banner ad

Jestem optymistyczną pesymistką – wywiad z Auður Avą Ólafsdóttir, autorką „Blizny”

4 lipca 2020

O terapeutycznej roli ciszy, przesłaniach ukrytych między słowami, odkrywaniu sposobów na leczenie głębokich emocjonalnych ran rozmawiamy z islandzką pisarką Auður Avą Ólafsdóttir, autorką „Blizny”.

Karolina Chymkowska: Jakie jest znaczenie twojego pierwszego imienia – Auður? I czy ma ono dla ciebie jakiś symboliczny wymiar?

Auður Ava Ólafsdóttir: Moje imię w języku islandzkim funkcjonuje zarówno jako rzeczownik, jak i przysłówek, a znaczenie obu jest dokładnie przeciwne. Rzeczownik odnosi się do bogactwa, czegoś cennego, a przysłówek – do pustki, otchłani. Identyfikuję się z tym drugim znaczeniem, ponieważ pustka jest początkiem tworzenia i można wypełnić ją treścią. Pisać to tak, jakby stać na brzegu klifu, spoglądając w bezkres. W języku islandzkim to samo słowo może mieć dwa różne znaczenia, ale przy bliższym przyjrzeniu witać w tym pewną wewnętrzną prawidłowość. Na przykład posługujemy się podobnym określeniem na dom i na świat: „heima” i „heimur”. A czy świat nie jest naszym domem? Z kolei czasownik „skilja” to zarówno „rozdzielać”, jak i „zrozumieć”…

Jonas w „Bliźnie” jest osobą, która wszystko próbuje naprawiać – czuje się zagubiony, kiedy nie potrafi zrobić tego ze sobą i swoim życiem. Niemniej trudno mi uwierzyć, że naprawdę pragnie popełnić samobójstwo, nawet jeśli sam w to wierzy. Sądzę raczej, że szuka – może podświadomie – drogi wyleczenia, a nie autodestrukcji. A jak ty uważasz? A jak ty to widzisz?

Jonas reprezentuje typ męskości, który większość z nas dobrze zna – potrafi naprawić wszystko z wyjątkiem siebie. I zgadzam się, że zbyt wiele rozmyśla o samobójstwie, by móc je faktycznie popełnić. To jego sposób na rozważenie znaczenia życia. To nie jest książka o tym, jak umrzeć, ale jak przetrwać, a to trudne wyzwanie. Snucie opowieści opiera się na przeciwieństwach: jeśli pragniesz napisać hymn na cześć życia, musisz skupić się na śmierci.

Niemniej mój bohater bez wątpienia jest zagubiony. Nie każdy mężczyzna w średnim wieku ma poczucie siły. Jonas to zwykła osoba, która chce dobrze i niespodziewanie znajduje się w wyjątkowej sytuacji. Generalnie postanowiłam zostać pisarką właśnie po to, by udzielić głosu tym, którzy go nie mają. Droga Jonasa do uzdrowienia zaczyna się wówczas, gdy staje się komuś potrzebny. Rola pisarza to zadawanie pytań w rodzaju: jak istotne jest czynienie dobra? Czy można naprawić świat, który się rozpadł?

„Blizna” to opowieść o odkrywaniu siebie od nowa, odkupieniu, poszukiwaniu głębszego sensu w najprostszych, codziennych czynnościach, a także o znajdowaniu nowej siły. Jonas nie tylko uczy się doceniać siebie jako osobę wartościową, ale też dostrzega piękno w niespodziewanych miejscach. Czy uważasz, że warunkiem szczęścia dla każdego z nas jest poszukiwanie piękna w prostocie?

Tak, zdecydowanie. Przyjemność znajdujemy w najprostszych rzeczach: dla mnie szczęście to na przykład kawa o poranku i bezwietrzny dzień na wietrznej wyspie! I rzecz jasna cud bycia żywym, przyjście na świat to fantastyczna przygoda. W literaturze i sztuce postrzegam piękno jako doświadczenie pozwalające nam spojrzeć na siebie samych i na świat z innej perspektywy. To sposób na dotarcie do jakiegoś rodzaju wewnętrznej prawdy. Mój sposób opowiadania i tworzenia poezji polega na poszukiwaniu większego znaczenia w drobiazgach codzienności. Powieść dotyczy relacji między tym, co małe i nieważne, a czymś większym. To zawsze jest wycinek rzeczywistości. Jak dziecięcy rysunek, na którym jedno drzewo symbolizuje cały las. To świat skondensowany w formie kostki bulionowej. Niczym ekosystem, w którym to, co lokalne, jest w rzeczywistości globalne. Bo ludzka natura wszędzie jest taka sama…

Czasami życiowe tragedie potrafią zranić nas do głębi, pozostawić głębokie blizny. Co osobiście uważasz za najważniejsze w procesie zdrowienia?

Dla mnie proces zdrowienia opiera się przede wszystkim na pisaniu i łączności z naturą. Prowadzę proste życie, jestem z gruntu osobą radosną. Ale to, co dzieje się w mojej głowie, nie ma w sobie nic z prostoty. Pełno w niej postaci, opowieści, pytań o paradoksy człowieczeństwa, o ludzkie cierpienie, okrucieństwo i dobroć. To, co tworzę, rodzi się z rozpaczy. Rolą autora jest próba ogarnięcia chaosu i nadania mu znaczenia. Pisanie jest formą uprzątnięcia całego tego bałaganu. W przyrodzie Islandii cenię sobie najbardziej ciszę i przestrzeń. Dla mnie to prywatne sanktuarium. Kiedy studiowałam historię sztuki w Paryżu, podczas letnich wakacji pracowałam jako górski przewodnik po Islandii, głównie dla włoskich i francuskich turystów. Próbowałam nauczyć ich doceniania ciszy, więc chyba za dużo wówczas nie opowiadałam…

Z powodu pandemii żyjemy obecnie w świecie społecznego dystansu i lęku. Jakie twoim zdaniem poniesiemy emocjonalne i psychologiczne konsekwencje tego jako społeczeństwo? Czy będziemy w stanie wrócić do pełni równowagi i w jaki sposób? Co robić, by fizyczny dystans nie stał się również dystansem emocjonalnym?

To interesująca refleksja. To prawda, przynajmniej w pierwszej fazie pandemii dystansowi towarzyszył strach. Drugi człowiek stał się wrogiem. Czasami był to ktoś z innego kraju, czy wręcz kraj jako całość. Dla wielu z nas było to szokujące doświadczenie – ktoś się nas obawia, jesteśmy dla niego wrogiem. Byliśmy tymi „innymi”. Niemniej wraz z upływem czasu do głosu doszły też współczucie i solidarność. Życie zwolniło i my dzięki temu również. Co będzie teraz? Chciałabym to wiedzieć, ale trudno cokolwiek przewidywać. Jestem optymistyczną pesymistką. Wielu ludzi straciło źródło dochodów, jednocześnie niektórzy twierdzą, że prowadzą teraz spokojniejsze, mniej stresujące życie. Jest mniej wypadków drogowych. Mamy nawet czas na przeczytanie tych wszystkich książek, które zawsze odkładaliśmy na później. Wreszcie u niektórych pojawia się też refleksja: kim jesteśmy? Na jakim świecie pragniemy żyć? Jakie dziedzictwo pozostawić naszym dzieciom? Rodzi się zatem pytanie, czy możemy skorzystać z pandemii, by przemyśleć świat od nowa. Chociażby po to, by nie pozwalać, aby dążenie do gospodarczego rozwoju i zysku niszczyło naturę i środowisko. Tymczasem jednak potężne ekonomiczne siły czają się w cieniu i tylko czekają na to, by znów wprawić w ruch machinę konsumpcjonizmu.

Gdybyś miała spotkać się z Jonasem na początku jego drogi, w najtrudniejszym momencie, co chciałabyś mu powiedzieć?

Zazwyczaj spotykam się z moimi bohaterami już po tym, jak napiszę książkę. Chociaż czerpię z wyobraźni, to często po publikacji podchodzą do mnie czytelnicy, by podziękować, że napisałam o nich. Pytają: skąd wiedziałaś? Od czasu powstania „Blizny” poznałam wielu Jonasów w wielu różnych krajach. Gdybym miała faktycznie zetknąć się z nim na początku drogi, czy zapytałabym o pozwolenie na wykorzystanie jego osoby w kolejnej książce? Prawdopodobnie nie, pisarze kradną życie innych ludzi. Czy próbowałabym go uratować? Zapewne tak. Gotowałabym dla niego, wysłuchałabym jego historii. Jestem dobrą słuchaczką. Uważam, że ludzie są interesujący. Każda cierpiąca dusza kryje w sobie ciekawą opowieść. Historie o szczęściu są mniej interesujące, mniej wyjątkowe. W książce posiadanie blizn jest czymś pozytywnym, wszyscy je mamy. Cisza jest lekarstwem, które koi ból i leczy blizny. Więc pewnie po zjedzeniu posiłku siedzielibyśmy w milczeniu, ja i Jonas. Język to potężne i często nieodpowiedzialnie wykorzystywane narzędzie. Nie zawsze ten, który krzyczy najgłośniej, ma faktycznie najwięcej do powiedzenia. Wierzę, że istnieje świat poza słowami i często w moich utworach zastępuję rozmowę gestami. W „Bliźnie” ważne są: ciało, dotyk, skóra, mięśnie – i blizny.

Jesteś wszechstronną autorką, piszesz powieści, wiersze, sztuki teatralne, teksty piosenek. Które elementy swojej osobowości wyrażasz najpełniej za pośrednictwem każdej z tych form?

Jestem niczym chór złożony z wielu głosów. To, co łączy wszystkie moje utwory, to rodzaj wewnętrznej melodii, podskórnego rytmu. W sumie sama nie wiem, co o tym sądzić, jakie fragmenty mojej osobowości można odnaleźć w moim różnorodnym pisarstwie. Gdy postawię ostatnią kropkę, utwór staje się dla mnie obcy, tak jakby napisał go ktoś inny. Uważam, że autor powinien mieć coś do powiedzenia, niemniej najważniejszą częścią moich tekstów jest to, co pozostaje niewypowiedziane, pomiędzy wersami i pomiędzy słowami. To jest przestrzeń, w której najłatwiej do mnie dotrzeć.

Jak wspominasz swoje życie rodzinne i wczesny etap edukacji w szkole? Jak ten okres wpłynął na to, kim dzisiaj jesteś? Które ze swoich najwcześniejszych doświadczeń uważasz za najistotniejsze?

Towarzyszy mi bardzo wyraziste wspomnienie z czasów, gdy miałam rok: połyskliwa rzeka neonowych, zielonych i różowych świateł falujących na niebie. To musiała być zorza polarna. Wynika z tego, że od małego przejawiałam wrażliwość na piękno. W moim domu rodzinnym mieliśmy dużą bibliotekę i chociaż pisarzy uważało się generalnie za ekscentryków, to literatura odgrywała ważną rolę. Byliśmy siedmioosobową rodziną, urodziłam się jako czwarta z pięciorga dzieci. Praktykowaliśmy zwyczaj opowiadania sobie przy stole historii w formie anegdot. Moi rodzice mieli zbliżone poczucie humoru, które chyba mogę nazwać „islandzkim” – ciekawe połączenie niedomówień i przesady. W gruncie rzeczy przesycone egzystencjalnym bólem. Dorastałam w kochającej rodzinie, ale jako dziecko często się nudziłam. Mając sześć lat, myślałam, że to dziwne – urodzić się na odległej wyspie i mówić językiem, którego prawie nikt nie rozumie. Już wtedy pragnęłam odejść.

Literatura islandzka, być może z wyjątkiem kryminałów, nie jest raczej zbyt dobrze znana w Polsce. Czy możesz podzielić się nazwiskami pisarzy, których polecasz, wskazać książki, które cię zainspirowały?

Z literatury islandzkiej czytam głównie poezję: cenię sobie takie nazwiska, jak Sigurbjörg Þrastardóttir, Vilborg Dagbjartsdottir i młoda Kristin Svava Tomasdottir. Niemniej najbardziej zainspirowały mnie chyba XIII-wieczne islandzkie sagi, jak na przykład Saga rodu z Laxdalu.

Czego możemy się po tobie spodziewać w następnej kolejności? Nad czym pracujesz, co planujesz?

Pracuję nad nową powieścią, która wyjdzie w Islandii na jesieni. Jej tematem jest światło… co oznacza, że będzie w niej również mrok.

Rozmawiała: Karolina Chymkowska
fot. (1) Iceland Naturally, (2) Hreinn Gudlaugsson/Wikimedia Commons

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: wywiady