banner ad

„Droga do domu” – przeczytaj fragment debiutu Yai Gyasi

28 czerwca 2016

Droga-do-domu-fragment
Wydawnictwo Literackie opublikowało debiutancką powieść amerykańskiej pisarki Yai Gyasi. „Droga do domu” to epicka saga rozpisana na siedem pokoleń i rozpięta pomiędzy dwa kontynenty: Amerykę Północną i Afrykę. Prezentujemy fragment książki.

EFFIA

Tej nocy, podczas której Effia Otcher urodziła się w wilgotnym upale Fanteland, obszary graniczące z gospodarstwem jej ojca trawił gwałtowny pożar lasu. Rozprzestrzeniał się szybko, tworząc wypalony trakt, który miał przetrwać wiele dni. Czerpał życiodajne siły z powietrza, spał w jaskiniach i ukrywał się na drzewach, pochłaniał wszystko, co stanęło na jego drodze, nie przejmując się zniszczeniami, które za sobą zostawiał, aż dotarł do wioski, położonej w regionie Asante. Tam zniknął, wtapiając się w noc.

Ojciec Effii, Cobbe Otcher, zostawił nowo narodzone dziecko pod opieką swej pierwszej żony, Baaby, żeby przekonać się, czy ogień zniszczył jego bataty, najcenniejszą znaną w okolicy roślinę uprawną zapewniającą przetrwanie tamtejszym rodzinom. Stracił siedem batatów ? odczuł brak każdego z nich jako cios wymierzony w jego rodzinę. Wiedział, że wspomnienie o pożarze, który spalił bataty, a potem uciekł, będzie prześladowało jego samego, jego dzieci, i dzieci jego dzieci, dopóki nie wygaśnie ta linia rodziny. Kiedy wrócił do szałasu Baaby i zastał krzyczącą wniebogłosy Effię, dziewczynkę urodzoną w czasie nocnego pożaru, spojrzał na żonę i powiedział:

? Nie będziemy nigdy więcej rozmawiać o tym, co się dziś wydarzyło.

Mieszkańcy wioski zaczęli mówić, że dziecko urodziło się z ognia i to dlatego Baaba nie ma mleka. Effię karmiła druga żona Cobbe?ego, która urodziła syna trzy miesiące wcześniej. Effia nie chciała jej ssać, a kiedy to robiła, raniła ostrymi dziąsłami ciało wokół sutek kobiety, która po jakimś czasie zniechęciła się i przestała dopuszczać ją do piersi. Z tego powodu Effia wychudła i zaczęła przypominać pokrytą skórą kupkę cienkich kości, a jej usta upodobniły się do dużej czarnej dziury, z której wydobywały się okrzyki głodu słyszalne w całej wsi, nawet wtedy, kiedy Baaba usiłowała je stłumić, zatykając buzię dziecka swą szorstką dłonią.

? Kochaj ją ? polecił Cobbe, jakby miłość była czymś tak prostym jak zgarnianie jedzenia z metalowego talerza i wkładanie go do ust. Baaba śniła po nocach o tym, że zostawia nieszczęsne dziecko w ciemnym lesie, żeby bóg Nyame mógł z nim zrobić, co zechce.

Effia dorastała. W lecie, które przyszło po jej trzecich urodzinach, Baaba urodziła pierwszego syna. Chłopiec otrzymał imię Fiifi i był tak gruby, że czasem, kiedy Baaba nie patrzyła, Effia toczyła go po podłodze jak piłkę. Kiedy Baaba pozwoliła jej nosić dziecko na rękach, dziewczynka upuściła je już pierwszego dnia. Chłopczyk uderzył o ziemię pośladkami, wylądował na brzuchu i rozejrzał się po wszystkich obecnych w izbie, jakby nie wiedząc, czy powinien się rozpłakać. Najwyraźniej odrzucił ten pomysł, ale Baaba, która mieszała właśnie banku, wyjęła z garnka kijek i zaczęła nim bić Effię po nagich plecach. Przy każdym uderzeniu na skórze dziewczynki zostawały gorące, lepkie resztki banku, które parzyły jej ciało. Kiedy Baaba skończyła, Effia szlochała i krzyczała, bo była pokryta bliznami. Fiifi, który leżał na brzuchu i kołysał się lekko w obie strony, patrzył z podłogi na siostrę wielkimi jak spodki oczami, ale nie wydał żadnego dźwięku.

Po powrocie do domu Cobbe zastał w nim inne żony opatrujące obrażenia Effii i natychmiast domyślił się, co zaszło. On i Baaba kłócili się do późnej nocy. Effia słyszała ich głosy przez cienką ściankę szałasu, w którym leżała na podłodze, zapadając co jakiś czas w gorączkowy sen. W jej śnie Cobbe był lwem, a Baaba drzewem. Lew wyrywał drzewo z korzeniami i ciskał nim o ziemię. Drzewo wyciągało gałęzie na znak protestu, a lew kolejno je wyłamywał. Leżące drzewo zaczynało płakać czerwonymi mrówkami, które wybiegały z wąskich szpar w jego korze i gromadziły się na miękkiej ziemi wokół pnia.

I tak zaczął się cykliczny rytuał. Baaba biła Effię. Cobbe bił Baabę. Kiedy Effia skończyła dziesięć lat, mogłaby opowiedzieć dzieje wszystkich blizn na swoim ciele. Latem 1764 roku Baaba złamała na jej plecach pęd batata. Wiosną 1767 roku Baaba uderzyła ją kamieniem w lewą stopę, łamiąc wielki palec, który od tej pory odstawał pod dziwnym kątem od reszty. Każdej bliźnie na ciele Effii towarzyszyła bliźniacza blizna na ciele Baaby, ale to nie powstrzymało matki od bicia córki ani ojca od bicia matki.

Sytuację pogarszała rozkwitająca uroda Effii. Kiedy dziewczynka miała dwanaście lat, urosły jej piersi; dwa wystające z torsu kawałki ciała, miękkie jak dojrzały owoc mango. Mężczyźni z wioski wiedzieli, że wkrótce pojawi się krew i tylko czekali na moment, w którym będą mogli poprosić Baabę i Cobbego o rękę córki. Zaczęli przynosić prezenty. Jeden z nich robił lepsze wino palmowe niż jakikolwiek inny mieszkaniec wsi, a sieci innego zawsze były pełne ryb. Członkowie rodziny Cobbego jadali jak bogacze dzięki rozkwitającej kobiecości Effii. Ich brzuchy i ręce nigdy nie były puste.

W 1775 roku Adwoa Aidoo została pierwszą w wiosce dziewczyną, o której rękę poprosił jeden z brytyjskich żołnierzy. Miała jasną skórę i ostry język. Co rano, po kąpieli, nacierała całe ciało olejem kokosowym, nie omijając miejsc pod biustem i między nogami. Effia nie znała jej dobrze, ale zobaczyła ją nagą pewnego dnia, kiedy Baaba kazała jej zanieść olej palmowy do jej szałasu. Miała gładką, lśniącą skórę i wspaniałe włosy.

Yaa Gyasi

Yaa Gyasi

Kiedy biały mężczyzna zjawił się po raz pierwszy, jej matka poprosiła rodziców Effii, by oprowadzili go po wiosce, bo Adwoa musi przygotować się na spotkanie.

? Czy mogę pójść z wami? ? spytała Effia, biegnąc za rodzicami. Usłyszała jednym uchem ?nie? swojej matki, a drugim ?tak? swego ojca. Ojciec postawił na swoim, więc Effia stanęła po chwili przed pierwszym białym mężczyzną, jakiego widziała w życiu.

? On się cieszy, że cię widzi ? powiedział tłumacz, gdy biały mężczyzna wyciągnął do niej rękę. Nie podała mu swojej, lecz schowała się za nogą ojca i bacznie go obserwowała.

Jego kurtka, ozdobiona na przodzie rzędem lśniących, złotych guzików, opinała się na wydatnym brzuchu. Miał tak czerwoną twarz, że jego kark przypominał płonący pień. Był gruby, a z jego czoła i z paska nieowłosionej skóry nad górną wargą kapały krople potu. Effia porównała go w myślach do deszczowej chmury: bezbarwnej, nasyconej wodą i bezkształtnej.

? On chciałby zobaczyć wioskę ? powiedział tłumacz, kiedy wszyscy ruszyli z miejsca.

Zatrzymali się najpierw przy zagrodzie rodziców Effii.

? Tu mieszkamy ? powiedziała do mężczyzny, który uśmiechnął się do niej tępo. Jego zielone oczy przysłaniała mgła.

Nie rozumiał. Nie zrozumiał nawet wtedy, kiedy przemówił do niego tłumacz.

Cobbe trzymał Effię za rękę, kiedy on i Baaba oprowadzali białego mężczyznę po zagrodzie.

? Tutaj, w tej wiosce ? tłumaczył Cobbe ? każda żona ma własną chatę. Dzieli ją ze swoimi dziećmi. Gdy nadchodzi noc, którą mąż ma spędzić z tą żoną, przychodzi do jej chaty.

Kiedy białemu mężczyźnie przetłumaczono te słowa, jego źrenice nabrały wyrazu, a Effia zdała sobie nagle sprawę, że spojrzał on na sprawę z innej strony. Dostrzegł w końcu glinę, z której zbudowano ściany chaty, i słomę pokrywającą dach.

Szli dalej przez wioskę, pokazując białemu mężczyźnie główny plac i zrobione z wydrążonych pni małe rybackie łódki, które mężczyźni nosili na odległe o kilka mil wybrzeże. Effia zmuszała się do oglądania wszystkiego nowymi oczami. Czuła zapach nasyconego morską solą wiatru, który dotykał włosków w jej nosie, czuła dotyk szorstkiej jak tarka kory drzewa palmowego, dostrzegała głęboką czerwień obecnej wszędzie gliny.

? Baaba ? spytała, gdy wyprzedzający ich mężczyźni odeszli trochę dalej. ? Dlaczego Adwoa wychodzi za tego mężczyznę?

? Bo tak powiedziała jej matka.

W kilka tygodni później biały mężczyzna przyjechał ponownie, by złożyć wyrazy szacunku matce Adwoi, a wszyscy inni mieszkańcy wioski zgromadzili się, by zobaczyć, co jej wręczy. Cena narzeczonej była ustalona na piętnaście funtów. Mężczyzna sprowadził z Twierdzy cenne towary, które nieśli na plecach członkowie plemienia Asante. Cobbe ustawił Effię tuż za sobą i razem oglądali służących niosących tkaniny, proso, złoto i wyroby żelazne.

Kiedy wracali do swej zagrody, Cobbe odciągnął Effię na bok, puszczając przodem swoje żony i pozostałe dzieci.

? Czy rozumiesz, co się przed chwilą stało? ? spytał. Idąca przed nimi Baaba chwyciła Fiifiego za rękę. Brat Effii skończył niedawno jedenaście lat, ale umiał już wspiąć się na pień palmy przy pomocy samych tylko rąk i nóg.

? Biały mężczyzna przybył, by zabrać ze sobą Adwoę ? odparła Effia, a jej ojciec kiwnął potakująco głową.

? Biali mężczyźni mieszkają w Twierdzy na Cape Coast. Handlują z naszymi ludźmi.

? Żelazem i prosem?

Ojciec położył dłoń na jej ramieniu i pocałował ją w czoło, ale kiedy się wyprostował, dostrzegła w jego oczach troskę i odniosła wrażenie, że myśli o czym innym.

? Tak, dostajemy żelazo i proso, ale musimy dawać im coś w zamian. Ten mężczyzna przybył z Cape Coast, żeby poślubić Adwoę. Jego śladem pójdą inni, którzy będą się zjawiać i zabierać stąd nasze córki. Ale ja, moja droga, planuję dla ciebie lepszą przyszłość niż małżeństwo z białym człowiekiem. Poślubisz mężczyznę z naszej wioski.

W tym momencie Baaba odwróciła się, a Effia dostrzegła w jej oczach złość. Spojrzała na ojca, by się przekonać, czy on też ją zauważył, ale Cobbe nie powiedział ani słowa.

Effia wiedziała, kogo chciałaby poślubić, i miała wielką nadzieję, że jej rodzice wybiorą tego samego mężczyznę. Abeeku Badu miał zostać następcą wodza wioski. Był wysoki, miał skórę w kolorze pestki awokado i wielkie dłonie z długimi, szczupłymi palcami, którymi gestykulował z szybkością błyskawicy za każdym razem, kiedy zaczynał coś mówić. W ciągu minionego miesiąca czterokrotnie odwiedził ich zagrodę, a pod koniec tygodnia miał zjeść z Effią wspólny posiłek.

Abeeku przyniósł kozę. Jego służący nieśli bataty, ryby i wino palmowe. Baaba i inne żony rozpaliły paleniska i rozgrzały olej. Powietrze było gęste od zapachów.
(…)

Droga-do-domuYaa Gyasi „Droga do domu”
Tłumaczenie: Michał Ronikier
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 412

Opis: XVIII wiek, Ghana, zachodnie wybrzeże Afryki. Dwie przyrodnie siostry mieszkają w odległych wioskach, nigdy się nie spotkały, nie wiedzą nawet o swoim istnieniu. Pierwsza z nich, Effia, poślubia angielskiego kolonizatora, dowódcę twierdzy Cape Coast Castle i żyje u boku kochającego męża. Druga, Esi, trafia do twierdzy w dramatycznych okolicznościach. Uprowadzona, wrzucona do lochu, zostaje następnie wysłana za ocean i sprzedana jako niewolnica. Yaa Gyasi, nowa gwiazda literatury amerykańskiej, z ogromnym wyczuciem i talentem opowiada dalsze losy bohaterek i ich potomków. Efektem jest niezwykła saga, rozciągnięta w czasie na niemal 300 lat. Mroczna epoka niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych, europejska kolonizacja Afryki, walka Afroamerykanów o równouprawnienie, marzenie o awansie społecznym, rodzinne tragedie, zawiść, zazdrość, chwile szczęścia i w końcu miłość ? „Droga do domu” to wciągająca historia i prawdziwa eksplozja emocji. Powieść bardzo amerykańska, a jednocześnie pełna afrykańskiej magii. „Droga do domu” to debiut literacki Yaa Gyasi . Na pomysł napisania książki wpadła, gdy szukała swych korzeni w Afryce. Podczas podróży po Ghanie odwiedziła Cape Coast Castle i jak później wyznała, od razu wiedziała, że to złowrogie miejsce stanie się centrum jej opowieści.

Tagi: , , ,

Kategoria: fragmenty książek