banner ad

Biurka polskich pisarzy: Michał Gołkowski

12 października 2015

biurko-michal-golkowski
Pisze szybko, dużo i wszędzie. Zasłynął postapokaliptyczną serią o stalkerze Miszy, obecnie prezentuje kolejny cykl ? tym razem wojenny – „Stalowe Szczury”. Ma mnóstwo pomysłów i nie zawaha się ich zrealizować. Żaden z niego introwertyk i samotnik, choć z pewnością nie wiecie jeszcze o nim wszystkiego.

Urodził się w 1981 roku w Sochaczewie. Z wykształcenia jest lingwistą. Na co dzień zajmuje się tłumaczeniami kabinowymi z polskiego na angielski i rosyjski. Zdarzyło mu się też przełożyć kilka książek. Pasjonują go różne aspekty wojskowości. Zafascynowany jest historią Czarnobyla i polityką wschodnią.

Miejsce pracy: Tylko i wyłącznie mój umysł. Potrafię pracować wszędzie tam, gdzie tylko mam taką możliwość. Z założenia nie wierzę w coś takiego, jak „klimat”, „natchnienie” czy „nastrój”. Jeśli mam w głowie jakąś scenę, to i tak ją napiszę – niezależnie od tego, czy zrobię to w chwili przerwy pomiędzy tłumaczeniami w pięciogwiazdkowym hotelu, czekając na transfer na lotnisku w Berlinie, kisząc się w dusznej budce tłumacza, czy akurat siedząc u siebie na wsi i patrząc, jak córka bawi się z psami. Moje miejsce pracy – to ja, mój mózg, dwie dłonie i laptop. Reszta to wyłącznie dekoracja tła (w tym przypadku wnętrze hotelu Hilton).

Tryb pracy: Zadaniowy, dorywczy, a zarazem wszechogarniający. Gdy pracuję nad książką, poświęcam się jej w pełni i staje się nią całym sobą – to jest, gdy tylko mam na to czas. Pracuję kawałkami, nierówno, czasem mogąc oddać się pisaniu przez dwa albo i trzy dni, a kiedy indziej kradnąc półgodzinne przerwy pomiędzy zmianami w kabinie tłumacza symultanicznego. Nie ma czegoś takiego jak „regularność” – jest wyłącznie nieustanna zmiana, improwizacja i adaptacja. Zawsze muszę mieć wysoki poziom tzw. szumu tła, który pobudza mózg do działania. Nie potrafię działać w ciszy, nie umiem być sam. Wokół mnie muszą być ludzie, musi przewalać się tłum, od którego wtedy mam możliwość się odciąć.

Każdy projekt to suma doświadczeń, przemyśleń i pomysłów z długich przejażdżek samochodem pomiędzy domem a aktualnym miejscem pracy. To, co jest wokół mnie, nie ma nawet minimalnego dostępu do mojej pracy – zawsze działam w hermetycznej skorupie własnych myśli. Przeważnie pomaga muzyka, ale równie dobrze działają śpiewające ptaki, albo grający telewizor. Zawsze staram się znaleźć jak najwięcej materiałów o tym, co akurat opisuję, ale nigdy nie szykuję ich „na wyrost” ? szukam na bieżąco, nie pozwalając, aby przygotowania przyćmiły istotę procesu, a więc samo pisanie książki.

Sumaryczna zasada jest prosta: książki się same nie napiszą.

Aktualny projekt: „Komornik” ma szansę być bodajże najdziwniejszą książką, jaką napisałem? Na pewno najbardziej przemyślaną i dopieszczoną. Sama idea pojawiła się w mojej głowie już dość dawno, bo jeszcze na wysokości „Ołowianego świtu”, ale musiała dojrzeć, przefermentować odpowiednio i przede wszystkim doczekać się swego bohatera. Po tym, jak do mnie przyszedł, praca poszła jak z płatka.

Założenie jest bardzo proste, a zarazem przewrotne: nadchodzi Apokalipsa. Dokładnie taka, jaką nam przepowiedziano i opisano, ze wszystkimi szczegółami techniczno-eschatologicznymi, pełnym bestiariuszem i chronologią? ale coś idzie nie tak i okazuje się, że Góra jest zmuszona sięgnąć po środki niekonwencjonalne. W związku z niewydolnością (i nieudolnością) systemu powołani zostają do życia podwykonawcy ? tytułowi Komornicy.

Można powiedzieć, że wziąłem z idei post-apokalipsy tylko samą nazwę i faktycznie stworzyłem świat po Apokalipsie. Premiera wiosną 2016.

Wysłuchała: Milena Buszkiewicz
fot. Michał Gołkowski dla Booklips.pl

Tematy: , , , , , , ,

Kategoria: biurka polskich pisarzy