banner ad

Dziecięce lęki w sercach dorosłych ? recenzja książki „To” Stephena Kinga

16 września 2019

Stephen King „To”, tłum. Robert Lipski, wyd. Albatros
Ocena: 9 / 10

Czy to, czego się boimy, stanowi wynik nieprzepracowanych traum z przeszłości? Odpowiedź nie jest prosta. Stephen King, autor fenomenalnej powieści grozy „To”, wytrąca nas z poczucia spokoju i zabiera do okresu dzieciństwa, który tak często bywa nadmiernie idealizowany.

W książce Kinga trafiamy do Derry w amerykańskim stanie Maine. To senne, prowincjonalne, ledwie widoczne na mapie miasteczko, jakich wiele w USA. Choć nie do końca. Bo w Derry czai się coś złego. Wypatruje ofiar i podąża niczym cień za najbardziej wrażliwymi mieszkańcami, czyli dziećmi, które wierzą, że potwory istnieją, a czasem nawet miały możliwość zobaczyć je na własne oczy. Autor uwrażliwia nas na lęki najmłodszych, przy okazji metaforycznie wyjaśniając, że poczucie strachu, które dojrzewa przez lata, może paraliżować również dorosłych.

A wszystko zaczyna się tak niepozornie. Od zabawy łódeczką na wodzie Georgie?ego Denbrougha, pierwszej ofiary serii zagadkowych morderstw, które miały miejsce pod koniec lat 50. w Derry. To zresztą bardzo cicha śmierć, której echo będzie jednak słyszalne przez lata. Właściwie naznaczy całe późniejsze życie nastolatków należących do Klubu Frajerów ? Williama Denbrougha (starszego brata Georgie?ego), Richarda Toziera, Benjamina Hanscoma, Stanleya Urisa, Edwarda Kaspbraka, Michaela Hanlona oraz Beverly Marsh. Młodociani bohaterowie ? każdy z nich będący z jakiegoś powodu wyrzutkiem, odmieńcem ? postanawiają odkryć, jaką przerażającą tajemnicę kryje miasteczko Derry. W ten sposób wpadają na trop Pennywise?a.

Demoniczny klaun, który na dobre wpisał się w już poczet klasycznych monstrów świata grozy, był dla Kinga, a co za tym idzie ? również dla dzieciaków z jego książki, ucieleśnieniem czystego zła. Pennywise, przedstawiający się czasami również jako Bob Grey, potrafił bowiem przybierać postać wszystkiego, czego najbardziej bała się potencjalna ofiara: zmarłego brata, ogromnego ptaszyska, mumii, wilkołaka. Albo właśnie klauna ? istoty o bladej jak alabaster skórze i czerwonawej peruce, która równocześnie śmieszyła i przerażała. Zarówno dzieci, jak i dorosłych.

King w ciekawy sposób ukazał to na kartach powieści, bo członków Klubu Frajerów poznajemy jako nastolatków, ale też obserwujemy ich późniejsze losy, w połowie lat 80., gdy jako dorośli ludzie, już poza Derry, zbudowali na nowo swój własny świat. Pennywise jednak przebudził się ponownie, aby jeszcze raz zaprosić bohaterów do tańca śmierci. Chcąc skonfrontować się ze złem, muszą przepracować największy koszmar swojego dzieciństwa.

King w przejmujący sposób uchwycił koniec dziecięcej niewinności i moment wchodzenia w dorosłość. Udało mu się to osiągnąć dzięki tytanicznej pracy włożonej w to, by w drobiazgowy sposób odtworzyć koleje losów poszczególnych bohaterów. Dostrzegamy, że traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa i życie w opresyjnej, zamkniętej społeczności warunkują późniejsze decyzje i wybory. Każdy z członków Klubu Frajerów próbuje poradzić sobie z koszmarami na jawie.

Autor doskonale panuje nad formą, bardzo zresztą wymagającą, bo dwutorowo prowadzona narracja naznaczona jest licznymi dygresjami. Całość tworzy sugestywny obraz amerykańskiej prowincji. Wiele obrazów utrwalonych w książce zostaje pod powiekami czytelników. Nic dziwnego, to przecież jedno z najgłośniejszych, a przy okazji najciekawszych dzieł współczesnej grozy. King potrafi wzruszyć, przerazić, zahipnotyzować. Koniecznie sprawdźcie, czy demoniczny klaun patronuje również waszym lękom.

Marcin Waincetel

Tagi: , , , , ,

Kategoria: recenzje