banner ad

Wydawnictwo Marvel wygrało proces o prawa do postaci Ghost Ridera

2 stycznia 2012

Tuż przed końcem roku zapadł wyrok w procesie o prawa autorskie do komiksowej postaci Ghost Ridera, czyli słynnego pogromcy zła z piekła rodem.

Stroną pozywającą był scenarzysta komiksowy Gary Friedrich. Stworzył on płonącego harley?owca na początku lat 70., kiedy pracował dla wydawnictwa Marvel jako wolny strzelec.

Sędzina rozpatrująca pozew uznała, że prawa do postaci należą do wydawnictwa. W uzasadnieniu podano, że Friedriech ?podpisując czeki z honorarium, podpisał przy okazji zrzeczenie się praw do postaci? (takie sformułowanie znajdowało się w parafowanym przez niego dokumencie potwierdzającym odbiór czeku). Złożenie podpisu było więc jednoznaczne z akceptacją warunków. Dodała też, że w chwili obecnej niemożliwym jest stwierdzenie, kto stworzył postać, czy Friedrich ?działał samodzielnie czy na zlecenie wydawnictwa i czy w ogóle w chwili tworzenia postaci on sam uważał, że ma do niej prawo?. Friedrich ?pogrążył się? w 1978 roku, kiedy podpisał zrzeczenie się wszystkich praw za możliwość otrzymywania potencjalnych zleceń z Marvela w przyszłości.

Gary Friedrich

Do 2004 scenarzysta nie podejmował żadnych prawnych działań przeciwko komiksowemu gigantowi. Dopiero informacje o planowanych adaptacjach filmowych Ghost Ridera sprawiły, że Friedrich zaczął dochodzić swoich praw. Bezskutecznie. W 2007 roku pozew o uznanie praw do postaci trafił do sądu, czyli w tym samym roku, kiedy do kin wszedł pierwszy z filmów z Nicolasem Cage w roli upiornego mściciela. Friedrich domagał się udziału w zyskach z biletów i związanej z filmem franczyzy (od koszulek przez gry i zabawki po pudełka na drugie śniadanie).

Jak sam zeznał, jego współpraca z Marvelem skończyła się w 1978 roku, kiedy jego alkoholizm osiągnął apogeum, ale od 1979 roku jest trzeźwy. Zawsze przypuszczał, że prawa do postaci dotyczyły jedynie wykorzystania jej w komiksach. Niestety, zapytany, czy kiedykolwiek zostało to potwierdzone na piśmie odpowiedział, że nie.

Proces, choć można powątpiewać w czystość intencji Friedricha, to pokłosie polityki Marvela, którą gigant komiksu stosował do końca lat osiemdziesiątych. Twórcy postaci komiksowych nie byli właścicielami praw do swoich własnych tworów, musieli zrzekać się ich na korzyść wydawnictwa. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych autorzy zaczęli się buntować i odchodzić z Marvela (w tym wielkie nazwiska), by na początku lat 90 stworzyć Image Comics, pierwsze wydawnictwo, w którym prawa do postaci należały do jego twórców.

Drugie wielkie wydawnictwo, DC, już wcześniej dawało autorom prawa do postaci, ale tylko w przypadku uznanych nazwisk, jak Alan Moore czy Neil Gaiman (grzechem DC z kolei było oszukiwanie w podawaniu zestawień miesięcznych sprzedaży – za co Alan Moore obraził się na wydawnictwo i zapowiedział, że już nigdy nic dla nich nie napisze). Image zmienił oblicze komiksowego biznesu ukrytego pod maską kolorowych obrazków, ale konsekwencje polityki z poprzedniego wieku wypływają na światło dzienne do dzisiaj. Tak jak proces Friedricha. Dzisiaj prawa autorskie należałyby do niego. Niestety w swej nieświadomości podpisał w przeszłości dokument, który go owych praw pozbawił i choć poczucie sprawiedliwości społecznej jest po jego stronie, to nie pozostaje nic innego jak powiedzieć ?prawo jest prawem?. Bez niego ludzkość to tylko banda gangów walczących o wpływy.

Tagi: , , , ,

Kategoria: newsy