banner ad

Książka, która stała się literacką sensacją w 80 lat po premierze. Przeczytaj fragment powieści „Podróżny” Ulricha A. Boschwitza

14 czerwca 2019


Ulrich A. Boschwitz, niemiecki pisarz żydowskiego pochodzenia, opublikował za życia tylko dwie powieści. Dwa lata po dojściu Hitlera do władzy opuścił Niemcy. Obie książki ukazały się więc na emigracji. Po internowaniu w Anglii pisarz trafił do Australii. „Podróżnego” Boschwitz napisał na wygnaniu, w ciągu zaledwie kilku tygodni, pod wpływem doniesień o pogromie, jaki miał miejsce podczas Nocy kryształowej. Głównym bohaterem książki jest Otto Silbermann, zamożny żydowski kupiec, który walczył w I wojnie światowej po stronie Niemiec, człowiek, dla którego żydowskie korzenie nigdy nie miały większego znaczenia. Ale kiedy władzę w kraju przejmują naziści, nagle otaczający go świat podzielił się na Żydów i nie-Żydów. Boschwitz pokładał wielką nadzieję w „Podróżnym”. Powieść ukazała się w 1939 roku w Anglii jako tłumaczenie. Autor uważał, że tekst musi zostać ponownie zrewidowany. Sporządził nową wersję książki. Wziął ją na statek, którym w 1942 roku usiłował wrócić do Europy. Niestety statek został storpedowany przez niemiecki okręt podwodny. Boschwitz i wszyscy pozostali pasażerowie zginęli. Wraz z nimi na dno poszedł poprawiony manuskrypt. Przez blisko 80 lat nikt w Niemczech nie zainteresował się wydaniem książek pisarza. Dopiero w 2018 postanowiono opublikować „Podróżnego”. Powieść stała się na rynku niemieckim sensacją literacką. Doceniono jej uniwersalność i aktualność. To unikatowa możliwość wsłuchania się w głos kogoś, kto jeszcze nie wie, co się wydarzy, kogoś, komu Holokaust nie mieści się jeszcze w głowie. 19 czerwca „Podróżny” zostanie wydany przez Znak Literanovę w nowej serii wydawniczej Kairos, która ma pomóc czytelnikom zrozumieć ducha naszych czasów. Poniżej możecie przeczytać przedpremierowy fragment książki.

Wrócił do gabinetu.

? Właśnie tłumaczę pańskiej żonie ? zwrócił się do niego Findler ? że odwiedzanie starych lokali to duża nieostrożność z pana strony. Jeśli bowiem natknie się pan na nieprzychylnie nastawionego do pana znajomego, mogą pana spotkać ogromne nieprzyjemności. Pańska małżonka, jako Aryjka, może oczywiście chodzić wszędzie, ale pan? Bóg mi świadkiem, mówię to w pańskim interesie i nie aprobując okoliczności, które zmuszają mnie do udzielania tego rodzaju rad ? w pańskiej sytuacji najlepiej jest siedzieć w domu, ewentualnie złożyć wizytę przyjaciołom. Wprawdzie nie widać po panu Żyda, licho jednak nie śpi. A nawiasem mówiąc, co porabia synek? Chyba w porę wziął nogi za pas. Ha, ha, cóż za dziwaczne czasy. Nieprawdaż?

? Proszę posłuchać, Findler ? zaczął Silbermann. ? Żeby w końcu zamknąć sprawę, oddam panu ten dom za dwadzieścia tysięcy marek zadatku.

? Niech pan nie plecie bzdur. Czemu kpi pan sobie ze swojego starego Findlera? Przecież na granicy i tak zabiorą panu pieniądze. Ze względu na pana zapłaciłbym za tę budę może nawet parę marek więcej, niż jest warta, ale żeby wyświadczać przysługę niemieckiemu państwu ? o nie.

? Na razie nie mam zamiaru opuszczać Niemiec.

? Róbcie sobie, co chcecie, drogie dzieci. Naprawdę szczerze życzę wam czegoś lepszego niż to, co się teraz dzieje. Trwa proces sklejania niemieckiego narodu żydowską krwią. Tylko dlaczego akurat mój przyjaciel Silbermann ma się stać tym klajstrem? Nie rozumiem tego. Ratuj się, kto może. To rozumiem całkowicie.

? Czy na Żydach nie popełnia się straszliwej zbrodni? ? spytała pani Silbermann, którą zdanie „Trwa proces sklejania niemieckiego narodu żydowską krwią” przejęło grozą i która jeszcze się nie odzwyczaiła od szukania w wydarzeniach moralności.

? Niewątpliwie ? stwierdził oschle Findler. ? Na świecie dzieje się wiele złego. Ale i trochę dobrego. Raz temu, raz komuś innemu. Jeden jest chory na suchoty, drugi jest Żydem, ale największym pechowcem jest ten, komu przytrafi się i jedno, i drugie. Tak to już jest. Nawet pani sobie nie wyobraża, ile razy w moim życiu prześladował mnie pech. I nic się na to nie poradzi.

? O tym, że nie grzeszy pan nadmiernym taktem, panie Findler ? powiedziała z oburzeniem pani Silbermann ? wiedziałam nie od dziś, ale że jest pan tak zimny i? ? przełknęła słowo „brutalny” ? ?obojętny, to dla mnie jednak coś nowego.

Findler uśmiechnął się nieporuszony.

? Kocham swoją żonę i swoją córeczkę. Z resztą ludzkości łączą mnie więzy interesów. Oto cały mój stosunek do świata. Nie kocham Żydów, ale też ich nie nienawidzę. Są mi obojętni, podziwiam ich jako zręcznych kupców. Kiedy dotyka ich niesprawiedliwość, ubolewam nad tym, ale zarazem nie budzi to mojego zdziwienia. Taki jest bieg świata. Jedni, na których akurat padło, plajtują, drudzy odnoszą sukces.

? A gdyby był pan Żydem?

? Ale nie jestem! Oduczyłem się łamać sobie głowę nad rzeczami, które mogłyby się zdarzyć. Wystarczy mi to, co jest.

? Czy pan zawsze myśli tylko o sobie? Nie potrafi się pan wczuć w tragedię innych?

? A kto martwi się o mnie, kiedy to ja mam pecha? Nikt! Theo Findler nie ma nikogo poza Theo Findlerem. Oni dwaj muszą trzymać się razem, jak smoła i siarka. Ha, ha.

? I pan twierdzi, że kocha pan swoją żonę i córkę ? coraz bardziej oburzała się pani Silbermann. ? Ktoś tak? zwierzęco obojętny nie może?

? Łaskawa pani posuwa się za daleko. Wprawdzie mam grubą skórę i potrafię znieść niemało, obrażać się wszakże nie pozwolę!

Pani Silbermann wstała.

? Pan wybaczy ? pożegnała się lodowato z gościem, po czym opuściła pokój.

? Boże drogi, ale wy jesteście przeczuleni. ? Findler się roześmiał. ? No cóż, takie szczere dusze jak ja muszą być przygotowane na wiele. Ale wracajmy do interesów! No to jak się mają sprawy?

Znowu rozległ się dzwonek telefonu.

? Dwadzieścia tysięcy ? zażądał Silbermann. ? Reszta zagwarantowana hipotecznie.

Uchyliły się drzwi i pani Silbermann, sprawiająca wrażenie bardzo zdenerwowanej, poprosiła męża do sąsiedniego pokoju. Nie był zachwycony, że po raz kolejny zakłóca mu się rozmowę.

? Proszę się zastanowić ? rzucił jeszcze do Findlera, opuszczając gabinet. ? Co znowu, Elfriede? ? spytał żonę.

Wskazała na telefon.

? Dzwoni twoja siostra. Porozmawiaj z nią. Ona wszystko ci wyjaśni?

Sięgnął po słuchawkę.

? Hilde?

? Tak, to ja ? z rozgorączkowaniem powiedziała jego siostra. ? Aresztowali Günthera!

Zaskoczony tą wiadomością, Silbermann w pierwszej chwili nie wiedział, jak zareagować.

? Jak to? ? spytał w końcu. ? Co się stało?

? Przecież aresztują wszystkich Żydów.

Przysunął sobie krzesło i usiadł.

? Uspokój się, Hilde, proszę ? rzekł. ? To musi być jakaś pomyłka. Opowiedz mi spokojnie wszystko po kolei?

? Nie ma na to czasu. Dzwonię tylko po to, żeby cię ostrzec. Z naszego domu zabrali już czterech mężczyzn. Żebym chociaż wiedziała, co będzie z Güntherem?

? Toż to niemożliwe! Przecież nie wyciąga się Bogu ducha winnych ludzi z ich mieszkań! Nie można robić czegoś takiego!

Zamilkł. A jednak można, pomyślał po chwili, jak najbardziej można.

? Mam przyjechać do ciebie? ? spytał. ? Czy ty wolisz przyjechać do nas?

? Zostanę tutaj, nie opuszczę mieszkania. A ty też nie przyjeżdżaj, to nic nie da. Do widzenia, Otto. ? Rozłączyła się.

Roztrzęsiony Silbermann spojrzał na żonę.

? Aresztują wszystkich Żydów! ? szepnął. ? Może to tylko jednorazowa akcja, żeby nas zastraszyć. W każdym razie zabrali Günthera, ale to już słyszałaś. ? Silbermann umilkł na chwilę. ? Co powinniśmy zrobić? Co według ciebie będzie najrozsądniejsze? Czy mam zostać? Może zapomną o mnie. Jeszcze ani razu nikt poważnie mnie nie napastował. Szkoda, że nie ma Beckera. On ma kontakty w całej partii. Mógłby w razie czego interweniować. Chociaż jeśli te aresztowania to polecenie z góry, wtedy i on nic nie wskóra. A zanim wróci z Hamburga, mogę już niechcący stracić życie. Ach, nonsens! Przecież nic mi się nie stanie. W najgorszym razie zadzwonisz po prostu do Beckera i poprosisz go, żeby natychmiast wrócił.

? Pół roku temu mogliśmy jeszcze opuścić Niemcy ? powiedziała powoli jego żona. ? Zostaliśmy przeze mnie, bo nie potrafiłam się rozstać. Jeżeli coś ci się teraz stanie, ja będę temu winna. Ty chciałeś wyjechać, ale ja?

? Dajże spokój ? odrzucił jej samooskarżenia. ? Nikt tu nie ponosi winy. Czy człowiek, który zapomni w porę włożyć kamizelkę kuloodporną, jest winny, jeśli zostanie zastrzelony? To wszystko czysta niedorzeczność. Poza tym to ty byłaś bardziej za wyjazdem niż ja. Gdyby to wyłącznie od ciebie zależało, już by nas tutaj nie było. Prędzej ty byś się pożegnała ze swoją rodziną niż ja ze swoimi interesami. Tak się jednak nie stało. Roztrząsanie dlaczego i jak to możliwe nie ma teraz żadnego sensu.

Pocałował ją w policzek i poszedł z powrotem do pana Findlera. Starał się wyglądać na równie spokojnego i opanowanego jak wcześniej, jednak coś w wyrazie jego twarzy, nazbyt duże napięcie i wymuszony uśmiech, wzbudziły podejrzenie gościa.

? No co tam, coś nowego? ? spytał Findler. ? Jakieś złe wiadomości?

? Sprawy rodzinne ? odpowiedział Silbermann, siadając znowu obok niego.

? Tak, tak ? rzekł przeciągle Findler, a jego czoło przecięły jeszcze głębsze zmarszczki niż zwykle. ? Jasne, że złe, prawda? Wiadomości od rodziny zawsze są złe. Dobrze to znam.

Silbermann otworzył stojące na stole pudełko z papierosami.

? Czy możemy wrócić do naszej sprawy? ? zaproponował najspokojniej, jak potrafił w tej chwili.

? No cóż ? zaczął Findler ? szczerze mówiąc, trochę mnie to jednak nęci. Nie mam pojęcia, czy w ogóle wolno jeszcze nabywać nieruchomości od Żydów. Naprawdę nie wiem. Gdyby to od pana zależało, nabrałby mnie pan, zanim zdążyłbym policzyć do trzech. Hm?

To jego wieczne, świadczące o samozadowoleniu „hm” stopniowo doprowadzało Silbermanna do szału.

? Czy chce pan kupić ten dom czy tylko gadać o jego kupnie? Czego pan chce?

? Ach ? rzucił teraz Findler i wyciągnął się na swoim fotelu. ? Przed chwilą najzwyczajniej w świecie zwichnąłem sobie biodro. I co pan na to? Tak? Może lepiej poczekajmy i przekonajmy się, jakie wyjdą nowe rozporządzenia? To dla mnie zbyt duże ryzyko. Kupię dom, a potem go nie dostanę. Kto to wie, jakie jeszcze pomysły ma państwo wobec was, Żydów?

? W takim razie piętnaście tysięcy!

? Nie wiem, Silbermann, naprawdę nie mam pojęcia, czy powinienem to zrobić czy nie. Jak pan chce, odczekajmy na razie parę tygodni. Jeśli w tym czasie nic się nie wydarzy, nadal będę mógł go kupić. Muszę też koniecznie porozmawiać ze swoim adwokatem.

? Przecież dziesięć minut temu?

? Hm, właśnie naszły mnie wątpliwości. Nie chciałbym także, aby z powodu sprzedaży spotkały pana nieprzyjemności. Ale przede wszystkim ja nie chciałbym ich mieć.

? Reasumując: oddam panu dom za czternaście tysięcy marek zadatku. Ale musi się pan zdecydować w tej chwili.

? Ach tak? No cóż? Porozmawiajmy o tym jeszcze raz jutro. Czternaście tysięcy marek to całkiem spore pieniądze, bez dwóch zdań! Nie jestem potworem, nie chcę też niczego dostawać w prezencie. Nasuwa się jednak pytanie: czy ten dom jest w ogóle dla mnie wart czternastu tysięcy marek zadatku? Abstrahując od tego, płatność nastąpiłaby oczywiście dopiero po zawarciu aktu notarialnego i dokonaniu odpowiedniego wpisu w księgach wieczystych. A w razie wyższej konieczności umowa byłaby, rzecz jasna, nieważna. Czternaście tysięcy marek? Uważa pan, że to byłby dla mnie dobry interes, gdybym dziś wieczorem dobił z panem targu na zasadzie shake hands?

? Przecież sam pan proponował piętnaście tysięcy, a teraz waha się pan przy czternastu?

? Pomyślałem sobie, że z takimi pieniędzmi mógłbym zrobić też inne interesy, może lepsze. Każdy musi zawsze sam rozważyć, dokąd zmierza w swoim życiu. Hm? ? westchnął beztrosko.

Silbermann zerwał się z miejsca.

? Rzecz jasna, nie mam wpływu na pańską decyzję ? powiedział gniewnie. ? Ponieważ jednak czas ucieka, byłbym wdzięczny, gdyby podjął ją pan niezwłocznie. W przeciwnym razie proszę uważać moją ofertę za nieważną. Przecież nawet nie mogę mieć pewności, czy pan w ogóle jest poważnie zainteresowany kupnem.

? Proszę się tak nie irytować ? odparł Findler, nie kryjąc niezadowolenia. ? Zawsze to wiedziałem: wy, Żydzi, nie nadajecie się nawet do handlu, jeśli przyjdzie wam mieć do czynienia z prawdziwymi ludźmi, hm?

Silbermann widział, że Findler upaja się swoją dumą lichwiarza. Miał już na końcu języka dosyć ciętą ripostę, mniej więcej takiej treści, że on, Silbermann, istotnie nie potrafi ? i również nie chce ? konkurować z szantażystami oraz że przywykł do prowadzenia interesów w sposób przyzwoity. Bywają jednak sytuacje, że najpospolitszy kanciarz ma znaczną przewagę nawet nad najinteligentniejszym i najuczciwszym człowiekiem.

Nie zdążył jednak ani rzucić Findlerowi w twarz tych opryskliwości, które się z niego wyrywały, ani, co byłoby chyba rozsądniejsze, odpowiedzieć mu w łagodniejszej formie, ponieważ nagle rozległ się świdrujący dzwonek do drzwi?

Ulrich A. Boschwitz „Podróżny”
Tłumaczenie: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska
Wydawnictwo: Znak literanova
Liczba stron: 336

Opis: Berlin, listopad 1938 roku, tuż po nocy kryształowej. Ktoś wali do drzwi kupca Otto Silbermanna. W całym mieście trwają aresztowania. Otto ucieka tylnymi schodami. W gazecie czyta, że Żydzi wypowiedzieli wojnę narodowi niemieckiemu. Silbermann nie jest już kupcem i obywatelem ? stał się wyjętym spod prawa. Wyrusza w pełną napięcia i zagrożeń ucieczkę z hotelu do hotelu, z miasta do miasta i w końcu z pociągu do pociągu. Czy będzie mógł komukolwiek zaufać? I czy ludzie, których spotka na swojej drodze, nie wydali już na niego wyroku?

fot. Ulrich Boschwitz Collection / Leo Baeck Institute

Tagi: , , , , ,

Kategoria: fragmenty książek