banner ad

Babia piosenka ? wywiad z Salcią Hałas, autorką „Potopu”

7 marca 2019


Laureatka Nagrody Literackiej Gdynia za debiutancką powieść „Pieczeń dla Amfy” powróciła z nową książką ? pisanym prozą poematem na cześć ginącego świata, gdyńskiego Pekinu. „Potop” to żywiołowy hymn poświęcony małej ojczyźnie, jej niepowtarzalnemu klimatowi, dalekiemu od wielkomiejskiego życia. Ta wyjątkowa publikacja jest tematem poniższej rozmowy z autorką.

Maksymilian Lawera: Akcja twojej pierwszej książki „Pieczeń dla Amfy” dzieje się w gdańskim bloku mieszkalnym, nazywanym „falowcem” oraz „największą pomarańczową rzeczą w Europie”. W „Potopie” również oddajesz głos mieszkańcom Trójmiasta, a właściwie trzem mieszkankom gdyńskiej dzielnicy nazywanej potocznie Pekinem. W wywiadach czytałem, że mieszkałaś w falowcu. Pekin też znasz z autopsji?

Na Pekinie nie mieszkałam, ale znam, bo to okolice mojej dzielnicy, gdyńskiego Grabówka. Często chodziłam w tamtą stronę na spacery z psem. Pamiętam Pekin z czasów, kiedy nic się tam nie działo, jeszcze przed działaniem czyściciela, który rujnuje, burzy niszczy i doprowadza do eksmisji mieszkańców.

Pekin jest miejscem spornym. To dzielnica mieszcząca się na terenie prywatnym, na którym znajdują się liczne budynki mieszkalne, często w tragicznym stanie. Jak piszesz w swojej książce ? trudno tam nawet o naprawę najprostszych i najpilniejszych rzeczy, jak np. kanalizacja, bo prywaciarz najchętniej pozbyłby się mieszkańców i oddał grunt pod deweloperkę. W „Potopie” pojawiają się coraz liczniejsze leje, które powoli zamieniają dzielnicę w teren podmokły? Skąd pomysł, aby właśnie w tym miejscu umiejscowić akcję twojego poematu?

Zauważyłam, że w którymś momencie na Pekinie zaczęły dziać się złe rzeczy ? nagle małe domki zaczęły znikać. Pojawiły się dziury w szybach, w dachach. Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego. Zaczęłam szukać informacji, zaczęłam pytać dlaczego. To pytanie zbiegło się z tym, że Teatr Gdynia Główna zaprosił mnie do wzięcia udziału w projekcie Gdynia ReAktywacja. Celem projektu było zebranie opowieści z rewitalizowanych dzielnic miasta.

Na podstawie tych opowieści pisałam krótkie sztuki, które były wystawiane przez Teatr w przestrzeniach dzielnic. Pekin był w kolejności ostatni. Mieliśmy obawy, jak zostaniemy przyjęci, bo tam miała się odbyć rewitalizacja przez likwidację. Obawialiśmy się tego, że ludzie będą źli i nieskorzy do rozmów. Bo co my im oferowaliśmy? Sztukę teatralną w momencie, kiedy są wyrzucani z domu? Okazało się jednak, że nasze myślenie było błędne ? zostaliśmy przyjęci z otwartymi rękoma. To było mieszkańcom potrzebne, opowiedzieć swoją opowieść. Dzięki temu powstała jednoaktówka „W dzień z końca świata”, która stała się przyczynkiem do „Potopu”.

Co ciekawe, Pekin nie jest dzielnicą peryferyjną. Mieści się względnie w centrum ? pewnie dlatego deweloperom tak bardzo zależy na tym terenie.

Tak, jest w centrum, choć nieco na uboczu, pod lasem. Zresztą całe Trójmiasto jest otoczone lasami. Ze Wzgórza Orlicz-Dreszera zwanego Pekinem dojedziemy w kwadrans, o ile nie ma korków, do ścisłego centrum Gdyni.

W „Potopie” dopuszczasz do głosu kobiety. Trzy główne bohaterki ? Halina, Zośka i Lońka ? cierpią „na to, że wiedzą więcej”. Obserwują świat z perspektywy Pekinu, który staje się miejscem początku końca. Lokalnego i globalnego. Czytamy w „Potopie”, że „klimat w Polsce zmieni się do tego stopnia, że pod oknami będą nam rosły owoce południowe”. Jak bardzo według ciebie profetyczna jest ta wizja?

W momencie, kiedy zaczynałam pisać „Potop” ? a zaczęłam go pisać mniej więcej trzy lata temu, czyli chwilkę przed projektem teatralnym ? wydawało mi się, że mój głos jest głosem wołającej na puszczy. Wtedy jeszcze w Polsce nie mówiło o zmianach klimatycznych w ogóle.

Teraz sytuacja się zmieniła, coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z grożącej nam wielkiej katastrofy ekologicznej, do czego przyczynił się zeszłoroczny szczyt klimatyczny w Katowicach. Ale wciąż mówi się o tym bardzo mało, jak na skalę zagrożenia, mimo że zmiany widać gołym okiem.

Dziwię się, kiedy słyszę, że ludzie lepiej wykształceni, mądrzejsi ode mnie wciąż mówią, że są inne priorytety. Że możemy odłożyć na później sprawy ekologii. Dziwię się że nie widzą że tego później może już nie być.

„Potop” cechuje kasandryczny klimat, ale z drugiej strony jest pewien wątek, który w jakiś sposób dostarcza nam nadziei ? chodzi solidarność kobiet, które wspierają się nawzajem. W „Potopie” to właśnie sąsiadki biorą sprawy w swoje ręce, starają się walczyć o dzielnicę, Halina i Lońka wspierają Zośkę w depresji. Nazwałbym to feminizmem codzienności. Kobiety wiedzą więcej i lepiej potrafią się zmobilizować?

One już nie walczą o dzielnicę. Wiedzą że wyroki zostały wydane, że czas walki się skończył. One po prostu żyją i robią małe rzeczy. I wspierają się ? tak jak mówisz ? nawzajem, dbają o siebie, o starszych sąsiadów, o zwierzęta. W którymś momencie Halina mówi: „Nic ja na koniec świata, stara baba nie poradzę. A tak to chociaż koty, koty nakarmione będą”.

Choć wydaje mi się, że w „Potopie” jest pewna forma aktywizmu, nawet jeśli skazanego na niepowodzenie. Syzyfowa praca bohaterek, uwidoczniona w drobnych gestach ? to właśnie w nich kryje się walka. No może nie u Zośki, która cierpi na depresję? I to wszyscy ją chcą uratować.

Ma depresję, ale jak ona mimo tej depresji walczy z codziennością! (śmiech). A starsze kobiety ją wspierają. Cały „Potop” utkałam z historii różnych pań, które spotkałam. Głównie były to uczestniczki warsztatów scenariuszowych. To wszystko z nich, w małych społecznościach przetrwała więź międzypokoleniowa, starsze kobiety opiekują się młodszymi, wieczorem przy ciepłej pogodzie siadają razem na ławce przed domem. I gadają, gadają? Dobrze było w tym uczestniczyć… Jest w tym coś bardzo starego i krzepiącego, jakaś ciągłość. Wzajemne wsparcie kobiet ujawnia się w drobnych gestach, podczas z pozoru błahych rozmów na przywołanej ławce czy przy płocie.

Salcia Hałas na gdyńskim Pekinie.

Innymi bohaterami „Potopu” są zwierzęta ? koty, psy, lisy, szczury, węże… Jaka jest ich rola w twojej książce? Zwierzęta „też wiedzą więcej” i przeczuwają katastrofę?

Te zwierzęta akurat wzięły się z rzeczywistości. Koty, o których często wspominam w „Potopie” ? i znajdują się na okładce ? to prawdziwe zwierzęta, często bezdomne. Koty, które zostały po ludziach. Część ludzi zabrała swoje zwierzęta, ale byli też tacy, co koty zostawili.

Do dramatu ludzkiego doszedł dramat zwierząt. Łatwiej jest na wynajem wziąć psa, niż kota, który był przyzwyczajony do życia „na wolności”. Kot, któremu zabierze się wolność, niszczy i drapie. Dlatego te koty zostały w Pekinie i nie wiadomo, co się z nimi stanie.

Wiele kotów w „Potopie” nazywasz Behemotem. To jawne nawiązanie do Bułhakowa?

Tak! Bułhakow pojawia się również w momencie śmierci okrutnego męża Lońki Szwajcerowej. Lońka, sprzątaczka z zawodu, dokształca się w zakresie własnym. Kiedy kolejka SKM obcina Szwajcerowi głowę, akurat czyta Bułhakowa.

Skąd w ogóle pomysł na poemat pisany prozą? To rzadkość w literaturze w XXI wieku.

To mi się jakoś samo narzuciło. Wynikło z melodii języka, którym posługuję się w tekście.

Był taki jeden znaczący moment. Spotkałam trzy panie, które przyjechały do naszego teatru z Wejherowa. Zaczęłyśmy rozmawiać o pogodzie. One coś powiedziały, ja im odpowiedziałam, one mi znowu odpowiedziały i wtedy to usłyszałam. Usłyszałam, że śpiewam z nimi babią piosenkę. I to jest właśnie ten rodzaj wypowiedzi, „babia piosenka”, i tak nazwałabym „Potop”.

Na początku pisałam tekstem ciągłym, ale rytm narzucił formę. Pierwotnie miała to być zwykła proza, ale zaczęłam czytać tekst na głos i poczułam, że to musi być zapisane inaczej.

W jednym z wywiadów ktoś nawet stwierdził, że masz „Twitterową frazę” (śmiech).

Albo SMS-ową, niemniej jednak bardzo przemyślaną (śmiech).

Na koniec spytam cię jeszcze o Pekin. Jak twoim zdaniem potoczą się dalsze losy dzielnicy?

Wiem, że ludzie wyprowadzą się co do ostatniego. Sytuacja ich do tego zmusza. Przyjdzie deweloper i postawi nowe, lśniące bloki. Pracę nad „Potopem” skończyłam w listopadzie zeszłego roku. Wiedziałam, że muszę się pośpieszyć, bo zaraz tych ludzi najzwyczajniej w Pekinie zabraknie.

Rozmawiał: Maksymilian Lawera, W.A.B.
fot. Salcia Hałas

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady