banner ad

Sposób na pozbycie się choinki po świętach wg Huntera S. Thompsona

6 stycznia 2016

thompson-pali-choinke
Kiedy Sam Allis, dziennikarz magazynu „Time”, odwiedził w styczniu 1990 roku Huntera S. Thompsona na jego ukochanej Owl Farm w Kolorado, nie miał pojęcia, że pisarz przygotował niespodziankę, jaką Allis zapamięta na całe życie.

Zaplanowaną niespodzianką było spalenie bożonarodzeniowej choinki w salonowym kominku. Poświąteczny rytuał miał mieć specjalny charakter, bo pisarz chciał zapewnić dziennikarzowi, który przyjechał przeprowadzić z nim wywiad, „jakieś niezapomniane przeżycie do opisania”.

Według wspomnień przyjaciół Thompsona, autor „Lęku i odrazy w Las Vegas” uwielbiał święta Bożego Narodzenia, szczególnie aspekt dawania i otrzymywania prezentów. W jego salonie zawsze stała choinka, którą w styczniu asystentka Deborah Fuller wynosiła na ganek lub zostawiała przy stosie z drzewem na opał na wypadek, gdyby Thompsonowi przyszła ochota na jej spalenie.

Dziennikarze lub fani odwiedzający pisarza zazwyczaj spodziewali się jakiegoś wariackiego doświadczenia, które później można było wykorzystać jako dobrą anegdotę. Hunter często sam inicjował takie pomysły. Tak było też w przypadku wizyty dziennikarza tygodnika „Time”. „Musi się nauczyć, jak wypalić kreozot w kominku. Nie możemy ryzykować pożaru kominka w ciągu roku” ? oznajmił Hunter. Oczywiście spalenie choinki w kominku metodą Thompsona nie oznaczało porąbania lub pocięcia drzewka na kawałki i systematycznego podrzucania klocków do ognia.

Tak całe wydarzenie opisał później sam Allis: „Zrezygnowałem z wywiadu, a zacząłem obawiać się o swoje życie, kiedy Hunter Thompson zużył dwie puszki podpałki na świąteczną choinkę, którą miał zamiar spalić w swoim salonowym kominku, kilka stóp od zamkniętej drewnianej skrzynki z 9-milimetrowymi nabojami. To, że drzewko było stanowczo za duże, żeby zmieścić się do kominka, nie miało żadnego znaczenia dla Huntera, który w peruce ze sklepu ?wszystko za dolara? przypominał Tony?ego Perkinsa z ?Psycho?. Chwilę wcześniej roztrzaskał aparat Polaroida o podłogę”.

Poza nabojami na stole leżał oryginalny rękopis „Hell’s Angels”, książki, która przyniosła Thompsonowi uznanie i sławę, ale pisarz od kilku godzin raczący się szkocką whisky Chivas Regal pitą prosto z butelki i ginem mieszanym z różową lemoniadą, zupełnie nie zwracał na to uwagi. Po skąpaniu drzewka w podpałce przyszedł czas na wzniecenie ognia.

Płomienie z komina strzelały na blisko półtora metra w górę niczym z silnika odrzutowca, a Hunter, jego asystentka i dziennikarz musieli szukać schronienia na frontowej werandzie, skąd pisarz z dumą filmował swoje dzieło. Jeśli przyjrzeć się nakręconemu wówczas materiałowi, widać, że niewiele brakowało, aby od ognia zajęła się reszta drewnianego budynku. Na szczęście w pogotowiu czekała gaśnica. Wieczorem Hunter w kółko oglądał nakręcony materiał, czasem w zwolnionym tempie, podziwiając całą scenę. Z kolei jego asystentka, Deborah, dołożyła starań, żeby już nigdy więcej pod ręką pisarza nie znalazła się zużyta choinka.

Oto krótki, archiwalny materiał filmowy z tego wydarzenia:

Krzysztof Stelmarczyk
na podst. Wayne Ewing/Hunter Thompson Films, Dangerous Minds

Tagi: , , , , ,

Kategoria: ciekawostki