonowany, skupiony na faktach, jak wiele innych zawartych w książce, ale daleko mu do niesamowitych relacji z Tangeru.

Bo to Tanger był miłością życia Paula Bowlesa. Idealnym miejscem, magicznym, do którego wracał co jakiś czas, kiedy tylko mu się przyśniło, w którym czuł się najlepiej, u siebie, choć wciąż nosiło go dalej i dalej. To zresztą Paul Bowles, a nie ? jak wielu sądzi ? William Burroughs, spopularyzował to miasto wśród artystów i innych wszelkiego rodzaju społecznych wygnańców szukających swojego miejsca w świecie.

paul-bowles-artykul3

W nieopublikowanym eseju Williama Burroughsa, który znajduje się w Nowojorskiej Bibliotece Publicznej, jest takie zdanie: „Jako dziecko chciałem zostać pisarzem, ponieważ pisarze są bogaci i sławni. Wylegują się gdzieś w Singapurze albo Rangunie, paląc opium w żółtych garniturach z delikatnego jedwabiu. Wciągają kokainę w Mayfair, penetrując zakazane miejsca z wiernym, miejscowym chłopcem, i żyją w tubylczej dzielnicy Tangeru, paląc haszysz i leniwie głaszcząc gazelę?”. Paul Bowles właśnie trochę w ten sposób żył. Rok tu, rok tam, potem zima tutaj, trzy miesiące gdzie indziej i znów tragarze, skrzynie, walizki, okręt, i znów szukanie domu do wynajęcia, pianina i tak na okrągło. Podróż w jego wykonaniu była tak oczywista, jakby w inny sposób nie dało się żyć, jakby model funkcjonowania w jednym domu z okazjonalnymi wyjazdami na wakacje uchodził za coś nienormalnego. Zaczęło się, gdy miał 19 lat. Pewnego popołudnia w, jak to opisuje, „pierwszym w życiu epizodzie zachowania kompulsywnego”, postanowił rzucić monetą: orzeł ? bierze całą fiolkę tabletek Allonalu, reszka ? wyrusza do Europy. Wypadła reszka. I tak udał się po raz pierwszy do Paryża, by poznać życie francuskiej bohemy oraz największych artystów i intelektualistów jego czasów. By ciągle ruszać dalej. Nie ma sensu wymieniać miejsc, w których był, bo był wszędzie. Swoje przemieszczanie się po świecie oparł na przekonaniu, że jedne obszary mają więcej magii niż inne, magii będącej dla niego „sekretnym połączeniem między światem natury a świadomością człowieka, ukrytym acz bezpośrednim przejściem, które omija umysł”. Pragnął poznać te miejsca.

Podróże Bowlesa są świadectwem odwagi eleganckiego, rozkapryszonego chłopca, który zawsze ma poprawnie zawiązany krawat, podróżuje pierwszą klasą, mieszka w wielogwiazdkowym hotelu, ale nie zatrzyma się przed niczym, gdy idzie o poznanie kolejnego skrawka ziemi. Podróże są tym, co ukształtowało jego życie i charakter. Miejsca, wydarzenia, a przede wszystkim ludzie, których spotkał. Podróże ukształtowały też go jako artystę. Nie byłoby Bowlesa-poety i Bowlesa-kompozytora takim, jakim dał się poznać, a już na pewno nie byłoby w ogóle Bowlesa-dziennikarza ani Bowlesa-pisarza.

Jest taki wiersz Roberta Frosta „Droga niewybrana”, który kończy się słowami:

„Opowiem to, z westchnieniem i mglistym morałem:
Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano
Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną ?
Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem”.

Ten wiersz mógłby napisać Paul Bowles.

Anna Wyrwik

fot. Thomas Fisher Rare Book Library / Allen Ginsberg

Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

Kategoria: artykuły