banner ad

Retro maestria

17 sierpnia 2017

Philippe Druillet „Lone Sloane”, tłum. Maria Mosiewicz, wyd. Egmont
Ocena: 9 / 10

Majestatyczna wizja dalekiej przyszłości. Wymyślne, architektoniczne cuda umieszczone w przestrzeni kosmicznej. Planety zamieszkałe przez wynaturzone, zmutowane jednostki, urodzonych degeneratów, kryminalistów i psychopatów. Błyskotliwe połączenie space opery, groszowego SF, dark fantasy, horroru i powieści awanturniczej A nade wszystko olśniewające, zapierające dech w piersiach plansze kultowego frankofońskiego ilustratora, Philippe?a Druilleta. Oto przed Wami arcydzieło sztuki komiksowej ? „Lone Sloane”.

Tytułowy bohater pojawił się pierwotnie w opublikowanej u nas trylogii „Salambo” i momentalnie zaskarbił sobie sympatię swego twórcy, Philippe?a Druilleta, i czytelników. Lone to pirat, rozrabiaka, perfekcyjny zabójca, którego niekiedy stać na heroiczne, bohaterskie czyny. Z lubością wdaje się w bójki, uczestniczy w galaktycznych wojnach, igra z życiem, a nawet staje naprzeciwko potężnego Imperium Shaan. Trudno mu nie kibicować w jego fascynujących ? powstałych na przestrzeni dekad (swój debiut zaliczył w 1966 roku, a ostatnie perypetie Sloane datowane są na 2010 rok) ? przygodach.

Opublikowany w czerwcu w Polsce komiks składa się z trzech części: złożonych z krótkich, chwytliwych nowel „6 podróży Lone Sloane?a” oraz dłuższych historii „Delirius” i „Delirius 2”. W pierwszym zbiorze w telegraficznym skrócie poznajemy życiorys awanturnika, począwszy od jego genezy ściśle powiązanej z pradawnym bóstwem, po walkę z opętanym sułtanem oraz tułaczkę przez różne barwne, tkwiące w szaleństwie światy. Widowiskowo wypada kosmiczny statek łupieżców, architektoniczne cuda, a szczególnie wymyślny kosmiczny most o iście gargantuicznych rozmiarach pożeracza dusz, czarownika Torquedara. „Delirius” opowiada o zdeprawowanej planecie spełniającej perwersyjne fantazje jej gości, a także konfrontacji Lone Sloane?a ze złowieszczym gubernatorem tego przybytku i groźną sektą Czerwonego Odkupienia. W najsłabszej części, stanowiącej niejako kontynuację wcześniejszej opowieści, waleczny protagonista pomaga swemu wiernemu sprzymierzeńcowi w odbiciu jego córki ze szponów handlarzy żywym towarem. W tle natomiast rozgrywa się burzliwa, wyniszczająca wojna pomiędzy Imperatorem Shaan a sekciarzami.

Philippe Druillet, we współpracy z dwoma frankofońskimi scenarzystami ? Benjaminem Legrandem i Jacques Lob, wykreował jedną z najbardziej olśniewających i zapadających w pamięć wizji świata z dalekiej przyszłości. Spora w tym oczywiście zasługa nieprawdopodobnych, rozbuchanych ilustracji mistrza pędzla. Brawurowo wypada także kreacja humanoidalnych postaci, zmyślnych metropolii oraz zjawiskowych budowli. Każdy kadr można śmiało uznać za niekwestionowane dzieło sztuki, a niektóre spośród nich będziemy przeglądać przez długie minuty. Trzeba uczciwie przyznać, że obecnie już się nie tworzy takich błyskotliwych ilustracji, a Druillet to niezaprzeczalna gwiazda sztuki komiksowej. Dodajmy do tego idealnie dobraną kolorystykę, dwustronicowe, dopieszczone pod każdym względem rysunki oraz mocno hipnotyczną okładkę, a otrzymamy album wprost doskonały.

„Lone Sloane” to kamień milowy w komiksie frankofońskim, z którego pełną garścią czerpali inni znani artyści. Całe szczęście, że Egmont Polska nie boi się inwestować w europejską klasykę. Niniejszy wolumin to retro maestria z prawdziwego zdarzenia. Chapeau bas.

Mirosław Skrzydło

Tagi: , , ,

Kategoria: recenzje