banner ad

Dorastałem w rodzinie, w której doszło do pięciu samobójstw i morderstwa ? wywiad z Davidem Vannem, autorem „Legendy o samobójstwie”

2 marca 2018


„Le Figaro” okrzyknął go największym pisarzem pokolenia, „The New York Times” ? artystą. Wszystko to za sprawą książki, którą tworzył latami i która powstawała na kanwie historii pięknych i przerażających, boleśnie prawdziwych i niedających o sobie zapomnieć. Z Davidem Vannem rozmawiamy na temat „Legendy o samobójstwie”.

Milena Buszkiewicz: Twoja książka „Legenda o samobójstwie” w rzeczywistości nie jest legendą, lecz opiera się na prawdziwej, bardzo bolesnej historii. Napisałeś ją wiele lat temu. Co czujesz czytając ten tekst obecnie?

David Vann: Samobójstwo mojego ojca, gdy miałem 13 lat, było największym wydarzeniem w moim życiu, wydarzeniem, które tak właściwie nigdy się nie zakończyło, więc ta książka wciąż jest dla mnie żywa, mimo że ukończyłem ją ponad 20 lat temu, a zacząłem nad nią pracować 10 lat wcześniej. Słowo „legenda” w tytule wywodzi się z tradycji hagiograficznej i oznacza serię portretów, zapożyczyłem je z „Legendy o dobrych kobietach” Chaucera, ale niemal wszyscy angielscy czytelnicy przyjmują słowo „legenda” w normalnym rozumieniu jako pewnego rodzaju mit, ale tak też jest w porządku.

Gdybyś mógł napisać ją od nowa, czy zmieniłbyś coś w tej książce?

Często zastanawiałem się, czy mogłem napisać ją jako powieść. I teraz napisałem o tym powieść, zatytułowaną „Halibut On The Moon”, w której po 20 latach powracam do pisania o moim ojcu. Zostanie ona opublikowana we wrześniu w języku francuskim i holenderskim, a po nich ukaże się wydanie angielskie. Myślę jednak, że w pierwszej książce historia musiała być przedstawiona w formie kilku utworów, ponieważ w mojej rodzinie wszyscy mieliśmy własne opinie na temat tego, kim był mój ojciec, co się stało i co to znaczy. Nowela i opowiadania zawarte w książce tworzą stylistyczny dialog jak w najbardziej znanym dziele Chaucera, „Opowieściach kanterberyjskich”, i podoba mi się ta forma. Gdybym miał coś zmienić, to byłoby to zakończenie „Wyspy Sukkwan”. Napisałem na podstawie tej noweli scenariusz, który kończy się na wyspie, zamiast przenosić wydarzenia do Ketchikan, i formalnie bardziej mi się to podoba, pozwala zachować ograniczoną scenerię. Piszę greckie tragedie i staram się być blisko dramaturgicznej zasady trzech jedności.

Napisanie „Legendy o samobójstwie” zajęło ci dziesięć lat. Zacząłeś nad nią pracować, gdy byłeś 19-latkiem, a skończyłeś w wieku lat 29. Co sprawiło ci najwięcej trudności podczas pisania?

Sądzę, że najgorsza była niepewność, nie wiedziałem, co robiłem, czy to było dobre, czy też kiedykolwiek powstanie z tego książka i czy ktokolwiek zechce ją opublikować. I tak naprawdę przez 12 lat od momentu skończenia nikt nie chciał jej opublikować. Wydano ją tylko dlatego, że wygrałem nagrodę; nie została sprzedana przez agenta ani kupiona przez redaktora.

Praca nad którą częścią książki była najbardziej czasochłonna?

Najdłuższą część, „Wyspę Sukkwan”, która jest w zasadzie krótką powieścią znajdującą się w środku książki, napisałem bardzo szybko. Połowę jej stworzyłem w 17 dni, żeglując z Kalifornii na Hawaje. Byłem kapitanem na mojej pierwszej łodzi płynącej przez ocean i dręczyła mnie ciągła paranoja, że uderzę w skały, które wyłonią się nocą na otwartej wodzie. Nie mogłem zasnąć na dłużej niż 45 minut, czytałem „Krwawy południk” Cormaca McCarthy’ego i pisałem na laptopie przyczepionym na rzepy do kolan, kołysząc się wte i wewte na falach. To był taki napływ historii, który zjawił się po dziesięciu latach zmagań z napisaniem tego. Najbardziej czasochłonne były opowiadania. Nad niektórymi pracowałem przez lata. Choć akurat to otwierające książkę, pt. „Ichtiologia”, stworzyłem za jednym posiedzeniem. Wtedy po raz pierwszy doświadczyłem tego, co miało się okazać typowe dla całej mojej pracy pisarskiej, mianowicie, że piszę szybko, a opublikowane książki wyglądają tak samo jak pierwsza wersja manuskryptu, z naniesionymi jedynie niewielkimi poprawkami. Wszystko, co mówiono mi o pisaniu, na przykład, że polega ono głównie na poprawianiu i wymaga planu lub streszczenia, okazało się w moim przypadku nieprawdą.

Niektóre opowiadania usunąłeś…

Jest jeszcze jeden zestaw opowiadań, który zostanie włączony do holenderskiego wydania nowej powieści „Halibut On The Moon”. W rzeczywistości wyciąłem większość opowiadań, które napisałem wówczas o ojcu.

Samobójstwo powraca też w jednej z twoich powieści. Czy to temat, od którego trudno ci się uwolnić?

Miałem to „szczęście”, że dorastałem w rodzinie, w której doszło do pięciu samobójstw i morderstwa. To był świetny materiał dla pisarza. A wszystko działo się w pięknych sceneriach, na Alasce i na wsi w Północnej Kalifornii. Napisałem już sporo książek, które nie mają nic wspólnego z samobójstwami, ale coś w tym jest, że w pierwszych dwóch książkach beletrystycznych, „Legendzie o samobójstwie” i „Caribou Island”, poruszyłem to zagadnienie.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że każdy z utworów zamieszczonych w „Legendzie o samobójstwie” powstał pod wpływem innego pisarza. Których autorów miałeś na myśli?

„Ichtiologia” wzięła się z zasłuchania w szlachetnym głosie powieści „Dom nad jeziorem smutku” Marilynne Robinson i z lektury wierszy Elizabeth Bishop, szczególnie „Przy Rybaczówce”. „Rhoda” to minimalizm wyniesiony z czytania Carvera. „Legenda o dobrych ludziach” strukturalnie nawiązuje do „Legendy o dobrych kobietach” Chaucera, serii portretów. „Wyspa Sukkwan” wzięła się z lektury sześciu powieści Faulknera i Cormaca McCarthy’ego, przede wszystkim „Krwawego południka”. „Ketchikan” pochodzi od „Ostatniej podróży statku-widma” Gabriela Garcíi Márqueza, a „Wyższy błękit” jest baśniowy i nawiązuje zwłaszcza do Donalda Barthelme’a. Za nimi wszystkimi zaś kryje się tragedia grecka i Flannery O’Connor.

Które książki wywarły na twoje życie największy wpływ?

Ogromny wpływ wywarli na mnie wymienieni wyżej autorzy, a także wiele XX-wiecznej amerykańskiej literatury, zwłaszcza opowiadań. Ale uczyłem się również łaciny, więc wpływ na mnie wywarli także Owidiusz i Wergiliusz, przetłumaczyłem „Beowulfa” ze staroangielskiego, co bardzo odbiło się na moim stylu, szczególnie na powieściach „Caribou Island”, „Dirt”, „Goat Mountain” i „Bright Air Black”. Bardzo silny wpływ wywarli na mnie Grecy, uważam się za pisarza neoklasycznego, wciąż piszę tragedie greckie, w których bohaterowie nie kontrolują swoich postępków i krzywdzą tych, których najbardziej kochają. Uwielbiam też wiele innych książek, takich jak „Lampart z Włoch” i wielkie powieści rosyjskie, „Pani Bovary” itd. Jeśli chodzi o Polskę, najwięcej inspiracji zaczerpnąłem z teatru, od Grotowskiego. Grupa teatralna, w której byłem tuż przed tym, zanim zacząłem pisać „Legendę o samobójstwie”, ukształtowała całą moją metodę: pisania bez żadnego szkicu, planu czy jakiegokolwiek pojęcia, o czym będzie dana książka, i prób przekonania się, co się stanie, gdy dojdzie do konfliktu..

Jeśli musiałbyś wybrać, którego pisarza uznałbyś za swego mentora?

Moim prawdziwym mentorem od trzydziestu lat jest John L’Heureux, który jest świetnym pisarzem. Jego najnowsza powieść, „The Medici Boy”, to arcydzieło, podobnie jak kilka wcześniejszych książek, „Desires” czy „A Woman Run Mad”. Nie tłumaczy się go jednak tak często, jak powinno. Czasami świat literacki przeocza tych wybitnych, którzy nie uprawiają samopromocji.

A jak wygląda twój proces pisania?

Piszę codziennie rano przez godzinę lub dwie. Przez pierwsze pół godziny lub godzinę czytam poprzednie dwadzieścia, trzydzieści stron. To rodzaj medytacji, próba skupienia się na tekście. Myślę wtedy, że nigdy więcej nie będę w stanie pisać dalej, ale ponownie czytam ostatnie strony i w szybkim tempie piszę kolejny akapit. Następnie czytam już tylko kilka ostatnich stron i wyrzucam z siebie kolejne akapity z maksymalną prędkością, z jaką potrafię pisać, czyli szybko, a potem kończę i przypomina to trochę błyskawicznie odbytą podróż w czasie. Książka jest później publikowana niemal dokładnie w takiej formie, w jakiej ze mnie wychodzi podczas pisania, z zaledwie kilkoma pojedynczymi poprawkami redakcyjnymi, i żadna scena nie jest dodawana, przenoszona lub usunięta. Próbuję później poprawiać i nie mogę. Tak jakby książka obrosła w twardą skorupę, a ja nie jestem w stanie nic do niej dodać. W tym wszystkim chodzi o nieświadomość lub podświadomość naszego umysłu, jego niesamowitą konstrukcję i zdolność do transformacji, która nie jest dostępna dla naszych małych świadomych umysłów.

Muszę przyznać, że interesująca, ale i dziwna praktyka.

Cały proces jest dość dziwny. T. Coraghessan Boyle jest jedynym znanym mi pisarzem, który pracuje w podobny sposób. Większość autorów tworzy zupełnie inaczej.

Podobno żyjesz odizolowany od świata?

Mieszkam w Nowej Zelandii nad oceanem, w zasięgu wzroku mam tylko kilku sąsiadów, a żaden z nich nie jest blisko. To tysiące kilometrów od mojej rodziny i starych przyjaciół, więc czuję się odizolowany. Tu zacząłem większość moich książek. Lubię też mieszkać na łodziach. Przez lata byłem kapitanem i szkutnikiem. Przepłynąłem z dala od lądu 80 tysięcy kilometrów, więc lubię też i takie odosobnienie. Kocham przyrodę i dzicz. Jestem także profesjonalnym nurkiem i uwielbiam podwodny świat, dużo piękniejszy niż ten nad wodą.

Czytasz recenzje swoich książek? Odpowiadasz na te pozytywne lub negatywne?

Czytam wszystkie, ale nie odpowiadam na nie publicznie. Autor nie ma możności odpowiadać, bez względu na to, czy to, co zostało powiedziane, jest prawdziwe czy nieprawdziwe, życzliwe czy nieuprzejme. Wysyłam jednak e-maile do recenzentów, którzy według mnie byli wyjątkowo dobrzy w swych analizach, niezależnie od tego, czy były to opinie pozytywne czy negatywne. Nie mam nic przeciwko jednym i drugim, dopóki są celne i przemyślane. Przykładem takiej, która mi się nie podoba, jest ostatnia recenzja mojej powieści „Bright Air Black” w „New York Timesie” napisana przez Mary Beard. Nie poddała mojej najlepszej powieści poważnemu rozważeniu, myliła się prawie we wszystkim, co mówiła, a redaktorzy nie powinni czegoś takiego puścić, ponieważ powinni przestrzegać standardów. Ale jak mówię, pisarze nie mają władzy nad takimi rzeczami. Miałem ogromne szczęście dzięki setkom życzliwych recenzji z całego świata, a „New York Times” właściwie zapoczątkował moją karierę recenzją „Legendy o samobójstwie” napisaną przez Toma Bissella, więc zawsze będę im wdzięczny.

Czy masz jakieś wskazówki, jak radzić sobie z negatywnymi recenzjami?

Niektórzy autorzy po prostu nie czytają recenzji. Ja myślę, że to błąd. Sądzę, że możemy się czegoś dowiedzieć od osoby, który poświęciła czas, próbując zrozumieć nasze książki. Prawie wszystkie takie recenzje są bardzo inteligentne i oferują trafne spostrzeżenia. Naprawdę doceniam to, co robią recenzenci i chcę mieć profesjonalnych recenzentów, a nie tylko idiotów publikujących przypadkowe treści. Recenzje to zalążek i podstawa naszej literackiej dyskusji. A jeśli są krytyczne, to w porządku, o ile napisane są mądrze. A nawet jeśli są złośliwe i nie w porządku, ostatecznie nie ma to większego znaczenia.

Czy istnieje jakiś temat, którego nigdy nie poruszysz jako autor? Co to jest?

Chociaż moje książki to zazwyczaj tragedie i jest w nich jakaś przemoc, jak na przykład samobójstwo, prawdę mówiąc, nienawidzę przemocy. Nigdy nie użyłbym jej niepotrzebnie w książce, celem musi być zawsze ukazanie tragedii wynikającej z przemocy, a nie znieczulenie na nią. Dlatego nienawidzę horrorów, nie oglądam ich i nigdy bym żadnego nie napisał. Niektórzy ludzie nie rozumieją, że tragedia jest całkowitym przeciwieństwem horroru.

Czy możesz nam zdradzić, nad czym aktualnie pracujesz?

Mam jeszcze dwie powieści napisane po „Halibut On The Moon”, które zostaną opublikowane w następnej kolejności. Jedna z nich nosi tytuł „Woman, Desiring” i traktuje o rozwodzie, drugą skończyłem zaledwie kilka dni temu, nosi tytuł „Komodo”, a jej akcję umieściłem w Indonezji, gdzie wyrobiłem papiery na instruktora nurkowania.

A jaką książkę teraz czytasz?

W tej chwili zbliża się ostateczny termin oddania wstępu, który piszę do nowego wydania „Wszystko za życie” Krakauera.

Rozmawiała: Milena Buszkiewicz
Tłumaczenie: Artur Maszota

Tagi: , , , , , , , ,

Kategoria: wywiady